Nie płakałam po Ziemkiewiczu

Kanikuła się zaczęła, gotują się mózgi i temperamenty.
Były pisarz, były rzecznik UPR, autor wiekopomnych Skarbów Stolinów; aktualnie rolnik i z bożej łaski felietonista gdzie popadnie a jakoś zapłacą, Rafał dwojga imion Aleksander Ziemkiewicz, zaszarżował z motyką na wroga cywilizacji:raz

Prosimy nie regulować odbiorników, nasze słoneczko dziennikarstwa, nasz pączuś w masełku, naprawdę rzucił słodką frazą, że do lesbijek, gejów, biseksualistów i osób transpłciowych należy strzelać. Oczywiście metaforycznie i oczywiście to tylko cytat, a i to niedokładny, gdyż nasz wybitny farmer prozy słynie z parafrazy – zarówno cytatów jak i faktów (w tymże niesławnym felietonie udało mu się przekręcić dwa nazwiska, należące do niezwykle popularnych w internecie facetów, przez co rozumiemy, że sprawdzenie, o kim się pisze, nie powinno zająć więcej niż 2 minuty na obu – no ale hasło „risercz ziemkiewiczowski” nie wzięło się znikąd).

Ponieważ pana redaktora jeszcze trochę ludzi czyta (została mu jakaś szczątkowa lekkość frazy z czasów, gdy uprawiał pisarstwo, a nie dotacje), zaczęły się dyskusje i przepychanki, a temat zataczał coraz szersze kręgi. W komentarzach część basowała panu dwojga imion felietoniście, część zawzięcie stawiała na edukację i próbowała wyjaśnić, co jest niestosownego w nawoływaniu do strzelania do ludzi (metaforycznie, pamiętajmy, jakby co złego, to nie przez to, że Rafał Aleksander nakłaniał do przemocy, on tak tylko śmiało trawestował). Tymczasem zbiegi okoliczności są złośliwe i w trakcie, gdy mistrz parafrazy i niedopowiedzeń mówił, że do osób LGBT należy strzelać (znaczy nie on, tylko kolega, tj. Cat-Mackiewicz, a w ogóle to tylko taka figura stylistyczna, nieprawdaż), w kraju znanym z dużo większej niż tradycyjna polska tolerancji, nastąpiły wydarzenia jak z mokrego snu farmera felietonów:

London bus assault

Jak widać, niektórym nie trzeba podpowiadać, i sami się garną – kilku młodzieniaszków, wg londyńskiej policji w wieku 15 – 18 lat, zaczepiało w autobusie parę dziewczyn, domagając się, by się zaczęły całować, bo panowie sobie życzą popatrzeć na lesbijki na żywo. Dziewczyny nie skorzystały z tak wspaniałej zachęty, więc zostały skatowane i okradzione. Widać, że dzieła dokonali amatorzy, nie czytający RAZa, bo po pierwsze pobili zamiast strzelać, po drugie, nie wygłaszali okrzyków o nazistach i bolszewikach.

Na świecie dzieją się jednak straszliwsze nieszczęścia, oto redaktorowi gleb patriotycznych Interia wymówiła współpracę. Rafał Aleksander pożalił się natychmiast w internecie, że go prześladują i że to straszliwy dramat niezrozumianego artysty, którego lesbijki i geje biją (ale on się nie podda i będzie dalej brnął, ale u siebie na stronie):razOUT

Najwyraźniej jednak nasz autor małorolny ma wokół siebie życzliwe dusze, i ktoś mu dobrze doradził, by stonował nieco swoje jeremiady. Pojawiło się nawet nadzwyczaj rozsądne jak na RAZa oświadczenie:

razO

Oczywiście jest to produkt przeprosinopodobny w opakowaniu zastępczym, Ziemkiewicz sugeruje nam o to, że co prawda taki jest światowy i literat obyty tu i ówdzie, skłonny do brawurowych cytatów i kawaleryjsko-kombajnowych parafraz, ale lud ciemny i głupi mógł się nie poznać i źle tę figurę stylistyczną odczytać i jeszcze by się komu co stało, a co jeszcze gorsze, odium by spadło na pana Ziemkiewicza, a to dramat nie do pomyślenia.

Czy żal mi biednego chałturzysty, że go wywalili z Interii? Ani trochę.

Czy wierzę w oświadczenie, że on tak się biedny potknął na cytacie i swej śmigłej jak perszeron frazie, i wszystko to tzw. lapsus i dramat niezrozumianego artysty? A figę.

Mogę sobie szydzić z faceta, ale dla porządku ustalmy (panie redaktorze, jak ktoś panu moją notkę podlinkuje i pan to czyta, to proszę: tak się robi risercz na potrzeby felietonu, i to nawet takiego, za który nie ma wierszówki) – gość w 1988 ukończył studia dziennikarskie na UW, od tamtej pory wydał siedem książek, kilka zbiorów opowiadań, w których to zbiorach da się znaleźć parę zupełnie niezłych tekstów, oraz SIEDEMNAŚCIE antologii własnych felietonów – przy tym gościu Bolesław Prus ma marną wydajność z hektara, marniutką! – chcę powiedzieć, że Ziemkiewicz od lat żyje z pisania i nie bez powodu dostał w swoim czasie aż dwie Śląkfy. W przypadku faceta z takim dorobkiem literackim sztubackie tłumaczenie, że mu się pióro omskło i coś napisał niezgodnie z własną intencją jest po prostu niepoważne. Ten gość doskonale wie, co mu z klawiatury zeszło, w końcu od trzydziestu lat z tego żyje (oraz ostatnio z KRUSu). Jeśli napisał homofobiczny, agresywny felieton i opatrzył go cytowanym na powyższych zrzutach ekranu tekstem, to nie dlatego, że nie radzi sobie z trudną materią słowa, tylko dlatego, że liczył na zamieszanie oraz rozliczne cytaty tu i ówdzie, podnoszące mu ranking kontrowersyjnego autora i pompujące status rozkosznego enfant terrible. Rafał dwojga imion Aleksander uwielbia zgrywać takiego niepokornego, w kontrze do salonów i głównego nurtu (trudna sztuka, gdy się ma stały program w publicznej telewizji), wszelako zupełnie przypadkiem trafiającego idealnie w gust co bardziej ksenofobicznej publiczności. Jeśli Ziemkiewicz coś napisał, to dlatego, że właśnie takie rzeczy miał zamiar napisać. To, że ktoś go pociągnął za słowo do odpowiedzialności, niewątpliwie powinno cieszyć w świecie, gdzie politycy przyzwyczajają nas do zupełnie otwartych kłamstw, obietnic bez pokrycia. Szefowie Interii wykazali się spóźnionym nieco, ale prawidłowym działaniem – wywalili gościa publikującego zachęty do przemocy wycelowanej w osoby nieheteroseksualne. W kontekście tego, że przemoc (fizyczna, emocjonalna, słowna, prawna i społeczna) osoby LGBT spotyka często i to nawet w krajach dużo bardziej otwartych i tolerancyjnych, wszelkie zachęty do niej należy tępić i wykorzeniać od razu. Cieszy mnie, że jeszcze są miejsca, z których usuwa się teksty o brunatnym zabarwieniu. Czy autor wyciągnie z tego jakiekolwiek wnioski, jest oczywiście dość wątpliwe, natomiast ta lekcja tego, co felietoniście uchodzi w miejscu publicznym, bardzo była potrzebna.

Miejmy tylko nadzieję, że na jutrzejszej Paradzie Równości nie będzie czytelników Ziemkiewicza.

 

 

 

 

 

 

 

Dziewczyny, nie pijcie z Ziemkiewiczem

Na Twittera zaglądam raz na wiele dni, zajrzałam dziś i mnie pokarało natychmiast. Kilka osób podlinkowało, powstały też zrzuty ekranowe na wszelki wypadek:

tłity

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, piszący te słowa to polski pisarz, autor powieści fantastycznych, publicysta, felietonista m.in. Rzeczpospolitej, były rzecznik partii politycznej (UPR).

Gdyby ktoś miał wątpliwości, gdzie jesteśmy, pod tymi tweetnięciami pojawiło się mnóstwo głosów poparcia, poklepywania po plecach i swojskiego rechociku („hehe, jak można zgwałcić prostytutkę pijaną, hehe”). I to powszechne zrozumienie dla wpisu Ziemkiewicza mnie przeraża.

 

Prawica (szeroko rozumiana, możemy sobie na potrzeby notki pozwolić na określenie „cywilizacja życia w najlepszym wydaniu”) nie odróżnia gwałtu od seksu. Gwałt to taki seks, ale. Szczególny rodzaj. Niekonwencjonalny. Może trochę bardziej brutalny. Bo kobiety mają zasadniczo mówić „nie”, żeby mężczyzna był zdobywcą. Gwałt prawdziwy, to jest to, co robi zamaskowany oprych z nożem, obowiązkowo w ciemnej alejce, obowiązkowo z użyciem broni i siły fizycznej. To jest ten gwałt, który Cywilizacja Życia w Najlepszym Wydaniu uważa za dramat, krzywdę i zbrodnię. Zerżnięcie pijanej i niezdolnej do wyrażenia oporu dziewczyny czy kobiety to coś, co każdy prawdziwy mężczyzna ma za sobą jako jedną z tych prawdziwych męskich przygód, które wspomina się z rozrzewnieniem.

 

Zauważcie, co pisze pan dziennikarz, publicysta, literat, pleno titulo Ziemkiewicz: „któż nie wykorzystał pijanej, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Pan dziennikarz uważa wykorzystywanie pijanych i niezdolnych do oporu kobiet za powszechne i zrozumiałe, może niezbyt chwalebne, ale naturalne. Gromada fanów basuje mu pod tymi wpisami, znaczy – pan dziennikarz ma rację. I to jest przerażające.

 

Niezrozumienie tego, że pierwszy tweet jest pochwałą gwałtu na oszołomionych i ogłuszonych chemicznie ofiarach widać z całą ohydą w drugim. Ziemkiewicz (publicysta, literat, laureat kilku nagród etc) nie widzi różnicy między stosunkiem seksualnym z niesatysfakcjonującą estetycznie partnerką a wykorzystaniem fizycznym osoby niezdolnej do stawienia oporu. Cywilizacja Życia (etc) przemawia złotymi ustami pana Rafała: pijane kobiety się wykorzystuje, nie dość atrakcyjne się poniża i sugeruje, że seks z nimi był wynikiem spisku lub podstępu. Bardzo rycerska postawa, doprawdy, szacunek do kobiet wręcz tryska z tych wypowiedzi.

 

Mogłabym ironizować długo, ale tak naprawdę wpisy Ziemkiewicza mnie martwią i przerażają. Martwią, bo facet zgarniający swojego czasu mnóstwo nagród, niewątpliwie inteligentny i wymowny mówi, że gwałt na pijanej to rzecz powszechna, zwykła i należąca do doświadczeń niemal wszystkich mężczyzn. Przerażają, bo tłum ludzi popiera te tweety – czy wprost, czy rechocikiem, czy polubieniami. Przerażają, bo tłum kibiców potwierdza, że Ziemkiewicz ma rację. Kobieta pijana, oszołomiona, niezdolna do oporu to cel do zaliczenia, nie człowiek czy partner, nie ktoś, kogo pyta się o zdanie w sprawie użycia jego ciała. To tyle, jeśli chodzi o mit szczególnego szacunku wobec kobiet, jaki żywi rzekomo prawica. To tyle, jeśli chodzi o wynikające z konwencji o zapobieganiu przemocy wobec kobiet straszne zagrożenie dla rodziny i szczególnej pozycji kobiet ( (C) by Jarosław Gowin) w polskiej kulturze. to tyle jeśli chodzi o fetysz rycerza i dżentelmena.

 

Dziewczyny, nie pijcie z prawicowcami. Szczególnie Ciechana. Oni nie pytają o zgodę.

 

PS. Niezawodne Pochodne Kofeiny napisały wcześniej i zwięźlej.