O starannym obrażaniu

Gdyby internet oferował leczenie, na Twitterze kolejki ludzi z poważnymi urazami uczuć religijnych zablokowałyby wszystkie SORy.

Tłum ludzi, setki, tysiące zgoła wyrażają gromadne oburzenie dramatyczną i nieporównywalną z niczym co dzieje się obecnie na świecie obrazą uczuć katolickich – czyli tym, że niejaki Szymon Niemiec, biskup niszowego Wolnego Kościoła Reformowanego odprawił dwa tygodnie temu nabożeństwo w trakcie Parady Równości, i miał na sobie tęczowy ornat. Dla ustalenia uwagi, zdjęcia z tego wydarzenia pokazują dość nikłą frekwencję i umiarkowane zainteresowanie czy to wiernych, czy gapiów – może dla tego, że ta posługa religijna to już stały element Parad, odbywa się od dziewięciu lat. Tymczasem grono śmiertelnie rannych w uczucia katolickie wciąż się powiększa i niedługo pewnie będą masowe zgony, wnioskując z tonu, w jakim urażeni raportują powagę wydarzenia. Przypominam, tego wydarzenia, na które przyszło parę sztuk widzów.

12385524-kadr-z-nagrania-wideo-teczowej

(kadr z nagrania K. Slezaka)

Tym wszystkim umierającym z powodu zadania im prosto w serce śmiertelnego ciosu, tej straszliwej obrazy uczuć religijnych, tego nachalnie im zaprezentowanego ze wszech stron i wszech mediów aktu blasfemii, pragnę zadedykować pewien bardzo stary dowcip.

Na komisariat dzwoni roztrzęsiona staruszka i żąda natychmiastowej interwencji, gdyż ludzie z mieszkania naprzeciwko dokonują straszliwych perwersji, uprawiają seks tak wyuzdany i tak gorszący, że ona we własnym mieszkaniu boi się, że apopleksja ją zatłucze. Trudno i darmo, komendant wydelegował młodszego aspiranta na wizję lokalną pod wskazany adres. Wchodzi ten młodzian do mieszkania, wita go starowinka w wieku matuzalemowym, drobna i krucha, ledwie się nie rozsypie – i powtarza znowu – że zwyrodnialcy, że zboczeńcy, że wyuzdanie, że zgorszenie, że skandal i że nie wolno.

Policjant wygląda przez okno, ale nic nie widzi. Wychyla się, ale nic.

Odwraca do staruszki i pyta, gdzie niby jest ta jaskinia demoralizacji, bo mimo, że patrzył i z okien kuchni, i z salonu, to nijak nic nie może zauważyć. Na co staruszka, wzburzona nad życie:

— Stąd to nie widać, ale jak pan, panie władzo, wejdzie na szafę…