Przegląd prasy w Gotham City

Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, w którym tomie Boy-Żeleński (a przysięgam, przeczytałam wszystkie dzieła zebrane – nie wliczam przekładów, na to żyję za krótko! – podstępnie dostępne w czytelni Biblioteki Narodowej, więc proszę mnie trochę zrozumieć) wspominając swój pierwszy pobyt w Paryżu opisywał swoje pochłonięcie lekturami. Oraz zanotował bon mot, który mi potwornie ugrzązł w pamięci – że jeśli chce się poznać jakieś miasto naprawdę, czym żyje, co je boli, co dotyczy mieszkańców najbliżej, należy przestudiować uważnie dział ogłoszeń drobnych w prasie.

Następnie były śliczne cytaty: o oddawaniu i wyprzedaży futer, anonse miłosne w funkcji poste-restante (Filomeno, wybacz nieporozumienie, będę we wtorek czekał pod pomnikiem, twój Aramis), ogłoszenia o licytacjach etc.

Od tamtej pory przyznaję, że nigdy nie pomijam działu ogłoszeń drobnych, zastanawiając się zawsze, co w dzisiejszej Warszawie odpowiada najbliżej paryskiej prasie bulwarowej: dostępnej dla biedoty, robotników, studentów i wannabe pisarzy i tłumaczy (oczywiście, mam świadomość, że ogromna część ogłoszeń towarzyskich i reklam wyprowadziła się na stałe do internetu, więc trudno o przełożenie jeden do jednego treści, ale tylko prasa papierowa daje ten aspekt lokalny, o którym mówimy). Zatem z pewnością żadna prasa ambitna, żadna specjalistyczna czy udająca biznesową. Zdecydowałam się na codzienną prasówkę prekariatu, darmową, rozdawaną na przystankach” „Metro”.

Czego więc dowie się przybysz docierający z obcej planety na Dworzec Centralny i otrzymujący przy wejściu do metra Centrum kilkukartkową gazetkę? Czym żyje Warszawa?

image

Ogłoszenia drobne:

Zdrowie – usuwanie ciąży (w tej edycji pod pseudonimem Ginekolog farmakologicznie, bywają również pełny zakres i wywoływanie miesiączek – poezja niedomówień w mniej niż 100 znakach, licząc numer telefonu) oraz protetyka.

Uroda – wyłącznie prostytucja, nazwana dla pełnej konspiracji masażem.

Praca – oferty sprzątania (dla kobiet), ochrony (dla osób z orzeczeniem niepełnosprawności) oraz prostytucji (tu poezja kamufluje za pomocą enigmatycznego koleżankę na prywatkę lub brutalnego atrakcyjne panie z zamieszkaniem 500 zł dziennie).

Oprócz tego – mieszkania na sprzedaż, skup samochodów powypadkowych i antyków i prace remontowe i blacharskie.

Usiłuję sobie wyobrazić miasto, pełne prostytutek w różnym wieku, steranych sprzątaniem kobiet i chromych oraz niedowidzących ochroniarzy pilnujących wraków aut, między którymi lawirują furgonetki murarzy i parkieciarzy. Miasto kobiet usuwających ukradkiem ciąże i sztukujących okazyjnie uzębienie. Miasto sępów skupujących kolekcje po zmarłych i wyprzedających mieszkania, remontujących mieszkania i wynajmujących po paskarskich cenach mieszkania na osiedlach strzeżonych przez rencistów. Miasto powypadkowych samochodów.

W zasadzie kiedy Warszawa stała się czymś pomiędzy Gotham a Sin City?

Rzeczy, których nie widać z okien sejmowego hotelu ani zza stolików w luksusowych restauracjach czy modnych klubach przeniosły się do darmowych gazetek. To nie jest pełna wiedza o mieście, to nie jest rocznik GUS ani zestawienie statystyczne z urzędu miasta, bo większość tych ogłoszeniodawców ani w GUS ani w urzędach się nie pokaże ani nie zarejestruje. To nie są branże, które w ogóle istnieją. To są te brakujące strony w rocznikach statystycznych, to są te nieistniejące aborcje, te prostytutki, których przecież w Polsce nie ma, to bezrobocie na czarno, te cuda z ubezpieczeniami samochodów, naprawami, warsztatami cudów, te usługi, które w życiu nie widziały faktury. To jest żywe miasto.

Reklamy