Czyje są piersi Angeliny?

Angelina Jolie poddała się badaniom genetycznym, które ujawniły, że jest nosicielką zmutowanego genu BRCA1 i z prawdopodobieństwem około 90% zachoruje na raka piersi. Rozważyła swoją sytuację zdrowotną, osobistą, skalkulowała ryzyko i gotowość na zmaganie się z chorobą – i zdecydowała się na prewencyjną obustronną mastektomię, po której przeszła zabieg rekonstrukcji piersi. Po trzech miesiącach od zabiegu opowiedziała o nim w szczegółowym i osobistym wywiadzie, licząc, że jej historia zwiększy świadomość publiczną na temat nowotworów, wykrywania i terapii.

Chyba nie widziała Polski.

Pysk otworzył Bolesław Piecha, z niebywałą arogancją określając operację jako event, zbędny zabieg mający wyłącznie marketingowy charakter:

Natomiast jeżeli chodzi o piersi i przypadek Angeliny Jolie, to mamy do czynienia z pewnym dziwnym miksem: pewnie pani Jolie nie wygląda mniej sexy, ponieważ wszczepiła sobie implanty – kontynuował Piecha. – I tak by to zrobiła, bo o tym wiemy, a przy okazji usunęła gruczoł piersiowy.

Bolesław Piecha to jest lekarz. Tak się składa, że ginekolog. I cóż ma on do powiedzenia w sprawie zabiegu niejako związanego z jego dziedziną? Że pacjentka będzie wyglądać seksownie po wszczepieniu implantów.

Tu jest miejsce, w którym walnęłam mocno głową o biurko, trochę mnie zamroczyło, ale już mi lepiej, dziękuję, i mogę kontynuować pytania retoryczne.

Otóż, panie doktorze, co pana obchodzi seksowność i atrakcyjność pacjentek? Pan, jako nawrócony katolik (o, internet pamięta, jak pan się zarzekał, że już więcej pan nie dokonuje aborcji, bo to grzech, a przedtem – jak drwal na wyrębie. No, ale przyszło nowe i do innej władzy trzeba było się ustawić frontem) zasadniczo trochę nie o tym powinien mówić, gdy pana pytają o decyzje lekarzy i pacjentek.

Pozwala sobie pan, panie ginekologu, na dziwaczne porównanie mastektomii do usunięcia oka w przypadku zagrożenia siatkówczakiem, i wywodzi pan z tego wniosek, że Jolie podjęła decyzję głupią i niepotrzebną. Jakby pan nie wiedział, czemu pana porównanie jest durne jak paczka pluszowych gwoździ, wyjaśniam: biustem się nie patrzy. Człowiek zwykle woli mieć widzenie obuoczne tak długo, jak może, ponieważ połowiczne oślepienie jest dotkliwym kalectwem, na które jeszcze nie mamy skutecznych protez. Implanty piersi zastępują tkankę tłuszczową i utrzymują dotychczasowe obciążenie kręgosłupa (istotne dla pacjentek zwłaszcza z mastektomią jednostronną), zaś inne funkcje piersi w razie potrzeby muszą przejąć odżywki i sztuczne mleko dla niemowląt. No ale pan ginekolog, który – śmiem być pewna! – nie widział z bliska ani Jolie, ani jej wyników badań, z gigantyczną arogancją ocenia jej decyzję, wiedzę i kompetencje, a ją samą redukuje do czegoś w rodzaju lalki do oglądania.

Jolie jest jedną z najbardziej znanych aktorek na świecie. Swoją renomę zdobyła zarówno świetnymi warunkami fizycznymi, jak i zdolnościami aktorskimi – oraz przyjmując role w różnych gatunkach i z różnymi wyzwaniami aktorskimi się borykając. Rozumiem, że Piecha widział ją wyłącznie w Tomb Raiderze i stąd jego problemem jest, czy da radę nadal ekscytować się dekoltem Lary Croft, gdyby powstał kolejny sequel. Pudło, panie doktorze – tu Jolie występuje w swojej drugiej roli: celebrytki wykorzystującej własną pozycję dla promowania istotnych idei. Poświęca część swojej prywatności, by oddemonizować raka piersi, pokazać, że nawet światowa sława, talent i pieniądze nie chronią przed zagrożeniem chorobą, że ryzyko nowotworu łączy ją ze wszystkimi kobietami na świecie mającymi ten zmutowany gen. Swoim przykładem pokazuje, że nie trzeba biernie czekać, że można się badać nie tylko pod kątem pojawienia się zmian, można oceniać ryzyko ich wystąpienia. Można aktywnie walczyć. Można decydować o własnym ciele.

To jest postawienie sprawy, które spotkało największy opór: kobieta, która postanowiła zdecydować o swoim ciele w sposób odbiegający od naszych oczekiwań (naszych = publiczności). Piecha, który od chwili nawrócenia na obowiązkową w Polsce religię najchętniej zmusiłby wszystkie rodaczki do rozrodu, czy chcą czy nie, nie umie uszanować autonomii kobiety w decydowaniu o własnym ciele. W internecie siedzi wielu malutkich piechów, którzy nie tyle z przyczyn ideologicznych, co estetycznych potępiają operację Jolie. W komentarzach pod artykułami odbywają się głosowania, pod jakimi warunkami internetowi eksperci od biustu Jolie pozwoliliby jej się zoperować – czyż to nie jest kuriozalne? Wybaczyliby jej, gdyby rak już ją zżerał, chemia zniszczyłaby jej włosy i skórę – wtedy pogodziliby się z usunięciem ich fetyszy i zastąpieniem ich implantami. Skoro jednak jeszcze jest zdrowa, i ma aż dziesięć procent szans nie zachorować, to internet jej nie wybaczy.

Tu po prostu muszę zacytować doskonały komiks, oddający istotę tego światowego protestu – tumblr Megan Rosalarian. W zasadzie jest w nim więcej, niż umiałabym napisać w długaśnym eseju.

Ponieważ szanse na to, że Piecha i inni politycy wyznawcy jego pokroju trafią na ten komiks jest przyzerowa, można tylko mieć nadzieję, że z biegiem czasu dotrze do nich komunikat, że ciało kobiety należy do niej samej. Nie do lekarzy, nie do męża ani ojca, nie do jej matki ani dzieci. To jest jej ciało. Nie publiczności, nie fanów, nie widzów. Jej ciało, jej piersi, jej choroba i jej zdrowie, jej lęki i jej odpowiedzialność. Jej decyzja. Możemy dywagować, na co my sami zdecydowalibyśmy się przy podobnej diagnozie, ale w żaden sposób nie rzutuje to na autonomię jakiejkolwiek osoby postawionej przed analogicznym wynikiem badania.  

 Długo zajmie internetowym komentatorom nabranie szacunku do autonomii kobiet w sprawach związanych z ich ciałami. Wolałabym jednak, żeby lekarze i politycy tę umiejętność jednak już mieli opanowaną i nie epatowali w mediach pogardą dla pacjentek mających inną od panapiechowej koncepcję życia.

Reklamy