Patriotyzm balkonowy

image

To zdjęcie oddaje idealnie esencję polskiego patriotyzmu. Śmieci upchnięte na balkonie, szary z brudu mop i zatknięta nad tym dumnie flaga. W tle, w roli obowiązkowej nostalgii za Starymi, Dobrymi Czasami, wypłowiałe landszafty i obrazki przedwojennej Warszawy.
Oto dlaczego nie bardzo jestem dobrą klientką wielkich przemówień i orędzi. Premier i prezydent będą powiewać flagami, dzwonić orderami, szczękać zardzewiałym orężem, a ja będę widzieć mopa, śmietnik, brak ścieżek rowerowych, miejsc w przedszkolach i żłobkach, brak świetlic, domów kultury czy basenów, brak bezpłatnych zajęć rehabilitacyjnych dla dzieci niepełnosprawnych, brak terminów u lekarzy. Brak pomysłu wśród władz i brak życzliwości wśród współobywateli. Za to pod dostatkiem triumfów, klęsk, powstań i moralnych zwycięstw.
Nie kupuję tej narracji, że przegrana wojenna usprawiedliwia brudne uszy i balkony. W rok po wojnie – być może. Nie w siedemdziesiąt lat. Nie kupuję przypowieści o moralnej konieczności podejmowania działań szkodliwych i wyniszczających w imię idei. Nie będę rodzić małych powstańców, żeby można było mieć kolejne rocznice do machania flagą, panie Terlikowski. Nie będę rozlewać krwi dla symboli, idei i koncepcji, droga prawico. Mogę posprzątać swój balkon. Gdy będę mieć psa, posprzątam też jego kupę. Ale do tego nie potrzebuję flagi.

Piszę to wszystko z Centrum Krwiodawstwa na Saskiej, gdzie za chwilę oddam krew. Oddam, nie przeleję. Nie będzie jej w podręcznikach historii, nie będzie się nią ekscytować żadna prawica, nikt jej nie uczci tablicą ani mszą. I dobrze. Wystarczy, że będzie z niej pożytek. Pomników mamy już nadwyżkę.

Reklamy