Pożytki z biblioteki

Ponieważ pojawiło się tutaj już dwadzieścia notek, które bez wyjątku służą narzekaniu i maniu za złe; od pewnego czasu gnębi mnie myśl, czy w swoim lamencie mam jakąś wizję pozytywną, jakiś program, jak opisać rzeczywistość wokół i wysnuć jakieś mądre wnioski. Jeśli zaś nie uda się mądrych wniosków, to może chociaż jakieś naiwne, idealistyczne wnioski udałoby się wyprowadzić? Cokolwiek poza ciągłymi jeremiadami, że jest źle a nikt nic nie robi, a jak robi, to robi jeszcze gorzej.

Ma to filozofowanie wszelkie cechy wymyślania na nowo rzeczy znanych światu od dawna, bo z grubsza usiłowałam na potrzeby blogaska sformułować program lewicy jaką chciałabym, żeby w Polsce była. (Ta dyskusja krążyła po wielekroć po zaprzyjaźnionych blogach i cyrklach na G+, więc pozwolę jej sobie nie streszczać zbyt szczegółowo) Ponieważ wiadomo, że nie należy się w tej sprawie sugerować programami partii, jakie mają słowo „lewica” w nazwie czy statucie, poszłam sobie do biblioteki. Takiej konwencjonalnej, analogowej, z papierowymi książkami.

Oto poniżej świeży, przemyślany, opatrzony sumieniem i świadomością opis świata w okół wraz ze wskazówkami, jak ten świat ratować. Oto lewica, która troszczy się zarówno o wyrównywanie przepaści ekonomicznej, wyciąganie z nędzy w pierwszej kolejności, o ekonomię opartą na szacunku dla pracy i pracownika, o ograniczenie konsumpcji, o zredukowanie wyzysku pracowniczego, dbałość o zasoby naturalne, przyrodę i kulturę, o twórczość jako niezbędny element życia każdego.

 Ten świeży program pochodzi z 1997 roku.

image

image

image

Ponieważ do biblioteki wracam i wracać będę w najbliższym czasie jeszcze sporo, nie zdradzę na razie, kogo tu zacytowałam. (Oczywiście, jeśli ktoś – bez guglania, s’il vous plait! – chciałby zgadywać, o kim mowa, tylko się ucieszę, a z przyjemnością mogę zwycięzcę nagrodzić przy okazji jakiejś dewirtualizacji.) Mogę obiecać, że kolejne cytaty pojawią się wkrótce, w ramach prezentacji jedynej postaci ze świata polityki, wobec której mam cały czas ogromny podziw, szacunek i zaufanie. Mam bowiem nieodparte wrażenie, że mieliśmy w pewnej chwili w Polsce fenomenalnego przywódcę ruchu lewicowego,wyposażonego w doświadczenie społeczne, niezwykły i przenikliwy umysł, wiedzę, fenomenalną empatię i umiejętność współpracy z innymi, a przy tym zdolność konstruowania instytucji społecznych od zera, który niestety miał dwie fundamentalne wady: odżegnywał się od stawania na czele czegokolwiek oraz został przez większość z nas zbagatelizowany i niedoceniony.

Reklamy