Priorytety

Małopolska nie ma ostatnio szczęścia w prasie.

Mimo wielkich starań lokalnych władz i policji, wypłynęła jednak przykra sprawa intymna, znaczy, że oficjele chadzali do burdeli i dali się tam nagrać. Zaczęło się od publikacji w NIE (pierwsza i następna w odpowiedzi na reakcję bohaterów), po których czytelnicy zaczęli mlaskać i rechotać nad wizją marszałka Sejmu z opuszczonymi spodniami i debatować, czy to tak ładnie na co dzień głosić różne okrągłe zdania o honorze i moralności, a wieczorami robić wycieczki do wesołych instytucji i tam się oddawać przyjemnościom mniej prorodzinnym.

Szum medialny wokół tej publikacji (pomińmy na moment niepowtarzalny a niesmaczny styl NIE, celujący w to co leży bardzo na dnie duszy polskiego czytelnika) mocno rozczarowuje. Publiczność oto roztrząsa wątek obyczajowy i erotyczny, wizualizuje sobie polityka w sytuacji nieparlamentarnej i rechocze, że oto kolejny ze świecznika wylądował po pośladki w błocie. Mało głosów wszelako krzyczy o tym, co najstraszniejszego w tym artykule (i w idących jego śladem publikacjach, choćby w Rzeczpospolitej tu i tu) – że oto na naszym bogobojnym Podkarpaciu latami kwitł sobie handel żywym towarem i niewolnictwo, a w dodatku że dotyczyło to również dzieci. Jeśli prawdą są sensacje z taśm, oto różne VIPy nie tyle korzystały z usług seksualnych w burdelu co po prostu gwałciły dzieci (serio, nie da się inaczej określić wykorzystywania dziewczynek poniżej 15 roku życia przetrzymywanych w burdelach). Powiedzmy to jeszcze raz, małopolskie władze przez wiele lat udawały, że nie widzą, że dwóch obrotnych braci handluje kobietami, trzyma je wbrew ich woli i zmusza do prostytucji, wystawiając je również lokalnym oficjelom w zamian za przymknięcie oka.Ba, władze lokalne do spółki z krajowymi miały w zanadrzu dla sutenerów bonus, acz w trakcie obecnego niemrawo idącego śledztwa nikt się do wręczenia nagrody nie chce przyznać.

wycinek z gw

źródło: gazeta.pl

Czym się zasłużyli nowej ojczyźnie? Rzepa rozwija temat:

rzepaźródło: Rzeczpospolita

Małopolskie władze miały taki spokój duszy, że nie przeszkadzało im nawet, że w burdelach trzymane są dzieci. Pewnie było to o tyle łatwiejsze do zniesienia, że dzieci zostały przez sutenerów importowane z Ukrainy i można było udawać, że nikt o tych dziewczynkach nie wie, no, chyba że klient, który korzystał z niepowtarzalnej okazji, w innych warunkach objętej artykułem 200 kodeksu karnego. Dziewczynki siedziały w burdelu odpracowując rzekomy dług i ucząc się, że Najjaśniejsza Rzeczpospolita nie ma im nic do zaoferowania w zakresie ochrony ich niewinności i dzieciństwa. Cóż bowiem pochłaniało ostatnio lokalnych radnych i było ważniejsze od rezolucji w sprawie handlu żywym towarem na ich terenie, od wykorzystywania nieletnich i od seksualnego obozu pracy dla kobiet?

Ilustracja poniżej:

 

Barbara Nowak
źródło: Twitter

Gdyby ktoś się zastanawiał, kim jest ta pani, która z takim wyczuciem chwili i kontekstu używa tagów #chrońmyDzieci, spieszę z wyjaśnieniem – to małopolska kurator oświaty. Kobieta, której zadaniem jest nadzór nad szkołami w regionie, nad realizowaniem zadań stojących przed szkołami i wychowawcami, oraz pilnowanie realizacji przez podległe jej placówki obowiązku szkolnego. To taki miły przepis, który mówi, że dzieci do ukończenia roku szkolnego mają obowiązek pobierać naukę. Dzięki temu nie mamy w kraju analfabetów, których rodzice wyreklamowaliby ze szkół w celu pracy zarobkowej bądź tyrania w gospodarstwie czy własnej firmie; dzięki temu przepisowi chronimy prawo do edukacji i rozwoju nieletnich. Przypomnijmy jeszcze, że nie jest to przepis uchwalony sobie a muzom, jego nieprzestrzeganie podlega sankcjom – Organ miejscowy administracji publicznej właściwy do spraw edukacji może nałożyć na opiekuna prawnego dziecka karę grzywny w celu przymuszenia do realizowania tego obowiązku. (za Wikipedią).

Zgodnie zatem z przepisami kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, stosowny organ administracji właściwy do spraw edukacji  powziąwszy wiedzę, jeśli nie z lokalnych ploteczek i szumu z magla, to z przetaczającej się przez prasę burzy artykułów z wyimkami z doniesień i nagrań, powinien natychmiast wytoczyć wszelkie dostępne działa i wszcząć postępowanie w celu wyjaśnienia, czy w rzeczy samej przedsiębiorczy sutenerzy trzymają jakieś dzieci i czy aby te dzieci nie powinny uczyć się w lokalnych szkołach czegoś innego niż obsługa erotycznych roszczeń spasionych knurów, pardon, klientów burdeli. Stosowny organ administracji płonąc ze wstydu zwołałby konferencję i ogłosił, że wydusi z siebie środki specjalne na zajęcie się tymi dziewczynkami, by pozwolić im nie tylko przepracować traumę bycia seksualnymi niewolnicami w polskim przybytku, nie tylko naprawić krzywdy, których doznały, ale też nadgonić program szkolny i dać im szansę na porządne wykształcenie, którą utraciły, będąc zmuszane do prostytucji. Organ administracji, kurator oświaty, rozesłałby piorunem zapytanie do podległych szkół o dostępnych nauczycieli, którzy mogliby te dziewczynki objąć edukacją możliwie dwujęzyczną (nie ma pewności przecież, czy Ukrainki mówią biegle po polsku na tyle, by podołać programowi nauczania), jeśli na czas śledztwa muszą one pozostać w Polsce, i kto mógłby zapewnić im opiekę pedagogiczną i nauczanie indywidualne, by nie robić z nich sensacji przez dołączanie znienacka do klas. To zrobiłby przyzwoity kurator oświaty, który poważnie traktuje swoje obowiązki i dla którego istotne jest chronienie dzieci przed krzywdą, wykorzystaniem i deprawacją.

Tymczasem mamy na powyższym obrazku panią kurator, która jest oto właściwym organem do spraw edukacji, i której rozumienie ochrony dzieci polega na wsparciu nieprawdopodobnego wręcz działania sejmiku. Sejmik bowiem, po rozebraniu tej konstrukcji literackiej w nagłówku, uchwalił coś w rodzaju współczesnych ustaw norymberskich, decydując, że dzieci w Małopolsce nie powinny być edukowane w zakresie praw człowieka (praw do własnej seksualności, prawa do prywatności, prawa do intymności, prawa do odmowy), że tym, co stanowi największe zagrożenie dla dzieciństwa jest wprowadzenie edukacji równościowej do szkół – a nie, na przykład, trzymanie 14- i 15-letnich dziewczynek w burdelach i stręczenie ich grubym rybom biznesu i polityki. Radni są zadowoleni z siebie nadzwyczaj, że oto uchronili region przed strasznym demonem równości i zakazali uchwałą wszelkich działań mających obronić małopolskie mniejszości seksualne przed prześladowaniem i krzywdą, a pani kurator basuje im, wołając „Chrońmy Dzieci”. Nie wiem, czy to obłuda, czy głupota, czy podłość inspirowana ideologiczną trucizną sączoną z różnych środków przekazu włączając w to ambony, ale ironia tej deklaracji przekracza moje granice bezpieczeństwa.

Pani kurator, brzydzę się tym, co pani robi. Państwo radni, wstyd mi za was.

Wstyd mi też, że tym wszystkim kobietom i dzieciom przetrzymywanym latami i wykorzystywanym w ohydny sposób przy milczącej zgodzie władz, moja ojczyzna pokazała właśnie środkowy palec . Polska, która ustami swoich polityków twierdzi, że musi chronić dzieci przed złem równouprawnienia i praw człowieka, ma w nosie prawa najsłabszych. Polska, która drży przed deprawacją dzieci wynikającą z rzetelnej edukacji seksualnej ignoruje deprawację dokonującą się dzień w dzień i noc w burdelach korzystających z niewolniczej pracy nieletnich Ukrainek. Polska, która trzęsie się od bogobojnych deklaracji i praworządnych sloganów, latami pozwala na niewolnictwo i handel ludźmi, a uprawiających ten odrażający proceder nagradza tym, co ma ponoć najcenniejszego – obywatelstwem. Jeśli to nie jest dowód, co naprawdę się w tym kraju liczy, to nie wiem, co nim jest, bo przecież nie deklaracje, a czyny.

 

Polsko, masz pojebane priorytety.

 

A jeśli ktoś się oburzy, że to nie Polska, nie kraj, tylko poszczególne jednostki, ot, wybryki polityczek i polityków, lapsusy, a nie ogólna prawda – to proszę o dowód. Proszę o skrin lub link, w którym władze wyższe niż pani kurator małopolska wyrażają potępienie dla tej haniebnej uchwały i reakcji pani Nowak; link do materiału, gdzie pani kurator jest wzywana na dywanik i musi się tłumaczyć. Przydałby się też link w którym ktoś z władz postuluje objęcie sensowną opieką ofiar obrzydliwego procederu sutenerskiego, opieką psychologiczną, prawną, rehabilitacją i edukacją. Nie ma? No właśnie.

 

Reklamy

Święta polskie na coraz weselej

Odwieczna walka o rząd dusz wchodzi w kolejną rundę. Polska ma jak zwykle zaszczyt robić za scenę tego cyrku.

(Tu jest mały wtręt od autorki, która przeprasza wszystkich etnologów, kulturoznawców, religioznawców i antropologów kulturowych, którzy być może poniosą szkody w trakcie  zgrzytania zębami przy lekturze za ogromne uproszczenia i haniebne skróty dokonane na potrzeby pomieszczenia się w notce i nie zrobienia z niej nudziarstwa pękającego od przypisów. W razie czego proszę o łagodny wymiar kary w komentarzach)

Pierwszy front walki o chtoniczne święta na naszym terenie stoczyliśmy dość dawno, gdy swojskie Dziady zostały wyrugowane przez Wszystkich Świętych, a rytuały związane z kultem przodków, komunikacją ze zmarłymi i magią przechodzenia między światami zostały zsakralizowane, wtłoczone w ramy liturgiczne i zawłaszczone, po zmianie nazw i przypisaniu im nowych symbolicznych znaczeń. (Tu dygresja, że jest to dość stare zagranie kościoła zwanego powszechnym, i że tą praktyką oswajał sobie tereny pełne kultów lokalnych – ot, chrzcząc Izydę z Horusem Marią z Jezusem i wprowadzając do ikonografii kobietę karmiącą dziecko w sztywnej, hieratycznej pozie. Jako że z oryginałem szedł cały pakiet wyobrażeń i akcesoriów, Maria Żydówka wzbogaciła się po drodze o należący pierwotnie do Izydy, Królowej Nieba, płaszcz z gwiazdami, a półksiężyc, na którym niekiedy bywa przedstawiana, jest też częścią tego zapożyczonego wizerunku)

Izyda z Horusem, rzeźba z brązu, zbiory Muzeum Narodowego – można sobie porównać wizerunkami znanymi z kościołów

I tak oto ofiary z żywności składane duchom przodków zostały w naszej kulturze w postaci wieńców i kwiatów, ogniska wskazujące drogę zabłąkanym duszom skurczyły się do zniczy (acz w ostatnich latach znów się rozdymają do imponujących rozmiarów, patrząc po ofercie plastikowych i szklanych monstrów dostępnych w handlu), uczty ku czci przodków zredukowały się do sezonowych, przycmentarnych straganów z jedzeniem rzadko dostępnym w innych porach roku (obwarzanki, pańska skórka) lub prozaicznym bigosem z przyczepy campingowej. Pozostał wymiar społeczny, zgromadzenia się wokół zmarłych i ich wspominania, i duchowy, mniej lub bardziej należący do sfery religijnej. Tak oto święto pogańskie zostało wchłonięte przez rok liturgiczny, przyswojone i zaadaptowane do nowego światopoglądu wraz z całym folklorem i obrzędem, który bez dawnych wierzeń nie ma sensu, ale na tym właśnie folklorze najmocniej się trzyma. Kościół mógł odetchnąć, że spójność została zachowana, schizma pogańska z powodu Dziadów i celebry mu nie grozi, a rok liturgiczny zyskał trochę błyskotek do oprawy. Niestety, nie minęło marne kilkaset lat, a nad Polskę, udręczoną nie dość historią, dramatem i rodakami, nadciągnęła kolejna inwazja kulturowa, tym razem z dalszego zachodu – Halloween.

(Tu kolejna dygresja, że jak nasze Zaduszki są wpierw zlaicyzowanymi, a potem – skatolicyzowanymi pogańskimi obrzędami z dziedziny kultu zmarłych, tak Halloween w obecnym kształcie jest rezultatem przetrawienia przez folklor miejski USA oraz machinę konsumpcyjno-komercyjną obrzędów Samhain, czyli celtyckiego święta zakończenia zbiorów, końca lata i wegetacji, nocy błąkających się po ziemi duchów – a przy okazji jednego z Wielkich Sabatów. Co jest poniekąd lekko zabawne, że oto pogański obrządek zagraża naszej wielkiej polskiej katolickiej świętej tradycji po raz kolejny – raz wyłażąc spod spodu jako pozostałość naszych lokalnych, słowiańskich mitów i wierzeń – których nb mamy mnóstwo we wszystkich świętach kalendarza! – a ponownie jako importowany z zachodu produkt dynionośny)

Wracając jednak do naszego kulturkampfu: w związku z nadciągnięciem do hipermarketów plastikowych zębów Drakuli, poliestrowych płaszczyków maga i strzępiących się sukienek czarownic w komplecie ze szpiczastym kapeluszem z tektury (brodawki na nos do zdobycia we własnym zakresie) nastąpiło poważne wzmożenie sił tradycyjnie odpowiedzialnych za odpowiednie zabawy dziecięce. Katechetki i proboszczowie jak Polska długa i szeroka zaczęli wypuszczać z siebie różne wyrazy dezaprobaty dla zagrożeń duchowych płynących z przebierania się za diabła czy wiedźmę (zauważmy przy tym złośliwie, że sam diabeł nie budzi najmniejszych wątpliwości tego czcigodnego gremium, gdy lata po sąsiadach dwa miesiące później, w orszaku kolędników – więc nie o to tu chodzi bynajmniej, że się grono katolickich wychowawców diabłem jako takim brzydzi). Wyrazy wezbrały i zaowocowały w wielu szkołach imprezą konkurencyjną – Balem Wszystkich Świętych.

Wiedziony tradycją kościół katolicki, matka nasza polska despotyczna, uznał, że skoro udało się raz, to i drugi pójdzie tak samo łatwo – i zażądał, by dzieciaki pragnące przebieranek o treści niestosownie makabrycznej nawróciły się na właściwy gatunek i poprzebierały za katolickie osobistości duchowe. Nie, nie żartuję. Oddajmy zresztą głos poecie katechecie, oto autentyczne ogłoszenie z jednej z warszawskich szkół podstawowych:

„HOLLY WINS – POCHÓD WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH
(imię i nazwisko autorki wycięte – naima)
31 października przebieramy się za ŚWIĘTYCH. Chcemy pokazać radosny aspekt świętowania ze Wszystkimi Świętymi w niebie. Dlatego też w przeddzień 1 listopada zapraszamy wszystkich do przebierania się za swoich ulubionych świętych (na przykład swoich patronów).”
Czy uważam to za absurdalne? Oczywiście.
Czy uważam to za niemądre? Ależ.
Czemu uważam, że warto o tym aż całą notkę, dobro wszak mocno limitowane na tym blogu?

Ponieważ jest to pomysł okropny, jeśli pomyśleć o nim serio i to wewnątrz samego paradygmatu religijnego, z którego niby wyszedł. Jeśli komuś źle się kojarzy oswajanie demonologii i mroku i śmierci przez wkładanie świecących wampirzych zębów i wyłudzanie cukierków w sąsiedztwie, to sugerowanie, że przebieranie się za świętych danego kultu po to, by popląsać na szkolnej dyskotece wydaje się dla odmiany profanacją i bluźnierstwem. Jeśli popatrzeć na to z perspektywy empatycznej, że oto wychowawcy martwią się, że na młode dusze horror demonicznych kostiumów może mieć zły, bo traumatyzujący wpływ, to niepojęte jest, by bez chwili wahania sugerowali przebieranki za takich oto popularnych świętych patronów

Śmierć polskich męczenników

Tortury polskich męczenników

 

Hans_Baldung_Grien_Enthauptung_der_hl_Dorothea

Ścięcie Świętej Doroty (źródło: Wiki commons)

 

Sebastiano_del_Piombo_001 Męczeństwo św Agaty

Sebastiano del Piombo – Męczeństwo Świętej Agaty (źródło – Wiki commons)

Poniżej wersja dla tych, którym obrazki nie wystarczą i lubią sobie poczytać horrory:

Makabra nr 1

Makabra nr 2

Makabra nr 3

Swoją drogą, ciekawe, jak by zareagowała katechetka, zachęcająca młodzież do uczczenia patronów, na uczennicę wcielającą się w świętą Agnieszkę, przemocą wrzuconą do burdelu? Lub na inną, z poświęceniem odgrywającą świętą Barbarę z odciętymi w trakcie tortur piersiami? O Szymonie Słupniku czy zabitym przez łuczników świętym Sebastianie nie ma co mówić, mają dużo bardziej konwencjonalny, Halloweenowy sztafaż.

Dla ustalenia uwagi, pragnę przypomnieć, że wszystkie te potwory, za które dzieci się pragną raz w roku przebrać, są doskonale identyfikowane jako postaci fikcyjne, literackie czy popkulturowe. Batman czy Dracula, Barbie czy czarownica, są wymyślonymi bohaterami filmów czy komiksów, co do których realnego istnienia dzieci raczej nie mają wątpliwości. (A jeśli mają, to problem nie leży w samym Halloween ani w przebierankach) Tymczasem kościół katolicki stanowczo się upiera, że cały wyniesiony na ołtarze panteon to prawdziwi ludzie, włącznie z męczennikami, więc proponowane przez katechetkę radosne obchodzenie imprezki przez ubranie się w strój zatłuczonego przez przeciwników ideologicznych człowieka znienacka przestaje mieć charakter frywolnej zabawy i radosnego świętowania ze świętymi, a raczej zieje makabrą dużo gorszą niż korowód poprzebieranych Rokitów. Jeśli ktoś nadal nie chwyta, proponuję taki oto eksperyment myślowy – czy taktownym i radosnym przebraniem na bal wszystkich świętych w podstawówce byłby kostium Maksymiliana Kolbe? Ten ikonograficzny oświęcimski pasiak? A strój Popiełuszki, być może razem z bagażnikiem samochodu, w którym wożono jego zwłoki? Da się w tym tańczyć na szkolnej dyskotece do Miłości w Zakopanem?

Ja rozumiem, że kościół się brzydko chwyta i nie lubi, jak mu podbierać daty na imprezy. Nie oczekuję, że nagle nastąpi wycofanie na swoje pozycje i kontrofensywa ideologiczna ograniczy się do pofukiwania z ambon na niestosowne dla polskiego kalendarza świąt wygłupy i sprośności nielicujące z zadumą czy maratonem cmentarnym. Oczekuję jednak, że naczelny głos w polskim domu, zawodowy etyk, moralista i upominacz, specjalista od tego co wolno, co wypada i co jest w ogóle do pomyślenia, kościół katolicki w osobach swoich aktywistów jednak będzie wykazywał się primo minimalną choćby znajomością własnej historii i mitologii, secundo zaś – raz na czas się zastanowił, co wygaduje. Bo jest mi jako ateistce głupio teraz, że mnie zniesmacza i lekką grozą przejmuje to, co katecheci proponują jako radosną zabawę w świętych. Może to kwestia wyczucia i smaku, a mój jest spaczony moralnym relatywizmem i cywilizacją śmierci, ale mniej straszliwe i zionące moralną zgnilizną wydają mi się sześcioletnie szczerbate wampiry niż sześcioletnie Karoliny Kózkówny.

I naprawdę, szanowny Kościele, nie sądzę, że ta sztuka, która raz się udała z przechwyceniem Dziadów w trybie serio, powiedzie się równie udatnie w trybie rozrywkowym z podmianą Halloween na marsz świętych pańskich. Ponieważ:

Hegel powiada gdzieś, że wszystkie historyczne fakty i postacie powtarzają się, rzec można, dwukrotnie. Zapomniał dodać: za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa.

Karl Marks