To żyje, chociaż się nie rusza

Chciałam powiedzieć, że blog nie umarł, on tylko tak dziwnie pachnie.

 

Ponieważ motywowanie się wewnętrzne do napisania czegokolwiek idzie mi od półtora miesiąca tak jak widać, czyli wcale, postanowiłam uciec się do podstępu (bądź wykazać lenistwem lub przerzucaniem odpowiedzialności, kwestia interpretacji). Otóż jest niepowtarzalna szansa, by zmotywować mnie do roboty – jak już coś publicznie obiecam, to dotrzymuję słowa.

Ponieważ w repozytorium doskonałych pomysłów gniją już od stanowczo zbyt długiego czasu różne tematy (to stąd ten zapach), a ja nie mogę się zebrać, żeby je jakoś dokończyć/spisać/zrealizować, podrzucam Szanownej Publiczności pod rozwagę, co w zasadzie chciałaby przeczytać (i czy w ogóle).

 

„Ustawa o bestiach” to ten produkt moralnej paniki na wypuszczenie Trynkiewicza z więzienia, inaczej ustawa o psychuszkach vel odsiadkach po odsiadce. – wyjaśniam, jakby kogoś szczęśliwie to coś ominęło.

Jakby komuś żaden temat nie leżał, a jednak chciałaby/chciałby jakiś produkt prozą, to można zamawiać via komentarze. Może „chyci”.

To zapraszam do klikania. Przepraszam za gimnazjalną formę i atenszynhoryzm, zasadniczo po prostu usiłuję się wygrzebać z bloku i niniejszym proszę nieśmiało o pomoc motywacyjno-dyscyplinującą.

Reklamy