O konieczności darcia mordy

Spory w internecie nie są prowadzone po to, by przekonać oponenta. Szansa na to jest jak na trafienie w totka, matematycznie możliwa, ale nikt nie ma czasu wykonywać tych wszystkich milionów operacji, by odnieść sukces. Spory w internecie nie są też po to, by wykazać, że oponent jest głupi czy sam nie wie, co mówi (choć miło bywa patrzeć, gdy się zamota w zeznaniach).

Spędzam sporo czasu w sieci wchodząc w polemikę z rasistami, antysemitami, a ostatnio z homofobami. Są to ludzie, którzy swoją nienawiść do mniejszości sprzedają jako gorliwą religijność („to bóg mi kazał kamienować homoseksualistów, ale tak naprawdę jak piszę, że należałoby tych pedałów potopić, to mam na myśli duchową śmierć grzesznika, wysoki sądzie”)*, osobliwie pojmowany patriotyzm („lewacka zaraza, ideologia deprawująca dzieci i staruszki”)*, wierność naturze („kto to widział w przyrodzie homoseksualizm, nawet rośliny są hetero!”)* i inne racjonalizacje. Czemu uważam dyskutowanie z nimi, podważanie ich tez, kontrowanie i jałowe przytaczanie argumentów przeciwko ich wymysłom  za nie tylko warte spędzonego na nim czasu, nie tylko warte stresu, gniewu, złości i rozpaczy, jaka towarzyszy czytaniu, jak to poniżanie osób LGBT służy bogu i ojczyźnie; ale wręcz uważam ten jałowy trud za mój obowiązek?

Nie dlatego, jakobym wierzyła w nawrócenie i przekonanie swoich rozmówców, że jednak osoba nieheteronormatywna to nie potwór, deprawacja, wyuzdanie, czysta chuć lub zagłada cywilizacji*. Nie wierzę. Nie jestem w stanie przemeblować rozmówcy klocków w głowie, które to klocki składają się na spójny obraz rzeczywistości z wrogiem do tłuczenia. Nie jestem w stanie jedną dyskusją cofnąć lat indoktrynacji religijnej i obskuranckiej hipokryzji. W tych wszystkich potwornych kopaninach nie chodzi o homofobów, rasistów czy innych ksenofobów.

Chodzi o obserwatorów.

Chodzi o tego piętnastoletniego Dominika z Bieżunia, chodzi o Milo, chodzi o rzeszę siedzących cicho nad tabletami i komórkami dzieciaków, które czytają Facebooka, Twittera, fora na portalach i zastanawiają się, co się stanie, jak powiedzą rodzicom, kolegom, nauczycielom, że są inne niż większość dzieci. Dla tych wszystkich ludzi, którzy śledzą dyskusje w internecie i czują się coraz gorzej, coraz straszniej, bo politycy, publicyści, instytucje jednogłośnie grzmią, że ten rozdarty, wystraszony nastolatek borykający się z własną odmiennością to zaraza, choroba, patologia, zagrożenie dla rodziny, miasta i kraju, coś do wywieszania na szubienicach, do kamienowania, topienia, palenia, wysłania do gazu*. Kłócę się za każdym razem, choć to bardzo dużo nerwów i stresu wypala, właśnie po to, by ten nastolatek, ten dwudziestolatek, ta dziewczyna, ta kobieta zobaczyły, że głos nienawiści nie ma monopolu. Że nie wszyscy piszący po polsku nienawidzą, życzą śmierci, kalectwa i bólu każdemu, kto nie jest hetero. Kłócę się, by te dzieciaki, ci dorośli, te nastolatki siedzące w przerażeniu w szafie, bojące się ujawnić, wiedziały, że nie wszyscy ich nienawidzą. Że są ludzie, którzy będą oponować przeciwko mowie nienawiści, przeciwko zaszczuwaniu i zastraszaniu. Że istnieje inny głos w dyskursie publicznym, niż tylko głos pogardy, głos obrzydzenia, głos wykluczenia i odrzucenia.

Piszę, żeby wiedzieli, że nie są sami.

Piszę, bo nie chcę, żeby kolejne dzieciaki powtarzały los Milo i Dominika. Piszę, bo jestem człowiekiem i to jest również moja odpowiedzialność, by choć na trochę zatrzymać wielkie młyny nienawiści, które mielą wszystko co Inne. Piszę, bo chcę dać choćby minimalną przeciwwagę, cień nadziei, powód, by i oni mieli siłę walczyć o swoje życie. By wiedzieli, że nie są z tym zalewem nienawiści zupełnie sami.

 

To pewnie dobre miejsce, by podziękować niezmordowanemu Slwstrowi, od którego ciągle się uczę wytrwałości w tej pracy.

 

PS. Autorka nie jest pozbawioną edukacji dyslektyczką, brak wielkich liter w słowach, w których P.T. publiczność przywykła je widzieć jest zamierzony i wynika z niechęci do obdarzania choćby ortograficznym szacunkiem bytów i instytucji mających uzasadniać tortury, ludobójstwo lub przemoc.

________________________________________

* wszystkie zacytowane w tekście obelgi, wymysły i potworności udało mi się przeczytać dzisiaj w różnych wątkach dyskusji na Twitterze.

6 thoughts on “O konieczności darcia mordy

  1. Tak, to jest ważny motyw, by zużyć czas, którego zbraknie na inne uciechy.

    W istocie, gdy w szkole, w kościele i w rodzinie rzucają gromy i obelgi na wszelkie odmienności, dobrze jest atakowanym potwierdzić: kupa wali na was, ale niestety siłą ignorancji i jakichś dziwnych schorzeń umysłowych. Jeśli chcesz wierzyć w Dobrą Bozię, proszę bardzo, ale pogódź to jakoś z faktem, że homoseksualność to Jej dzieło i to w najróżniejszych grupach żywych stworzeń. Znaczy widziała sens tego posunięcia i szkoda, że Jej maluczcy interpretatorzy nie są w stanie tego dostrzec. I sądzą, że najbardziej ulubione Jej stworzenie to aroganccy zadufani pyskacze.

  2. Masz u mnie za ten wpis małego, prywatnego pokojowego Nobla.

    Nie istnieję w mediach społecznych, ale gdybym istniała, to zapytałabym ludzi argumentujących „związki homo są be, bo z tego nie będzie dzieci”: czemu sprowadzacie ludzi do roli zwierząt rozpłodowych? Serio, czasem mam wrażenie, że religią w Polsce nie jest chrześcijaństwo, tylko jakiś kult płodności.

  3. @Agnes Dziękuję za uznanie, miło mi czytać, że wpis jest przekonujący.
    Te wszystkie argumenty z braku potomstwa, nienaturalności etc to tylko wtórne racjonalizacje własnych uprzedzeń osoby, która te pseudoracjonalne tezy głosi.

  4. @andsol
    To tak naprawdę jedyny powód, dla którego biorę udział w tych internetowych przepychankach bez wdzięku i finezji.
    Natomiast nie lubię dyskusji wewnątrz teologicznego paradygmatu, bo to trochę jak lepienie teleskopu z plasteliny: ucheta się człowiek straszliwie, a i tak nic nie zobaczy. Religijni są przyzwyczajeni do wykonywania szalonych wygibasów i naciągania materiału źródłowego tak, by odpowiadał bieżącej interpretacji, więc wkraczanie na ich teren z oczekiwaniem spójności interpretacyjnej i konsekwencji jest dla hobbystów. Ja wolę prowadzić spory poza ich uniwersum, gdyż wolę świat, w którym empatia, prawa człowieka i sprawiedliwość nie są zależne od bieżącej interpretacji świętych ksiąg…

  5. Nie pomne, kto powiedzial ze ‚Uswiadomienie rozjazdu pomiedzy katolicyzmem a chrzescijanstwem jest najwazniejszym przystankiem na drodze do prawdziwej wiary’ ale mial sporo racji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s