Smutek rzeczy pięknych

Po przejściu całej trasy świetnej, radosnej warszawskiej Parady w Miasteczku Równości znalazłam to stoisko:

My, rodziceZdjęcie za: queer.pl

To był jedyny moment w trakcie tego kolorowego święta wzajemnej akceptacji, otwartości i zrozumienia, w którym stanęły mi łzy w oczach.

Czego nie była w stanie zrobić ponura kontrdemonstracja puszczająca z głośników monotonnie fałszywe i odrażające kłamstwa na temat osób LGBT jako rzekomo zwyrodnialców, deprawatorów i pedofilów; czego nie dał rady zrobić podkarpacki sejmik uchwalający straszliwe ustawy norymberskie; czego nie potrafił dokonać Episkopat na zmianę wypierający się zbrodni własnych księży i szkalujący ludzi nieheteroseksualnych; czego nie sprawiły wiadra pomyj przepłukiwane codziennie przez polski internet – do zduszonego płaczu doprowadziła mnie grupka pań w średnim wieku, stojąca z tabliczkami „Chodź, mama przytuli”.

Pomyślałam o tych wszystkich ludziach, dla których jest to jedyna szansa na bycie przytulonym przez rodzica, bo ich własne rodziny pochodzenia wolą posłuchać homofobicznych przewodników duchowych niż własnego serca i własnego dziecka. Pomyślałam o tym, że w 2019 roku w środku Europy nadal potrzeba takich surogatek dla ludzi, którzy stracili własne matki i ojców przez bigoterię, hipokryzję i homofobię, dla ludzi, którzy przez swoją tożsamość zostali wyrzuceni z rodzin pochodzenia. Fakt, iż ten piękny, bezinteresowny gest, ta oferta wsparcia, zrozumienia i akceptacji, tego wszystkiego, co jest istotą bliskich więzi rodzinnych – że to jest w ogóle tak strasznie, boleśnie potrzebne ludziom – to najsmutniejszy dowód, jak potworne zniszczenie w głowach i sercach sieje nienawistna propaganda poniżająca i odczłowieczająca osoby LGBT.

Chciałam podziękować wszystkim ludziom ze Stowarzyszenia My Rodzice za to, że są, i za to, co oferowali wczoraj na Paradzie, i co robią przez cały rok, mozolną pracą odwracając krok po kroczku skutki homofobicznych kampanii. Dziękuję, że ratują życie tym wszystkim, którzy utracili własne rodziny przy okazji coming outu. Dziękuję, że przywracają wiarę w ludzi. Dziękuję w imieniu tych wszystkich, którzy wczoraj do was przyszli, by poczuć to, co homofobia, oszczerstwa i nienawiść wymierzone w Innego im odebrały.

Dziękuję, jesteście najpiękniejszym, co widziałam podczas całego wczorajszego święta.

 

Reklamy

8 thoughts on “Smutek rzeczy pięknych

  1. Bardzo, bardzo , bardzo, dziękuję za Twoje słowa, serce mi się raduje, łzy płyną…ponownie jak w sobotę na marszu … dziękuję, czasami rodzice tez potrzebują wsparcia i właśnie je dostałam :)

  2. @Małgosia Barbarzyńców i Irmina
    Miło mi to czytać, cieszę się, że miałam okazję docenić wspaniałe rzeczy, które Stowarzyszenie robi (i które robią rodzice poza nim, na mniejszą, choć równie ważną skalę)

  3. Ladne zdjecie. Ci ludzie wygladaja jakos tak przyjaznie i pozytywnie, ze chcialoby sie wsrod nich zyc.

  4. Przepraszam za ten komentarz, wiem, że on jest idiotyczny, ale tak mnie rozczulili Państwo na zdjęciu, że poczułam potrzebę, żeby to napisać.

    Nie potrafię sobie wyobrazić, co musiałoby zrobić moje dziecko, żebym się od niej odwróciła. Niby w miarę ogarnięta, ale tu mnie brakło, a – serio – próbowałam. Czy odwróciłabym się od niej, gdyby kogoś zabiła? Ja NAPRAWDĘ o tym myślałam. I oczywiście nie mam pojęcia, jak zachowałabym się w sytuacji krańcowej, ale to moje dziecko! Miałam je w brzuchu! Na pewno pękłoby mi serce, jednak nie potrafię sobie wyobrazić, że zostawiłabym ją samą w takiej sytuacji.

    Jakiś czas temu córka powiedziała mi, że czuje jakąś presję, wynikającą z przekonania, że mam wobec niej bliżej niesprecyzowane oczekiwania. Poczułam się natychmiast najgorszą matką w województwie i zrobiło mi się strasznie wstyd, że wydzielałam fluidy, które zawiodły ją ku temu wnioskowi. Kiedy udało mi się wyrównać oddech, odpowiedziałam najoczywistszą dla mnie rzecz na świecie, która – jak się okazuje – powinna jednak wybrzmieć: oczekuję, że zrobi wszystko, żeby być szczęśliwym, spokojnym człowiekiem. Mimo wszystko cieszę się, że mogłam powiedzieć to głośno.

    Dawno, dawno temu, wśród kolejnej debilnej, pełnej homofobicznych argumentów dyskusji, oberwałam w twarz stwierdzeniem: łatwo ci mówić, ciekawe, co byś zrobiła, gdyby twoja córka okazała się TAKA. Ja dość zwięźle i szybko myślę, więc udałam się galopkiem do wewnątrz, by wyobrazić sobie, że pewnego dnia moja córka przychodzi z koleżanką i mówi: mamo, to jest Krysia, my się kochamy. Obiegłam ten pokoik i odpowiedź przy każdej ścianie brzmiała tak samo – „Jeśli się kochacie, to również się szanujcie i bądźcie dla siebie dobre. Ciasteczko?”.

    Tym przydługim monologiem dążę do następującego wniosku: kto z was, drodzy rodzice, zrobił takich dzbanów jak cymbał brzmiących, że ponad bezinteresowną miłość do najbliższej na świecie osoby stawiacie jakieś wydumane narracje? Jakie ideały zdołacie obronić, jeśli nie potraficie obronić własnego dziecka? Przy kim chcecie stać, jeśli nie przy tym człowieku, którego drobniutkie paznokietki podziwialiście X lat temu? Gdzie popełniliście błąd?!

    Ja już jestem w takim wieku, że z przyjemnością stanę z taką kartką na szyi i przytulę kogoś z całego serca. Polecam się serdecznie. Posiadam rekomendacje: mam swojego ulubionego bezdomnego pod Biedrą, on pewnie ważyłby z 10 kg mniej, gdyby go oskrobać z brudu i smrodu, zawsze kupuję mu piwo i coś do piwa, bo wiem, że mu życia nie naprawię, a pić się chce i na pusty żołądek niedobrze.

    A inicjatywa jest jak krówki, czekolada i ptyś. Aż się zachłysnęłam.

  5. Naimo, dzięki za ten wpis, widziałem przytulnych rodziców na paradzie i też dobrze mi się zrobiło na sercu.

    Waterloo, czytuję Cię od lat i tak podejrzewałem, że skomentujesz w tym stylu :)

  6. @waterloo:
    Bardzo dziękuję za odwiedziny i twój komentarz. Tak, niepojęte jest dla mnie, że ta inicjatywa w ogóle jest potrzebna, i że są ludzie, którym ideologia tak zmąciła obraz, że są w stanie wywalić z domu i z obrazka własne dziecko. Stąd też moja wielka miłość i tort z sera dla tych rodziców ze Stowarzyszenia.
    @Gatling:
    ich obecność na Paradzie to naprawdę rozmiękczacz do serduszek, nawet takich czarnych i skamieniałych jak serce waszej uniżonej.

  7. Bardzo Was oboje przepraszam, mało ostatnio piszę na blogu, bo wydaje mi się wymagający. Fejs łyka krótkie przebłyski świadomości znacznie bardziej gładko, stąd cała aktywność idzie w fanpage. Po prostu życie tak mnie zbutowało przez ostatnie lata, że nie mam siły na blogowanie, a nie potrafię przestać pisać zupełnie. Ot, nałóg.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s