W poszukiwaniu sławy i fortuny

Jak zgłaszać mobbing, stalking, przemoc lub napastowanie seksualne, będąc kobietą – podręcznik cywilizacji zachodniej.

W Stanach gorącym tematem jest podważenie nominacji do Sądu Najwyższego z powodu oskarżeń kandydata o molestowanie seksualne. Bardzo interesujące są reakcje na te oskarżenia – ani sam Kavanaugh ani jego prawnicy nie domagają się śledztwa FBI w tej sprawie ani nie chcą przed FBI zeznawać, na co z kolei nalega oskarżająca kandydata dr Ford. Co ma ten smaczek, że w amerykańskim prawie okłamanie FBI jest przestępstwem, i to zdaje się bardzo poważnie traktowanym. Fascynujące, że rzekoma mitomanka napiera na zeznawanie, a ponoć niewinny sędzia wręcz przeciwnie. Opinia społeczna jest podzielona, głosy establishmentu idą w kierunku bagatelizowania problemu i komentowania, że gdyby faktycznie jakieś molestowanie zaszło, to Ford nie czekałaby tyle czasu ze zgłoszeniem; fakt, że dopiero przy nominacji sędziego porusza ona wypadek z czasów, gdy była nastolatką, świadczy, iż szuka ona rozgłosu kosztem kandydata (etc). Czyli trzynastolatka powinna była od razu uruchomić całą maszynę prawną w czasach, gdy w USA klimat dla zgłoszeń przestępstw seksualnych był jeszcze mniej sprzyjający. To, że poczekała do czasu, gdy jest wiarygodną osobą z dorobkiem własnym, świadczy o niej fatalnie – najwyraźniej szkoda nie była taka dotkliwa, skoro mogła odroczyć interwencję.

Jeśli komuś nie w smak przypadek zza oceanu, mamy też lokalne opinie o bieżącym procesie sprzed lat, równie soczyste i równie mocno stające nawet nie tyle w obronie sprawcy, co przeciwko zgłaszającej molestowanie kobiecie.

jkmźródło – Twitter, konto Janusza Korwina-Mikke)

(Ja wiem, że argumentowanie z Korwina to prawie jak Poe’s law w wersji krajowej, ale cytuję go specjalnie, bo chciałam znaleźć obrońcę spoza sfer ewidentnie klerykalnych, gdzie bohaterska obrona księdza mogłaby mieć uzasadnienie w postaci solidarności zawodowej)

Tu więc mamy uwagę pełną troski, że oto cyniczna i interesowna młodzież będzie specjalnie zakładać pułapki na biednych księży w celu wyłudzenia odszkodowań (JKM tu swobodnie ignoruje primo fakt, że ten wyrok przyznający odszkodowanie i rentę jest pierwszy w historii polskich procesów o molestowanie przez kler, secundo – że sprawę założyła dorosła już kobieta po przepracowaniu traum) – z czego wynika osobliwy wniosek, że błędem jest przyznawać odszkodowania ofiarom przemocy seksualnej. Nie dziwi to bardzo mocno w wykonaniu kogoś, kto twierdził, że „zawsze się trochę gwałci” i kto uważa, że od edukacji seksualnej jest lepsze molestowanie przez doświadczonego partnera, bo to bardziej naturalne; a o Korze pisał, że najwyraźniej trauma molestowania w dzieciństwie bardzo jej się przysłużyła, bo stworzyła z niej artystkę.

(Przepraszam, więcej nie będę, mnie samą zemdliło)

Czyli jeśli kobieta zgłasza sprawę molestowania sprzed lat, to jest karierowiczką, która wygrzebuje jakieś przeterminowane wydarzenia po to, by skorzystać na aktualnej sławie i pozycji swojego krzywdziciela (vide reakcja na Weinsten-gate i momentalne uwagi, że aktorki same brały udział w aktywności seksualnej i dopiero teraz im to przeszkadza); a jeśli zgłasza od razu to jest pazerna i wcale tak nie straumatyzowana, bo ma siłę iść do sądu, a cała sprawa jest podejrzana. A kobieta łaknie rozgłosu i wylansowania się na nazwisku znanego sprawcy.

Tu mam taką propozycję do czytelników, którym pogląd o niskich pobudkach kobiet zgłaszających po pewnym czasie molestowanie przez sławnych i znakomitych wydaje się jakoś bliski. Billa Cosby’ego o gwałty i przemoc seksualną oskarżyło 60 kobiet. Podajcie bez użycia wyszukiwarek chociaż pięć nazwisk, które zyskały sławę i popularność i jakoś wypromowały się na tym w show businessie. Podajcie pięć nazwisk kobiet oskarżających Cosby’ego w ogóle.

W wersji lokalnej – kto bez google poda nazwisko kobiet, które skrzywdził pan prezydent Małkowski (ubiegający się właśnie o reelekcję)?

Tam, gdzie nazwisko oskarżającej się jakoś utrwaliło w pamięci publicznej, stało się synonimem złej sławy, pazerności i bezwstydu (Monica Lewinsky). Ja nie wiem, czy to jest dobry argument, jakoś nie widzę, by ten rodzaj popularności był celem kobiet dokonujących zgłoszeń gwałtu.

Jeśli kobieta sprawy nie zgłasza, nie robi szumu, nie idzie do sądu, na policję bądź do władz firmy – to nic się nie stało. Najwyraźniej problemu nie ma wcale, a jeśli był, to nie dość dotkliwy, by sama skrzywdzona uważała, by warto było komuś zawracać głowę. Ot, zdarzyło się coś między ludźmi, bez zachwytu ze strony pani, ale wzięła się w garść i poradziła sobie bez afiszowania.

Pamiętacie z lekcji historii, jak wyglądał tzw. Sąd Boży, później przekształcony w procedurę ordaliów w postępowaniu podczas średniowiecznych procesów czarownic? Taka ostateczna procedura testowa mająca bez wątpliwości wykazać, czy oskarżona o czary jest wiedźmą i pomiotem szatana, czy niewinną pobożną chrześcijanką. W naszej strefie było to najczęściej pławienie czarownicy –  zanurzanie podsądnej w pełnym stroju w rzece lub strumieniu w celu sprawdzenia, czy się utrzyma na powierzchni. Piękno tego testu polegało na interpretacji wyników: jeśli kobieta poddana oczyszczającej mocy wody utonęła, była niewinna a oskarżenie było bezpodstawne. Jeśli ocalała i nie poszła na dno, oznaczało to, że jest czarownicą, której moralnego brudu nawet rzeka nie chce – była wówczas odławiana i poddawana przewidzianym za występek czarownictwa karom, które rzadko pozwalały jej proces przetrwać w dobrym zdrowiu, o ile udawało jej się w ogóle przeżyć.

czar

(ilustracja za http://www.romfordrecorder.co.uk)

Szanowni kierownicy zakładów, prezesi firm, szefowie działów, dyrektorzy i ministrowie. Nie mówcie, że nie ma w waszym otoczeniu molestowania, że nie znacie żadnej ofiary gwałtu czy przemocy seksualnej, że to problem marginalny i patologiczny. Że gdyby problem był, to by został zgłoszony.

Że pierwsze słyszę.

Że trzeba było przyjść do mnie, a nie od razu pisać do sądu. Jakby to było poważne, to by pani zgłaszała w kadrach od razu, a nie dopiero odchodząc z pracy.

Problem jest, i to duży i dotyczy ogromnego odsetka kobiet. Nie wiecie tego, bo nie chcecie wiedzieć – a ofiary takiej przemocy słuchają was i kalkulują swoje szanse na przetrwanie procesu weryfikacyjnego po zgłoszeniu. Słyszą jak bagatelizujecie, minimalizujecie i pozbawiacie znaczenia słowa innych ofiar. Słyszą, że gracie w Paragraf 22 i wiedzą, że aby pójść na policję, do przełożonych, do HR, do sądu – potrzebują olbrzymich zasobów: wsparcia bliskich, zapasów finansowych, pomocy terapeuty i prawnika. Boją się, że je nie stać – na upokorzenie, na poddawanie w wątpliwość, na wtórną wiktymizację, na prześwietlanie ich moralności i seksualności, na kwestionowanie motywacji stojącej za zgłoszeniem przestępstwa.

Te wszystkie kobiety, które wstały i powiedziały na głos o swoich doświadczeniach, które odważyły się zeznawać na policji, w sądzie, w swojej firmie, w prasie – czy to w Polsce, czy gdziekolwiek na świecie – mają mój ogromny szacunek, podziw i wsparcie. Za przełamanie milczenia, za zrobienie kroku, za domaganie się sprawiedliwości w warunkach, w których to one zostaną potraktowane przez wszystkie instancje z największą podejrzliwością i brakiem zaufania, w których zwycięstwo jest niepewne, sukces wątpliwy a sława ciąży kamieniem i staje się często wilczym biletem na rynku pracy. Tym wszystkim bohaterkom, które pod nazwiskiem lub anonimowo powiedziały #metoo, które poszły walczyć w imieniu swoim i innych, zbyt zastraszonych, zbyt niepewnych, zbyt przekonanych o bezcelowości protestu, dedykowana jest ta notka.

Dziękuję, że jesteście i walczycie również w moim imieniu.

 

 

Reklamy

18 thoughts on “W poszukiwaniu sławy i fortuny

  1. Myślę, że nie sądzę aby ktoś chciał z Tobą polemizować. Ja również nie dostrzegam sensowności dzielenia włosa na czworo w sytuacji gdy w życiu codziennym (większości) Polaków dominuje nadal katolicko-konserwatywny patriarchat w wydaniu plebejskim. Nie byłoby to fair w kraju takim jak Polska. Jest jednak jedno „ale”.

    (Ale) od pewnego czasu dopada mnie taka refleksja, że pewne procesy, które wzmagają się niejako samoistnie, pod ciężarem własnego sukcesu przekształcicć się mogą w swoje przeciwieństwo. Bo koniunkturalizm, manipulanctwo, karierowiczowstwo, oportunizm i zwyczajne zło graniczące z okrucieńStwem nie są przypisane do jednej płci, lecz rozkładają się w miarę równomiernie na obie. Do takich refleksji skłania mnie przypadek dobrego przyjaciela, łagodnego człowieka, podziwianego fachowca i ogólnie lubianego nauczyciela akademickiego. Nigdy nikogo nie skrzywdził, nigdy nikogo nie molestował, nie pojawiły się również wobec niego tego rodzaju zarzuty. A jednak dostał się pod koła przemian w świadomości społecznej. Sprawa działa się w jednym z medycznych ośrodków akademickich zachodniego wybrzeża USA. Kierując instytutem został skonfrontowany z przypadkiem zażalenia studentki, które poskarżyła się, że nie czuje się zbyt komfortowo ponieważ jeden z asystentów zachowuje dystans nie odpowiadający jej osobistym standardom dotyczącym dystansu jaki powinien dzielić obie płcie, innymi słowy, stał zbyt blisko w trakcie lekarskiego treningu resuscytacyjnego. Jej zdaniem, zmniejszył on ten dystans na tyle, że poczuła się ona molestowana tymże. Mój przyjaciel wyraził zrozumienie doradził jej aby wyartykułowała wyraźnie czego sobie życzy a czego nie i uznał sprawę za należycie załatwioną.
    I tutaj rozpoczyna się ponura historia. Asystent został wydalony z uczelni praktycznie bez możliwości obrony, Został przez prasę akademicką i środowiskową praktycznie zlinczowany na podstawie oskarżenia jednej studentki i jej najbliższej przyjaciółki. Przez zmianę (czybką) miejsca zamieszkania uniknął wydalenia z zawodu (bo prawo do jego wykonywania wydaje instytucja stanowa a nie federalna. Czy słusznie? Nie wiem. Wszystkie gremia były równie oburzone i równie gorliwe w karaniu nie chcąc narazić się na zarzut opieszałości. Upłynął rok. Do rady uczelni wpłynęło oskarżenie tej samej studentki, tym razem przeciw mojemu przyjacielowi. Oskarżyła go o sprzyjanie atmosferze w której molestowanie kobiet w obszarze podlegającym jego nadzorowi było możliwe. Czyli o przestępstwo zaniechania i tolerowania przemocy wobec kobiet. I tym razem walec ruszył, tym razem z jeszcze większym impetem. Na nic zdały się próby obrony. Wobec zmasowanego, stadnego mobbingu mój przyjaciel nie miał żadnych szans. Sąd pracy który monitorował jego zażalenie przyłączył się do nagonki, oskarżyciel (a w zasadzie oskarżycielka) zarzucił obrońcy (a w zasadzie obrończyni) zdradę interesu kobiet będących uciskaną częścią społeczeństwa od stuleci i nakazał jej się wstydzić. Rada uczelni się zdystansowała i potępiła. Zarząd szpitala akademickiego stwierdził, że wobec takiego stanowiska rady uczelni nie może przedłużyć z nim kontraktu. Obecnie mój przyjaciel leczy ludzi w Kanadzie. Zdał jeszcze raz egzaminy aby móc wykonywać swój zawód. Jego dotychczasowe stanowisko szefa wydziału i kierownika instytutu piastuje kobieta. Przypadkowo jest to aktualna towarzyszka życia studentki, która była, prawda, molestowana. A która jej przez cały czas doradzała i inspirowała do poszczególnych działań.

    Nie opisuję tej smutnej historii aby stygmatyzować wszystkie kobiety szukające pomocy gdy są ofiarami molestowania. Sygnalizuję tylko problem. Istotą problemu jest to, że kobiety są (chyba przecież) pod wieloma względami takimi samymi ludźmi jak mężczyźni. Z wszystkimi wynikającymi z tego faktu zaletami i wadami. I z podobnymi skłonnościami do wykorzystania swojej przewagi gdy taka się pojawi. Również jako ofiary. Bo w społeczności, która staje murem za ofiarą lub osobą za taką się uważającą, pokusa do posłużenia się wypływającą z tego faktu władzą jest niezaprzeczalna, a jej nadużycia możliwe a nawet prawdopodobne.

  2. @telemach
    Pod niebywale eleganckim płaszczykiem zrobiłeś dokładnie to, co robią tysiące mężczyzn pochylając się nad hipotetyczną i możliwą do wystąpienia sytuacją, gdy ściganie i penalizowanie przestępstw natury seksualnej MOŻE zaszkodzić niewinnym. Nie martw się, od tego mamy przecież sądy, żeby nie ferowały wyroków bez namysłu. Dodatkowo pragnę Ci uświadomić, że nie ma czegoś takiego, jak globalna zmowa kobiet przeciwko mężczyznom. Nie martw się więc o swojego łagodnego kolegę, który nie stanął przecież przed ludźmi i nie powiedział: „Jestem niewinny”, tylko zwiał do Kanady. Martw się raczej o miliony kobiet, które każdego dnia, każdej godziny, na całym świecie są krzywdzone przez mężczyzn. TO powinien być ośrodek Twoich zainteresowań. I nie, nie wiesz, jak wyglądała naprawdę cała sytuacja – wiesz tylko to, co przekazał Ci kolega. Mylę się, czy w jego interesie nie było przyznanie się do winy? Kładzenie na szali jednego przypadku, o którym słyszałeś i WYDAJE CI SIĘ, że coś poszło nie tak, za cholerę nie zrównoważy tego produktu przemiany materii, który wylewa się ze wszystkich możliwych otworów.

    @Naima
    Od dłuższego czasu mam przesilenie. To nie jest kryzys twórczy, po prostu czuję, że chyba wyczerpałam jakiś sposób ekspresji. Nie chce mi się pisać i w mediach społecznościowych mi się nie chce. Dlatego rozumiem też, że komuś się nie chce (lub 100 innych powodów). Jednak pragnę Cię powiadomić, że choćbyś pisała jedną notkę w roku, to ja ją i tak przeczytam oraz postawię pod nią nabrzmiałą znaczeniem kropkę.
    W czasie, gdy ruszyła akcja MeToo, nadal nie miałam nic do powiedzenia. I pewnie bym milczała, gdyby nie taka troska, jak powyżej. Ale to wszystko atakowało, że mi w końcu para z uszu poszła. Wstałam i powiedziałam, że tak, ja też. Nie zdobyłam się ani wtedy, ani w ogóle do dziś, żeby powiadomić świat o konkretach, bo po prostu nie chcę o tym wszystkim myśleć i nie chcę do tego wracać. W związku z czym znakomicie rozumiem osoby, których nie stać nawet na tyle, na ile było stać mnie. Te, które ze swoimi tajemnicami pójdą do grobu. I rozumiem doskonale takie kobiety, którym gumka pękła po 40 latach i tego już nie dało się powstrzymać.

    PS Mam 45 lat. Jestem daleka od spełniania męskich oczekiwań w sprawie wyglądu. Daleka jak stąd na księżyc. Pracuję w najbezpieczniejszym środowisku, w jakim mogłabym się znaleźć (w firmie tylko kobiety, a w dodatku hołmofis, więc może mnie zmolestować ewentualnie kot, pies lub wieloletni mąż). I co? I znalazł się. Serio. BO MAM CYCKI! Wystarczy mieć cycki…
    Jestem inteligentna, oczytana, świadoma. Do tego mam paskudny charakter. I mogłam przecież zabić. A wiesz co poczułam? To samo, co za każdym razem. Skuliłam się w sobie i chciałam, żeby to się nie wydarzyło.

  3. @moje-waterloo

    Dziękuję Ci za ten komentarz. Naprawdę. Liczyłem na taką reakcję. Zaraz wyjaśnię dlaczego.
    W jakiś sposób doskonale ilustruje to co prąbowałem (bez eleganckiego płaszczyka, wierz mi) opisać. Ale bardzo Cię proszę, nie pouczaj mnie co powinienem, a czego nie powinienem. Bo ja ani nie twierdziłem, że opisywana przeze mnie sytuacja jest powszechna lub symptomatyczna. Ja po prostu zwróciłem uwagę na możliwość nadużyć. Możliwość. I na konieczność pewnej dozy ostrożnego sceptycyzmu wszędzie tam, gdzie oprócz dobrego imienia i krzywdy ludzkiej w grę mogą wchodzić również pieniądze, wpływy, umiłowanie władzy nad innymi lub najzwyklejszy podły charakter. Jeśli w powyższych słowach doszukasz się mizoginizmu lub próby polemiki z feministycznymi pozycjami to nic nie może nam pomóc i dalsza rozmowa nie będzie miała zbyt dużo sensu.

    A tak na marginesie: opisaną przeze mnie sytuację znam nie tylko z „opowieści sprawcy”. Poznałem ją przez pryzmat przeżyć jego najbliższej rodziny, partnerki, dwóch córek. One chyba z tego powodu najbardziej ucierpiały. I naprawdę zasługują na współczucie.

    Dlaczego liczyłem na taką reakcję jak Twoja? Bo jest ona w pewien sposób symptomatyczna. I doskonale obrazuje nową rzeczywistość, której można się obawiać. Rzeczywistość która powstaje gdy kobiety tak radykalne w swoich ocenach jak Ty zdobywają dominującł rolę w społecznym dyskursie. Nie będąc tam, gdzie się to wydarzyło, nie będąc świadkiem ani obserwatorem, nie znając żadnego z uczestników wydarzeń dokonałaś oceny i wydałaś wyrok. I wiesz kto zasługuje na współczucie, empatię i wsparcie, a kto nie.
    Dokładnie tak samo zareagowało środowisko w którym mój przyjaciel stracił pracę, której poświęcił szmat lat życia i którą z poświęceniem wykonywał ku satysfakcji własnej i pożytkowi innych. Co gorsza stracił również środowisko, nową ojczyznę, przyjaciół, znajomych. I sporo zdrowia. Zaczyna teraz jako starszy człowiek od początku. Na trzecim w swoim życiu wygnaniu.
    Jego szczęście polega jednak na tym, że ci, którzy go znają jako wartościowego człowieka wspierają go w tej trudnej sytuacji. A kobiety, które są w jego życiu najważniejsze (partnerka i dwie dorosłe córki) bezwarunkowo stoją przy jego boku. Obie, wychowane po części w Stanach
    córki są (nawiasem mówiąc) zagorzałymi feministkami.

    A świat wcale nie jest taki prosty, a wybory tak nieskomplikowane jak nam się przeważnie wydaje.

  4. @moje-waterloo
    Jest mi bardzo, bardzo przykro, że ciebie też spotkało. I wierzę, że będąc dorosłą, wygadaną, odważną i silną kobietą mogłaś nie umieć znaleźć słów ani reakcji, że chciałaś, żeby to się nie stało. Też bym chciała, żeby żadna z nas nie miała takich doświadczeń, nigdy.
    Dziękuję za dobre słowo. Z różnych powodów może się okazać, że blogasek wróci po rocznej przerwie do życia. More or less.
    @telemach:
    Jak cię lubię z różnych miejsc w sieci, tak próbuję znaleźć jakiś powód, dla którego opowiedziałeś tę historię.
    Waterloo już dała wyraz temu, co i ja myślę na temat tej szczególnej troski o ryzyko fałszywych oskarżeń. O ile nie mam specjalnych przemyśleń na temat twojej anegdotki, bo nie znam ludzi w nią zamieszanych ani szczegółów poza przedstawionymi przez twojego kolegę, to mam głębokie przekonanie, że na jednego biednego faceta niesłusznie oskarżonego o złe czyny przypada kilkaset? Kilka tysięcy? kobiet, które nawet nie zgłosiły nikomu swojej krzywdy, tylko we własnym zakresie, no wiesz, wychodziły z pracy, zmieniały zawód, nostryfikowały dyplomy po ucieczce za granicę – po prostu, żeby zwiać od swojego prześladowcy i struktury, która go wspierała. Więc ze względu na statystykę jakoś nie czuję, by ryzyko było tak poważne, jak usiłujesz zasugerować, i do trwogi padającej na facetów en masse jeszcze dużo nam brakuje. No, chyba że faktycznie większość facetów ma za uszami rzeczy, o które można by ich oskarżyć, gdyby tendencja zgłaszania przestępstw się upowszechniła? A jak napisała Waterloo, sądy są od badania sprawy, uczciwego słuchania świadków i rozważania dowodów. Ten blogasek ich nie zastąpi.

  5. @telemach
    Z zabawnych rzeczy: ani razu w swojej wypowiedzi Cię nie oceniłam, nie zaklasyfikowałam do żadnej grupy, nie doszukiwałam się mizoginizmu, nie pisałam, że Twoja wypowiedź obrazuje rzeczywistość, której można się obawiać, nie napisałam, że jesteś radykalny, nie dokonałam oceny i nie wydałam wyroku. Czekałeś po prostu, żeby to napisać i szczęśliwie dla Ciebie zdarzył się ktoś, kto zareagował na Twój komentarz, dzięki czemu mogłeś wypluć z siebie wszystkie oceny (człowieka, nie wypowiedzi). Ufam, że czujesz się szczęśliwszy.
    Co ja mianowicie napisałam?
    Że zrobiłeś dokładnie to, co robią tysiące mężczyzn (czyli oceniłam działanie, nie człowieka).
    Żebyś nie ma czegoś takiego, jak globalna zmowa kobiet przeciwko mężczyznom (co sugerujesz w obu swoich komentarzach, podkreślając dodatkowo, że piszesz o gatunku „radykalnym”, czyli żadne tam miłe panie z sąsiedztwa – zwykłe, krwiożercze, wąsate feministki).
    Że nie wiesz, jak wyglądała naprawdę cała sytuacja (prawda – znasz ją jedynie z przekazu i nie przeczysz).
    Że kładzenie na szali jednego przypadku nie zrównoważy tysięcy odwrotnych.

    Wszystkie te nieoceniające Ciebie jako człowieka wypowiedzi wywołały komentarz, w którym mnie pouczasz, dyscyplinujesz, oceniasz i wskazujesz właściwą drogę.
    Ach, mężczyźni wyjaśniają mi świat. Czyli wszystko w normie. Jakie w końcu mogę mieć pojęcie o molestowaniu seksualnym będą molestowaną kobietą.

  6. moje-waterloo,

    Przykro mi, że tak odebrałaś to, co napisałem. Przykro mi również, że znalazło się zwierzę, które Cię molestowało. Takie zachowanie jest dla mnie odrażające i godne potępienia.
    I podzielam Twój pogląd, że „kładzenie na szali jednego przypadku nie zrównoważy tysięcy odwrotnych”. Nie było moją intencją równoważenie lub zrównywanie czegokolwiek. Nie czuj się również pouczana ani oceniana. Nie to było moim zamiarem. Jeśli tak to do Ciebie doszło to zapewne nie wyraziłem się wystarczająco precyzyjnie i przepraszam.
    Moim zamiarem było wskazanie na niebezpieczeństwa wynikające, bądź mogące wynikać z automatyzmów oceny w raptownie zmieniającym się klimacie społecznym. W przypadku obu płci.
    Posłużyłem się w tym celu konkretnym, znanym mi z bliskich kontaktów, przykładem. Przykładem, który mnie wzburzył bo starania uczestników spektaklu o poprawność doprowadziły do krzywdzącego (imo) rozwiązania. I opłakanych skutków.
    Nie wiem czy podzielasz mój pogląd, że każdy (niezależnie od płci, zapatrywań, orientacji) zasługuje w przypadku niezasłużonej krzywdy na empatię? Jeśli tak, to być może zdołamy się porozumieć. Czego bym nam obojgu (i wielu innym znajdującym się w podobnej sytuacji) życzył.

    P.S. Posłużyłaś się w pierwszym, nader polemicznym komentarzu zdaniem:
    „Mylę się, czy w jego interesie nie było przyznanie się do winy? ”
    Możesz mi wyjaśnić, skąd wywodzisz graniczące najwidoczniej z przekonaniem przypuszczenie, że była jakaś” wina”?
    Pytam, bo to zdanie zadecydowało o tym, że postanowiłem Ci odpowiedzieć.

  7. @telemach

    Niczego nie musiałam „odbierać”. Pisałeś w drugiej osobie liczby pojedynczej, na górze komentarza zaznaczając, że kierujesz wypowiedź do mnie. Użyłeś ocen: „kobiety tak radykalne w swoich ocenach jak Ty”, „dokonałaś oceny i wydałaś wyrok”, „wiesz kto zasługuje na współczucie”. Oczywiście bardzo podnosi mnie na duchu, że po wykazaniu przeze mnie istotnych różnic w sposobie zwracania się do interlokutora, stać Cię było na przeprosiny. Należały mi się.

    Nie przyszłam tu po współczucie. Nie potrzebuję go. Potrzebuję zmiany nastawienia społecznego do powszechnych i codziennych aktów przemocy. Wszystkie tego potrzebujemy. A właściwie wszyscy – bo mężczyźni też bywają ofiarami przemocy we wszystkich wymiarach, w tym seksualnej.

    Co do sformułowania, które nazywasz polemicznym: w szeroko rozumianym interesie jednostkowym leży nieprzyznanie się do winy (a czasem przyznanie się do niepopełnionej). Powody mogą być różne, od zwykłego bycia winnym, poprzez niewiarę w system, zwykły, ludzki strach czy w końcu rozważenie, co mi się bardziej opłaca. Co powodowało Twoim znajomym, że nie zdecydował się na konfrontację, nie wiem i Ty również tego nie wiesz. To wie tylko on sam. Ale bez względu na pobudki, które nim kierowały, być może nie zrobił dobrze. Ponieważ ucieczka przed odpowiedzialnością, czymkolwiek byłaby powodowana, zawsze rodzi podejrzenie winy. Jeśli więc był niewinny, to w pewnym wymiarze sobie zaszkodził (choć oczywiście może mieć to gdzieś i cieszyć się, że zostawił cały zgiełk za plecami na rzecz świętego spokoju), ponieważ takie postępowanie rodzi konsekwencje w postaci podejrzeń, od których nie uwolni się już nigdy. Ale to jego koszt i poniesie go, choćby mu się to nie podobało. C’est la vie.

  8. „Potrzebuję zmiany nastawienia społecznego do powszechnych i codziennych aktów przemocy.”

    Dziwne w takim razie, że w taki dziwny sposób (nieomal na granicy sporu) przebiega nasza rozmowa. Nie musisz mnie przekonywać bo pod tym zdaniem chętnie się podpiszę. Ponieważ również uważam że jest to konieczne a problem jest palący.

    Nawiasem: w opisanym przeze mnie przypadku usiłowałem zasygnalizować problem, którego uporczywie (sorry) starasz się nie dostrzec. Problem kolektywnych i bezrefleksyjnych zachowań pojawiających się p o z m i a n i e paradygmatu społecznej percepcji. W Stanach, szczególmie na uważającym się za liberalne i progresywne Zachodnim Wybrzeżu nastawienie do molestowania kobiet się radykalnie zmieniło. Co jest – jak sądzę – dobre i potrzebne. Zmieniło się jednak do tego stopnia, że zmiotło przy okazji domniemanie niewinności. Stało się ono, ze względu naautomatyzm zachowań wynikający z oczekiwań społeczeństwa, zupełną fikcją. Mój przyjaciel został osądzony przez gremia w których zasiadają ludzie bojący się o swoje kariery. Gremia, którym wystarczył fakt zgłoszenia nieprawdłowości aby uruchomić system sankcji, bez żadnych dowodów. Usunięty został ze stanowiska dydaktycznego bo „toczyło się przeciw niemu postępowanie wyjaśniające”. Tak na wszelki wypadek, aby pokazać zdecydowaną i energiczną reakcję. Ze stanowiska klinicznego usunięty został, bo klinika nie mogła sobie w obliczu grożącego medialnego linczu pozwolić na bezczynność wobec sytuacji że broni go gdy usunięty został ze stanowiska dydaktycznego pod zarzutem sprzyjania atmosferze molestowania. Stanowa Izba Lekarska rozpoczęła postępowanie cofające pozwolenie na wykonywanie zawodu w stanie Washigton bo jej członkowie obawiali się że zostaną posądzeni o sympatyzowanie z niewłaściwą stroną sporu.
    Wierz mi, uruchomiony został mechanizm, który zniszczył życie przyzwoitemu człowiekowi ZANIM miał on szansę stanąć przed jakimkolwiek sądem. Sądem, który bynajmniej nie daje gwarancji, że w przypadku tego rodzaju sprawy wyda niepopularny wyrok.
    Nie podoba mi się w tym kontekście Twoje „C’est la vie”. Jest cyniczą kalką zachowań. których ofiarami tak często, ze strony mężczyzn padają kobiety zmuszone udowadniać coś, co jest bardzo trudne do udowodnienia i na dodatek czynić to w niesprzyjającej atmosferze. Przykre, że tego nie dostrzegasz.

  9. Sądy nie są od dawania gwarancji, tylko od rozpatrywania spraw. Natomiast koncepcja odsunięcia podejrzanego o zachowania przestępcze od ewentualnych poszkodowanych na czas wyjaśnienia sprawy wydaje się całkiem sensowna.
    I naprawdę – mężczyźni, w związku ze skalą problemu, nie potrzebują obrony „na wszelki wypadek”. To jest kolejne działanie mające na celu stworzenie możliwości miękkiego lądowania. System od stuleci chroni mężczyzn. I nawet rozumiem, że sytuacja choćby stwarzająca podejrzenie o minimalna zmianę takiej sytuacji, budzi w nich przerażenie. Co będzie, jeśli przyjdzie się zmierzyć z konsekwencjami własnych zachowań?

    Bronisz czegoś, co nie istnieje. Nadal uparcie nie chcesz dostrzec skali problemów, których nie da się ze sobą porównać. Dla mnie to jest atak paniki. Bardzo zresztą znamienny.

  10. @telemach:
    Twoje twierdzenie, jakoby USA było już ogarnięte paniką PC i mocno zbiasowane, by wierzyć kobietom przeciw mężczyznom w sprawach o molestowanie pod notką na temat Kavanaugha znajduję z jednej strony ironicznym, z drugiej – absurdalnym.
    Z całym szacunkiem i współczuciem dla niesłusznie oskarżonego kolegi, zachowajmy może proporcje i raczej bijmy w dzwony, że molestator nie ma cienia problemu w dostaniu się na szczyty władz, a skarżącą kobietę dojeżdża FOX TV i parę innych mediów, nie mówiąc o GOP.

  11. Ciekawa jestem, czy dożyję czasów, kiedy chłopcy naprawdę przestaną wreszcie zachowywać się jak telemach.

  12. @naima online:
    latami myślałem identycznie jak TY. Opisany i przeżyty „z bliska”, przypadek trochę mnie otrzeźwił skłaniając do refleksji czy idąc tym wspaniałym i jak najbardziej słusznym peceowo-genderowym szlakiem nie dojdziemy do punktu, w którym zaczynają rządzić automatyzmy, z których mogą zacząć wynikać nieładne rzeczy. Mogą, nie muszą.

    Podzielam pogląd, że jeśli kobieta czuje się niekomfortowo, a mężczyzna puka się w czoło, to w (co najmniej) 90% przypadków lepiej uwierzyć ofierze i uznać, że sprawca cynicznie gra głupa. Podzielam również pogląd, że nadal siły są nierówne. I że kobieta ponosi w przypadku konfrontacji nadal o wiele większe ryzyko zostania ofiarą medialnego linczu z prawej, świętojebliwej strony zakochanej we wszelkiego rodzaju opresji.
    Nie podzielam jednak poglądu, że źródłem przemocy w związkach mogą być jedynie mężczyźni. Bo widziałem że nie tylko. I że należy zrezygnować z domniemania niewinności w celu naprawienia dziejowych krzywd.
    Tak już mam. I tak już chyba zostanie. Sorry. Nie mam zwyczaju zmieniać poglądów w zależności od tego jaka notka znajduje się powyżej.

  13. @telemach

    Chciałabym opisać kilka refleksji, które nasunęły mi się z związku z przytoczoną przez ciebie historią oraz powyższą dyskusją. Na początek, żeby było jasne, nie twierdzę, że bohater tej historii zasługuje na to co go spotkało i został potraktowany sprawiedliwie. Chodzi o to, że opis tej historii jest bardzo podobny do historii jakie się opowiada o prawdziwych sprawcach przemocy, że przecież to tacy dobrzy ludzie, że kto by się spodziewał, czy możemy przekreślać przez jedną zbrodnię całe ich życie, w trakcie którego zrobili tyle wspaniałych rzeczy? Przemocowcy to właśnie często osoby postrzegane przez otoczenie jako sympatyczne i/lub charyzmatyczne, gdyż potrafią tak manipulować ludźmi by ich wykorzystywać i ukrywać swoje przewinienia. Dlatego historie podobne do tej przytoczonej przez ciebie budzą pewną dozę sceptycyzmu u osób zdających sobie sprawę z tego mechanizmu.

    Człowiek przez ciebie opisany nie został oskarżony o przemoc, a o sprzyjanie przemocowcowi. I o ile można uważać, że poniesione przez niego konsekwencje wydarzeń były niewspółmierne, do tego od czego się zaczęło, to ja widzę w jego postępowaniu pewne zaniechanie. Skoro studentka zdecydowała się zgłosić z problemem do niego, to jego obowiązkiem było skonfrontować się z oskarżonym, a nie zrzucać całość poradzenia sobie z tą sytuacją na tę studentkę. Nie wiemy, czy nie sygnalizowała rzeczonemu asystentowi wcześniej, że czuje się niekomfortowo, czy nie było więcej osób z tym samym problemem co ona, ale nie mających odwagi o tym powiedzieć. Jeśli do osoby odpowiedzialnej za zasoby ludzkie wpływa taka skarga, nie może po prostu powiedzieć „radź sobie” w mniej lub bardziej zaowalowany sposób.

    I teraz kolejna kwestia, czy w toku postępowania odpowiednim jest wydalenie oskarżonego ze środowiska jeszcze przed udowodnieniem mu winy? Należy pamiętać, że w przypadku gdy się tego nie zrobi naraża się bezpieczeństwo potencjalnych poszkodowanych. To jest sytuacja, w której nie da się zachować bezstronności. Albo ryzykujesz, że skrzywdzisz niesłusznie oskarżonego_ą albo, że nie udzielisz pomocy i narazisz na dalsze krzywdzenie poszkodowanego_j. Tzw. domniemanie niewinności to coś co stosuje się w sądzie, poza nim stanowi usprawiedliwienie stawania po stronie sprawcy_czyni pod pozorem chęci zachowania bezstronności. Nie powinniśmy się więc nim kierować, tylko starać się zapenić bezpieczeństwo. Nie chodzi o jakieś „naprawienie dziejowych krzywd” tylko powstrzymanie obecnych, realnych, przytłaczająco powszechnych krzywd. Jak nie odizolujesz sprawcy, odizolujesz ofiarę.

    Powołujesz się na relację żony i córek twojego przyjaciela i tu mam taką małą uwagę, że takim osobom jest bardzo daleko do zachowania bezstronności. Naturalnym jest, że stajemy po stronie najbliższych nam osób, że wypieramy to, że mogły dopuścić się czegoś złego. Niezależnie od poglądów.

    Protip: poczytaj sobie co to jest non-apology i postaraj się tego unikać w przyszłości.

  14. @telemach: dane statystyczne nie potwierdzają wysokiej zdarzalności fałszywych oskarżeń (jest raczej porównywalna do innych przestępstw tego kalibru); w przeciwieństwie do innych przestępstw tego kalibru, w przypadku gwałtów i molestowania mamy wyjątkowo niską zgłaszalność.

    Więc tak, fałszywe oskarżenia się zdarzają; nie, klimat politycznej poprawności, czymkolwiek miałby nie być, nie ma na to wpływu; nie, nic nie wskazuje na to, żeby można było mówić o biasie faworyzującym oskarżające – jest dokładnie odwrotnie, co można było bardzo łatwo zauważyć obserwując obie części wysłuchania senackiego – przesłuchanie (praktycznie) dr Ford i seans pokrzykiwań Kavanaugha. Tak wygląda rzeczywistość.

  15. Przeczytałem wszystkie odpowiedzi do @telemach i im dalej to idzie, tym bardziej jestem przerażony. Ale to po prostu dobry powód, by uznać mnie za przemocową kanalię i dla bezpieczeństwa zlikwidować.

  16. Czystko hipotetyczne pytanie do autorki wpisu. Jaki obrót sprawa musiałaby przy przyjąć, żebyś uznała że takie ostarżenie było fałszywe?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s