prawo zabijania kobiet

Był kiedyś taki mądrala na Twitterze, którego strasznie martwił spadek rozrodczości wśród Polek. Miał niedościgły pomysł, że zaradzi niżowi demokratycznemu zakazując całkiem wszelkiej antykoncepcji i wycofując ją ze sklepów. Naród twitteriański pośmiał się mocno z wariata – a niesłusznie, nie trzeba było! – okazuje się, że to najwyraźniej mózg najnowszej operacji tandemu o jednym mózgu: ePiSkopatu.

 

Tymczasem bowiem polscy biskupi – z pełnym zachwytu poparciem pani premier oraz jej szefa – postanowili w tym roku strzelić sobie kombo: zaprosić na imprezę z papieżem jakiś milion ludzi ze świata (polskie państwo stawia, karmi, nocuje i robi za ochronę, biskupi siadają w pierwszym rzędzie i nadstawiają pierścień) a w tym czasie pozabijać trochę kobiet. Jak imprezować, to z rozmachem, i żeby się skończyło rano na policji.

Mówię oczywiście o projekcie całkowitego zakazu aborcji i ta uwaga o zabijaniu kobiet wcale nie jest hiperbolą. Zginą nie tylko te, których ciąże – wg życzenia biskupów nieusuwalne – zagnieździły się poza macicą, obumierają albo są ze względu na stan matki zagrożeniem jej zdrowia. Zginą nie tylko te, które w desperacji podejmą próby usunięcia ciąży za wszelką cenę i w każdy sposób, dostępny ich wiedzy i zasobności: Zginą też te, które ciąża wykończy ekonomicznie: te, których nie chroni kodeks pracy, bo są wypchnięte na samozatrudnienie czy umowy śmieciowe, których ich pracodawca wcale nie musi przedłużać tylko dlatego, że pracownica nie ma sił dźwigać palet albo pracować na nocki, ale nadal bardzo potrzebuje pieniędzy. Zginą lub rozchorują się te, które przez nędzę wywołaną ciążą na bezrobociu nie będą w stanie o siebie zadbać. Zginą lub podupadną na zdrowiu te, których lekarze będą się bali badać i leczyć, bo komu się spieszy do paki na kilka lat:

Art. 157a §1 Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

W tym również te zupełnie nieciężarne, bo skoro dzieckiem poczętym jest w świetle jest już zygota, każda kobieta z założenia jest traktowana podejrzanie, jako nosicielka ciąży będącej pod ochroną niwelującą jej prawa obywatelskie. I co z tego, że w projekcie istnieje §3 tego artykułu, mówiący, że

Nie popełnia przestępstwa określonego w § 1 i § 2 lekarz, jeżeli uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia dziecka poczętego są następstwem działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu lub życiu matki dziecka poczętego albo dziecka poczętego.
— ale kto będzie ryzykował tłumaczenie się w prokuraturze, że niebezpieczeństwo dla matki istniało i że było na tyle poważne, by podać biseptol albo antybiotyki. Kobieta między menarche a menopauzą dla pewności będzie leczona wyłącznie dobrym słowem, herbatką z sokiem malinowym oraz zaleceniami gorących modłów, oby nie było gorzej.
Do tego wesołego korowodu cmentarnego doliczmy sobie trupki płodów i noworodków z wadami wrodzonymi. Po pierwsze te, które urodzą się z wadą letalną i mimo najwznioślejszych bredni nie są w stanie przeżyć (na pana patrzę, panie Chazan). Po drugie te, które będą wymagać nieustającej opieki i  wsparcia zaawansowanej medycyny: Polski jak dotąd nie stać na skuteczne i efektywne rehabilitowanie już żyjących dzieci niepełnosprawnych. Dorzucenie do puli kolejnych nie poprawi sytuacji ani nowych, ani obecnych pacjentów: owszem, wydłuży kolejki do dostępu do świadczeń a niektórym definitywnie zamknie drogę do wyzdrowienia. Projektowi bowiem towarzyszy enigmatyczne zobowiązanie samorządów do otoczenia opieką rodzin z dziećmi, ale nie wspomina, skąd samorządy mają ukraść pieniądze na oddziały neonatologii, etaty patopołożnych i rehabilitantów.
Zupełnie na marginesie pozwolę sobie przypomnieć, że żeby odciąć nam wszystkie drogi ucieczki ministrant Radziwiłł wycofuje z wolnego dostępu EllaOne. „Pigułki po” znikają z aptek jako produkt dostępny bez recepty w ciągu najbliższych trzech miesięcy, a jeśli ta monstrualna ustawa przejdzie – znikną na zawsze.
Jak już skończyliśmy z danse macabre, przejdźmy do frywolności. Otóż te, których ciąża ani próby pokątnej aborcji nie wykończą, urodzą te niechciane dzieci. Jeszcze raz: urodzą niechciane dzieci. Dzieci z gwałtów, dzieci z wpadek, dzieci z przypadku i z nieszczęścia, z pękniętej prezerwatywy, z zapomnianej pigułki, z zawodnego zabezpieczenia. Dzieci, których nie planowano, nie chciano, których próbowano uniknąć. Z którymi po urodzeniu coś trzeba będzie zrobić. Pobożni projektodawcy zakładają chyba, że dziecko urodzone trzyma w dziąsłach kupon totolotka, bo nie towarzyszą projektowi ustawy rozporządzenia o dodatkowych środkach na domy dziecka. Może nie wpadli na to, że ciąża niechciana po porodzie nie staje się nagle czystym szczęściem i sama się sobą nie zajmuje? A są kobiety, co ciąży boją się jak ognia, bo umieją liczyć i wiedzą, że z pensji minimalnej nie da się opłacić żłobka i jednocześnie utrzymać mieszkania czy choćby wynajętego pokoju czy stancji. Zmuszenie ich do urodzenia nie poprawi wyniku odejmowania, nie powiększy automatycznie wynajmowanych klitek ani nie wygeneruje darmowych żłobków, niań czy piastunek. Biskupi pchając ustawę nie mówią nic o tym, że oto masowo założą żłobki i przedszkola dla tych wszystkich nowych dzieci, zdrowych czy niepełnosprawnych. Ich jest dekret, władza i buta, strach i troska o utrzymanie się na powierzchni jest dla kobiet. Strach, widmo nędzy lub bezdomności.
Było już o tym, że ustawy w tym kształcie bać się musi każda kobieta w Polsce – bo nie ma jeszcze metody, która na bank udowodni, że kobieta w ciąży z „dzieckiem poczętym” rozumianym tak jak w świetle ustawy (czyli z dwugodzinną zygotą czy właśnie połączonymi gametami) nie jest. Przez pierwsze dwa tygodnie ciąża jest ciążą Schroedingera, jest albo nie jest, póki nie otworzysz pudełka macicy, nie dowiesz się na pewno. Z czego wynika, że obostrzenia w dostępie do badań, terapii mogącej potencjalny płód uszkodzić, a nawet w dostępie do potencjalnie szkodliwej dla hipotetycznej ciąży pracy! – dotyczą nas wszystkich, koleżanki, czytelniczki i towarzyszki w nieszczęściu. To skoro się już boimy, to teraz pora się zdziwić.
 Ja się pozwolę zadumać bowiem nad tym, jak sobie ten cały cyrk z torturowaniem połowy narodu światły ustawodawca wyobraża. (Pod spodem link do bardzo interesującej analizy prawniczej, tu pozwolę sobie tylko na uwagi zupełnego laika)
Otóż, poznęcajmy się nad tym nieszczęsnym artykułem 157a, który ustala kary za uśmiercenie lub uszkodzenie płodu – wybaczcie, ale pozostanę przy terminologii medycznej – oraz wyjątki zwalniające z odpowiedzialności karnej: nie bardzo wiem, jak sobie to nasze przenajświętsze grono wyobraża. Na każdym posterunku instalujemy biegłego ginekologa, czy wręcz przeciwnie, do każdego gabinetu lekarskiego przyjmującego kobiety wstawiamy policjanta? Bo skoro leki na grypę, zapalenie oskrzeli albo dokuczliwy ból stawów mogą być teratogenne dla płodu, to jak udokumentować ewentualne przestępstwo lub jego brak przy przepisywaniu pacjentce terapii? Nie mamy ani tylu biegłych położników, ani tylu policjantów, by obsadzić wszystkich lekarzy. Oraz wszystkie pracownie rtg (czy wolno prześwietlać kobietę-w-być-może-ciąży? a jeśli ma złamane żebro? Żebro się i tak zrośnie, a co jeśli płód się uszkodzi? Przed każdym rtg sikamy na pasek testu?). Oraz wszystkie siłownie. Bieżnie. Stajnie. Aerokluby i kluby spadochroniarskie. Kluby wspinaczkowe. Restauracje i bary z alkoholem. Kioski z papierosami. Traktowanie serio zapisu o kategorycznej ochronie płodu od momentu zapłodnienia oznaczałoby bowiem, że każda podejrzana o bycie w ciąży kobieta (dla skrócenia wywodu: każda kobieta przed siedemdziesiątką) będzie traktowana podejrzliwie przy każdej wykraczającej poza ostrożne oddychanie czynności. Rozmiar tej groteski jest nie do realizacji, jeśli traktować ją śmiertelnie serio – ale niech to nas nadmiernie nie odpręża. To, że nie będziemy robić testu ciążowego zamawiając w pizzerii wino nie oznacza, że możemy czuć się bezpiecznie u lekarza dowolnej specjalności. On też już się będzie teraz bał nas leczyć.
Nie podejmuję się szukania słów by określić, kim jest projektodawca zmuszający do rodzenia kobiety zgwałcone lub ciężko chore. Są osobne słowniki wulgaryzmów na tę okazję, myślę, że da się dla ePiSkopatu znaleźć coś gustownego.
Linki dla zainteresowanych:
Ceiling Sejm czyli analiza prawnicza projektu.
wcześniejsze notki dla tych, którzy się naprawdę jeszcze zastanawiają, czy to taki problem urodzić a potem oddać do adopcji:
EDYCJA: brakujące entery
Advertisements

27 thoughts on “prawo zabijania kobiet

  1. Sprawa jednak dotyczy także kobiet po siedemdziesiątce. Będą zmuszone zaopiekować się niechcianymi wnukami, okaleczonymi córkami lub synowymi. Co najmniej wspomagać finansowo.

  2. Uwielbiam Twoje teksty, bo są takie, kurde, prawdziwe. Szkoda, że państwo na stołkach nie myśli tak trzeźwo i logicznie. Cóż, trzeba się zaopatrzyć w tabletki „po”, prezerwatywy, tabletki anty i zdrowy rozsądek, bo tego wszystkiego jest coraz mniej w tym śmiesznym kraju…

  3. Usiadłem sobie dzisiaj rano w kawiarni, chwyciłem „Dziennik Bałtycki” (bo lewacka Wybiórcza była już niestety zajęta), otworzyłem losowo gdzieś pośrodku i zobaczyłem nadętą mordę Terlikowskiej (to ta co może w paszczu, byle nie z połykiem, jakby ktoś zapomniał). Przeczytałem dwa akapity jej natchnionego bredzenia (więcej niestety stare serce nie wytrzyma) i nagle qrevsko zachciałem, żeby to był żart primaaprilisowy, ale niestety w Bulandzie rzeczywistość od dawna jest tragicznie śmieszna na co dzień.

  4. Mam w firmie takich zwykłych katolików, ale to oczywiście nie ich wina. To ‚radykałowie’. Mocno wbrew sobie, ale jednak życzę swoim dzieciom żeby wynosiły się z tego gówna jak najszybciej, jak najdalej.

  5. „Przed każdym rtg sikamy na pasek testu?” – Tak się robi w wielu krajach. Na wypadek gdyby, wiesz, nieznane bobo miało się urodzić i zostać człowiekiem. U nas rtg się robi na „jest pani w ciąży???”. Leczenia ciężarnych i karmiących się unika jak ognia „bo to nie wiadomo”, podczas gdy na zachodzie po prostu stosują się do kategorii teratogenności i tego, czy lek przenika do mleka czy nie.

    „Art. 157a §1 Kto powoduje uszkodzenie ciała dziecka poczętego lub rozstrój zdrowia zagrażający jego życiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.” – Tak wygląda też aktualny zapis, tyle że do lat dwóch. Mnie by nieźle wkurzyło gdyby mi ktoś bezkarnie uszkodził płód który zamierzam urodzić. Nowa definicja jest beznadziejna, ale nie jest beznadziejnym branie pod uwagę ewentualności ciąży u kobiet w wieku rozrodczym z wielu względów klinicznych.

  6. @ Ela Stelmaszczyk – Nowak

    Uzylas takiego sformulowania „Na Zachodzie”. Na Zachodzie to znaczy w krajach burzujskich. Nie chcecie u siebie burzujstwa, to nie bedziecie mialy. Te rzeczy wystepuja w pakietach.

  7. Pingback: Czas na seksualny strajk | Fronesis

  8. Tak chce. Pomysl ile kobiet bedzie musialo umrzec dlatego ze dosiadlyscie sie do tego feminizmu ( nie wiadomo wlasciwie z jakiego powodu ) i nie potraficie zaproponowac wykladni feminizmu ktora moglaby zaakceptowac wiekszosc spoleczenstwa.

  9. blogi 22 coś Ci się pozajączkowało, chciałeś napisać
    „Pomysl ile kobiet bedzie musialo umrzec, bo banda prawicowych zjebów chce pogorszyć im życie” To nie feministki wymyślają te kretynizmy.

  10. @blogi22 „Pomyśl, ile ludzi bedzie musiało umrzeć dlatego, że dosiadliście sie do tych praw człowieka (nie wiadomo właściwie, z jakiego powodu) i nie potraficie zaproponować wykładni praw człowieka, którą mogłaby zaakceptować większość dręczycieli i sadystów.”

    There, poprawiłem, chyba o tym myślałoś?
    (Piękna creepypasta, btw)
    Z tą interpunkcją, to jakaś trauma czy imperatyw?

  11. @ Rusty
    „.. z ta interpunkcja to jakas trauma czy imperatyw?”

    I have people do it for me. Are you looking for a job?

  12. @ Robert Pyzel
    Nie wiem tylko dlaczego ja mam kupowac ochrone zycia kobiet z calym pakietem towarzyszacym – wydatkami na kulturke i na sztuczke, obrona glupkowatych przedtawien teatralnych i zachwalaniem seksu z dziecmi.
    Obawiam sie ze interes kobiet jest tu traktowany instrumentalnie.

  13. Pingback: Migawki z demonstracji – Kobieta Lemur

  14. @ troll.ruski

    Nie, nie bylem. Ale za moich czasow ksiazka „Moralnosc pani Dulskiej” byla w spisie lektur obowiazkowych.

  15. Ach, taki blogi… Przyjść, powiedzieć coś bez ładu i składu i pilnować, żeby mieć ostatni komentarz. Nic nie wniosło, nie ożywiło dyskursu, ale jest uczucie, że nie cały świat ma to w dupie.

  16. Wy macie tendencje aby przedstawiac aborcje jako cos w rodzaju wyjscia do fryzjera. O tak strasznie wygladam – o tak ladnie teraz wygladam! Bede sie upierac ze:
    1. wpadka – problem numer 1
    2. ciaza – problem numer 2
    3. aborcja – problem numer 3

    Widzialem moje kolezanki po zabiegu i na zbyt szczesliwe nie wygladaly. Jedna rodzice naklonili – przymusili w czasach studenckich i do dzis robi wrazenie lekko nienormalnej.
    …………………………
    Troche inny temat, polityczny
    http://abcnews.go.com/Politics/hillary-clinton-feminist-pro-life/story?id=38166581
    …………………………….
    A tu pewnie tez protestowalybyscie przeciw `cenzurze`
    https://ca.style.yahoo.com/post/129726359740/miley-cyruss-mac-viva-glam-ad-cant-be-tamed

  17. @blogi22
    Historyjka za historyjkę. Moje dwie znajome po aborcji nie miały i nie mają żadnych traum. I czego to dowodzi?
    Może więc zostaw aborcję do indywidualnej decyzji każdej kobiety, dobrze?

  18. Trudno się dziwić, że traumę ma dziewczyna, która została do aborcji zmuszona.

  19. Za mojej młodości skarżyliśmy się na rządy ciemniaków. Teraz mamy jeszcze dodatkowo rządy oszołomów, sadystów i mizoginów. A rządzi wszak suweren, czyli przedstawicielstwo… Czyje?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s