Największy fandom świata

Sama to sobie zrobiłam, poszłam czytać stenogramy z debaty o in vitro w polskim cyrku polskim parlamencie. Odważni mogą sami kliknąć tutaj, acz zaleca się jako środek wspomagający aviomarin i tabletki na nadciśnienie.

Nie będę się znęcać wyciąganiem co straszniejszych czy bardziej groteskowych cytatów, bo to już zrobiła reportażowo Gazeta.pl – a w wersji rozszerzonej o komentarz merytoryczny i emocjonalny – Lemingarnia. Zwłaszcza Lemingarnię polecam, bo nie znam lepszego źródła popularyzującego rzetelną wiedzę na temat zjawiska i procedur in vitro. Wracając jednak do stenogramów, przebija z nich nie tylko nadzwyczajne stężenie niechęci do uregulowania prawnego metod wspomagania rozrodu, ale przede wszystkim – przerażająca ignorancja oraz lęk przed zaawansowanymi naukowymi technologiami. Co oczywiście nie tylko martwi (mówimy o przedstawicielach społeczeństwa, nieprawdaż, o delegatach narodu mających głos decydujący i stanowiących prawo w tym kraju), ale – łagodnie rzecz ujmując – co najmniej zadziwia.

Można sobie pozwolić na ironię jak senator Cimoszewicz (jeden z niewielu rozsądnych głosów w debacie), cytuję ze stenogramu:

Senator Włodzimierz Cimoszewicz:

Dziękuję serdecznie. W gruncie rzeczy nie uzyskałem odpowiedzi na żadne ze swoich pytań i dlatego chciałbym…(Senator Tadeusz Kopeć: Nie czuję się kompetentny, by… Przepraszam.) W związku z tym mam tylko jedno pytanie. Nie będę więcej zabierał głosu. Czy słusznie rozumuję, iż komisja podjęła decyzję i zajęła swoje stanowisko bez rozważenia medycznego aspektu całego tego zagadnienia, czyli kierując się innymi przesłankami niż medyczne? Dziękuję.

Jestem absolutnie przekonana, że Cimoszewicz ma rację, i że większość komisji debatowała nie o medycynie, a o różnych fantazmatach, jakie udało im się wyprodukować na samą myśl o zapłodnieniu pozaustrojowym. Podobne stężenie złej woli i niechęci do rzetelnej wiedzy można obserwować przy okazji innych debat na tematy nowych technologii czy praktycznego wdrożenia/uregulowania zastosowań osiągnięć naukowych lub technicznych (GMO, przeszczepy organów, ustalanie kryteriów śmierci czy granic resuscytacji, manipulacje genetyczne, klonowanie etc). Nie wydaje mi się, by samym tylko konserwatyzmem lub przywiązaniem do znanego status quo dało się wytłumaczyć takie opinie, jak poniżej (senatorzy Czudowska i Hodorowicz):

– My tą ustawą otwieramy piekielne wrota. Wrota nadużyć, których jeszcze nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić.

– Jest to metoda inżynieryjna, a nie medyczna, sprowadza człowieka do roli produktu i pozbawia go „atrybutu cudu natury”.

Nie są to zdania w jakikolwiek sposób sensowne. Nie są to nawet opinie merytoryczne, są to werbalizacje straszliwych lęków, jakie senatorowie w polskim parlamencie żywią wobec dokonań medycyny wykraczających poza zaplombowanie bolącego zęba. (Czy próchnica i ropień są swoją drogą obdarzone „atrybutem cudu natury”, jako całkowicie naturalne i samoistne? Czy ma ten tajemniczy atrybut stan zapalny wyrostka? A samoistne poronienie? A ciąża pozamaciczna? Tyle pytań bez odpowiedzi!)

Oczywiście ja doskonale rozumiem, że widok sterylnego laboratorium, rzędów probówek i epruwetek, mikroskopów i szkiełek, a w tym wszystkim nadnaturalnie skupionego naukowca w białym fartuchu i okularach przelewającego coś z jednej dymiącej kolby do drugiej musi wieszczyć co najmniej wybuch, jeśli nie katastrofę na skalę miasta/globu. Czytaliśmy Frankensteina. Wyspę Doktora Moreau. Widzieliśmy setki filmów SF. Naukowiec obwieszczający, że oto zrewolucjonizuje nasz stan wiedzy, zwalczy nieszczęścia, rozwiąże problemy świata z definicji jest podejrzany, a lekarstwo zawsze okazuje się gorsze od choroby. Szczepionki mutują i powodują, że nasz bohater zielenieje i rośnie w oczach, od modyfikacji genetycznych ludzie robią się zabójcami o bardzo brzydkich źrenicach, a wirusy zabijają w nadzwyczaj malowniczy sposób. I tak dalej. Naukowcy hodują bestie dla rozkoszy obserwowania, jak świat spływa krwią, a zrekonstruowane dinozaury (każdego typu i rozmiaru!) bez wyjątku żywią się turystyną (szczególny gatunek ludziny). To jest absolutnie kanoniczne, i tak powinno wyglądać każde uczciwe SF; i jedyne, co dla nas, widzów, jest tu kwestią zaskoczenia to dylemat, jak autor/reżyser rozegra kanoniczny trop i ile zwrotów fabuły zaprezentuje po drodze do wielkiej katastrofy, która by się nie odbyła gdyby ktoś powstrzymał naukowców w porę.
Mam tak bardzo mieszane uczucia, kiedy widzę, że tylu parlamentarzystów współdzieli ze mną entuzjazm dla klasyki kina rozrywkowego i kanonu SF. Martwi mnie bowiem, że nie odróżniają oni literatury od życia (niech przemówi senatorka Alicja Zając):
Czy pan nie zwraca uwagi na to, jak ta nazwa „procedura in vitro”…Po prostu w samej nazwie jest eksperyment. To nie jest naturalne!
i z jednej strony hodując dorodny fetysz na naturalność (pozdrawiam fryzjera pani senator, świetny kolor! I całkiem niezły makijaż! O ile wiem, pani senatorka nie pracuje też na glinianych tabliczkach, tylko całkiem współczesnej elektronice biurowej), a z drugiej obnażając godne człowieka pierwotnego lęki przed ogniem rzeczami, których nie rozumie. To oczywiście nie powinno szokować aż tak w wykonaniu polityków, dla których najstraszliwszą grozą jest nazwanie jakiegoś działania „zabawą w pana Boga” i którzy uznają to automatycznie za argument przeciwko dowolnej działalności. Mary Shelley i Gustav Meyrink byliby zapewne autentycznie wzruszeni, jak trwale ukształtowali świadomość klasy rządzącej sporym krajem w Europie Środkowej i jak wysycili ją literackimi memami. Mnie jednak nieco smuci, że w czasach, gdy przyznawanie się do uwielbienia dla SF wciąż jest postrzegane jak niedojrzałość intelektualna i dowód pewnego zdziecinnienia umysłu i emocji, największy fandom powieści grozy i katastroficznych zamieszkał w sejmie – i w ramach dowodu oddania kanonom gatunku stanowi w Polsce prawo medyczne. Z dwojga złego wolałabym spotkać jednak senatorkę Zając na konwencie miłośników Frankensteina niż w komisji senackiej, w której udowadnia ona ponad wszelką wątpliwość, że całą wiedzę o nauce, eksperymencie i medycynie czerpała dotąd wyłącznie z klasyki horroru.

(Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy aby nie naśmiewam się na wyrost, to polecam lekturę ustaw regulujących eksperymenty naukowe w Polsce. [linki dorzucę jutro] Nie naśmiewam się na wyrost.)

PS. Celowo nie poruszam drugiego, obecnego w debacie straszaka, którym ekscytowali się niemal do omdlenia dyskutanci – rodzenia się dzieci w związkach nieformalnych i relacjach homoseksualnych. Stężenie bredni i złej woli w tej kwestii przerosło moje zdolności dowcipkowania i wymagałoby wyjęcia szpadla zamiast szpilki. Może kiedy indziej.

Reklamy

7 thoughts on “Największy fandom świata

  1. Zapomniałaś o straszliwym grzechu masturbacji.

    Poza tym takie małe spostrzeżenie — wszyscy ci -emeryci- senatorzy czytali swoje (dobra, nie chce mi się szukać odpowiednio barokowego eufemizmu) brednie z kartki. Conspiracy theory — czy to przypadkiem nie była ta sama kartka (w sensie, z tą samą treścią — tak, treść to dobre słowo, tak jak treść żołądkowa, która wydostała się na zewnątrz)? A jeśli tak, to kto ją przygotował?

  2. „przyznawanie się do uwielbienia dla SF wciąż jest postrzegane jak niedojrzałość intelektualna i dowód pewnego zdziecinnienia umysłu i emocji”

    W takim razie co współczesna postępowa lewica uznaje za godne uwielbiania? Jest jakaś lista oficjalnie zatwierdzonych tytułów?

  3. EdSnowden umiesz ty czytać ze zrozumieniem ? Powiadam ci zdejm prawackie klapki z oczu, a będziesz uleczony. W przytoczonym przez ciebie zdaniu chodziło o społeczeństwo, krytyków literackich, a ty wyskakujesz z lewicą.

  4. Przeczytałam stenogramy. Poryczałam się ze złości mniej więcej trzy razy. Sama mam dziecko dzięki in vitro, wszyscy znajomi wspierali mnie i mojego partnera podczas leczenia, a teraz okazuje się, że cztery znajome pary borykają się z problemem niepłodności. Dziękuję za tego posta. Każdy normalny głos w tej sprawie powoduje, że decyzję o utopieniu kompa po kolejnej porcji bzdur odkładam na później. A, bruzdy dotykowej na czole swojego dziecka jeszcze nie znalazlam, ale może za słabo szukałam.

  5. Dzięki, Naima!
    Dopiero dzis przeczytałem wpis. Dobrze prawisz. Ulewa mi się przy czytaniu, bardziej niż im – przy wypowiadaniu tegoż.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s