Czy jesteś zwolenniczką operacji?

Jedną z fałszywych opozycji, jakie pojawiają się przy okazji omawiania przypadku fanatyka Chazana, jest pytanie do potępiających zmuszanie kobiet do donoszenia każdej ciąży: to znaczy że jesteś zwolenniczką/zwolennikiem aborcji?

Pytanie jest rozpaczliwie głupie, jak się zastanowić nad jego znaczeniem. Co to znaczy, być zwolennikiem aborcji? Jakby to brzmiało, jakby podstawić inne zabiegi medyczne:

– Czy jesteś zwolennikiem usuwania zębów?

– Czy jesteś zwolennikiem wycinania wyrostka?

– Czy jesteś zwolennikiem wymrażania/wypalania nadżerek?

 

Zdrową odpowiedzią na tak zadane pytania byłoby wytrzeszczenie oczu i zastrzeżenie, że to mocno zależy od pacjenta, któremu ma się coś robić, oraz od jego stanu zdrowia – czy ma chore zęby, nierokujące sukcesów w leczeniu, czy ma wyrostek w stanie zapalnym, czy chce go usuwać prewencyjnie, czy ma nadżerki i czy wolał(a)by ich nie mieć. Nikt normalny nie chodzi z ewangelią, że wszystkie wyrostki powinny podlegać resekcji, a zęby mądrości podlegają karczowaniu na mocy objawienia. Nikt nie głosi potrzeby wycinania wszystkim znamion ze skóry ani wybielania zębów pod nadzorem prokuratora.

 

Nie pytajcie mnie więc przy następnej okazji, czy jestem zwolenniczką aborcji, bo to nieuczciwe i niemądre zagranie erystyczne. Nie jestem. Jestem zwolenniczką tego, by każda kobieta mogła sama zdecydować o swoim ciele i zdrowiu w sposób, który będzie dla niej najlepszy. I żeby w tej decyzji mogła liczyć na kompetentnego i profesjonalnego lekarza, który będzie zwolennikiem ochrony zdrowia swoich pacjentek. Przeraża mnie zarówno wizja świata, w którym istnieje przymus hodowania nadżerek/zgniłych zębów/brodawek na skórze dopóki nie odpadną samoistnie lub zabiją nosiciela – tak samo jak świat, w którym ustawowo zmuszano by ludzi do niechcianych zabiegów na ich ciele.

 

(Osoby gotowe spieszyć z moralnym potępieniem, że zarodek w macicy to nie ropień na zębie ani nadżerka pragnę zapewnić, że mają pełną swobodę antropomorfizowania swojej zygoty, ale upraszam je o nierozciąganie swoich wyobrażeń na inne macice oraz nieprzyjmowanie swoich fantazji za uniwersalne i wiążące dla wszystkich na świecie.)

 

Notkę o Chazanie napisała bardzo pięknie Szprota, więc ja nie muszę.

Advertisements

36 thoughts on “Czy jesteś zwolenniczką operacji?

  1. a ja, aby nie wprowadzać za dużego dysonansu poznawczego ludziom, którym przychodzi zadać to pytanie, mówię: tak, jestem zwolenniczką aborcji.

  2. E, no co Ty. Ja odpowiadam: „Tak. A gdy cię słucham, to myślę wręcz, że powinna być obowiązkowa”.
    W ten oto sposób oscylujemy z pytającym mniej więcej na tym samym poziomie.

  3. @szpro:
    Podejrzewam, że wiem, dlaczego to robisz, i jest to pewnie niegłupi skrót wybijający z „konsensusu” o bezwzględnym złu aborcji, ale IMHO to jest odbicie tej fałszywej symetrii: fanatycy zakazu aborcji chcą uogólnienia swojej MISJI na wszystkich. Strona przeciwna natomiast mówi o swobodzie wyboru w granicach jakiegoś limitu (12-24 t.c.), więc przypisywanie jej domyślnej potrzeby rządu dusz i macic wydaje mi się warte sprostowania.

  4. Myślę, że to się wzięło z tego, że jest człowiek, który mówi, że jest zwolennikiem aborcji na życzenie, później żeby nie wypowiadać całej formułki skrótowo ucina końcówkę i pozostaje zwolennik aborcji. Mi też się tak zdarza ucinać ostanie słowa, ale wydawało mi się, że w europejskich realiach wszystko jest jasne. Tymczasem też już zauważyłam, że przez to niektórzy dochodzą do dziwnych wniosków. Przy wydarzeniach jakie dzieją się w Chinach (przymuszanie do aborcji), chyba jednak warto podkreślać różnice, bo niedobrze jest być odbieranym jak ktoś kto chce kogoś przymuszać do aborcji. Również nie podoba mi się podejście, które sugeruje, że zwolennicy aborcji nie wiedzą, że istnieje antykoncepcja, albo nie chcą z niej korzystać i z aborcji zrobią sobie antykoncepcje, kiedy tylko aborcja będzie dostępna. Też uważam, że zarówno w przypadku ciąży, jak i znamienia, lepiej jest jeśli w ogóle nie pojawi się problem. Raczej każda kobieta, która nie chce dziecka wolałaby w ogóle nie zajść w ciążę.

  5. No to jest oczywiste – nawet farmakologiczna niesie za sobą większe ryzyko powikłań niż stosowanie antykoncepcji. Chcemy tego kobietom oszczędzić, ale stuprocentowo nie oszczędzimy – antykoncepcja zawodzi, mężczyźni gwałcą, seks uprawiają ludzie nie stosujący zabezpieczeń z niewiedzy lub lekkomyślności.
    Jak dla mnie – do 24 tygodnia na życzenie w każdym państwowym szpitalu i ani odrobinę mniej.

  6. Naima: lepiej bym tego nie ujęła:). Też się wzbraniam, przed stosowaniem takiego skrótu myślowego, bo moim zdaniem to sprowadza na manowce istotę problemu.

  7. Żeby to się sprowadzało do pytania… Po odpowiedzi „Tak” lub nawet „Tak, ale…” następuje przeważnie monolog pełen potępienia, niedopuszczający żadnych argumentów.

  8. A jaka jest pewność, że płód zaczyna czuć w momencie uformowania się połączeń pomiędzy nerwami obwodowymi, a mózgiem? Ból jest bardzo subiektywny – zależy od psychiki. Płód psychiki nie ma żadnej, gorzej, jak gryzoń, nie ma świadomości. Czy on czuje ból? Może tylko reaguje automatycznie na bodźce potencjalnie bólowe? Świadomość u dziecka rozwija się dopiero około 2 roku życia…

  9. @”A jaka jest pewność, że płód zaczyna czuć w momencie uformowania się połączeń pomiędzy nerwami obwodowymi, a mózgiem?”

    Ty jesteś na serio? Przeczytaj cytowane zdanie jeszcze raz.

  10. @Nihil
    „Płód psychiki nie ma żadnej, gorzej, jak gryzoń, nie ma świadomości. Czy on czuje ból?”
    Rozumiem, że sugerujesz niemożność odczuwania bólu przez gryzonie?

    „Świadomość u dziecka rozwija się dopiero około 2 roku życia…”
    Świadomość czego?

  11. @Nihil
    Nie ma żadnej pewności, najprawdopodobniej żadnego bólu nie ma przed porodem, a nawet gdyby był, to też w sumie żadna różnica, bo rodzonego i urodzonego niemowlaka dopiero zdąży naboleć, nie mówiąc o późniejszych cierpieniach normalnego dziecka, a co dopiero niechcianego dziecka, a poza tym można znieczulić płoda. To jest takie stawanie na głowie – „skoro twierdzicie, że obchodzi was cierpienie płodu, to musicie się zgodzić, że na etapie, kiedy wiadomo, że płód nie może czuć absolutnie niczego aborcja nie jest aż taka zła”.

    @Naima
    Świetna notka oczywiście, zwłaszcza ostatni akapit.

  12. Czy raczej „skoro twierdzicie, że domniemane odczucia płodu są ważniejsze od rzeczywistych odczuć kobiety…”

  13. Granicę wyznaczyć jakąś po prostu trzeba. Z tego właśnie wynika cały konflikt, że prawo musi wyznaczać jasne granice, taka po prostu natura prawa. A bycie człowiekiem to proces, nie coś, co spływa raz na dobre jako błogosławieństwo z nieba. Z tego powodu trzeba tę granicę wyznaczyć w możliwie jak najrozsądniejszej strefie tego procesu. 24 tydzień wydaje się najrozsądniejszy, bo mamy pewność, że do 24 tygodnia płód nie odczuwa komlpetnie nic – prawdopodobnie nie czuje nic także w kolejnych tygodniach ciąży, ale skoro jakąś granicę wyznaczyć trzeba, to najlepiej, żeby kończyła się tam, gdzie kończy się nasza pewność.

    Nie wiem tylko, po co ja się produkuję dla kogoś, kto uważa, że gryzonie nie czują bólu.

  14. Stwierdzenie „jestem zwolennikiem aborcji” w pewnym przewrotnym sensie chyba dobrze oddaje obecny stan tej debaty w Polsce, ktora jest tak spolaryzowana, ze coraz mniej miejsca zostaje na zniuansowane opinie, a pozostaje tylko alternatywa albo „aborcja to najwiekszy wynalazek ludzkosci od czasu kola i krojonego chleba” albo „aborcjonisci to zadni krwi mordercy”. Pozostale opcje dawno w debacie przepadly. Swietnym przykladem tego jest pani Bratkowska, ktora jeszcze kilka lat temu w swojej ksiazce pisala zyczliwie o tych, ktorzy uwazaja aborcje za zlo, ale sa „pro-choice”. A juz w calej ostatniej Bozonarodzeniowej histerii dookola pani Bratkowskiej tym „pro-choice” ktorzy uwazaja aborcje za cos zlego sie dostalo jako „drobnomieszczanom, ktorzy lepiej by zobili jakby po prostu byli przeciw aborcji i nie udawali bycie pro-choice”.

  15. @ Gammon No.82

    Jak z głównej to musisz przewinąć do samego dołu i tam jest na czerwono Older Posts. Jak już wybierzesz tekst to też na dole są strzałki, można przeskakiwać do wcześniejszych, albo do późniejszych tekstów. Strzałki są prawie na samym dole, nie od razu pod tekstem.

  16. „jak gryzoń, nie ma świadomości.”

    Cóż, pojawiają się poglądy, że zwierzęta posiadają świadomość. Że odczuwają ból raczej jest wiadomym od dawna.

    Deklaracja z Cambridge na temat świadomości
    http://zeszytyprawzwierzat.org.pl/deklaracja-z-cambridge-na-temat-swiadomosci/

    „Brak kory nowej nie wydaje się wykluczać możliwości, że organizm doświadcza uczuć. Konwergentne dowody wskazują, że zwierzęta inne niż ludzie mają neuroanatomiczne, neurochemiczne i neurofizjologiczne podłoża stanów świadomości łącznie z możliwością podejmowania świadomych zachowań. W konsekwencji, waga dowodów wskazuje, że ludzie nie są unikalni pod względem posiadania ośrodków neurologicznych, które budują świadomość. Zwierzęta inne niż ludzie, w tym ssaki i ptaki, a także wiele innych stworzeń, np. ośmiornice, także posiadają odpowiednie podłoża neurologiczne.”

  17. Akara własnie o to mi chodzi, gdy pisałam, że płód nie ma świadomości, więc bólu nie czuje – z resztą jak ktoś się boi, że czuje, to można go znieczulić i po problemie filozoficznym. Wiele zwierząt posiada świadomość podobną do ludzkiej świadomości, czyli są rozwinięte przynajmniej tak bardzo, jak ludzki 2-3 latek. Zwierzę> płód.

  18. Nie widzę nic dziwnego w tym pytaniu. „Czy jesteś zwolenniczką aborcji”, czyli w skrócie: „czy jesteś zwolenniczką legalnej możliwości dokonania aborcji” – i dalej na życzenie, albo w określonych okolicznościach, zależnie od tego czego się tyczy dyskusja.

    False analogy, a nie false dillema. Inne podane zabiegi z definicji służą leczeniu chorób, ewentualnie ich zapobieganiu. Ciąża natomiast nie jest chorobą, a aborcja nie jest leczeniem.

  19. „ewentualnie ich zapobieganiu”

    Ciąża może mieć negatywny wpływ na ciało. Powikłania po samym porodzie to bardzo częsty problem. Wpływ na psychikę też może być znaczący. Właściwie rzadko się zdarza żeby kobieta po ciąży i porodzie była taka sama jak przed. Jak się pytać kobiet, które rodziły to zwykle oceniają, że ich ciało się zmieniło na gorsze (nie tylko o wagę chodzi, bo nawet żylaki, czy hemoroidy zaliczają się do zmiany na gorsze, a jak dojdzie np. do pęknięcia odbytu to chyba nie ma skali żeby uchwycić to pogorszenie, a jeszcze może być gorzej), że zmieniło się na lepsze oceniają te, którym karmienie piersią pomogło schudnąć (ale znowu też inne narzekają, że biust stracił na jędrności), albo takie, które zaczęły mieć dopiero po porodzie większą przyjemność, orgazmy (zdarza się, ale w gorszą stronę zdarza się częściej). W każdym razie, chyba tylko pragnienie dziecka i cieszenie się nim jest w stanie zrekompensować ciążę, poród. Jak się nie chce dziecka to jest dla kobiety bezsensowna męczarnia. Chyba, że myśl, że oddało się dziecko komuś, kto tego dziecka chciał, że zrobiło się dobry uczynek, wynagrodzi jakiejś kobiecie wszystko, albo w przypadku ciąży za pieniądze kasa za wynajęcie brzucha będzie wystarczającą nagrodą. Są takie przypadki i można chwalić to poświęcenie, ale to nie znaczy, że należy wymagać od wszystkich. Ja w każdym razie nie rozumiem tego „nie chcesz dziecka, możesz oddać”, które jest w tym kraju zamiast aborcji na życzenie. Żeby oddać trzeba przejść przez ciążę i przez poród, jak się zrobi aborcje to nie trzeba. Aborcja wiąże się też z ryzykiem, ale są to innego rodzaju zagrożenia. Kiedy jest legalna ryzyko znacznie się zmniejsza.

  20. No i co z tego wynika? Ciąża nadal nie jest chorobą i mam nadzieję że nie zamierzasz mnie przekonywać, że jest.

  21. Wynika z tego, że brak ciąży może zapobiec wystąpieniu choroby. Ciąża to nie choroba, ale do chorób może prowadzić. Poza tym ciąża to szczególny czas i trzeba się oszczędzać. Może nawet jak w chorobie. Są kobiety, które nie mogą skupić, bo ciągle je bierze na wymioty. Czasem nawet prawie całą ciążę trzeba leżeć żeby nie doszło do poronienia. Kobieta ciężarna nie może wykonywać wszystkiego tego co kobieta nieciężarna. Nie jest to stan obojętny. Po porodzie też trzeba dojść do siebie. Zbyt wczesne dźwiganie po porodzie może się zakończyć np. wypadaniem macicy. Ciąża może się skończyć też koniecznością operacji. Cesarka nakłada jeszcze dłuższy czas ograniczeń po.

    A teraz pytanie dlaczego kobiety rodzą dzieci w szpitalach skoro szpital jest dla chorych ludzi? Bo poród to ogromne niebezpieczeństwo i kiedy nie rodzono w szpitalach zbyt wiele kobiet umierało.

  22. Aha… a kula w łeb daje stuprocentową pewność, że choroba nie wystąpi, niemniej jednak leczeniem bym tego nie nazwał.

  23. @acrisv
    „Inne podane zabiegi z definicji służą leczeniu chorób, ewentualnie ich zapobieganiu”
    Możliwe, że jestem wyjątkiem, ale wisi mi, czy moja babka zmarła „w wyniku choroby”, czy też „naturalnie”.

    „a aborcja nie jest leczeniem”
    Jak to dobrze, że póki co decydują o tym lekarze, a nie grupy bardzo koniecznie chcące mieć kobiecą krew na rękach.

  24. Ja rozumiem, że „zwolennik aborcji” to uproszczenie, żeby się nie bawić w ferworze dyskusji w precyzję wypowiedzi, skoro wszyscy wiedzą, o co chodzi. Ja się angażuję jednak w walkę o język, bo druga strona nie ma skrupułów i jak mantrę powtarza nadużycia i kłamstwa, które przenikają do powszechnej świadomości. Gdyby to był pojedynczy przypadek … ale nie. To nie jest przypadek tylko strategia. Już naprawdę za dużo przekłamań zignorowaliśmy. To przeciwnicy aborcji są w debacie publicznej pro-life, to oni mają sumienia, to im leży na sercu los niewinnych. My zostaliśmy zepchnięci do narożnika i dajemy się wkręcać w coraz bardziej absurdalne argumenty (ostatnio: aborcję popierają korporacje farmaceutyczne, bo z usuniętych płodów robią szczepionki) zamiast zawalczyć o język, o najprostsze definicje. Kobieta – to człowiek i walka o jej prawa to walka o prawa człowieka. Usuwa się płód na nie dziecko, aborcja to usunięcie płodu. W zależności od sytuacji może być zastosowana lub nie i decyzja o tym należy do kobiety. Tu nie ma miejsca na kategorię „zwolennicy aborcji”. Nie nie idźmy w dyskusję czy ciąża to choroba, bo to kolejna pułapka językowa. Dla jednej kobiety ciąża będzie błogosławieństwem a dla innej może być wyrokiem śmierci i doprawdy nic z tego nie wynika dla sedna sprawy. Obie mają prawo urodzić i obie powinny mieć prawo usunąć.

  25. Jak ktoś głosi (przeciwnicy aborcji często tak robią), że ciąża i poród to samo zdrowie, zagrożeń brak, a za to aborcja jest szkodliwa to wychodzi z tego, że dobrze, że aborcja jest zakazana, bo dzięki temu chroni się kobiety przed depresją, przed niepłodnością itd. Ile to już razy widziałam katolików rozdzierających szaty nad syndromem proaborcyjnym, albo przedstawianie przykładów „usunęłam, teraz chcę mieć dziecko, a nie mogę i tak bardzo cierpię, to przez aborcję”. Przesłanie na koniec jest takie, że oni chcą dla kobiet dobrze i troszczą się też o zdrowie kobiet, a nie tylko o płód. Przecież jakby kobieta donosiła ciążę to by nie doszło do tego do czego doszło. Biedna Ania, Kasia, czy Basia miałyby dzieci, a teraz się starają, nie mogą mieć i cierpią. Mogły posłuchać Kościoła i nie usuwać, a nic złego by je nie spotkało. Następne kobiety przecież trzeba uchronić przed robieniem podobnych głupot, bo nie zawsze wszystko kończy się dobrze. Dlaczego kobieta ma nie donosić ciąży skoro ciąża to jedno wielkie nic przy złej i szkodliwej aborcji. Nie chce się dziecka to można oddać, są ludzie, którzy czekają na adopcję. Czy chodzi tutaj tylko o uczucia macierzyńskie i ból dotyczący tego, że dziecko gdzieś jest? Zastanawianie się czy mu jest dobrze. Dzieci dawców spermy i komórek jajowych też gdzieś mogą być. Rozumiem podejście „jak urodzę to nie będę potrafiła oddać i moje życie się zmieni”, „nie stać mnie na kolejne dziecko, a jak urodzę to nie zostawię dziecka w szpitalu”. Ale rozumiem też postawę „nie chcę chodzić w ciąży, tylko po to żeby oddać komuś dziecko”.

    Oto jak manipuluje Terlikowski mówiąc o szkodliwości aborcji, a nie wspominając nic o zagrożeniach płynących z ciąży i porodu (tym bardziej w zbyt młodym wieku):

    „Aborcja w niczym nie pomaga też dziewczynce. Ona do jednej strasznej traumy jaką jest gwałt dokonany przez kuzynów, będzie miała dodaną drugą jaką jest dla każdej kobiety aborcja. Wstrząs jaki ona wywołuje oddziałuje na całe dalsze życie kobiety, wpędza ją w depresję, niszczy jej psychikę. Jest ona zatem ponownym gwałtem na niewinnej osobie. Gwałtem, który nikomu, a już na pewno nie kobiecie, nie służy.”

    Przesłanie jest jasne, aborcja to depresja, zniszczona psychika, gwałt. Zagrożenia płynące z ciąży, porodu to jest nic (a dziewczyna miała 11 lat, więc zagrożenie było znacznie większe) przy okropnościach jakie może nieść za sobą aborcja. Może i dowiedział się, że czasem po aborcji zdarza się depresja, ale woli przemilczeć, albo nie wie, że depresja poporodowa też się zdarza, są kobiety, które po porodzie doznają nawet zespołu stresu pourazowego.

  26. Ludzie od „bardzo szkodliwej dla kobiet aborcji” za homoseksualizm też się biorą w ten sam sposób i też niby od strony medycznej. Też pokazują, jak to homoseksualiści sami sobie szkodzą i że trzeba coś z tym zrobić dla ich dobra. Nie podarowałam sobie tym razem i zajrzałam do

    „Kompendium wiedzy: co nam przeszkadzają ci homoseksualiści?” http://rgrunholz.wordpress.com/2013/09/01/kompendium-wiedzy-co-nam-przeszkadzaja-ci-homoseksualisci/

    Może nie powinno, ale strasznie mnie rozbawiło to jak się zabrali za: „Praktyki stosowane przez homoseksualistów”, nawet i bez tej szkodliwości, tylko w samych opisach. Bo jeśli się wie, że może tam zaglądać ktoś cnotliwy, nieuświadomiony i może poznać te praktyki dopiero od opisanej przez nich strony. Ale możliwe (i pewnie taki jest zamysł), że jest to nastawione na to, żeby jak najwięcej osób uznało, że takie praktyki to obrzydlistwo, czego ci homoseksualiści nie robią, seks oralny, seks odbytniczy, seks fekalny, seks urynowy, sadomasochizm, pedofilia, seks w miejscach publicznych. Ostrzeżenie jest: „Uwaga – poniżej drastyczne i wyjątkowo obrzydliwe dla normalnych ludzi treści!”, wyżej też „13. Uwaga – drastyczne i wyjątkowo obrzydliwe dla normalnych ludzi treści nt. praktyk homoseksualistów”

    Na początek być może delikatny, religijny czytelnik poznaje tak „szokującą” praktykę:

    „Homoseksualiści uprawiają seks oralny prawie we wszystkich swoich stosunkach seksualnych (i w około połowie przypadków połykają spermę [5]).”,

    a dalej jest coraz mocniej. Można się dowiedzieć, że homoseksualiści np. tarzają się w kale. Wszystko z nastawieniem na szkodliwość, np. seks oralny:

    „Sperma zawiera wiele drobnoustrojów przenoszonych we krwi. Z tego też powodu homoseksualiści, którzy praktykują seks oralny, w zasadzie prawie konsumują ludzką krew z całym tego ryzykiem dla zdrowia. Ponieważ na penisie często znajdują się drobne uszkodzenia (oraz często znajduje się w nieczystych miejscach, takich jak odbyt), osoby stosujące te praktyki mogą zostać zarażone zapaleniem wątroby typu A lub rzeżączką (a nawet wirusem HIV i zapaleniem wątroby typu B). Ze względu na to, że wiele kontaktów seksualnych to stosunki osób nieznajomych (70 procent homoseksualistów oszacowało, że z połową swoich partnerów uprawiali seks tylko raz [17, 27]) oraz, że homoseksualiści mają od 10 do 110 różnych partnerów rocznie, potencjalne ryzyko zakażenia jest więc znaczne.”

    Dalsze podsumowania:
    „Typowe praktyki seksualne homoseksualistów to medyczny horror. Proszę sobie wyobrazić ślinę, kał, spermę i krew mieszającą się między dziesiątkami mężczyzn co roku. Proszę sobie wyobrazić regularne picie moczu, jedzenie kału i brutalne podrażnianie odbytu. Często zdarzenia te mają miejsce, gdy osoby biorące w nich udział są pijane, odurzone narkotykami lub uprawiają orgie. Ponadto, większość z nich ma miejsce w wyjątkowo niehigienicznych miejscach (toalety, brudne salki peep show) lub – ze względu na to, że homoseksualiści często podróżują – w innych częściach świata.”

    „Badanie [5] przeprowadzone w Seattle, polegające na codziennym notowaniu doznań erotycznych przez homoseksualistów, ukazało, że średnio w skali roku:
    1) uprawiali seks oralny ze 108 mężczyznami i połknęli nasienie od 48 z nich;
    2) całowali się, doprowadzając do wymiany śliny z 96 mężczyznami;
    3) doświadczyli 68 penetracji odbytu prąciem
    4) konsumowali fekalia od 19 partnerów.
    Nic dziwnego, że 10% z nich zachorowało na zapalenie wątroby typu B i 7% na zapalenie wątroby typu B w czasie trwania badania, czyli w czasie 6 miesięcy.”

  27. Teraz stwierdzam, że Odwodnik ma rację jeśli chodzi o język. Chyba nawet ma więcej racji, niż wcześniej myślałam. Zrobiło się to obojętne, a może nigdy nie powinno.

    Dalej się to ciągnie, pewne osoby nawet jak piszą o gejach to wprowadzają już swoje terminy, nazywają jak chcą i tylko czekać, aż ktoś zacznie to szerzej powtarzać. Teraz nie rimming, nie lizanie pupy, odbytu, tylko już mają swoją nazwę, czyli konsumowanie fekaliów. Hahahaha… Ludzka „pomysłowość” nie zna granic. Czasem nie wierzy się w to, co się widzi.

  28. Boję się takich ludzi jak Robert Grunholz, jak Korwin- Mikke, jak Terlikowski, jak ksiądz Oko. Boję się, bo nie wiem, czy są tak ślepi i wierzą w swoją alternatywną rzeczywistość, czy tak bardzo cyniczni, żeby z premedytacją kłamać (w myśl zasady „cel uświęca środki”). Boję się, bo bez względu na to co nimi kieruje, powoli osiągają swoje cele. Głównie dzięki retoryce.

  29. Przerażają mnie tak płaskie sposoby myślenia, skróty myślowe i generalizacje. Te skrajności doskonale odzwierciedlają punkt, w którym znajdujemy się w dyskusji o aborcji – albo jesteś całkowicie za, albo całkowicie przeciw. Czy umiarkowane opinie, nie mówiąc już o braniu pod uwagę subiektywnośc każdej sytuacji, przestały istniec? Co się wyrabia… Pozdrawiam serdecznie, bardzo trafnie ujęte.

  30. @odwodnik

    Mnie też to przeraża. Bardzo dziwi, jak ktoś może w obecnych czasach wysyłać ludzi na leczenie z homoseksualizmu. Bardzo im zależy żeby narzucić z kim kto ma się związać. U nich jest brak rozróżnienia między homoseksualistą, a biseksualistą (ba, u niektórych nawet nie ma rozróżnienia między homoseksualistą, a pedofilem, dowodzą, że to jest to samo) i z tego ogłaszają jakieś swoje małe sukcesy. Prezentują biseksualistę, ale jest opisany jako homoseksualista, piszą, że był gejem, miał chłopaka, ale wyleczył się z homoseksualizmu, teraz ma dziewczynę, kocha ją i jest bardzo szczęśliwy. Z tego może być tylko nieszczęście. Jakiś rodzic niechętny homoseksualistom uwierzy i może przez to zamęczać swoje dziecko bezsensownym „leczeniem”, wpędzić w strach przed seksem. Nic dobrego się z ich strony nie szykuje, a wręcz nienawiść narasta.

  31. Pingback: prawo zabijania kobiet | Naima w sieci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s