Nie jesteśmy nic wam dłużne

Przepraszam z góry, notka jest nieco niechlujna, pisana w emocjach i stąd może w niej być więcej błędów niż zwykle. Zastrzegam sobie prawo do wyedytowania lub poprawienia części tekstu po czasie.

 

Na początek link do strasznego wpisu, żeby ustawić nastrój dzisiejszej notki. Uprzedzam, link do tumblra w języku zagranicznym.

Napisałam notkę o tym, jak mężczyźni o mentalności zdobywców czują się uprawnieni ignorować protesty ofiar i dają sobie prawo autorytarnego decydowania, czy protest był na poważnie czy tylko udawany. Napisałam, że konwencja wymuszająca na kobietach pozorowanie oporu sprzyja kulturze gwałtu, bo nie dając wyboru kobiecie, pozwala mężczyźnie łaskawie zdecydować po uważaniu, czy zgodzi się on respektować odmowę.

Po czym przychodzi komentator i pisze, że jak w klubie spodoba mu się dziewczyna, to nawet jak mu odmówi, to będzie do niej wracał i zaczepiał, bo a nuż wymęczy na niej zgodę, a żal by mu było „zmarnować okazję”. I facet pisze to publicznie pod notką o molestowaniu i nie widzi w tym nic dziwnego.

 

Drodzy normalni mężczyźni, którym żal marnować okazję:

Nie jesteśmy okazją. Jesteśmy ludźmi. Przychodzimy w miejsca publiczne nie dla waszej wizualnej przyjemności, nie po to, by umilić wam czas, tylko dlatego, że mamy swoje sprawy. Nasza obecność w jakimś miejscu nie oznacza, że jest to obecność dla was. Nasz czas nie jest do waszej dyspozycji. Nie jesteśmy wam winne ani dłużne uwagi, czasu, zainteresowania ani uprzejmości – nawet, jeśli nas do tego przez wiele lat wychowywano. Umiemy mówić – jeśli chcemy z wami nawiązać znajomość, potrafimy to wyrazić słowami jednoznacznie. Jeśli mówimy, że nie jesteśmy zainteresowane, że jesteśmy zajęte, że jesteśmy umówione – to znaczy, że nie mamy ochoty z wami rozmawiać. Naprawdę, wolno nam nie chcieć. Naprawdę, wolno nam też w tej samej chwili chcieć rozmawiać z kimś innym. Jeśli odmawiamy tańca, to nie znaczy, że nie będziemy tańczyć za chwilę z inną osobą – nie musimy się z tego tłumaczyć. I nie musimy tego mówić dwa razy.

Facet, który w klubie, parku czy bibliotece podchodzi i zagaja, może być – w zależności od sposobu wykonania – miłym nowym znajomym, dziwakiem, natrętem lub chamem. Facet, który słyszy odmowę ale się nie zniechęca i zaczepia dalej, jest tylko natrętem. Jeśli wraca mimo wielokrotnych odmów i domaga się uwagi/tańca/rozmowy/kontaktu – budzi co najmniej niepokój i dyskomfort. Najprawdopodobniej budzi jednak lęk. Serio, panowie zdobywcy, panowie „żal mi byłoby okazji” – serio chcecie budzić w nas strach? Cieszy was kontakt oparty na lęku przed waszą reakcją na bardziej stanowczą odmowę? Odpowiada wam zaganianie nas do kąta, nękanie, zastraszanie, ignorowanie oporu?

Mówienie, że nie mamy luzu albo poczucia humoru, gdy reagujemy agresją na wasze nawroty i ponowne awanse nie poprawia waszych szans. Nie mamy obowiązku śmiać się, gdy zbywacie nasze obiekcje. Nie jesteśmy wam dłużne cierpliwości, gdy się naprzykrzacie. Mamy swoje życie i wasze oczekiwania, potrzeby i zachcianki nie są w nim priorytetem.

Gdy zastawiacie nas w kącie pomieszczenia sobą i składacie frywolne i jakże żartobliwe propozycje – to Jeśli protestujemy cicho i niepewnie, to nie dlatego, że nie jesteśmy przekonane, czy na pewno chcemy odmawiać. To dlatego, że boimy się was rozjuszyć. To dlatego, że jednocześnie zastanawiamy się, czy zdołamy przemknąć się pod waszym ramieniem, odwrócić waszą uwagę albo wręcz przeciwnie, skupić uwagę barmana/kelnerki/koleżanek/tego pana, co wyprowadza właśnie psa i uratować się z sytuacji. Gdy po raz trzeci danego wieczoru dosiadacie się do stolika z propozycją nawiązania bliższej znajomości, nie dostajecie punktów za wytrwałość. Sprawiacie, że obliczamy czas potrzebny na niepostrzeżone wyjście.

Dopóki nie użyjecie pięści albo krzyku, wasza natarczywość nie spowoduje żadnej reakcji otoczenia. Wręcz przeciwnie, jeśli my pójdziemy do ochrony poskarżyć, że wciąż nas zaczepiacie – zostaniemy wyśmiane, że jesteśmy przewrażliwione, sztywne albo histeryczne. Może nam się słownie oberwać aluzjami do naszych potrzeb seksualnych albo frustracji na tym punkcie. Może, bo przecież kobieta w miejscu publicznym przez domniemanie należy do każdego, kto zechce się nią zainteresować. Natarczywość w miejscu pracy/nauki to przecież tylko koleżeńskie żarty. Zaloty, które powinnyśmy docenić. Komplementy, za które powinnyśmy być wdzięczne. Mamy się miło uśmiechać i grzecznie odpowiadać, gdy zaszczycacie nas niechcianą uwagą.

Nie, nie jesteśmy wam tego winne. Nie znaczy nie. Nie znaczy – odejdź, nie nękaj. Przykro nam, że jesteście rozczarowani, ale nie jesteśmy waszą nagrodą, trofeum ani należną wam rozrywką. Jesteśmy tu na tych samych prawach i jednym z tych praw jest nieuczestniczenie w niechcianych interakcjach. Jeśli tego nie szanujecie, nie jesteście zdobywcami, niezmordowanymi rycerzami, dżentelmenami starej daty. Jesteście prześladowcami.

 

Edycja:

Dopisuję link do Niny Wum oraz do Waterloo. Hivemind w akcji.

___________________________________________________________

Ponieważ wszyscy mają wpisy o świątobliwych lekarzach, to ja nie muszę, podlinkuję sobie tylko całkiem dorzeczny artykuł dwóch teologów, który trochę bez echa przeleciał przez media – a szkoda, bo rozumny. A na deser notka lekarza, który nie podpisał, za to przeczytał deklarację kolegów.

Advertisements

82 thoughts on “Nie jesteśmy nic wam dłużne

  1. I w sumie Ci się nie dziwię, bo mnie po ostatniej wypowiedzi Gronkowca zwyczajnie zatkało. I nawet chciałam coś powiedzieć, ale tylko powietrze ze mnie uszło.

    Gronkowiec! MY SIĘ WAS BOIMY!!! Rozumiesz to?! BO-I-MY-SIĘ!
    Dobrze się czujesz w takiej roli?!

  2. Dziękuję za notkę, mam nadzieję (choć dość słabą, przyznaję), że choć jeden buc zmieni swoje zachowanie.

  3. Dzięki ogromne za tę notkę!!! IMO „Nie jestem tu, żeby było ci miło” („I am not here to please you”, nie wiem, jak to ładnie przetłumaczyć na polski) to najsilniejsze i najbardziej wyzwalające hasło, jakie każda kobieta powinna wypisać sobie na koszulce, a obie płcie wziąć głęboko do serca. Naimo, nie przestawaj pisać! :)

  4. Święte słowa! Jako niewiasta nieco bywała w świecie muszę z bólem wyznać, że zagranico Polaka w klubie/barze najłatwiej poznać po namolności. Irlandczykowi czy Francuzowi powiesz „nie” raz i na tym się skończy konwersacja, czasem nawet pożyczy ci miłego wieczoru. Polak powróci raz, drugi, trzeci, będzie tańczył obok, ocierał się i pytał DLACZEGO nie dasz mu swojego numeru. Jak w tym starym dowcipie:
    – Dała Ci?
    – Nie, a Tobie?
    – Też nie.
    – A to kurwa…
    Wg przeciętnego polskiego faceta kobieta jest kurwą z definicji, a kurwy zaczepia się do upęku. W barze, w internecie, w sklepie, w cholernej bibliotece, gdzie tylko się da. Doszło do tego, że na GG wykasowałam informacje o płci i miejscu zamieszkania, bo zdesperowani polscy kawalerowie w Irlandii działali mi na nerwy.

    Mam taką teorię, że w niektórych krajach mężczyźni wyrastają w nienawiści do kobiet i Polska jest takim miejscem. Widać to nie tylko po braku szacunku dla niewiast i naruszaniu ich przestrzeni osobistej, ale również po wściekłym seksizmie, tzn. takim, który nie ogranicza się tylko do żartów, ale wręcz do otwartego wylewania frustracji na każdą kobietę, która ma aspiracje choćby milimetr poza narzucony jej kulturowo szablon matki-Polki. Widać to w każdym miejscu pracy, w ruchu drogowym, czasem nawet w kontaktach telefonicznych. Kobieta jest z założenia kretynką, którą trzeba zjechać jak burą sukę lub traktować jak dziecko.

    Nie wiem, co można zrobić, by naprostować facetów w naszym kraju. Pozostaje mieć nadzieję, że matki z naszego pokolenia wychowają synów na coś porządniejszego…

  5. Lubię tu czasem zaglądać, żeby przekonać się jak mało wiem o problemach kobiet. Żeby było jasne, ja też nie lubię tracić okazji, ale przez owo tracenie rozumiem brak próby zagadania w ogóle. Rany, naprawdę są takie buce co to po kilka razy podchodzą?

  6. the business man steps aside to let me go through the door first

    pierwsza utrata

    and asks me if those guys were bothering me.

    druga utrata

    I say yes, that it happens all the time, and he tells he’ll beat them up for me if they come back.

    trzecia utrata – 100% mizoginizmu

    He is a nice person who talks to me like I’m a human being instead of a walking pair of tits

    że co? aż mi smutno, że to uchodzi za pozytywny encounter.

  7. @Ms Margaret, uważam, że znacznie większa – w tym problemie wychowania synów – jest rola ojców. To zwykle jednak dla syna pierwszy wzorzec do naśladowania, a nikt tak dobrze nie obserwuje jak dziecko.

  8. Słuszna uwaga. Tylko ojcowie są nierzadko właśnie tacy jak wyżej, więc cała nadzieja, że matka jakoś pokaże swój kobiecy punkt widzenia.

  9. @Milan Srb:
    Tak, ten facet pokazywał swoje muskuły i się popisywał deklarując odwet fizyczny, ale na tle facetów, którzy opisani są przedtem i potem – nie jest bucem. Bycie uprzejmym i wyrażanie troski, grzeczność – to są cechy cywilizowanego człowieka. Nie wiem, skąd wyliczasz te utraty, jedyne, co by mnie ewentualnie zniechęcało, to właśnie deklaracja zastosowania przemocy (choć być może, gdybym była w takim stanie stresu i niepokoju, jak autorka notki, mogłabym to zignorować). Nie widzę, jak mizoginia przejawia się w zapytaniu, czy ofiara przemocy potrzebuje wsparcia. Narzucanie pomocy wbrew woli zainteresowanych to co innego.

  10. Jak zwykle doskonała notka, Milady.

    Dzięki.

    PS. Przeczytałam dopiero dziś komentarze pod poprzednią i mnie zemdliło…

  11. „I am not here to please you” – może: „Nie jestem tu dla twojej przyjemności”.
    Co do ojców, to albo nie widzą problemu w byciu „wytrwałym”, albo – nawet jeśli sami mają normalne poglądy i zachowanie, to zazwyczaj nie są na tyle wyczuleni (bo sytuacja nie dotyczy ich bezpośrednio), żeby uczyć tego synów.

  12. „Tak, ten facet pokazywał swoje muskuły i się popisywał deklarując odwet fizyczny, ale na tle facetów, którzy opisani są przedtem i potem – nie jest bucem. Bycie uprzejmym i wyrażanie troski, grzeczność – to są cechy cywilizowanego człowieka. Nie wiem, skąd wyliczasz te utraty, jedyne, co by mnie ewentualnie zniechęcało, to właśnie deklaracja zastosowania przemocy (choć być może, gdybym była w takim stanie stresu i niepokoju, jak autorka notki, mogłabym to zignorować). Nie widzę, jak mizoginia przejawia się w zapytaniu, czy ofiara przemocy potrzebuje wsparcia. Narzucanie pomocy wbrew woli zainteresowanych to co innego.”

    W sumie też odebrałam to podobnie jak Milan – buc pewnie i nie, ale gościu podążający za schematem książę na białym koniu i dama w opresji raczej na pewno (co prawda koń nie tak mocarny, żeby chcieć rzeczywiście sprostać napastnikom i wstawić się za damą w trakcie, gdy opresja trwa, ale przepuszczenie w drzwiach plus deklaracja – co prawda w bezpiecznej od rzeczywistego niebezpieczeństwa odległości – mocno trąci figurą męskiego wybawiciela).

  13. Znakomita, wspaniała notka.
    i ja dopiero przeczytałam komcie pod poprzednią. Koszmar. I przy okazji dodam, że rzeczonego osobnika wywaliłam z mojego blogaska już jakiś czas temu.

  14. @czeresnia:
    Jestem za tym, by first things first, i przemoc symboliczną odsunąć na dalszy plan, gdy mamy do czynienia z poważnym zagrożeniem bezpośrednim. Rycerz na białym koniu zapewne miał dobre chęci i w praktyce pomógł: autorka poczuła się doraźnie bezpieczniej. Do późniejszej edukacji niech zostanie kwestia protekcjonalnego traktowania, tu facet zareagował, a to więcej, niż można oczekiwać od wielu widzów.

  15. Witam,

    generalnie notka nieco otwierająca oczy, ale mam pewne zastrzeżenie. Z góry proszę o wyrozumiałość :).

    Chociaż w takim wypadku wina jest ewidentnie mężczyzn, to mam wrażenie, że kobiety (przynajmniej w Polsce) czasami oczekują „natręctwa”. Z tym, że wtedy to się nazywa wytrwałością, bądź stanowczością. Nie jest to bynajmniej mój wymysł – zademonstruje to na przykładzie rozmowy którą przeprowadziłem.
    Razu pewnego byłem z pewną dziewczyną na randce. Było całkiem ciekawie, w pewnym momencie chciałem ją pocałować. Dziewczyna się obruszyła i zrobiła unik, więc dałem sobie spokój.
    Po pewnym czasie (przy okazji innego spotkania) zaczęliśmy rozmawiać o tej sytuacji, no i napomknęła że już wtedy chciała się ze mną całować. Odpowiedziałem, że przecież ja też chciałem i nawet się za to zabierałem, w odpowiedzi usłyszałem: „Trzeba było być bardziej stanowczym”. I jak tutaj nie zwariować?

  16. @Postmodernmortem
    Nawis kulturowy dotyczy nie tylko mężczyzn, ale i kobiet. Nie nauczono nas się bronić. Nie nauczono chcieć i sięgać. Te co chcą, nader szybko noszą miano ladacznicy.

    @Naima
    I znowu to samo, co dziś byłaś łaskawa mi zakomunikować. Ledwo się oderwałam od własnej notki na temat, komentowany przez Postmodernmortem, a już kwestia zaistniała. No, pacz Pani.

  17. @Postmodernmortem

    „Odpowiedziałem, że przecież ja też chciałem i nawet się za to zabierałem, w odpowiedzi usłyszałem: „Trzeba było być bardziej stanowczym”. I jak tutaj nie zwariować?”

    Normalnie, stwierdzić „trzeba było nie wysyłać przeciwnych sygnałów”. Nie, to nie. Daj spokój, to daj spokój. Zaręczam, wolisz się pomylić w tę stronę niż w przeciwną, a jeśli kobieta jest zainteresowana, to też się otrząśnie z durnowatych pomysłów jeśli sobie pójdziesz.

  18. @Postmodernmortem
    „Razu pewnego byłem z pewną dziewczyną na randce. Było całkiem ciekawie, w pewnym momencie chciałem ją pocałować. Dziewczyna się obruszyła i zrobiła unik, więc dałem sobie spokój.
    Po pewnym czasie (przy okazji innego spotkania) zaczęliśmy rozmawiać o tej sytuacji, no i napomknęła że już wtedy chciała się ze mną całować. Odpowiedziałem, że przecież ja też chciałem i nawet się za to zabierałem, w odpowiedzi usłyszałem: „Trzeba było być bardziej stanowczym”. I jak tutaj nie zwariować?”

    Trzeba wymagać jasnych komunikatów :) Chce a mimo to pokaże, że nie chce – to nie dostanie. Nie wariuj, potraktowałeś dziewczynę jak dorosłą i świadomą osobę, zrobiłeś dobrze.

    @Naima
    „Do późniejszej edukacji niech zostanie kwestia protekcjonalnego traktowania, tu facet zareagował, a to więcej, niż można oczekiwać od wielu widzów. ”

    Z jednej strony racja, ale z drugiej – zareagował dopiero _po_ wyjściu z pociągu, i to oferując pomoc w takiej formie, której nigdy nie musiałby zrealizować. A więc ostatecznie gdyby dziewczyna się w pociągu nie przesiadła, to tyle by było z jego rycerzowania, że ona (być może) padłaby ofiarą zaczepek fizycznych. Pomocą by było, gdyby jeszcze _w_ pociągu zapytał jej, czy ma z nimi zrobić porządek, jeśli tak sobie wyobrażał swój wkład w rozwiązanie sytuacji.

  19. @czereśnia:
    tru, oczywiście masz rację, że deklaracja w bezpiecznym dla niego momencie i trochę bez sensu. Ale (benefit of doubt) – może się bał wcześniej. Może się wahał. Dobrze, że W OGÓLE zareagował, następnym razem może będzie bardziej rączy, może da mu to do myślenia. Wolę szukać dobra w nawet spóźnionych odruchach niż z góry skreślać takiego rycerza, który, przyznajmy, rokuje. No i uszanujmy punkt widzenia autorki tamtego wpisu – dzięki jego spóźnionej trosce poczuła się nieco lepiej. Czyli jednak trochę pożytku z niego było.

  20. Nikogo tu nice oburza gdy pracownik meczy szefa zeby my dad podwyzke. Ale nice wiedziec czemu, w sytuacji gdy kobiety kontroluja do step do dobr na ktote ma ochote mezczyzna, to nagle czyms strasznym staje sie gdy nudzi kobiete by sie z nim podzielila.

    Juz male dzieci ucza sie, ze jak beda prosic usilnie o cukierka, to moze go dostana. Podobnie ludzie postepuja w wielu dziedzinach zycia. Czemu wiec nagle okazuje sie to niedopuszczalne tylko gdy robi to facet wobec kobiety? I czemu z tego normalnego zachowania sie robi niemal probe gwaltu?

  21. hehe, powiedział, że głupi by był gdyby nie spróbował. Jest ex szefem

  22. @Gronkowiec
    Nie widzisz różnicy między naprzykrzaniem się członkowi tej samej grupy społecznej, do której należysz, a naprzykrzaniem się przypadkowemu człowiekowi spotkanemu na ulicy? I masz jeszcze kompletne, własne uzębienie, czy tylko teoretyzujesz?

  23. Kiedyś brałam gronkowca na poważnie, ale teraz myślę, że to chyba tylko zręczny troll. „Dostęp do dóbr, które kontroluje kobieta” to brzmi faktycznie jak prośba o cukierka. Ciekawe, gronkowcze, co byś zrobił, gdyby natrętny gej domagał się dostępu do TWOICH dóbr cielesnych i dziwił odmową?

  24. @ Lurkerka.Borgia

    To nie jest jakaś tajemnica, że znaczna część ludzkich zachowań służy temu, żeby zaspokoić popęd seksualny / złapać partnera. A seks jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka (podstawowe potrzeby w hierarchii Maslowa). Niestety, nie wszyscy równo są obdzieleni urodą czy wdziękiem, więc możliwości zaspokajania potrzeb są tu bardzo, bardzo nierówne. Choć o dziwo, o ile oburzanie na to, że jedni mieszkają w pałacu a inni nie maja na chleb jest uważane za OK, to podobne rozmowy na temat seksu są tabu. A co do kobiet kontrolujących dostęp do dóbr pożądanych przez facetów – to nie rozumiem jak można tego nie zauważać. Ale jeśli uważasz że jestem ‚niepoważny”, to poczytaj teksy Esther Vilar na temat tego jak kobiety tresują mężczyzn dzięki temu że decydują o tym kto będzie miał do nich dostęp.

    @Gammon

    Owszem, widzę różnice i nigdy nie sugerowałem że należy np. podbiegać do obcych ludzi i prosić o pożyczenia kasy tak długo aż się zgodzą, choć uważam to za dobrą strategię z osobami które już nieco znam.

  25. No, nie wiem, czy są tabu, skoro właśnie o tym rozmawiamy. Nie mogę tylko ogarnąć rozumem, że ktoś na serio uważa, że druga osoba powinna z nim iść do łóżka tylko dlatego, że on sobie tego życzy. I owszem, seks JEST przez niektóre kobiety traktowany jako karta przetargowa w różnych okolicznościach, ale to nie jest argument na rzecz tego, że każda kobieta ma ci się oddać, kiedy tylko sobie zażyczysz. Pytanie o to, jak sam byś się czuł w takiej sytuacji, oczywiście pominąłeś.

  26. @Gronkowiec
    ” A seks jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka (podstawowe potrzeby w hierarchii Maslowa)”

    A w krzywą Laffera też wierzysz?

  27. @martakafioza:
    html rozumie tekst między ostrymi nawiasami jako polecenie i nie pokazuje. Pozwoliłam sobie wyciąć puste komcie.

    @Gronkowiec:
    To jest ostatni raz, kiedy zajmuję się tłumaczeniem ci, dlaczego molestowanie jest złe a twoje analogie są do kitu.
    1) Analogia z szefem i podwyżką. Idziesz, szef mówi: „Panie Gronkowiec, nie mogę dać panu podwyżki, bo (random reason)”. Mówisz – trudno. Wychodzisz od szefa, idziesz do biurka, pijesz kawę i po kwadransie wracasz do szefa i „Paaanie prezesie, i jak, zmienił pan zdanie?” Obstawiam, że nie. Z jakiegoś powodu umiesz zrozumieć, że nie znaczy nie, i na następną rozmowę o podwyżce przygotowujesz coś: pracujesz więcej, wprowadzasz innowacje, usprawniasz, zdobywasz certyfikaty czy kwity. Albo mówisz – „podwyżka albo odchodzę” i szef wybiera: jesteś dla niego cenny czy pogodzi się ze stratą. ŻADNA z tych okoliczności nie przekłada się na sytuację, gdy zaczepiasz kogoś w klubie.
    2) Analogia z dzieckiem jest jeszcze śmieszniejsza. Uważasz, że odpowiednikiem nachalnego faceta zaczepiającego kobiety w klubie jest istota niedojrzała umysłowo i emocjonalnie, która nie zakończyła procesu socjalizacji, nie zna reguł społecznych i nie jest w stanie wdrożyć odroczenia gratyfikacji? Bo jeśli tak, to hm, I rest my case.
    Oraz – dziecko nudzi swoich rodziców. Którzy z jednej strony są prawnie, moralnie, etycznie i społecznie ZOBOWIĄZANI do opieki i realizowania potrzeb dziecka. ŻADNA z tych okoliczności nie zachodzi w sytuacji, gdy męczysz swoją obecnością obce kobiety w klubie. Rodzice są też więksi, silniejsi i dysponują władzą oraz autorytetem, by przekraczające granice dziecko skarcić, osadzić lub chwilowo odosobnić. Kobieta, której się narzucasz, nie ma tych przewag nad tobą, najprawdopodobniej (statystycznie) jest od ciebie mniejsza i słabsza.
    3) Argument trzeci dotyczy twojej tezy, że przecież seks to podstawowa potrzeba. Zgadza się. Tylko że w tej notce, i w poprzednich, tłukę ci do głowy, że nie cały świat istnieje, żebyś sobie realizował potrzeby. Ja i inne kobiety też mamy potrzeby, takie czy inne, i nie będziemy ich zawieszać na kołku, bo TY POTRZEBUJESZ seksu/uwagi/rozmowy. Nie zawsze chodzi o ciebie. Tu chodzi o naszą potrzebę spokoju od nachałów, o naszą potrzebę bezpieczeństwa od nękania. Masz potrzeby – znajdź kogoś, kto ma potrzebę je zaspokoić albo zaspokój się sam. Twoje zachcianki, nawet jeśli elementarne z punktu widzenia biologii czy ewolucji, nie mają prymatu nad moimi, i szokujące jest, że muszę ci to tłumaczyć.

    Ostatni raz poświęcam tyle czasu i bajtów na tłumaczenie ci podstawowego problemu: jeśli usłyszysz od kogoś nie, dziękuję, to znaczy to dosłownie: nie. Po prostu. Idź szukać gdzie indziej albo wypłacz się z frustracji, cokolwiek ci pomoże, ale nie nękaj. Nękanie przeszkadza, utrudnia, drażni i budzi niepokój. Jest egoistyczne i niegrzeczne.
    Następne próby słabych analogii, udowadniania, że jesteś zajebisty i ci się należy będą traktowane jak trolling. Mój czas jest ograniczony, również czas na bloga. Tłuczenie się z tobą zjada mi czas, który mogłabym przeznaczyć na nową notkę, zgadnij, co wolę.

  28. Z przyjemnością przeczytam nową notkę, nie musisz kontynuować wyjaśnień ;)

  29. Bardzo dobra, trafna notka.

    Obawiam się, że otoczenie (niezależnie od płci) generalnie ma odruch, aby „nie mieszać się do nie swoich spraw”, czyli nie reagować na żadne scysje pomiędzy nieznajomymi, niezależnie od tego, czy osobą zaczepianą jest dziewczyna, do której przystawia się natręt, czy chłopak, któremu grozi pobicie i okradzenie w miejscu publicznym. To jest straszne, bo gdyby ludzie reagowali, sprawcy czuliby się mniej bezkarni.

    Gdy chodzi o wpis anglojęzyczny zalinkowany na samym początku, opisany tam człowiek z rowerem wygląda co najmniej na niezrównoważonego, jeśli nie chorego psychicznie. Drugi facet jadący w tym samym przedziale powinien dyskretnie zadzwonić na policję.

  30. Z anecdaty dodam: czasem strach zareagować, stanąć w obronie. I to wcale nie dlatego, że np. w kły się dostanie tylko osoba, w obronie której teoretycznie się staje, potrafi zareagować nader, hmmm, dziwnie.

  31. Lepiej 10 razy usłyszeć, że się wtrąca niepotrzebnie, niż raz pozwolić, by niemal na naszych oczach bezlitośnie kogoś skrzywdzono.
    Nie ustawaj.

  32. Jak ostatnio spędzam wuchtę czasu w pekapie, tak zauważyłem że szanse na gadkę (podróże są nuuudne) rosną wraz z wiekiem rozmówczyni, spadają ze wzrostem jej urody. Co, jak się człowiek już połapie – w sumie ułatwia nawiązanie rozmowy. Całkowitą blokadą (dlamnie) są ciemne bryle/słuchawki.

  33. @Gronkowiec
    „To nie jest jakaś tajemnica, że znaczna część ludzkich zachowań służy temu, żeby zaspokoić popęd seksualny / złapać partnera. A seks jest jedną z podstawowych potrzeb człowieka (podstawowe potrzeby w hierarchii Maslowa). Niestety, nie wszyscy równo są obdzieleni urodą czy wdziękiem, więc możliwości zaspokajania potrzeb są tu bardzo, bardzo nierówne. Choć o dziwo, o ile oburzanie na to, że jedni mieszkają w pałacu a inni nie maja na chleb jest uważane za OK, to podobne rozmowy na temat seksu są tabu. A co do kobiet kontrolujących dostęp do dóbr pożądanych przez facetów – to nie rozumiem jak można tego nie zauważać. Ale jeśli uważasz że jestem ‚niepoważny”, to poczytaj teksy Esther Vilar na temat tego jak kobiety tresują mężczyzn dzięki temu że decydują o tym kto będzie miał do nich dostęp.”

    Ależ przecież nikt Ci nie broni dostępu do seksu – jest wiele sposobów spełnienia Twojej potrzeby, które nie wymagają namolnego napastowania osoby, która myśl o stosunku z Tobą uważa za obrzydliwą.

    Poza tym – do znalezienia żony (czyt. stałej partnerki seksualnej) wcale nie musisz być nie wiadomo jak atrakcyjny – większość osób nie jest stereotypowo piękna, a jednak jakoś mają regularny dostęp do seksu. Ale nie, bo Ty byś chciał piękną i jeszcze co wieczór inną i bez zobowiązań. I jeszcze, prawda, żeby się „sobą z Tobą podzieliła”, bo co jej szkodzi, żebyś się nią pomasturbował, a to, że jej się wtedy zbiera na odruch wymiotny, to w sumie jej problem.

  34. @czereśnia
    do znalezienia żony (czyt. stałej partnerki seksualnej) wcale nie musisz być nie wiadomo jak atrakcyjny – większość osób nie jest stereotypowo piękna, a jednak jakoś mają regularny dostęp do seksu

    Chyba mieszasz za dużo rzeczy w jednym zdaniu. Nadto skąd ci przyszło do głowy, że „większość osób ma regularny dostęp do seksu”? Są jakieś badania na ten temat?

  35. P.s. już pominę ten detal, że seks nie jest potrzebny do życia.

  36. P.s. (II) odnoszę wrażenie, że w ogóle kwestia dostępu do czegokolwiek jest nieistotna w kontekście notki. Generalnie zakładam, że należy trzymać się z daleka od innych, bo oni tego oczekują. Jeśli ktoś mówi „ej, idź sobie”, to jaki sens nalegać? Sens może być w sprawach pozaprywatnych (wtedy wręcz bywa pożądane, żeby się zachowywać „a teraz wysłuchasz mnie, czy chcesz, czy nie„).

  37. @Gammon No. 82:
    O, to, to właśnie. Natarczywość ma sens w sytuacjach urzędowych czy administracyjnych, gdy wymagam od klienta/zleceniobiorcy/sądu/whatever. Ale to się dzieje bezosobowo i bezpłciowo, mam w nosie, czy molestuję o zaświadczenie panią Hanię czy pana Mirka, urzędnik z tamtego biurka ma je wydać i będę to biurko nachodzić do skutku. Ale po godzinach pracy lokator biurka jest dla mnie nietykalny, bo nasze kontakty przestają być służbowe.

  38. Miałem napisać nieco dłuższy komentarz, ale że moje doświadczenia i wiedza jest raczej mała, to postaram się streścić.

    Gdzie jest granica pomiędzy byciem „natrętem”, a zwykłą osobą, która chce poznać dziewczynę w miejscu publicznym? Dziewczyna raz powie „nie”, ok, normalny facet się zniechęci, ale z psychologicznego punktu widzenia może to zwyczajnie „podbić wartość” danej kobiety. Ja wiem, to brzmi strasznie, traktuję kobiety jak przedmioty, kultura gwałtu etc… Ale dlaczego np. umięśnione ciała podobają się ludziom? Bo wymagają włożenia wysiłku. Nie wystarczy siedzieć na dupie, żeby mieć ładne wyrzeźbione ciało. Dlaczego niektórzy ryzykują życie dla wspinaczki wysokogórskiej? Bo nie każdy może to zrobić, osiągnąć. Instynkt zdobywcy ma każdy, kobiety też. Facet, który się przed nimi płaszczy nie będzie tak pociągał, jak facet, o którego trzeba się trochę postarać. I to jest fakt. Dlatego też kobieta, która najpierw mówi „nie” wydaje się atrakcyjniejsza. To nie tak, że zachęcam do bycia nachalnym, ale jeśli za pierwszym razem nie pójdzie, facet próbuje często dalej (Rozmową, bo co ma robić? Zwiększyć efektywność pracy? Jak? Kwiatami? Wyjąć penisa? Żeby się poznać, trzeba rozmawiać). Mówi się, że do trzech razy sztuka, choć moim zdaniem dwa „nie” to wystarczająco, żeby zaniechać starań.

    A co do tego, że kobiety nie są w miejscach publicznych dla czyjejś przyjemności. Fakt, ale taka dola miejsc publicznych, że można się tam natknąć na ludzi i trzeba się z tym liczyć (na znajomych, których nie lubimy, ale trują nam dupę też). Sam miałem okazję paść „ofiarą” namolnych, klejących się, wstawionych dziewczyn.

    Cały tekst jest dla mnie nieco zbyt pretensjonalny, bo jak to my, faceci, możemy mieć czelność zagaić do ładnej kobiety? A na uprzejmość wypada odpowiedzieć uprzejmością, za komplement podziękować, nawet jeśli facet się nie podoba. Po prostu dodać „ale nie jestem zainteresowana”. Normalny gość sobie odpuści. Traktowanie samców jako „złych”, bo chcą coś zrobić jest równie sensowne jak mówienie, że skoro ofiara gwałtu miała przyjemność, to to nie był gwałt. Był, ale różnica między gwałtem a próbą rozmowy jest zbyt duża, by jej nie widzieć.

    Podsumowując, przesłanie rozumiem, ale treść mi się nie podoba. Komentarze autorki też mają pewne błędy, ale… Za dużo pisania.

  39. @Filip:
    Nikt ci nie broni podejść i zagaić. Zniechęcam do natrętnego wracania, gdy się usłyszało „nie”. Po prostu. Nie potrzebuję do tego uzasadnień kulturystyczno-himalaistycznych: mam prawo nie chcieć czyjegoś towarzystwa i już.
    Owszem, w miejscu publicznym są ludzie. Z niektórymi z nich chcę się spotkać, z niektórymi nie. Co w tym trudnego do pojęcia.
    Nie wiem, gdzie znalazłeś uogólnienie, że wszyscy mężczyźni są źli, bo na pewno nie na tym blogu. Notka mówi o tym, że oczekuję (ja i inne kobiety) respektowania mojej odmowy niechcianych interakcji. Oraz o tym, że dobrze byłoby, jakby otoczenie reagowało na przemoc a nie udawało, że nic nie widzi.
    Co do twoich doświadczeń z pijanymi, namolnymi dziewczynami – współczuję, musiało to być przykre i niezręczne. Powiedz jednak: ile z nich zagrażało ci fizycznie, ile z nich realnie mogło zareagować w sposób, którego się bałeś? Rozważna odpowiedź na to pytanie powie ci, dlaczego to nie są idealnie symetryczne sytuacje.

    Możesz uważać moje pisanie za pretensjonalne czy nieładne, ale nie dopisuj mi tez, których nie wypowiedziałam. Nie potępiam zagajania, i mam w nosie, czy zagajacie do pięknych, przeciętnych czy brzydkich – potępiam nękanie, nawracanie, przeszkadzanie. Uprzejme zagajenie może się spotkać z uprzejmym entuzjazmem lub uprzejmą odmową – jeśli po odmowie następuje kolejne nagabywanie – nie jest ono już uprzejme, bez względu na formę.
    Jeśli widzisz błędy w moich komentarzach, chętnie o tym poczytam – nie krępuj się.

  40. @Filip
    ale że moje doświadczenia i wiedza jest raczej mała

    Nie kokietuj a priori. Możesz mieć trzy razy więcej wiedzy i doświadczenia, niż ja.

    Gdzie jest granica pomiędzy byciem „natrętem”, a zwykłą osobą, która chce poznać dziewczynę w miejscu publicznym?

    Granica jest rozmyta, tzn. nieostra. Ale istnieje, tzn. są sytuacje, które je na pewno przekraczają.

    Dziewczyna raz powie „nie”, ok, normalny facet się zniechęci, ale z psychologicznego punktu widzenia może to zwyczajnie „podbić wartość” danej kobiety.

    Raczej nie podbijesz twojej własnej wartości wracając i się narzucając.
    Mogą być wyjątki ze względu na kontekst sytuacyjny.

    Ale dlaczego np. umięśnione ciała podobają się ludziom? Bo wymagają włożenia wysiłku.

    Nie, bo jest tak, że się podobają (a i to nie wszystkim, nie wszyscy mają fetysz na umięśnione cielsko).

    Dlaczego niektórzy ryzykują życie dla wspinaczki wysokogórskiej? Bo nie każdy może to zrobić

    Błąd: dlaczego ryzykowałem życie, przetapiając (30 lat temu) trotyl na palniku gazowym? Bo mnie prywatnie to ciekawiło.

    Facet, który się przed nimi płaszczy nie będzie tak pociągał, jak facet, o którego trzeba się trochę postarać. I to jest fakt.

    Nie, to jest twoja fantazja seksualna. A nawet jeśli nie jest, to gdy większość twoich koleżanek kocha zapach twoich skarpetek, nie wciskaj tych skarpetek w twarz każdej kobiecie.

    Dlatego też kobieta, która najpierw mówi „nie” wydaje się atrakcyjniejsza.

    Nie odróżniasz dwóch różnych sytuacji psychospołecznych: ponownie (czy wręcz nachalnie) dowalać się do kogoś, kogo znasz, a dowalać się nachalnie do kogoś, kogo nie znasz lub prawie nie znasz.

    taka dola miejsc publicznych, że można się tam natknąć na ludzi i trzeba się z tym liczyć

    Zakładam, że to „liczenie się” nie musi być jednostronne, i że ten, kto słyszy „idź sobie”, powinien liczyć się z tym samym.

    Sam miałem okazję paść „ofiarą” namolnych, klejących się, wstawionych dziewczyn.

    Ale umiałeś im powiedzieć „idź sobie”, czy zostałeś zgwałcony?

    Cały tekst jest dla mnie nieco zbyt pretensjonalny, bo jak to my, faceci, możemy mieć czelność zagaić do ładnej kobiety?

    Zagajaj sobie i życzę ci powodzenia, ale zacznij rozumieć „nie, dziękuję, idź sobie”. Zresztą jestem pewien, że ty to rozumiesz, tylko trollujesz.

    A na uprzejmość wypada odpowiedzieć uprzejmością, za komplement podziękować.

    Wyluzuj, dowalanie się nie jest uprzejmością, a za nachalne komplementy się nie dziękuje (chyba, że ironicznie).

    Po prostu dodać „ale nie jestem zainteresowana”. Normalny gość sobie odpuści.

    Tak, masz rację, ale nie chodzi tylko o odpowiedź na komunikaty „jestem zainteresowany”. Chodzi raczej o nachalne „chcę cię poznać”.

    treść mi się nie podoba

    Twoje zbójeckie prawo.

  41. @Naima
    Uzasadniłbym psychologicznie, ale to nie moja działka, wiem jednak, że takie zjawisko w psychologii jest. Chodzi o samo zjawisko, że to, co początkowo niedostępne jest po prostu „ciekawsze”. Stąd właśnie ciekawi mnie, gdzie jest ta granica pomiędzy „namolny” a zwykły rozmówca. Szczególnie w klubach, gdy ludziom w głowie miesza alkohol.
    Do pojęcia nic, ale chodzi o to, że trzeba się pogodzić z tym, że czasem trafi się na kogoś, na kogo trafić by się nie chciało. Też chciałbym uniknąć takich sytuacji, wymazać gwałty ze świata i ogólnie uczynić świat lepszym dla nasz wszystkich, ale… To niemożliwe i trzeba się z tym pogodzić. (Ale nie zachęcam do biernej akceptacji wszystkiego. Pewne zjawiska jednak trzeba piętnować i karać.)
    Raczej żadna z natrętnych dziewczyn mi nie zagrażała. Ale skoro padło takie pytanie, zadam podobne. Ilu z tych natrętnych facetów jest faktycznie zdolnych do gwałtu, agresji? Każdy? Nie sądzę. Ja rozumiem, że sytuacja przyjemna nie jest, ale nie każdy natrętny facet = gwałciciel/osobnik bijący kobiety.
    A sytuacje nigdy nie będą symetryczne, bo Wy jesteście kobietami, a my mężczyznami. I jak rozwinięte równouprawnienie by nie było różnice zawsze będą, bo Wy jesteście inaczej traktowane.
    Co do reagowania na sytuacje. Cóż, gdyby jakiś facet uderzył kobietę w klubie lub próbował, to jestem pewien, że ludzie by zareagowali. Gdyby zaczął się do niej dobierać pomimo jej oporów, również. Sytuacja „namolnego” podrywacza jest nieco inna (o ile jego nachalność nie rzuca się w oczy zanadto. Dziesiąta czy coś próba, kręcenie się wokół dziewczyny, gdzie by nie była, to już przesada). Co ma zrobić barman/ochroniarz? Wyprosić? Dać ustną reprymendę? Da, ale to coś zrobi? Jak facet trzeźwy, to pewnie tak, bo się zmiesza, jak nie… To oleje, trochę popsioczy pod nosem (żeby z klubu nie wylecieć) i dalej będzie „podrywał”. Na takie sytuacje jednak ciężko reagować.
    Co do zarzucania Ci pewnych tez. Jeśli tak to zostało odebrane, to przepraszam. Po prostu w moim mniemaniu cała notka (choć jeśli chodzi o przekaz, to nie mam nic do zarzucenia) brzmi troszkę jak „Jesteśmy w miejscu publicznym i zgadnijcie, czy akurat mamy ochotę z wami rozmawiać”. Ot, albo jestem przewrażliwiony.

  42. @Filip:
    Od końca: żadnego zgadywania czy mamy ochotę: chcesz podejść i zagaić, to podchodzisz, słyszysz „siadaj, pogadamy” to siadasz i rozmawiacie, słyszysz „nie”, to odchodzisz, zero zagadek.
    Co do reakcji: nie, niestety nie jest tak łatwo, otoczenie ignoruje jak długo się da. Oraz – wystarczy często jeden głos z otoczenia, by agresor się powściągnął. Bo wiesz, społeczny dowód – skoro nikt nie reaguje, to widocznie nie przekroczyłem granicy. A barman czy ochroniarz oczywiście powinien wypraszać – napastowana dziewczyna jest klientką, natręt utrudnia klientce i być może zniechęci ją do bywania w miejscu, gdzie takie praktyki są tolerowane. A jeśli ona odejdzie, a on zostanie, to będzie przeszkadzać kolejnej klientce. Barman powinien wyrzucać w interesie własnego lokalu.
    Co do zagrożeń fizycznych – wystarczy, że natręt (pijany czy trzeźwy) złapie mnie za rękę i nie dam rady się wyrwać, bo silniejszy. Niby według twojej miary ani to gwałt, ani pobicie, ale ja się z tym czuję źle i przerażona. To samo, jeśli zastawi mi drogę wyjścia (wąski korytarz, kąt lokalu, bar) – ja przez niego nie przejdę, Nie muszę zostać pobita żeby się taką sytuacją przestraszyć, wystarczy, że facet mi zasugeruje, że przechodzimy do fizycznych przewag, żebym miała przegwizdane bez interwencji z zewnątrz. I owszem, wówczas te mięśnie, na które mi wpierasz ogólnoludzki fetysz, są wcale nie atrakcyjne tylko przerażające.

  43. @Gammon No.82
    Nie kokietuj a priori. Możesz mieć trzy razy więcej wiedzy i doświadczenia, niż ja.
    Odnośnie doświadczenia. Czytałem tu już parę notek i komentarzy i pojawiały się w nich pojęcia, dyskusje, których ni diabła nie rozumiałem. Stąd stwierdzenie, że moja wiedza i doświadczenie są raczej małe. Bo jakby ktoś kazał mi się powołać na jakiegoś psychologa, badanie… To dupa blada, bo nie mam pojęcia. Wyrażam zdanie oparte wyłącznie na własnej obserwacji i doświadczeniach.

    Granica jest rozmyta, tzn. nieostra. Ale istnieje, tzn. są sytuacje, które je na pewno przekraczają.
    Raczej nie podbijesz twojej własnej wartości wracając i się narzucając.
    Mogą być wyjątki ze względu na kontekst sytuacyjny.

    Wiem, że są sytuacje, które granicę przekraczają. I wiem, że nachalne nawracanie w żaden sposób nie poprawi mojego obrazu w oczach dziewczyny. Dlatego sobie odpuszczam.

    Nie, bo jest tak, że się podobają (a i to nie wszystkim, nie wszyscy mają fetysz na umięśnione cielsko).
    Ponieważ nie podam Ci dokładnie, jak nazywa się to zjawisko, o jakim mówię, to je opiszę. Wracasz do domu wypoczęty, kładziesz się na łóżko – nic specjalnego. Wracasz do domu padnięty, marząc o śnie, kładziesz się na łóżko – i to łóżko staje się dla Ciebie czymś więcej niż zwykłym meblem. Twoim wybawieniem. I nie bić za to, że nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć i nie czepiać się przykładu, inaczej nie umiem. Psychologii nie studiowałem, ale rozmawiałem ze studentami psychologii i od nich to wiem.

    Błąd: dlaczego ryzykowałem życie, przetapiając (30 lat temu) trotyl na palniku gazowym? Bo mnie prywatnie to ciekawiło.
    A dlaczego ludzie kupują towary ekskluzywne, skoro tańsze odpowiedniki mają to samo? Bo chcą się poczuć lepiej. [Bo ich na to stać też].

    Nie, to jest twoja fantazja seksualna. A nawet jeśli nie jest, to gdy większość twoich koleżanek kocha zapach twoich skarpetek, nie wciskaj tych skarpetek w twarz każdej kobiecie.
    No właśnie nie jest, zastosowałem uogólnienie. Ale znam dziewczyny, które właśnie wolą podrywać, niż być podrywane. Ot, facet, który po pierwszej randce jest ich jest dla nich nudny.

    Ale umiałeś im powiedzieć „idź sobie”, czy zostałeś zgwałcony?
    Umiałem, ale raz nie wystarczył.

    Zagajaj sobie i życzę ci powodzenia, ale zacznij rozumieć „nie, dziękuję, idź sobie”. Zresztą jestem pewien, że ty to rozumiesz, tylko trollujesz.
    Czemu zaraz inny pogląd to trolling? Ja rozumiem słowo „nie”, ale z własnej ciekawości chcę zgłębić temat.

    Wyluzuj, dowalanie się nie jest uprzejmością, a za nachalne komplementy się nie dziękuje (chyba, że ironicznie).
    Mówię generalnie o komplementach i zwykłym zagajeniu. Nie piątym, dziesiątym, setnym wykonaniu tego samego, bo „powiedziała nie, ale pewnie udaje niedostępną”.

    Twoje zbójeckie prawo.
    Zbójem nie jestem :P

    Na część nie odpowiedziałem, bo albo mnie zagiąłeś, albo wyjaśniłeś, albo nie mam nic mądrego do dodania.

  44. Pingback: Friendzone nie istnieje. Po prostu jesteś frajerem. | Nina Wum

  45. @Filip
    Uzasadniłbym psychologicznie, ale to nie moja działka
    Moja też nie, ale zaraz przyjdzie ktoś od nauk behawioralnych i cię zboksuje.

    Chodzi o samo zjawisko, że to, co początkowo niedostępne jest po prostu „ciekawsze”. Stąd właśnie ciekawi mnie, gdzie jest ta granica pomiędzy „namolny” a zwykły rozmówca.

    Niedostępne w kontekście spotkania kogoś po raz pierwszy jest to, co ten, kogo spotykasz ci oświadcza.

    Szczególnie w klubach, gdy ludziom w głowie miesza alkohol.
    Tu mieszasz inny kontekst, „czy alkohol mnie usprawiedliwia, gdy robię bydło”. Ja powiem „trochę tak”. Wiesz jaki jest efekt? Przywalając się do dziewczyn po pijanemu robisz bydło (chyba, że same są pijane i je znasz) oraz zmniejszasz swoją szansę powodzenia. Bydło pozostaje bydłem, tylko w razie powodzenia potem sobie chichoczecie w łóżku.

    Też chciałbym uniknąć takich sytuacji, wymazać gwałty ze świata i ogólnie uczynić świat lepszym dla nasz wszystkich, ale… To niemożliwe i trzeba się z tym pogodzić.

    Każdy z nas ma swoje sposoby na zminimalizowanie prawdopodobieństwa zdarzeń, które uważamy za niepożądane/

    Raczej żadna z natrętnych dziewczyn mi nie zagrażała. Ale skoro padło takie pytanie, zadam podobne. Ilu z tych natrętnych facetów jest faktycznie zdolnych do gwałtu, agresji? Każdy? Nie sądzę. Ja rozumiem, że sytuacja przyjemna nie jest, ale nie każdy natrętny facet = gwałciciel/osobnik bijący kobiety.

    Tu oczywiście znów masz rację, ale well, zostawmy gwałcenie, które uwielbia każdy Wiking. Tu chodzi o mniej ważne detale („idź sobie, bo po raz kolejny wchodzisz w mój prywatny świat”).

    A sytuacje nigdy nie będą symetryczne

    Yes yes yes! Będziesz lewackim socjologiem, jeśli pójdziesz za tym tropem, który sam puściłeś.

  46. @Naima
    Czy mogę najpierw prosić o lekką poprawę (o ile jesteś w stanie) mojego poprzedniego komentarza? Nie ogarniam tutejszego systemu i trochę popsułem kodowanie przez co tekst stał się nieczytelny. Przepraszam za kłopot. Chodziło o kursywę, ale błysnąłem w drugą stronę…

    Też od końca.
    Łapanie za rękę, kolanko, dotknięcie policzka, musnięcie włosów (umyślne), stanięcie na drodze, jeżeli dziewczyna nie chce, dla mnie już jest przekroczeniem granicy. Ale pytanie jak często to się zdarza, że taki natręt od nachalności słownej przechodzi do jakiegokolwiek kontaktu fizycznego? Jeśli często (rzadko bywam w klubach), to teraz lepiej rozumiem problem i całą nagonkę. Ja takie sytuacje widziałem rzadko. Zresztą w całości swoich komentarzy odnosiłem się do sytuacji natręctwa słownego, a nie fizycznego. (Ok, siedzenie cały czas obok, patrzenie się jak w obrazek i mówienie, to też pewien rodzaj nachalności fizycznej, ale nie bezpośredniej).
    Poza tym od kiedy uogólniony przykład jest wpychaniem komuś preferencji? Nie znamy się, nie wiem, kogo i jak lubisz, więc posiliłem się taką ilustracją, która jest ogólnie uznana i dziś, i była kiedyś.
    Tutaj racja. Ale oczywistym jest, że wyprasza się klienta, którym wszystkim sprawia problemy i swoim zachowaniem rzuca się w oczy, a co innego, gdy ktoś zagaja drugi raz, barman nie zna tych osób, nie słyszy o czym mówią (bo głośno, bo zalatany przy obsłudze gości). Wiadomo, na prośbę klientki zareagować powinien. Ale często trudno tak w pracy wyłapać nieme wołanie o pomoc. Przykre, ale często nie dostrzega się lub nie chce dostrzec się problemu, dopóki ktoś o nim głośno nie powie.

  47. Gammon No.82
    „Tu mieszasz inny kontekst, „czy alkohol mnie usprawiedliwia, gdy robię bydło”. Ja powiem „trochę tak”. Wiesz jaki jest efekt? Przywalając się do dziewczyn po pijanemu robisz bydło (chyba, że same są pijane i je znasz) oraz zmniejszasz swoją szansę powodzenia. Bydło pozostaje bydłem, tylko w razie powodzenia potem sobie chichoczecie w łóżku.”

    Alkohol nie usprawiedliwia. Chyba że ktoś go w Ciebie wlał siłą. Ale jak pijesz, to w końcu świadomie, sam. Wszystkie pozostałe czynności są skutkiem tego, że np. wypiłeś za dużo. Ale od czegoś się zaczęło, nie? Także bydła nie robię, bo jak piję, to z umiarem, żeby „bydła” nie robić. Widziałem wystarczająco nachalnych gości, którzy podwalali się do koleżanek i trzeba ich było pilnować. A potem samemu uważać, żeby niepostrzeżenie w zęby nie dostać :P

    „Tu oczywiście znów masz rację, ale well, zostawmy gwałcenie, które uwielbia każdy Wiking. Tu chodzi o mniej ważne detale („idź sobie, bo po raz kolejny wchodzisz w mój prywatny świat”).”

    Ironiczny prztyczek o nazwie „mniej ważny detal”, jak miło.

    „Yes yes yes! Będziesz lewackim socjologiem, jeśli pójdziesz za tym tropem, który sam puściłeś.”
    Och, nabijanie się z czyichś poglądów. Jak miło :P

  48. @Filip Czytałem tu już parę notek i komentarzy i pojawiały się w nich pojęcia, dyskusje, których ni diabła nie rozumiałem. Stąd stwierdzenie,;
    O.k., czyli zakładasz, że pewne elementy wszechświata cię przerastają intelektualnie, GREAT! (tu nie ma ironii)

    To ja się ograniczę do konkretnych rzeczy.
    Ponieważ nie podam Ci dokładnie, jak nazywa się to zjawisko, o jakim mówię, to je opiszę. Wracasz do domu wypoczęty, kładziesz się na łóżko – nic specjalnego. Wracasz do domu padnięty, marząc o śnie, kładziesz się na łóżko – i to łóżko staje się dla Ciebie czymś więcej niż zwykłym meblem. Twoim wybawieniem. I nie bić za to, że nie potrafię tego inaczej wytłumaczyć i nie czepiać się przykładu, inaczej nie umiem. Psychologii nie studiowałem, ale rozmawiałem ze studentami psychologii i od nich to wiem.

    Ja się też nie znam Zgaduję, o co chodzi.Łóżko (szafa, drugi człowiek, cokolwiek) staje się czymś, co człowieka stabilizuje we wszechświecie

    Bo chcą się poczuć lepiej.

    Tak, przetapiając trotyl czułem się lepiej.

    No właśnie nie jest, zastosowałem uogólnienie. Ale znam dziewczyny, które właśnie wolą podrywać, niż być podrywane. Ot, facet, który po pierwszej randce jest ich jest dla nich nudny.

    Well, trudno, nie pakuj psychologii w socjologię.

    Umiałem, ale raz nie wystarczył.

    To straszne, nie miewałem takich sytuacji. Pewnie jestem zbyt brzydki.

    W ogóle to chyba w 99% przypadków się nie kłócimy.

  49. @Filip
    Alkohol nie usprawiedliwia. Chyba że ktoś go w Ciebie wlał siłą. Ale jak pijesz, to w końcu świadomie, sam. Wszystkie pozostałe czynności są skutkiem tego, że np. wypiłeś za dużo. Ale od czegoś się zaczęło, nie?

    Tu walnąłeś absolutnie neutralnym politycznie stereotypem. No ale tu by trzeba zrobić analizę filozoficzną, ja tego nie umiem, bo nie jestem filozofem analitycznym.

    (…) bydła nie robię (…) Widziałem wystarczająco nachalnych gości,

    Pomijając moje przedziwne skojarzenia: cudownie!

    Ironiczny prztyczek o nazwie „mniej ważny detal”, jak miło.

    Mam serio nadzieję, że cię ten prztyczek nie zabolał.

    Och, nabijanie się z czyichś poglądów. Jak miło :P

    Zaprzeczam, to nie jest nabijanie się. Ale ważniejsze, że poglądy są mniej wrażliwe od ludzi. Ich nie boli.

  50. Gammon No.82
    „O.k., czyli zakładasz, że pewne elementy wszechświata cię przerastają intelektualnie, GREAT! (tu nie ma ironii)”
    Nie, po prostu nie chce mi się sprawdzać różnych, ciężkich pojęć, analizować 50 badań naukowych, podawać cytatów z grubych książek etc. Nie wszystko mnie interesuje i po prostu powołuję się na własne doświadczenia i zasób słów, którym umiem się posługiwać.

    „Ja się też nie znam Zgaduję, o co chodzi.Łóżko (szafa, drugi człowiek, cokolwiek) staje się czymś, co człowieka stabilizuje we wszechświecie” + trotyl
    Nie, nie o to mi chodziło. Nieważne, szkoda czasu na n-te tłumaczenie :P

    „Well, trudno, nie pakuj psychologii w socjologię.”
    Każda nauka jest jakoś ze sobą powiązana. Studenci psychologii muszą znać co nieco z biologii i tak dalej. Nie można nauk odizolować.

    „To straszne, nie miewałem takich sytuacji. Pewnie jestem zbyt brzydki.”
    Jeśli Twoja aparycja w jakiś sposób przypomina awatar, to stawiam na brak uzębienia :P

    „Tu walnąłeś absolutnie neutralnym politycznie stereotypem. No ale tu by trzeba zrobić analizę filozoficzną, ja tego nie umiem, bo nie jestem filozofem analitycznym.”
    Też nie jestem, ale mam prawo do swoich poglądów. Nie widzę powodu, dla jakiego miałbym usprawiedliwiać pijanego kierowcę, który zabił parę osób, gwałciciela, który skrzywdził kobietę, bo za dużo wypił, czy faceta, który bije własną żonę, bo, znów, za dużo wypił. I nawet największy filozof do zmiany zdania mnie nie zmieni.

    Generalnie wszystkie Twoje (nie)prztyczki mnie nie bolą, martwić się nie musisz (nie, żebyś w ogóle chciał :P). Ot, wymiana komentarzy poprzez internet odbiera mi możliwość wyczucia ironii.

  51. Panowie, wróciłam do domu i pozwoliłam sobie poprawić wam kursywy w cytowaniach.
    @Filip: wordpress nie czyta kwadratowych nawiasów, czyta zwykłe ostre nawiasy (trójkątne).

  52. @Naima
    Wielkie dzięki. Potem w komentarzu wyłapałem, że chodzi właśnie o ostre, ale wolałem pobawić się w cudzysłów. Jakiś taki bezpieczniejszy mi się wydaje :P

  53. A może warto spojrzeć na to wszystko z jeszcze innej strony? Jesteśmy świadkami coraz większych zmian obyczajowości. Zmiany są napędzane przez media, oświatę, zmianę warunków bytowania ludzi (gęstość zaludnienia, łatwość komunikacji, wyeliminowanie głodu i wielu chorób, dostęp do tanich produktów z masowej produkcji i in.). Zmiany zachodzą coraz szybciej i nie nadąża za nimi ani prawodawstwo ani edukacja ani nawet tak zwany zdrowy chłopski rozum. Tak zwana tradycja coraz częściej oznacza szkodliwy anachronizm.

    Zjawisko, o którym jest mowa w notce jak najbardziej istnieje i nawet ja jako mężczyzna byłem nim często zgorszony czy raczej zawiedziony. Źle się czuję, kiedy oczekuje się ode mnie takich „zwierzęcych” albo lepiej prostackich zachowań. Nie wiedziałem co odpowiedzieć kiedy w liceum profesor zapytał mnie czemu nie zaczepiam dziewczyn siedzących na ławce (bo na pewno tego by chciały). Byłem także zakłopotany kiedy dowiedziałem się, że nowo poznana koleżanka z ZSRR poskarżyła się rodzicom, że jej nie podrywałem (ciekawe co miałem według niej robić?). Kiedy indziej nie mogłem porozmawiać z kolegą, bo jak mi oznajmił celowo poszedł zmieniać koszulkę w pobliżu koleżanek z klasy!

    Ale całe to zjawisko jest tylko jednym z wielu problemów wynikających z przyspieszającego (na szczęście) postępu. Moim zdaniem prawdziwy problem to trudności komunikacyjne i utrata zdolności do życia w małej społeczności. Ludzie pogrążają się coraz bardziej w wirtualny świat. Tracą zainteresowanie innymi osobami albo traktują je jak wspomniane „cukierki”, źródło doraźnej przyjemności. Ludzie z najbliższego otoczenia tracą autorytet ponieważ nie są szerzej znani.

    W całej notce nie podoba mi się tylko jedno stwierdzenie: nie jestem tutaj dla twojej przyjemności. Owszem, rozumiem o co chodzi, ale to także pewna skrajność. Kiedy wychodzę gdziekolwiek, chciałbym sprawiać dobre wrażenie. Chciałbym, żeby każdy kto na mnie spojrzy odczuwał przyjemność, czy to będzie sąsiadka, czy jakiś przypadkowy przechodzień, niezależnie od płci. Może to nie jest najlepsza obrona przed natręctwem ale bardzo cenię życzliwość wobec każdego.

    Jestem przekonany, że prędzej czy później pewne rzeczy staną się normą. A mianowicie:

    1. Porzucimy wreszcie narzuconą naszej kulturze przez religijność nienaturalną wstydliwość i zahamowanie.
    2. Znikną tematy tabu i uprzedzenia wobec wszelkich odmienności.
    3. Przestaniemy cenić takie dziwne wartości jak dziewictwo samo w sobie (ciekawe czemu nie cenimy prawiczków?) i wyrzeczenie się popędu seksualnego.
    4. Propozycja seksu przestanie być obraźliwa i nie na miejscu – niezależnie od tego, która ze stron ją złoży.
    5. Zapanuje powszechny naturyzm (bez konotacji z erotyzmem).

    A jeśli już o moich utopijnych marzeniach mowa, wydaje mi się nieuniknione, że w przyszłości zaniknie także rodzina w takim kształcie, jaki obecnie uważa się za jedyny możliwy. Będzie coś w rodzaju wspólnoty.

  54. @Filip
    Nie, po prostu nie chce mi się sprawdzać różnych, ciężkich pojęć, analizować 50 badań naukowych, podawać cytatów z grubych książek etc. Nie wszystko mnie interesuje i po prostu powołuję się na własne doświadczenia i zasób słów, którym umiem się posługiwać.<

    Wcale nie w tę stronę zmierzałem, ale „po prostu powołuję się na własne doświadczenia i zasób słów” jest bardzo-nie-ttdkn.

    Nie, nie o to mi chodziło.

    Zazwyczaj zgaduję nietrafnie.

    Nieważne, szkoda czasu na n-te tłumaczenie :P

    Z pewnością tak, nie ma sensu tłumaczyć.

    Każda nauka jest jakoś ze sobą powiązana. Studenci psychologii muszą znać co nieco z biologii i tak dalej. Nie można nauk odizolować.

    Stanowczo można odizolować, co najmniej na poziomie „nie pakuj swoich dowodów anegdotycznych o psychologii konkretnego dziewczęcia do tego, co dzieje się na poziomie społecznym”.

    stawiam na brak uzębienia :P

    Słusznie, ale jestem brzydki wielowymiarowo, a nie tylko z powodu braku uzębienia.

    Też nie jestem, ale mam prawo do swoich poglądów.

    Tak, masz prawo do dowolnie durnych logicznie i dowolnie niesłusznych aksjologicznie poglądów. Ale twoje prawo_do_mania_poglądów nie jest dowodem na ich trafność.

    Nie widzę powodu, dla jakiego miałbym usprawiedliwiać pijanego kierowcę, który

    Walcz z chochołem. walcz.

    Generalnie wszystkie Twoje (nie)prztyczki mnie nie bolą

    To cudownie.

    (nie, żebyś w ogóle chciał :P). Ot, wymiana komentarzy poprzez internet odbiera mi możliwość wyczucia ironii.

    „Uwielbiam”[*] ludzi, którzy nie odbierają via internet ironii lub jej braku, a zarazem bezbłędnie wykrywają, czego chce lub nie chce rozmówca.

    [*] Tak, na wszelki wypadek zaznaczam, że „uwielbiam” miało być ironiczne.

  55. @Gammon No.82
    Wcale nie w tę stronę zmierzałem, ale „po prostu powołuję się na własne doświadczenia i zasób słów” jest bardzo-nie-ttdkn.
    TTDKN? Rozwiń akronim, bo nie znam, a google nie pomogło. :(

    Stanowczo można odizolować, co najmniej na poziomie „nie pakuj swoich dowodów anegdotycznych o psychologii konkretnego dziewczęcia do tego, co dzieje się na poziomie społecznym”.
    Tezy odnośnie dziewcząt są poparte dosyć ogólną wiedzą, jaką wyciągnąłem ze słuchania studentów psychologii, cytujących różnych badaczy/profesorów. Więc nie wszystko jest takie „z czapy”.

    Tak, masz prawo do dowolnie durnych logicznie i dowolnie niesłusznych aksjologicznie poglądów. Ale twoje prawo_do_mania_poglądów nie jest dowodem na ich trafność.
    A jaki mój pogląd jest logicznie durny i niesłuszny?

    Walcz z chochołem. walcz.
    Chochoła się boję, wolę walkę z wiatrakami.

    „Uwielbiam”[*] ludzi, którzy nie odbierają via internet ironii lub jej braku, a zarazem bezbłędnie wykrywają, czego chce lub nie chce rozmówca.
    Margines błędu w przypadku komunikacji via internet jest znacznie szerszy niż w przypadku rozmowy, gdzie widzi się zarówno miny oraz słyszy tonację rozmówcy. Oczywistą ironię rozpoznam (jak w przypadku „uwielbiam”), bardziej subtelną, niekoniecznie. Twoje intencje mogę co najwyżej odgadywać, zawsze pozostaje pewien margines błędu, opaczne zrozumienie, zbyt emocjonalne podejście etc.

    Jak chcesz prostować moje poglądy, to dawaj, przedstaw i argumentuj swoje. Może zmienię zdanie.

  56. Filip on 6 Czerwiec 2014 o 21:25 said:

    @Filip
    google nie pomogło. :(

    Widocznie używamy innego gógla.

    Tezy odnośnie dziewcząt są poparte dosyć ogólną wiedzą, jaką wyciągnąłem ze słuchania studentów psychologii, cytujących różnych badaczy/profesorów. Więc nie wszystko jest takie „z czapy”

    Pozwolę sobie zmilczeć.

    A jaki mój pogląd jest logicznie durny i niesłuszny?

    Ten, że „manie prawa do swoich poglądów” dowodzi czegokolwiek co do owych poglądów. W przeciwnym razie nie rozumiem, po co w ogóle na ten temat zabierałeś głos.

    wolę walkę z wiatrakami

    O.k., to ja pójdę po piwo, popcornu nie lubię.

    Jak chcesz prostować moje poglądy, to dawaj, przedstaw i argumentuj swoje. Może zmienię zdanie.

    Nie zamierzam ci prostować poglądów ani w ogóle niczego, nie jestem ortopedą, ortodontą ani ortopoglądystą. Tam, gdzie się (w moim przekonaniu) mylisz, napisałem gdzie i dlaczego.

  57. @Gammon
    „To straszne, nie miewałem takich sytuacji. Pewnie jestem zbyt brzydki.”

    Powiedział facet, za którego żoną się oglądali na wszystkich konwentach i dalej by się oglądali, gdyby wciąż jeździła na konwenty SF. Ale faktycznie podrywałeś na intelekt, a nie opalone ciało surfera/trenera fitnessu.

  58. @Robert Pyzel
    Ja tylko stwierdzam, że nie miewałem takich sytuacji. Bo nie miewałem.

  59. @Robert Pyzel
    „Powiedział facet, za którego żoną się oglądali na wszystkich konwentach”

    Nie wiedziałem o tym, ale…

    „i dalej by się oglądali, gdyby wciąż jeździła na konwenty SF.”

    …to najprawdziwsza prawda.

  60. Mały offtop – zalinkowałam Twoją notkę „Bezcenne życie” na forum forum wielodzietni.org w wątku o deklaracji wiary. Zostałyśmy nazwane hitlerowcami które dążą do wyeliminowania chorych ludzi. Forum jest bardzo specyficzne, a osoby pt Klarcia i Aniela które wystarały się o mojego bana wyjątkowo odporne na myślenie i argumentację. Napisałabym „enjoy” ale to w sumie smutne…
    http://wielodzietni.org/discussion/25221/deklaracja-wiary-lekarzy-katolickich/p1

  61. @Maura: Stali bywalcy Blog (bloga?) de Bart znają to forum bardzo dobrze. Powinnaś się cieszyć, że nikt Ci z widłami pod dom nie podszedł…

  62. Macie nerwy i cierpliwość czytać to forum?

    „Bardzo proszę nie namawiać mnie to czytania tego obrzydliwego artykułu napisanego przez zwolenniczkę M. środy i W. Nowickiej. Autorka domaga się aborcji dla dzieci chorych. Podaje linki do organizacji zajmującymi się chorymi dziećmi, aby „fundamentaliści antyaborcyjni” wysyłali tam pieniądze, jeżeli chcą „zmuszać” kobiety do porodów chorych dzieci.

    Umiem czytać i rozumiem tekst czytany.”

    Ostatnie zdanie – cudo…
    Swoją drogą ciekawe co sugestia by wspierać owe organizacje ma wspólnego z „domaganiem się aborcji” i „hitleryzmem”, jest w tym w ogóle coś złego…? Spytałabym tam, ale nie mam już możliwości. Przykre że nie dość że nie zrozumiały tego tekstu to wmawiają coś czego nikt nie napisał ani czego nie uważam…

  63. @Maura: to jest bardzo prosty mechanizm. Jeśli ktoś nie jest z nami, musi być przeciwko nam. Jeśli jest przeciwko nam, to musi być przedstawicielem Cywilizacji Śmierci (z siedzibą w Brukseli), lewakiem, komunistą, satanistą, cyklistą… wybierz sobie.
    Oczywiście wszyscy mają umiejętność doskonałego czytania ze zrozumieniem. Podobnież logicznego myślenia.

  64. Niby tak, ale na tym forum jestem już długo i mimo że pewne osoby tam są niereformowalne, to jednak spodziewałam się trochę więcej… nie każdy tam jest taki ograniczony

  65. @Naima
    Notkę chyba wydrukuję na wypadek wojny nuklearnej. A Gronkowiec po prostu nienawidzi kobiet. Już pomijając, że sam przyznał iż jest przynajmniej wannabe gwałcicielem, myślę, że po normalnym seksiście od „Kobiety są z Wenus, a mężczyźni z Marsa” jednak nie spłynie jak po kaczce uświadomienie, że swoim zachowaniem wzbudza terror (notka linkowana na początku i w komciach poprzedniej). Kiedyś porządnie wystraszyłem kobietę w windzie pewnym śmiesznym ruchem (ubierałem szalik) zupełnie bez swojej winy, ale jednak nie spłynęło to po mnie, nie myślałem automatycznie „phi, jej problem”.

    On ewidentnie żywi się konfliktem, jak niektórzy stalkerzy, używa ładnych zdań i udaje niekumatego misia, albo że „masz trochę racji” itp. po prostu żeby nie dostać bana.

    Natomiast to jest na tyle znamienny kawałek, że jednak go skomentuję:
    „A co do kobiet kontrolujących dostęp do dóbr pożądanych przez facetów – to nie rozumiem jak można tego nie zauważać.”

    Ale cudzymi słowami:

    „[M]any rapists acquire […] a “social license to operate” from the model
    of sex as a commodity
    (which constructs consent as the “absence of no”) and from its close
    corollary, the social construct of “slut.”[…]
    To the Nice Guy(TM) way of thinking, the commodity
    is an entitlement: Women are gatekeepers to the Pussy Oversoul,
    and should grant access upon proper application; or, more crudely,
    women are pussy vending machines. […] [E]ntitled
    men who believe that sex is a commodity and that they have been
    denied it wrongfully see rape as repossession. It belongs to them,
    and they resentfully use any tactic necessary to get it.
    These men see themselves as being in the same position as a man who finds that his
    stolen car is in the custody of a garage: He may not know whether
    the garage stole it or found it, but it is his, and he is entitled to get
    it back. If they refuse to give it up after he asks the right way, he
    will lie to them, trick them, or threaten them
    if necessary to get it.
    He can write a check and stop payment; he can just get in and drive
    off. Because it is his car, it is his right. When these men apply that
    thinking to sex, it’s as if the woman standing between them and the
    pussy is an irrelevance, a hindrance.

    Pogrubienia moje.

    PS. A Filip to czasem nie sockpuppet?

  66. @Postmodernmortem
    Odpowiedziałem, że przecież ja też chciałem i nawet się za to zabierałem, w odpowiedzi usłyszałem: „Trzeba było być bardziej stanowczym”. I jak tutaj nie zwariować?

    Jeśli dla kogoś równe straszne jest nie zadupczyć i zgwałcić kogoś, to rzeczywiście, można zwariować. Bzykanie kobiet które Ci się podobają nie jest niezbywalnym prawem człowieka, jak zdajesz się uważać stawiając dylemat „szanować granice kobiety, czy nie szanować?”
    Bozia dała język więc możesz normalnie zapytać, np. inicjatywnie „chcesz mnie pocałować?”, omijając (w przeciwieństwie do „nie chcesz mnie pocałować?” lub „mogę cię pocałować?”) jej potencjalną nieśmiałość czy lęk przed inicjatywą oraz ewentualnie własną obawę przed odrzuceniem i – przede wszystkim – unikając wywierania presji, również niezamierzonego.

  67. @noname

    No chyba Cię po***ło!

    Nie nienawidzę kobiet, wręcz przeciwnie.

    Nie jestem „wannabe gwałcicielem”, no chyba że Ciebie uznamy za wannabe kastratora mężczyzn. Nie raz wyraźnie zaznaczyłem że gwałt to straszna rzecz.

    Swoim zachowaniem nie wzbudzam u nikogo terroru, co najwyżej zażenowanie lub skrępowanie i związany z tym dyskomfort. Trudno, jakoś muszę z tym żyć.

    I oczywiście przedstawiasz jednostronne spojrzenie na kwestie dostępu do dóbr, trochę jakby przepytywać milionerów co sądzą o ubogich ludziach których oburza ich bogactwo. Oczywiście milionerzy będą oburzeni, że ktoś chce ich opodatkowywać i domaga się redystrybucji dóbr – „jak chcą kasy to niech zapracują!”.

  68. @Gronkowiec:
    Swoim zachowaniem nie wzbudzam u nikogo terroru, co najwyżej zażenowanie lub skrępowanie i związany z tym dyskomfort. Trudno, jakoś muszę z tym żyć.
    To imponujące, jaki jesteś dzielny w sprawie czyjegoś dyskomfortu, ale ja bym się bardziej przejmowała tymi skrępowanymi czy zestresowanymi ludźmi, którzy źle się czują z powodu twojego zachowania.

    Podejście do drugiego człowieka jak do zasobu do wyeksploatowania osobiście uważam za obrzydliwe. Skąd doszedłeś do wniosku, że ciało kobiety jest zasobem, który ci się należy, a uwodzenie (w tym sensie, w jakim je najwyraźniej rozumiesz) jest grą o sumie zerowej, w której grasz przeciwko kobiecie – nie wiem, ale to jest przerażające miejsce. Serio, im dłużej tu komciasz, tym dalej mam ochotę się od ciebie trzymać.

  69. @Naima

    Ludzie w kontaktach spolecznych staraja sie minimalizowac swoje koszta a maksymalizowac zysk. Jesli wiec dwoch sprawnych graczy trafi na siebie, to oczywiscie „romans” nie musi byc gra o sumie zerowej. Moze byc tak, ze kazdy zyska, a przy tym poniesie zadowalajaco niski koszt. Ale moze byc tez tak, ze jedna strona bedzie przegrana.

    I tu nie chodzi o to, czy nam sie podoba ten system, czy to jest moraine i sluszne, czy nas zniesmacza. Rzeczywistosc jest jaka jest niezaleznie od naszego gustu.

  70. @Gronkowiec:
    Och, bo rzeczywistość w zakresie kontaktów międzyludzkich istnieje tak zupełnie w oderwaniu od naszych działań i tak zupełnie nie mamy na nią wpływu. Zacznij sam się słuchać. Jeśli jakieś działania cię niesmaczą albo wydają ci się niemoralne – zaniechaj ich, lub powstrzymuj innych działających w ten sposób. Nie ma imperatywu kategorycznego bycia nachalnym, narzucającym się chamem, bez względu na to, ile dziejowych uzasadnień znajdziesz.

  71. @Gronkowiec: opowiedz nam jeszcze jak wygląda ta równoległa rzeczywistość, z której przybywasz. Ludzkość od dawna marzyła o podróżach między wymiarami, wygląda, że się ziściło.

  72. Z innej beczki (choć nadal o „kulturze gwałtu”): Nauczycielka – gwałcicielka dostała właśnie wyrok „1 rok w zawieszeniu”. Przeglądam feministyczne portale gdzie normalnie wszyscy krytykują sądy, że zbyt łagodnie się obchodzą z gwałcicielami… a tym razem o tej sprawie nie widzę ani słowa. No to jak to jest, gdy kobieta gwałci to wszystko ok i puszczamy ją wolno?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s