Magia na co dzień, czyli przegląd prasy w Polsce

Pomimo zbliżających się wyborów do PE w mediach pełno raczej historyjek z dreszczykiem. Może nie sezon ogórkowy, ale stanowczo sensacja i kryminał. Ledwie przewalił się ciągnący grozą news o ludziach, którzy – będąc nieźle sytuowani – zagłodzili dziecko na śmierć w zgodzie ze wskazówkami jakiegoś lokalnego szamana. W bonusie – znamienna informacja, że rodzice lecząc niemowlę starannie unikali lekarza rejonowego i nie zaszczepili żadną z obowiązkowych szczepionek. Szaman zresztą okazuje się mieć więcej osiągnięć w nekropediatrii.

Dziś nowe kuriozum – zgon siedemdziesiąciolatki, wyegzorcyzmowanej przez religijne dzieci na śmierć. Równolegle, w lżejszej części serwisów najpoważniejszy dziennik ogólnopolski z pretensjami do bycia periodykiem opiniotwórczym, serwuje nam porady żywieniowe oparte o czary z Dalekiego Wschodu oraz marszczenie nosa na migrenę. Zwracam uwagę na dział, w którym te michałki się publikuje. Nazywa się on Gazeta Zdrowie.

Ewidentnie w dwadzieścia pięć lat po zrzuceniu jarzma socjalizmu z grzbietu media wolnościowe mają co celebrować. Światopogląd naukowy został razem z resztą wątpliwych osiągnięć słusznie minionej epoki zapędzony do muzeum reliktów systemu. Pluralizm poglądów w prasie polega na tym, że opiniotwórcza Gazeta Wyborcza wydaje dodatek Zdrowie, w którym pisze o altmedzie równie entuzjastycznie co o EBM (Evidence Based Medicine) udzielając obydwu kredytu zaufania. Prasa rzekomo poważna opisuje cuda i magiczne spektakle (por. seanse Bashobory na Stadionie Narodowym) a rytuały religijne zajmują pół pasma telewizji publicznej w każdą niedzielę. Jednocześnie ta sama prasa rozdziera wirtualne szaty nad cierpieniem maturzystów udręczonych szokująco trudnymi zadaniami (jeremiadę nieco osłabiło opublikowanie treści, większość znanych mi ludzi dorosłych robi je od ręki). Jednocześnie od lat trwa, z różnym natężeniem, batalia o wprowadzenie na maturze egzaminu z inkantacji i rytuałów i historii czarów.

Demokracja poglądów w dyskursie publicznym doprowadziła nas do tego, że nie tylko każdemu wolno wygłosić niemal dowolne zdanie, ale też do tego, że bzdura, zabobon i szkodliwa brednia traktowana jest z równie dużym respektem jak tezy naukowe. Dziennikarze, którzy nauki pobierali w Wyższej Szkole Wszystkiego Najlepszego usłyszeli o zawodowym obiektywizmie i zrozumieli z niego, że prawda zawsze leży po środku, dzięki czemu w programie telewizyjnym bioenergoterapeuta spotyka się z onkologiem i obaj mają ten sam czas antenowy. Dziennikarz im obu basuje i mądrze zagląda kamerze w obiektyw z głęboką troską w głosie wygłaszając bon moty, a prawda zepchnięta do środku ringu leży i rozdzierająco płacze.

Nie chodzi o to, że redaktorzy i prezenterzy odpowiedzialni za dział naukowy w swoich mediach są niedouczeni, choć często są. Chodzi o to, że przestaliśmy – my, ludzie – rozumieć świat. Paradoksalnie z tego powodu przestaliśmy, że – my, ludzie XXI wieku – zbliżyliśmy się do rozumienia mechanizmów świata wyjątkowo blisko. Specjaliści od podglądania atomów obecnie oglądają kwarki i rozpędzają cząstki. Biologowie nie tylko zaglądają wirusom pod błonę, ale podkładają im obce DNA do środka. Lekarze mówią o prześwietleniach i skanach i terapii kierowanej, a odbiorca rozpoznaje tylko powierzchownie znaczenie potoczne słów i ma świadomość obcowania z cywilizacją tak zaawansowaną, że jej zrozumienie wydaje się poza zasięgiem. Jednocześnie istnieje w człowieku potrzeba zrozumienia rzeczywistości, oraz potrzeba poczucia kontroli nad swoim otoczeniem. Specjalizacja wiedzy, jej niebywałe namnożenie i jej komplikacja sprawia, że większość ludzi lękiem i nieufnością podchodzi do wszystkiego, co nosi na sobie stempel naukowy. Zwłaszcza, że przy tak zawiłych sprawach, jak fizyka cząstek elementarnych czy sposób działania skanera MRI nie sposób laikowi wyjaśnić od ręki nawet samego pola zainteresowań naukowca. Bo najpierw trzeba naświetlić podstawy (pamiętacie jeszcze, że matura w tym roku była bardzo trudna, bo trzeba było policzyć, jak szybko pan X szedł pod górkę, jeśli w obie strony szedł ponad godzinę a w jedną miał dwa kilometry?). A potem wyjaśnić zależności. A potem pokazać, gdzie są niepewności, niewiadome, punkty sporne. A potem…

A potem zniechęcony słuchacz szuka wyjaśnień kompletnych, spójnych i najlepiej dążących do uniwersalnych. Takich, które na prostym przykładzie (uwaga na nisko latające analogie!) wyjaśni wszystko. Mądre słowa mogą być – i często są – zapożyczone z <i>oficjalnej nauki</i>. Ale sama nauka jest dezawuowana, jako nieprzydatna i skupiona sama na sobie.

Żyjemy w czasach, gdy nasze telefony mieszczą w sobie więcej danych niż dwunastotomowa encyklopedia PWN i więcej elektroniki, niż USA wysłało na Księżyc z Armstrongiem. Żyjemy w czasach protez stawów biodrowych, implantów ślimakowych, przeszczepów twarzy i płuc. Żyjemy w czasach dializy, antybiotyków, w czasach, gdy za pomocą telefonu możemy zobaczyć, jak z satelity wyglądają pola kukurydzy w Kansas. Żyjemy w czasach magii i zdajemy się na magię. Nikt* z nas nie wie, jak działa jego czy jej telefon – wiemy, gdzie się włącza i jak wysyła fotki na fejsa. Nikt nie wie, czemu mikrofalówka podgrzewa jedzenie ale wybucha od podgrzewania blaszanej miski. Nikt nie wie, jak dokładnie działają antybiotyki ani rentgen. Działają. Opieramy się na wiedzy, którą ma kilku specjalistów budujących dla nas skanery, telefony i mikrofalówki ale której nawet nie zamierzamy posiąść. Otoczeni magią urządzeń codziennego użytku nie umiemy na pierwszy rzut oka odróżnić, czy urządzenie w wykafelkowanym gabinecie bada poziom hormonów czy tylko robi ping i wypluwa kartkę z wynikami. Nie jesteśmy odporni na magię, bo świadomie nie chcemy wiedzieć, jak to wszystko działa, byle działało.

A raczej – lubimy dostawać proste wyjaśnienia. Nieskomplikowane, tłumaczące wszystko naraz. Dające nam poczucie, że niepotrzebni nam są nudziarze w fartuchach, oni znają się tylko na mikroskopach i próbówkach, nie znają się na człowieku. Slwstr pięknie napisał, jak osoba bywała w świecie ulega magii prostych wyjaśnień, ponieważ odrzuca zawiłości wiedzy naukowej, ale gotowa apostołować intuicji i czarom wbrew podstawowej wiedzy. Zdjęcia w notce pokazują, jak wielu ludzi ulega urokowi wyjaśnień nieskomplikowanych i holistycznych. Tłuczone w szkołach wiara i serce więcej mówią do mnie zbiera nieoczekiwane żniwo, oddając nas w ręce szamanów, wróżek, zielarzy, kręgarzy i ekspertów od leczenia kolorami. Prasa epatuje krwawymi historyjkami śmiertelnych ofiar szamanów, ale nie widzi związku z własnym, aktywnym wprowadzaniem do mainstreamu diet opartych o szamańskie rytuały. Na głównej stronie opisuje tłumy zgromadzone przez afrykańskiego wskrzesiciela Bashoborę, a potem obłudnie ubolewa nad zatłuczoną w ramach egzorcyzmów staruszką. W imię źle pojętego obiektywizmu kładą wciąż prawdę po środku, żeby leżała. Razem z ofiarami.

 

_____________________________________________________________

*Wiem, że wielu czytelników tego bloga to osoby, które akurat wiedzą, jak działa telefonia, internet, mikrofalówka, a niektórzy nawet na co dzień w pracy mordują wirusy. Ale wiem, że wiecie, że to nie o was.

 

EDYCJA:

Poproszono mnie o sprostowanie, zatem zamieszczam – gazeta.pl oraz Gazeta Wyborcza są odrębnymi serwisami.

Reklamy

44 thoughts on “Magia na co dzień, czyli przegląd prasy w Polsce

  1. A jednak o nas. Bo ten, co wie, jak działa mikrofalówka, nie dłubie w wirusach i nie rozbija atomów. Wiedza jest nie tylko szeroka ale i nie do ogarnięcia przez wszystkich w całości.
    A poza tym – trafiłaś w sedno.

  2. W punktach sobie pozwalam.
    1.Tak człowiek żyje i żyje, aż tu nagle dochodzi do wniosku, że Lenin miał rację. Religia to opium dla mas. I masz.
    2. Demokracja jest (niestety, niestety) jednym z najgorszych systemów, jakie widział świat. Doprowadza do tego, że każdy może publicznie wypowiedzieć każdą głupotę, jaka mu przyjdzie do głowy. A jeśli się go na tym przyłapie bądź przygwoździ argumentem, to jeszcze może przecież poskarżyć się na prześladowania.
    3. Matura w dzisiejszych czasach jest przeznaczona dla debili (wymaturowałam dziecko w ubiegłym roku, czuję się całkiem na bieżąco). To wynika z faktu, że szkoła jest dla debili. Szkoła nie uczy myślenia. My, cholerajasnapsiakrew, nie uczymy myślenia. My, rodzice. Samiśmy sobie winni. Proszę – niech pierwszy rzuci kamieniem… Nadzieja jednak w tym, że nie wszyscy i nie wszystkich. To może next generation jakoś coś tam zatrybi. W studiach samodzielnych.
    4. Nie wiem, dokąd zmierza świat, ale rzeczywiście daje się zaobserwować, że myślenie męczy. Nie chce się ludziom studiować, zgłębiać, pytać, słuchać, czytać i przetwarzać. Nic się nie chce samodzielnie. Zaczynam czuć się nieswojo, gdy się okazuje, że są rzeczy, które fascynują mnie od lat. Nie oznacza to, że poświęcam im całe życie. Ale wracają, jak bumerang. Czy to, że rozmyślam o jakiejś sprawie (pojemne pojęcie) od dziesięciu lat oznacza, że jestem nieprzystosowana? Ciągle odkrywam nowe poziomy i teraz właśnie zaczęłam czuć się nieswojo. Bo pomyślałam, że mogę w ogóle nie znaleźć rozwiązań. Do końca świata. I owszem, przyznam się, samo myślenie sprawia mi przyjemność. Że nie wspomnę o czytaniu. I o słuchaniu. Z zamkniętą gębą.

    Azaliż zdewaluowała się prawda, że mamy dwoje oczu, dwoje uszu i jedne usta całkowicie nie bez powodu?!

  3. Żyjemy w czasach, w których autorowi bloga nie chce się nawet sprawdzić (nie potrafi?), że gazeta.pl nie jest serwisem Gazety Wyborczej, a na tym opiera swoją argumentację. Innym zarzuca ignorancję, a sam mija się z prawdą. I jak tu odnosić się do innych jego uwag?

  4. Ta, chyba rzeczywiście przez ostatnie tygodnie media inspirują do pisania o domknięciu poznawczym, też ostatnio mnie natchnęło. Chyba największym problemem jest to, że ludzi uczy się, że mają wiedzieć lepiej, a nie uczy się jak sobie radzić z brakiem wiedzy. A nawet najlepszy fizyk nie stworzy od ręki dobrego modelu umysłu, a filozof nie nadrobi zaległości na lekcjach „fizyka dla humanistów” (nie mówiąc o człowieku, który chce poznać sens życia i wiedzieć skąd wziął się świat). I tu nawet nie chodzi o zgłębianie różnych dziedzin i dokształcanie tylko o jakieś nieporozumienie związane z tym, że nabycie większej ilości wiedzy nie zawsze przynosi odpowiedzi.

  5. „Chodzi o to, że przestaliśmy – my, ludzie – rozumieć świat. Paradoksalnie z tego powodu przestaliśmy, że – my, ludzie XXI wieku – zbliżyliśmy się do rozumienia mechanizmów świata wyjątkowo blisko. ”
    – Mniej fantastycznonaukowa postać singularity przyszła wcześniej, niż się spodziewaliśmy.

    @Ciotka z kanapy:
    „Bo ten, co wie, jak działa mikrofalówka, nie dłubie w wirusach i nie rozbija atomów. ”
    – Ale za to ten, co rozbija atomy na pewno wie, jak działa mikrofalówka.

  6. @pioc:
    Można zacząć od niemylenia płci AUTORKI bloga, wówczas pretensje o brak podstawowego researchu będą lepiej brzmiały.
    A po tej wymianie uprzejmości przyznaję rację, że gazeta.pl, mimo wspólnego wydawcy, crosslinkowania i współdzielenia zasobów jest osobnym bytem i pełni funkcję portalozy, podczas gdy Gazeta Wyborcza odcina się od niej stanowczo.

  7. Naima, ale gdzie się odcina? To, że aspiruje nie znaczy wcale, że jest. Niemniej faktycznie, w tym drugim tabloidzie głupot mniej. Za to jak się trafią, to lepszego kalibru.

  8. No cóż, w zasadzie się z autorką prawie wszędzie zgadzam, chociaż miałbym pewne uwagi. Ale to kiedy indziej.
    Na razie chciałbym zacytować fragment doskonałego skądinąd opowiadania „Czarna walizeczka”:

    „Kretyn wprawiony w używanie arytmometru wydawał się bieglejszym rachmistrzem niż średniowieczny matematyk, nawykły rachować na palcach. Kretyn wdrożony w niesłychanie prostą obsługę tego, co w wieku XXI było odpowiednikiem linotypu, zdawał się lepszym zecerem niż drukarz z epoki Odrodzenia posługujący się garścią ręcznie składanych czcionek. To samo działo się w dziedzinie medycyny.
    Był to nader zawiły splot wielu czynników. Ponadprzeciętni doskonalili wynalazki szybciej, niż subnormalni obniżali ich jakość. Ilość jednak udoskonaleń była coraz mniejsza, gdyż malała liczba ponadnormalnych. Fetysz wyższego wykształcenia doczekał się w pokoleniu dwudziestym niesamowitych szczątkowych form. Istniały całe uczelnie, gdzie żaden ze studentów nie umiał przeczytać wyrazu trzy sylabowego; “uniwersytety”, gdzie z tradycyjną pompą nadawano tytuły “magistrów stenografii”, “doktorów filozofii kartotek” i “kandydatów teczkowania archiwalnego”. Topniejąca garść ponadnormalnych uciekała się do takich sposobów dla zachowania choćby pozorów ładu społecznego.
    Ale pewnego dnia i to musiało się skończyć. Ponadnormalni musieli w końcu przekroczyć kiedyś most prowadzący w niebyt. Byli już na wiadukcie i kres bezlitośnie nadchodził. Duchy dwudziestu pokoleń biometryków chichotały złośliwie.”

  9. @naima
    dziękuję za sprostowanie.
    @Adam
    tak trudno sprawdzić, że serwisem Gazety Wyborczej jest wyborcza.pl? Portal gazeta.pl rzeczywiście należy do tej samej firmy Agora SA, ale to jest inna firma. Podobnie samochody Volvo należą do chińskiej firmy Geely, ale chyba jeszcze daleko do konkluzji, że Volvo to Geely. No piszę jakieś oczywistości, zapewne małego kalibru, jak dla ciebie.
    pozdrawiam

  10. @moje-waterloo
    „2. Demokracja jest (niestety, niestety) jednym z najgorszych systemów, jakie widział świat.”
    A jakie znasz lepsze?

  11. @pioc
    ” Portal gazeta.pl rzeczywiście należy do tej samej firmy Agora SA, ale to jest inna firma.”
    Inny byt tak ale firma ta sama.

  12. „A raczej – lubimy dostawać proste wyjaśnienia. Nieskomplikowane, tłumaczące wszystko naraz. ”

    Z mądrości dzieci JKM: „płacicie bezrobotnym i dziwicie się, że macie bezrobocie”. Chyba każdy umie przytoczyć jeszcze po kilka takich oświeconych tekstów.

    Zasada ta sama – im bzdet bardziej lekkostrawny i wewnętrznie spójny, tym lepiej zagnieżdża się w mózgu.

    To na swój sposób pocieszające: co prawda czas, kiedy wyrośnie na świecie pierwsze pokolenie nauczone wykrywania bulszitu, jest zapewne daleko, ale jeśli do tego w końcu dojdzie, to razem z altmedem i religiami zniknie też neoliberalizm. Pomarzyć dobra rzecz.

  13. @pioc: dla przeciętnego surfera różnica jest żadna. I w zasadzie nikogo to nie obchodzi. Ale oczywiście nikt Ci nie broni robić Orlińskiego nad tą sprawą. Mnie to gila, oba tytuły zmierzają w kierunku bruku a od wprowadzenia pianina atakującego zewsząd – już nawet nie klikam.

    Odnośnie samochodów – w ogólnym mniemaniu Skoda == Volkswagen a tańsze.

  14. @Adam Gliniany
    „Odnośnie samochodów – w ogólnym mniemaniu Skoda == Volkswagen a tańsze.”

    Jako insider z branży automotive powiem Ci – ogólne mniemanie jest słuszne: w środku jest z grubsza to samo, tylko inaczej poskładane (keyword: MQB).
    Całkiem jak z gazeta.pl i Wyborczą. To z grubsza to samo, tylko inaczej poskładane.

  15. gazeta.pl i wyborcza.pl to przecież to samo. Nagłówki w jednym często otwierają tekst na drugim.
    To coś jak mityczny chiński mur oddzielający Agorę S.A. od redakcji Wyborczej, o którym mówił Nadredaktor Michnik.

  16. @frnkfrankowski
    Np. monarchię oświeconą. Aczkolwiek głęboko wątpię, by:
    a. istniała jeszcze możliwość takiego zwrotu akcji,
    b. istniała w ogóle możliwość takiego zwrotu akcji w Polsce, gdzie każdy na zagrodzie… jest lepszym premierę, prezydentę, papieżę, posłę, osłę, senatorę oraz worę. Szczególnie, co podkreślam, z perspektywy kanapy przed telewizorę. (I, bo to znamienne, gdy w życiu nie zarządzał nawet tak szczupłym zasobem ludzkim, jak sztuk dwie – o finansach nie wspomnę, przez grzeczność).

  17. @moje-waterlo:
    Tylko, gdzie ci oświeceni?
    Serio: nie znam środowiska, czy grupy odpornej na głupotę. W demokracji, przy jej wadach, istnieje jakaś społeczna kontrola, możliwość różnorodnej krytyki — w tym merytorycznej.

  18. Jak pisze Ciotka_z_kanapy, dzisiejszy świat jest już zbyt skomplikowany, żeby go ogarnąć rozumem. Ja na co dzień obsługuję tomograf komputerowy i zaglądam wirusom pod błonę (…brzmi nieprzyzwoicie…) a nawet wiem jak działa mikrofalówka – ale już co siedzi w telefonie nie wiem, a na programowaniu nie znam się ani trochę… Wszyscy jesteśmy w sytuacji, że nie rozumiemy części rzeczywistości wokół nas. Pytanie tylko: jak na to reagować. W sytuacji, gdy człowiek żyje otoczony różnymi siłami których nie rozumie, nadejście „nowego średniowiecza” nie jest zaskakujące. Czy istnieje jakaś inna opcja?

  19. Np. monarchię oświeconą.

    Zapewne idealnie sferyczną, bo powątpiewam, ktokolwiek zdrowy na umyśle pożądał życia pod realnymi rządami Fryderyka II, Katarzyny II, względnie ministra Pombala czy Arandy.
    Pominę już, że monarchia oświecona jest oświecona, zatem stanowi wstęp do łagrów i KZlagrów, a każdy rasowy korwinoid powinien być zwolennikiem Ustroju Wolności we Francji Ludwika XIV, błehehehe.

  20. @Adam, @poziomka
    Jasne, że gazeta.pl i wyborcza.pl są utożsamiane, ja już przestałem to prostować, tylko czasem się czepiam.
    Macie rację, to dokładnie tak samo jak z komputerami, w końcu czy to HP czy inny Samsung, w środku mają te same części. Tak samo zresztą jest z blogami – blog naima to przecież taka sama pisanina (też składa się z tych samych liter alfabetu łacińskiego), jak każdy inny blog. „To z grubsza to samo, tylko inaczej poskładane” :P
    Zaraz, zaraz a czy „poziomka” i „Adam” to nie jest jedno i to samo? Mają w środku te same pierwiastki chemiczne, ach powiecie, że to jednak co innego, bo wy to wy. Ale w zasadzie nikogo to nie obchodzi :))))
    pozdrawiam
    pioc

  21. @pioc:

    Może przybliżę, dlaczego twoja analogia nie do końca się broni: otóż czytelnicy najwyraźniej nie mają problemu z odróżnieniem, który komentator co pisze. Ponieważ nie o skład atomowy komciujących tu chodzi, ale o różnice w stylu i treści. Najwyraźniej jednak w przypadku produktów firmowanych przez wyborcza.pl i gazeta.pl ta różnica jest tak subtelna, że potrafi umknąć niewtajemniczonym.

    Przy okazji, skoro jedynym tematem, który na tym blogu cię zainteresował, jest marginalna z punktu widzenia notki tej i pozostałych kwestia tożsamości gazety pe el, to uznam cię za eksperta i zapytam: jeśli na wyborcza.pl mam materiały z redakcji terenowych, lokalnych oddziałów GW, to czemu po kliknięciu ląduję na stronie miasto.gazeta.pl? Czy redakcje terenowe GW należą do gazety.pl?
    Przepraszam, ale konfunduje mnie to za każdym razem, będę wdzięczna za oświecenie, po czym mam rozpoznać.

  22. @pak4
    Wzdycham, bo co powiedzieć.
    Demokracja daje złudne wrażenie, że każdy może powiedzieć, co chce. Rządy większości, nie w założeniu pewnie, ale w praktyce, opierają się na izolowaniu mniejszości i ich potrzeb.
    Nie, nie znam ustroju, który tego nie robi. Jednak to nie powód, żeby przemilczeć wady tego, który wydaje się na pierwszy rzut oka najlepszy.

    @Gammon
    Z przykrością to u siebie odkryłam – mianowicie im jestem starsza, tym częściej w mojej głowie powstaje pomysł, że powinna zaistnieć jakaś kontrola. Owszem, wiem do czego to prowadzi: do cenzury. A potem do łagrów. Ale czasem wylewająca się zewsząd nienawiść zwyczajnie mnie przygnębia.
    Myślę, że emocjonalnie – jako ludzkość – nie nadążamy za rozwojem cywilizacyjnym. A to powinno iść w parze. Im większe możliwości, tym lepsi powinniśmy się stawać. A jest odwrotnie.
    Proszę, nie mów mi, że to mrzonka. Ciągle wierzę, że w ludziach istnieje potencjał. Nie wiem tylko, jak go wyzwolić.

  23. Jak już drążymy wyborcza.pl i gazeta.pl – to zwróćcie uwagę na jedną wyraźną różnice: styl pisania. Na gazeta.pl zdania i paragrafy są krótsze a język generalnie prostszy. Wydaje się ze target tych dwóch portali jest jednak inny (wyborcza.pl to nadal przede wszystkim wrzucane w internet teksty drukowane w papierowej gazecie).

  24. „…niektórzy nawet na co dzień w pracy mordują wirusy”. :o Wirusa nie da się zamordować, bo nie jest żywym organizmem. ;)

  25. „Wydaje się ze target tych dwóch portali jest jednak inny (wyborcza.pl to nadal przede wszystkim wrzucane w internet teksty drukowane w papierowej gazecie).”

    No i to nadal jest bardzo dobra analogia do marek koncernu VW. Tyle że VW ma jeszcze marki Seat, Audi, Bentley, Lamborghini, Bugatti…
    No i za gazetowo-portalowy odpowiednik marki Audi to bym nawet zapłacił Pianę.

  26. @naima
    Nie tylko ten temat mnie zainteresował, z ciekawością sobie przejrzałem całego bloga i nadal tu zaglądam :) Ale tu akurat dostrzegłem błąd i chciałem go sprostować, zwłaszcza że ten błąd krzywdził bliską mi redakcję.
    Gazeta.pl i wyborcza.pl niestety są utożsamiane i nie ma na to rady. Wynika to z wielu zaszłości historycznych, nazwy (Gazeta), ale najbardziej chyba z tego, że portal Gazeta.pl w dużym stopniu żyje z treści, które przygotowują dla swojego serwisu i dziennika papierowego dziennikarze wyborczej, tj. informacje z wyborczej są czesto wyciągane na pierwsza stronę gazety.pl (nigdy natomiast nie dzieje sie na odwrót). Można by rzec, ze Gazeta.pl przedrukowuje wiele materiałów wyborczej (np. jak zauważyłaś – prawie wszystko z serwisów lokalnych wyborczej – bo redakcja Gazeta.pl nie ma lokalnych dziennikarzy). To nie dziwi, gdy sie wie, ze oba serwisy mają tego samego właściciela, wiec to zapewne firmę niedużo kosztuje (jeśli w ogole, ale nie mam wglądu w księgowość Agory). Onet.pl ma takze przedruki z prasy, ale zdaje sie, ze duzo mniej.
    Wybacz za to przynudziaste wyjaśnienie, które zapewne i tak nikogo nie obchodzi, bo ludzie lubią żyć ze swoim pierwotnym wyobrażeniom i rzadko zmieniają nastawienie pod wpływem argumentów. To pokazują badania naukowe :)

    Pozdrawiam
    Pioc

  27. @pioc
    Wydaje mi się, że nie zrozumiałeś pytania Naimy. Twoje stwierdzenie: „serwisem Gazety Wyborczej jest wyborcza.pl” nie stosuje się do dodatków lokalnych. Treści z dodatków lokalnych GW zamieszczane są w witrynach o adresach typu [tu nazwa miasta].gazeta.pl. Ten fakt znacznie osłabia argumentację, że „gazeta.pl to nie Gazeta Wyborcza, a kto tego nie widzi, ten kiep”.

    Z mojego punktu widzenia jako czytelnika, rzeczywiście treści publikowane w papierowych wydaniach GW oraz zamieszczane w witrynie wyborcza.pl albo, w przypadku dodatków lokalnych, [dane miasto].gazeta.pl są na nieznacznie wyższym poziomie niż piramidalne często bzdury, kompilowane przypuszczalnie przez jakichś nieszczęsnych wiecznych stażystów w witrynie gazeta.pl. Ale ta różnica jest faktycznie nieznaczna i w dodatku żwawo zmierza do zera, więc nie ma o co stroić fochów w tym zakresie.

  28. @pioc: Gazeta.pl i wyborcza.pl niestety są utożsamiane i nie ma na to rady.

    Kto i jakąż to szkodę ponosi na tym (skądinąd pragmatycznie uzasadnionym) utożsamieniu, że aż „niestety”?

  29. @nameste: głównie szkodę ponosi duma osobista „twórców” „kontentu”, którzy bardzo chcieliby spełnienia marzeń o byciu czymś więcej niż kolejnym tabloidem. Tymczasem dalej radośnie mogą produkować treści „obiektywne” (tłumacząc z języka wyborczej/gazety „prawdależypośrodku”) i „naukowe” (tłum. z jęz. w/g: „gdzieś napisali, że jakieś badania były a skoro jakieś były to to musi być PRAWDA I NAUKA).

  30. @m.bied: wydaje mi sie, ze nie zrozumiałeś mojej odpowiedzi.

    @adam, @nameste: EOT, bo nudzi mnie juz ten hejt. Do widzenia

  31. @pioc: ale jaki hejt? Wytykanie miernej jakości treści i wątpliwych etycznie postaw to hejt? Afroamerykaninie, proszę.

  32. Drodzy goście. Ja rozumiem, że obowiązuje tradycja offtopów i dryfu umysłowego, ale administracja ogłasza co następuje:
    1) kwestia tego, czy GW to to samo co gazeta.pl została wyjaśniona w post scriptum do notki i więcej dementi nie będzie na ten temat
    2) każdy następny komentarz drążący meandry struktury i zależności merytoryczno-treściowych pomiędzy różnymi bytami w obrębie holdingu AGORA SA zostanie przeniesiony pod notkę temu dedykowaną. Taką specjalną, która będzie wyłącznie o tym, jak Gazeta Wyborcza jest fantastyczna, jak jej redaktorzy niezmiennie wybitni a ludzie to wilki, bo im się produkt internetowy myli z gazetą,pl. Na pewno tę notkę napiszę, zachęcona żywiołowymi uwagami i niebywałą wagą problemu – proszę tylko o cierpliwość, dłużej niż trzydzieści lat nie powinno mi to zabrać.
    3) komentator pioc spotkał się tu z różnymi rzeczami, ale nie z hejtem (a jeśli mu się tak wydawało, to chyba jest bardzo nowy w internetach), zwłaszcza ze strony Nameste. Proszę nie odgrywać damsel in distress na potrzeby dyskusji, bo nie tak się tu prowadzi spory. Jeśli pojawią się jakieś uwagi odnośnie meritum notki, bardzo proszę – skoro w kilku miejscach w sieci podważa pan moją wiarygodność i twierdzi, że używam wątpliwych argumentów, to proszę o wyraźne wskazanie, w czym się mylę. Jeśli natomiast był to tylko taki luźny ozdobnik do rantu na temat GW=/=gazeta.pl – to oczekuję przeprosin i odwołania.

    Proszę również wszystkich o powstrzymanie się od kuszących ad person w komciach. Blog jest publiczny.
    Dziękuję za uwagę.

  33. @naima: o ile pamiętam, to zwróciłem uwagę na twój błąd tylko w jednym miejscu, na stronie FB „Nauka, głupcze”, ktora zacytowała fragment twojego bloga. To było sprostowanie, choć złośliwe, przyznaję.
    Wątpliwym argumentem jest u ciebie zdanie: „opiniotwórcza Gazeta Wyborcza wydaje dodatek Zdrowie, w którym pisze o altmedzie równie entuzjastycznie co o EBM (Evidence Based Medicine) udzielając obydwu kredytu zaufania.” Bo uzasadniasz to podając wcześniej linki do tekstów altmedowych z serwisu Zdrowie Gazeta.pl, a to nie jest serwis wyborczej.

    Pozdrawiam

  34. @pioc: nie sądzę, abym dożył pojawienia się notki Naimy, o której mowa powyżej (30 lat!), wydaje mi się też, że rozumiem jej znużenie wałkowaniem tematu pretekstowego (spod hasła „kłamstwo gazecimskie”). Z tych dwóch powodów pozwolam sobie na jeszcze jeden komentarz.

    Rozróżnienie „och, Wyborcza [w tym: wyborcza.pl] to nie to samo co gazeta.pl”, którym pracownicy i współpracownicy GW wybielają sobie sumienie i ratują (coraz bardziej zagrożone, imo) poczucie godności, guzik nas, obserwatorów z zewnątrz, obchodzi. Śmiejemy się – szyderczo lub gorzko, zależnie od indywidualnej opcji – z „chińskich murów”, które rzekomo oddzielają cynicznych marketoidów i niedouczonych, niekompetentnych (ale tanich) wyrobników gazety.pl od wysoce kompetentnych (doprawdy?) moralnych czyściochów, którym „nie jest wszystko jedno”, z GW. Dlatego, że nie ma żadnego istotnego powodu, aby dzielić imperium Agory SA na kawałki, w których miałyby obowiązywać inne standardy oceny. Jedno korpo, jedna kasa, jedna odpowiedzialność. Jeśli Agora dla kasy promuje np. altmed w gazecie.pl, to Agorowe darcie szat w GW [*], że rozmaici szamani sieją śmierć i cierpienie, bo społeczeństwo czemuś (och, czemu!) coraz bardziej im zawierza, jest niewiarygodne; poszedłbym dalej: to zbrodnicza hipokryzja! O tym m.in. jest notka Naimy.

    [*] oraz w tej samej gazecie.pl; nic dziwnego, skoro serwisy są połączone siecią związków technologicznych, finansowych i personalnych, dzielą też treści (pouczająca jest również ich historia, polecam skrót)

    Przepiszmy cytowane zdanie tak: „opiniotwórcza Agora wydaje dodatek Zdrowie, w którym pisze o altmedzie równie entuzjastycznie co o EBM (Evidence Based Medicine) udzielając obydwu kredytu zaufania”. Nadal zastrzeżenia? Ostatnia kwestia. Czy dopuszczalny jest skrót myślowy, na mocy którego traktuje się Agorę i „Wyborczą” jako prawie-synonimy? Czemu nie? Potęga Agorowego imperium wyrosła na „Wyborczej”. I odwrotnie, nadal „Wyborcza” jest flagowym przedsięwzięciem Agory. Oczywiście, mogę zmienić zdanie; niech się tylko ukaże w „Wyborczej” cykl artykułów ostro piętnujących Agorę, gazetę.pl i inne tabloidowe przedsięwzięcia holdingu za żałosny poziom, szerzenie bzdur, „prawdopośrodkizm” czy schlebianie najniższym gustom publiczności (różne tam plotki.pl) itd. Nie jest wam „wszystko jedno”? To do dzieła. (Ale nie mogę na to czekać kolejnych 30 lat.)

  35. @nameste
    Zauważ, że tym samym otwierasz zupełnie nową dyskusję. Bo tak – to są sensowne pytania. Bardzo mnie cieszy, zę przynajmniej to sobie wyjaśniliśmy. (Ale znudzenie tematem podzielam)

  36. Naima, wybacz, ale nie potrafię się powstrzymać. Możesz walnąć mnie za to osobiście, adres znasz.

    @pioc & co.
    Skoro rozdzielamy na portalozę i wyborczą (różnicę widzę, tylko to drugie drenuje moją kieszeń), to czym jest w takim razie http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/0,0.html#TRNavSST, wspaniały dodatek który nie jestem pewne czy nie wychodzi nawet w wersji papierowej (z braku miejsca w mieszkaniu nie kupuje papierowych gazet). Pochwały altmedu, a zwłaszcza „leczeń dietą” jest tu nawet większa dawka niż na wspomnianej portalozie i nie ratuja jej takie kfiatki do korzucha jak wywiad z Panem Dochtorem czy (sensowne) obalenie mitu medycznego w jednym akapicie. „Żrącego i uszkadzającego zęby” kwasu węglowego długo im nie daruję…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s