Prawa kobiet, ale…

Oczywiście, że szanuję kobiety i ich prawa, ale powinniśmy też pamiętać o [wstaw randomowo ulubioną abstrakcyjną ideę], które są conajmniej równie ważne, więc nie możemy forsować rozwiązania korzystnego dla kobiet wbrew tej sprawie.

Ponieważ niedawno przeczytałam tę historię i nie mogę się otrząsnąć z grozy. Dla tych, którzy nie czytają po angielsku streszczenie artykułu: w 2002 w szkole dla dziewcząt wybuchł pożar. 15 dziewcząt zmarło, ponad 50 doznało obrażeń. Mutaween (czyli religijna policja obyczajowa) nie pozwoliła dziewczętom uciekać z budynku, ponieważ nie były ubrane odpowiednio do wyjścia w miejsce publiczne (tzn. okryte od stóp do głów). Personel zaganiał je do płonącej szkoły i odpychał cywilnych ratowników, bo niemoralne byłoby, żeby obcy, niespokrewnieni mężczyźni dotykali skóry młodych dziewcząt.

Przepraszam, ale potrzebuję chwili przerwy.

Pisałam już wcześniej o tym, jak komplikuje dyskusję, gdy mieszają się porządki normatywne i opisowe, gdy zderza się z jednej strony argumentacja oparta na konkrecie z argumentacją wywiedzioną z abstrakcji. Horror z Mekki jest wymowną ilustracją, że priorytet nawet najpiękniej brzmiącej idei nad konkretami, takimi jak życie i zdrowie konretnych, realnych dziewcząt nie przynosi dobrych rezultatów. Dziewczyny zginęły, by nie wodzić na pokuszenie ratowników.

Rok temu inna dziewczynka niemal zginęła, żeby nie gorszyć swoich rówieśników i nie szczuć ich do złego. Jej zbrodniczo zły przykład polegał na chodzeniu do szkoły i chęci uczenia się jak najdłużej.

W tym roku dostała nagrodę imienia Sacharowa za działalność na rzecz praw człowieka.

Chwilę później strażnicy moralności kobiet obiecali, że znów postarają się ją zabić, bo szarga przyzwoitość i ideały islamu żyjąc i chcąc się uczyć w szkole.

Zarzuty o przejście na stronę zła i ciemności życia laickiego i zwalczania islamu brzmią wątło, gdy się czyta, jak Malala wygłosiła swoje przemówienie na forum ONZ:

Bismi Allah ar-Rahman ar-Rahim, w imię Boga miłosiernego, litościwego – zaczyna drobna brunetka w różowym stroju. Na początek chcę podziękować Bogu i wszystkim, którzy modlili się za moje wyzdrowienie. Nie mogę uwierzyć, ile dostałam miłości z całego świata.
 
 
Ubrana w strój zasłaniający jej ciało i włosy, zaczynająca przemówienie w ONZ od inwokacji do Allaha wydaje się być wspaniałą ambasadorką islamu, czyż nie? Z punktu widzenia fanatycznych wyznawców szariackiej wersji gender zasługuje na śmierć, ponieważ nie dała się zamknąć w domu i pisała o potrzebie edukacji, domagając się, by wbrew zakazom mułłów utrzymano przy życiu szkoły dla dziewcząt. (Zwróćcie uwagę – już nawet nie koedukacyjne placówki, ale choćby segregowane z przyczyn religijnych szkoły!) Jej rewolucyjne i wywrotowe przemówienie zawiera takie oburzające tezy:
 
– Mamy tego dość. Kobiety i dzieci cierpią na całym świecie. W Indiach dzieci są ofiarami przymusowej pracy. W Nigerii niszczone są szkoły. W Afganistanie przez dekady rządzili ekstremiści. Dlatego wzywamy dzisiaj światowych przywódców: zmieńcie politykę, zapewnijcie nam spokój, niech prawa kobiet i dzieci wreszcie będą przestrzegane.- Chcemy szkoły, chcemy prawa do nauki dla każdego dziecka. Bo jedno dziecko, jedna książka i jeden długopis, mogą zmienić przyszłość świata.

 

Malala staje się, świadomie lub nie, rzeczniczką feminizmu, wołając o prawo do wyboru i uszanowanie wyborów poczynionych przez kobiety. Ona wybrała bycie wierzącą muzułmanką i bycie wykształconą. Władze jej kraju odmawiają jej tego prawa do tego wyboru: ma być muzułmanką lub umrzeć. Bycie muzułmanką w ich rozumieniu nie wymaga umiejętności czytania ani liczenia, nie wymaga znajomości geografii ani fizyki, nie musi obejmować rozumienia historii ani chemii. Ich – władz religijnych – rozumienie istoty bycia muzułmańską kobietą jest jedynie słuszne i wyczerpuje spektrum dostępnych ścieżek życiowych dla kobiet pod ich panowaniem. Te, które wychylą się choćby z prośbą o pozwolenie na chodzenie po ulicach w zwykłym, wygodnym ubraniu lub z postulatem czytania podręczników i zdobywania wiedzy są zastraszane i zapędzane kolbami do domów. Lub rozstrzeliwane. Ich upokorzenie, ból i okaleczenie to konsekwencje, jakie ponoszą za żądanie prawa do wyboru swojego życia.

 
Za to samo prawo, o które upominamy się również w Polsce.
 
W dyskusjach o feminizmie bardzo nie lubię argumentu, że my kobiety na Zachodzie mamy już wszystko i walczymy o wyimaginowane fanaberie – końcówki gramatyczne lub możliwość wyboru w kwestii macierzyństwa. Że prawdziwe problemy kobiet są gdzie indziej. Otóż i tak i nie. Istota problemu jest ta sama: władza – państwowa lub religijna, która odbiera kobietom wolność i prawo do decyzji o własnym losie, mówiąc, że istnieją jakieś wyższe, abstrakcyjne racje, przed którymi żądania kobiet (czy dotyczą one zuchwale prawa do czytania, czy noszenia wybranych strojów, czy niezachodzenia w ciążę gdy tego nie chcą) muszą się bezwzględnie ugiąć. Różnice polegają na sankcjach – w krajach zachodu do piętnastoletnich uczennic władza nie strzela. Polska władza religijna natomiast marzy o takich prerogatywach, jakimi dysponują mułłowie i imamowie –
 
To feministyczny beton, na który kwas solny nie pomoże. 
 
(Żeby nie było, to autentyczny cytat z polskiego biskupa. W komciach można zgadywać, z którego.)
Polska władza (teoretycznie) świecka potrafiła już dawno ustalić i ogłosić, że dla niej istotniejsze są kwestie idei i abstrakcji od jakichkolwiek realnych wydarzeń. Ktoś, kto uznaje prymat abstrakcyjnych koncepcji nad realnym dobrostanem konkretnych, żywych ludzi, stawia się w bardzo niebezpiecznym miejscu. Gdy ideologiczna słuszność i wierność idei przesłania mu żywego człowieka, jego życie, jego ból, jego zdrowie lub potrzeby, gdy czuje, że rozwiązanie konfliktu między ideą a konkretem polegać może wyłącznie na uciśnieniu i upokorzeniu bliźniego – staje po tej samej stronie, po której stali strażnicy szariatu zapędzający przestraszone uczennice do ognia. Czy jest to stos całopalny z niestosownie ubranych dziewczynek, czy umieranie kobiety, której odmówiono aborcji mimo wskazań medycznych; czy jest to Polska, Irlandia czy Arabia Saudyjska – fanatycy żądają ofiar z kobiet w imię swojej ideologii. Dlatego oburzam się, gdy ktoś uzasadniając żądanie całkowitego zakazu aborcji, mówi, że owszem, żal mu kobiet i rozumie, że może być im trudno, ale istnieją wyższe racje. Wolałabym żyć w kraju, w świecie, w którym kobiet nie trzeba żałować, a nie ma wyższej racji niż prawa człowieka – do ochrony, do zdrowia, do wyboru.
 
 
 
Zwolennikom uszanowania różnic kulturowych, których nie rozumiemy, ale które musimy respektować (zadziwiające, jak chętni jesteśmy do respektowania czyichś praw do represjonowania słabszych) polecam anglojęzyczny blog kalibrujący. Dla tych, którzy lekceważą wołania o prawa kobiet w świecie muzułmańskim, zbywając je wyniosłym one są zadowolone, lektura ta powinna dać szczególnie wiele do myślenia.
Advertisements

55 thoughts on “Prawa kobiet, ale…

  1. Nie mogę zgodzic się z twierdzeniem: „nie ma wyższej racji niż prawa człowieka – do ochrony, do zdrowia, do wyboru” , to szowinizm gatunkowy. A prawa innych zwierząt?

  2. Dobrze, że pojawił się ktoś taki jak Malala. Były wcześniej dziewczynki z podobną historią, ale nie przebiły się. Niestety również, dlatego że nie było dane części z nich przeżyć, a długie upamiętnienia śmierci takich odważnych, którzy tylko próbowali to głównie polski zwyczaj. Podziwiać można to, że pomimo zagrożenia nie rezygnowała z nauki. Po tym co przeszła nie schowała się w obawie o swoje życie. Zgodziła się zostać symbolem. Młode muzułmanki będą miały wśród znanych ludzi jakiś bliższy wzór. Malala, pokazuje, że można wierzyć i że wiara wcale nie oznacza przymusu rezygnacji z walki o prawa kobiet.

  3. @Naima

    Zgaduję, że Annie chodzi o to żeby prawa zwierząt były np. ponad prawem własności. Przykładowo dotyczy to sytuacji w których zabiera się właścicielowi zwierzę, które ten chce zagłodzić na śmierć, albo kiedy zadaje zwierzęciu ogromny ból.

  4. @Akara:
    Co do Anny, poczekam na jej wyjaśnienia.

    W kwestii Malali, wcale się nie cieszę, że się pojawiła. Wolę, żeby zamiast symbolem była normalną dziewczyną, zwłaszcza taką, która chodzi do szkoły a nie jest rozstrzeliwana i poszukiwana przez zabójców. Na razie udało jej się wyzdrowieć po rehablitacji w odległym od ojczyzny szpitalu, i to mnie owszem cieszy. Martwi mnie, że nadal jest ścigana i że wciąż jej grozi niebezpieczeństwo, i wolę, by zamiast stać się męczenniczką o sprawę mogła po prostu chodzić do szkoły bez ochroniarzy i kamizelki kuloodpornej. Zwłaszcza, że dopóki fanatycy ją ścigają, inne, pozbawione ochrony wynikającej ze sławy i nagrody dzieci mogą bez kamizelek ochronnych nie odważyć się wyjść do szkoły czy na spacer.

  5. Ja to bym wolała, żeby sytuacja polityczno-religijna nie była tak popieprzona i żeby Malala nie była w ogóle potrzebna (bo nie byłoby czego zmieniać).
    Swoją drogą, po przeczytaniu pierwszego akapitu zaczęłam się zastanawiać, kiedy dla polskich dzieci staną się obowiązkowe burki czy jak to tam się zwie, bez względu na płeć, po to tylko, by nie kusić dostojników wiadomej grupy zawodowej biegającej w kieckach. Takie małe, acz przykre, off-topowe skojarzenie :(

  6. Jakby mogła chodzić do szkoły i żyć normalnie to by było najlepiej. W ogóle tej historii by nie było, bo by sobie żyła spokojnie i nic złego by jej nie spotkało. Niestety urodziła się w miejscu w którym sama musiała o siebie zawalczyć. Przeciwko niej byli silniejsi ludzie i musiała mieć świadomość, że za sprzeciwienie się im można zapłacić życiem. Ja podziwiam jej ogromną odwagę. To już jest odwaga na granicy szaleństwa, ale czasem ten kto ryzykuje ten dostaje to czego chce. To, że się nie ukryła też jest swego rodzaju bohaterstwem. Po tym jak omal nie zginęła mogła zamieszkać gdzieś anonimowo, mogła przestać udzielać się publicznie. Im bardziej sławna się robi tym więcej fanatyków chce ją zabić. Ale myślę, że ktoś tak odważny jak ona jest w stanie udźwignąć taki ciężar. Raz omal nie zginęła, a mimo to się nie poddała. Ochroniarze u boku nie muszą być tacy źli. Dzieci sławnych rodziców od małego nie mogą żyć „normalnie” i też zdarza się, że wszędzie chodzą z ochroną (żeby nikt ich nie porwał dla okupu).

  7. @Akara
    „Ochroniarze u boku nie muszą być tacy źli. Dzieci sławnych rodziców od małego nie mogą żyć „normalnie” i też zdarza się, że wszędzie chodzą z ochroną (żeby nikt ich nie porwał dla okupu).”

    Porywa się dla okupu żywych, ochrona przed zamachowcem samobójcą napalonym na 44 dziewice lub inne bzdury, to coś zupełnie innego niż pilnowanie kogoś przed fanami, paparazzi lub potencjalnym kidnapingiem. To ostanie jest teoretyczne, ktoś porywający dziecko ma przeciwko sobie cały aparat policyjny, federalny, media i opinię publiczną, a nawet część przestępców. Przestępcy są (w pewnych granicach) racjonalni, islamscy zamachowcy nie.

  8. @Robert Pyzel

    Masz rację. Porównanie kiepskie. Chodziło mi głównie o obecność ochroniarzy w życiu młodej osoby, ale rzeczywiście ją chcą zabić ludzie, którzy swoje życie mają za nic. Mogą się wysadzić, chętny do zabicia jej snajper też się może znaleźć. Do porwania nie można tego porównywać. Chronienie jej musi wyglądać zupełnie inaczej. Ograniczą ją i wszędzie już sobie nie pójdzie, tylko w sprawdzone miejsca.

  9. Przecież szybka zmiana niewygodnego tematu na wygodniejszy musi należeć do najstarszych technik ściemniania w dziejach. Współcześnie w wersji „a dlaczego nie mówi się o…”

  10. @Naima

    „Pisałam już wcześniej o tym, jak komplikuje dyskusję, gdy mieszają się porządki normatywne i opisowe, gdy zderza się z jednej strony argumentacja oparta na konkrecie z argumentacją wywiedzioną z abstrakcji. ”

    Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem to zdanie. Według Ciebie życie i zdrowie kobiet jest ważniejsze, więc należy ratować, według Saudyjczyków (po muzułmańsku rozumiany) honor kobiet jest ważniejszy, więc nie należy ratować. Co jest w Twojej argumentacji bardziej konkretnego, albo w ich argumentacji bardziej abstrakcyjnego?

  11. @utilitymonsta
    Dziwne tylko, że ONI ratują ich honor za cenę ICH życia a nie swojego. Sami z gołymi dupami uciekaliby z płonącego budynku. Zawsze jakoś łatwiej szafować życiem cudzym niż własnym.
    \

  12. @utilitymonsta
    Żartujesz? Życie i zdrowie to pewnie nawet mają jakieś oficjalne definicje WHO. Co do „honoru” to jest dość popieprzone pojęcie, według jednych pozbawi cię go wieprzowina, według innych dotknięcie szczotką klozetową lub fiutem, według jeszcze innych wyjście z domu bez przebierania się za Bukę.

  13. @poziomka
    Masz pewnie rację, że by uciekli z gołymi dupami. Mężczyzna z gołą dupą nie jest w islamie takim problemem, jak kobieta z gołą dupą. O ile mi wiadomo. Ja tylko nie rozumiem, o co chodzi z tą abstrakcyjnością.

    @ Robert Pyzel
    Zdaje się, że mylisz opozycję „abstrakcyjny/konkretny” z opozycją „subiektywny/obiektywny” (czyli zależny/niezależny od obserwatora, kręgu kulturowego, schematu pojęciowego itd.). Życie i zdrowie są może bardziej obiektywnymi pojęciami od pojęcia honoru, ale wszystkie są podobnie abstrakcyjne. Tak samo zasada przedkładania życia i zdrowia nad muzułmański honor jest podobnie abstrakcyjna co odwrotna zasada i argumentacja oparta na pierwszej zasadzie podobnie abstrakcyjna co argumentacja oparta na drugiej.
    Naima tymczasem pisze, że powinno się liczyć „życie i zdrowie konretnych, realnych dziewcząt”, tak jakby z drugiej strony był honor dziewcząt niekonkretnych i nierealnych.

  14. @utiltymonsta: To miło, że dbasz o czystość pojęć, wymagając od sformułowań, aby odpowiadały stanfordzkim kryteriom; i tak dyskusję opozycji „abstrakcyjny/konkretny” powinno się (jak rozumiem) przeprowadzać na gruncie zarysowanym w artykule plato.stanford.edu/entries/abstract-objects/. Mamy jednak w języku do dyspozycji również miększe rozumienie terminów. SJP definiuje:
    abstrakcja
    1. «pogląd lub twierdzenie oderwane od rzeczywistości»
    2. «coś niekonkretnego, trudnego do zrozumienia lub pomysł nie do zrealizowania»
    3. «pojęcie ogólne, nie mające odpowiednika w żadnym konkretnym przedmiocie; też: proces tworzenia takich pojęć»
    dopiero w 3. znaczeniu (niezbyt precyzyjnie) odwołując się do (nazwijmy) „standardu stanfordzkiego”.

    W opisanej w notce sytuacji (z klasy honor killing) rzeczywiste są dziewcząt śmierć („życie”) albo poparzenia od I do IV stopnia („zdrowie”), rzeczywiste w tym choćby sensie, że są faktami dokonanymi, nieodwracalnymi niezależnie od istnienia lub nieistnienia „normatywnego obserwatora”, z jego (chorym, sprzecznym z prawami czlowieka) pojęciem o „honorze kobiet”. Poprawka: poprzednie zdanie mówi poniekąd nieprawdę, bo śmierć/poparzenia miały miejsce wskutek obecności owego „normatywnego obserwatora”, który swój pogląd o prymacie honoru nad życiem wdrożył siłą.

    Taki wybór w warunkach konfliktu wartości (życie? czy honor?) można z pewnością uznać za „oderwany od rzeczywistości” (bezwzględnej rzeczywistości śmierci i/lub cierpienia), oraz – bez dwóch zdań – można uznać za „trudny do pojęcia”; ten drugi aspekt, zwracam uwagę, okazał się uniwersalny, niezależny od „abstrakcyjnych normatywów” [w miększym sensie], skoro również dziewczęta zamiast w imię skromności czekać na śmierć, próbowały ratować się ucieczką.

  15. @utilitymonsta:
    Z maksymalną dawką dobrej woli interpretuję twój sprzeciw jako: koncepcja, że zdrowie jest ważniejsze niż honor jest wywiedziona za abstraktów i uprzedniej aksjologii, a zatem jest również abstrakcyjna, szach mat. OK, tu się mogę zgodzić, że wszelkie porządki wartości są a) subiektywne b) oparte na wcześniej przyjętych założeniach odnośnie posortowania różnych idei/reprezentacji
    Aczkolwiek co do meritum: życie i zdrowie sa wartościami mierzalnymi i obserwowalnymi, ba, niektóre są dobrze skwanotwane. Stąd nie zgodzę się, by były one równie abstrakcyjnymi ideami, co honor, będący konstruktem czysto mentalnym. Blizny są bardzo rzeczywiste. (Resztę napisał bardzo ładnie @nameste – dziękuję za pojawienie się)

  16. Na zupelnym marginesie notki. Nie wiem czy znasz to. Jezeli nie to polecam. Co prawda nie mam pod reka w tej chwili i dosc dawno czytalem, ale mozna tam znalezc cala mase przykladow o tym, ze „prawa kobiet jak najbardziej tak, ale …”

  17. Jak rozumiem rozważania o tym, co jest abstrakcyjne, a co konkretne mają służyć uzasadnieniu tego, że to Ty masz obiektywną rację, a nie owi muzułmańscy strażnicy czy polscy „obrońcy życia”.
    Zła to droga.
    Żadne logiczne rozróżnienia niestety nie uzasadnią osobie pełnej „honoru”, że ten honor jest abstrakcję mniej ważną od życia jego sióstr i szkoda się wysilać.

    Ja się w pełni zgadzam z Twoimi poglądami co do meritum, potępiam to samo, co Ty.
    Uważam też, że z moich podatków należy opłacić policjanta z wielką pałą, który utrudniałby taki pomysły, jak mordowanie sióstr w imię honoru rodziny czy też dokonywanie obrzezania dziewczynek – przynajmniej w moim kraju i w Unii.

    Jednocześnie w pełni akceptuję fakt, że to potępienie może być i będzie przez niektórych interpretowane jako „arogancja białego człowieka” czy też „islamofobia”.
    Trudno. Będę potępiać krzywdzenie ludzi w imię „wartości [islamskich][azjatyckich][jakichkolwiek]” nawet kosztem przyklejenia takich epitetów. I nie mam z tym problemów.

    Nie, nie powiem: „nie jestem islamofobem”, bo pod to określenie można podciągnąć wszystko.

  18. @nameste
    Nie chodziło mi o żadne rygorystyczne, filozoficzne kategorie, chodziło mi o jakiekolwiek znaczenie, może być potoczne.
    „Abstrakcyjny” może oczywiście w potocznym języku znaczyć mniej więcej „głupi” i w takim znaczeniu miałoby to jakiś sens, ale Naima chciała chyba powiedzieć coś więcej. Filozoficzne znaczenia też raczej, jak piszesz, odpadają. Ale już to inne potoczne „oderwany od rzeczywistości” może tu zadziałać, tak sobie myślę, przynajmniej przy założeniu, że ludzie zazwyczaj przez rzeczywistość rozumieją bardziej rzeczywistość fizyczno-biologiczną niż rzeczywistość społeczną. W tym sensie życie może być mniej abstrakcyjną wartością od honoru i przedkładanie pierwszego nad drugie też można jakoś pośrednio nazwać mniej abstrakcyjnym myśleniem. Nie przyszło mi to początkowo do głowy, dzięki za naprowadzenie.

    @Naima
    Nie chciałem powiedzieć, że od razu szach mat, ani że zasady etyczne musza być koniecznie zawsze arbitralne. Miałem nawet (jak janekr) wrażenie, że Ty tak nie myślisz. Nie rozumiałem tylko, co masz na myśli pisząc „abstrakcyjny” i „konkretny”.
    Co do obserwowalności, to nie powiedziałbym, że honor w przeciwieństwie do życia i zdrowia nie jest obserwowalny. Można wskazać na różne zachowania uważane za honorowe lub niehonorowe, na reakcje na te zachowania itd. Tak samo jak w przypadku życia i zdrowia można wskazać na różne procesy fizjologiczne itd.
    Co do kwantyfikowalności, to pewnie masz rację, że ze zdrowiem łatwiej niż z honorem, ale, po pierwsze, kwantyfikacja honoru nie wydaje mi się co do zasady niemożliwa, po drugie, kwantyfikowalność ma się raczej nijak do abstrakcyjności. Np. czas jest łatwo kwantyfikowalny i jednocześnie bardzo abstrakcyjny.
    Jak napisałem wyżej, dotarło do mnie, o co mogło chodzić z abstrakcyjnością. Inna sprawa to oczywiście uzasadnienie wyższości tych w tym sensie mniej abstrakcyjnych wartości nad tymi bardziej abstrakcyjnymi.

  19. @utilitymonsta
    ” Można wskazać na różne zachowania uważane za honorowe lub niehonorowe, na reakcje na te zachowania itd. Tak samo jak w przypadku życia i zdrowia można wskazać na różne procesy fizjologiczne itd.”

    Przedział poziomu cukru lub ciśnienia krwi to owszem, jest dobrze sklasyfikowany. Honorowość-niehonorowość jest tylko w oku patrzącego/plemienia/współwyznawców/sąsiadów itd. A jak dodamy, że w wielu społecznościach „honor” tyczy tylko swoich (oszukać Cygana-dyshonor, oszukać obcego-spryt) to chyba widać, że to coś mierzalnego (ciśnienie krwi, poziom cukru) kontra coś wymyślonego i płynnego.

  20. @Robert Pyzel

    Ale w rozmowie chyba nie chodzi o poziom cukru we krwi lub o ciśnienie tylko o społeczny konstrukt o nazwie „zdrowie” ? Możesz zmierzyć i sto parametrów, ale dopiero gdy nałożysz na to pewien społeczno-ideologiczny filtr zobaczysz czy wychodzi z tego „zdrowie”, ‚choroba” czy coś jeszcze innego…

  21. @utilitymonsta, @Gronkowiec:

    panowie, przykład powołany w linku i w notce słabo nadaje się do takich akademickich rozważań, jak społeczno-ideologiczne filtry w ocenie zdrowia. W linku jest piętnaście spalonych żywcem dziewczynek, konkretnych i skwantowanych (można trupy liczyć palcem, bez suwaka logarytmicznego), kontra zjawisko abstrakcyjne, nie mające desygnatu materialnego, platońska idea honoru. Myślę, że trudno wam będzie obronić tezę, że te trupy są społecznym konstruktem i pochodną ideologicznego filtru, i że ich istnienie jest ontologicznie w tej samej kategorii co honor.

  22. @Gronkowiec
    „pewien społeczno-ideologiczny filtr zobaczysz czy wychodzi z tego “zdrowie”, ‘choroba” ”

    Jaki filtr społeczno-ideologiczny trzeba nałożyć, żeby poparzenie 40% powierzchni ciała było „zdrowiem” ? Pożyczasz od konia klapki na oczy i mówisz, że przecież pozostałe 60% jest ok?

  23. @Robert Pyzel

    Rozumiem, że twoim zdaniem oczywiste jest też co to znaczy być kobietą: trzeba mieć pochwę i macicę. Proste. Nawet prostsze do zmierzenia niż te poziomy cukru i ciśnienie. I nie będą nam wstrętna Simone wciskać, że „nikt nie rodzi się kobietą”!

  24. @Naima

    Martwe dziewczynki są jak najbardziej realne. Ale jeśli chcemy o tym mówić, to nagle wpada nam cały świat języka, wartości itd. Nie wieżę, że da się mówić obiektywnie i bez wartościowania, zwłaszcza o takiej poważnej sprawie. No bo dajmy na to, możemy powiedzieć: „dziewczynki zostały de fakto zamordowane, bo wepchnięto je w płomienie”. albo „dziewczynki zostały uratowane od obrażenia Allaha, dzięki czemu ich dusze są teraz w niebie”.

  25. Ja nie mam cienia wątpliwości, że zdrowie i życie tych dziewczynek jest nieskończenie ważniejsze od bliżej nieokreślonego ‚honoru’ czy ‚wartości’, względnie ‚wrażliwości’.

    Problem z tym, że dyskusja zboczyła na próbę ustalenia, co jest bardziej konkretne, a co bardziej abstrakcyjne. Tylko po co?
    Tzn. rozumiem, po co. Po to, żeby jakoś uobiektywnić hierarchię ważności. Ale nie tędy droga.

    Przecież zwolennik honoru może zakrzyknąć: „a dlaczego rzeczy konkretne mają być ważniejsze od abstrakcji” (oczywiście inny honorowy zawoła: „mnie naruszenie honoru boli bardziej, niż oparzenie, zwłaszcza cudze”).

    Wolę moje podejście: zdrowie i życie jest ważniejsze od honoru bo jest. Obojętne co jest konkretem, a co abstrakcją.
    Tak uważam w mojej aroganckiej, nie liczącej się z wrażliwością innych, kulturze i będę zabraniać palenia i obrzezania tam, gdzie mogę, a w reszcie świata będę potępiać.

  26. @Gronkowiec:
    No więc dopóki nie pokażesz mi rozmowy skype z mahometańskiego raju, na której te dziewczyny potwierdzą osobiście, jak im dobrze że nie poobrażały żadnego bóstwa i byczą się na niebiańskiej łączce, pozostanę przy konkretach, jakimi są zwłoki w kostnicy. Ponieważ obiektywnie dziewczynki są martwe, a raje i inne takie, to, ekhem, pobożne hipotezy bez pokrycia w czymkolwiek. Więc robisz to, co ja postuluję, by zaprzestać: równoważysz wydumane idee z konkretami. A wówczas wydaje ci się, że obie narracje są równoprawne – bajka o raju dla męczennic skromności i śmiertelne poparzenia pożarem.

  27. @Gronkowiec:
    Proszę nie zbaczać w meandry na temat tego, co to znaczy być kobietą i proszę nie przypisywać rozmówcom rzeczy, których nie powiedzieli. Łatwiej nam będzie się dogadać.

    @Jan Rudziński:
    Tzn. o ile popieram twoje stanowisko co do meritum, pozwolę sobie jednak pozostać dodatkowo przy zdaniu, że wszelkie konflikty między ideą a człowiekiem będę rozstrzygać na rzecz człowieka,.w szczególności zaś bardziej będę skłonna poświęcić ideę niż kogoś dla niej. Zwłaszcza, gdy tym kimś ma być osoba trzecia (dla siebie rezerwuję opcję zachowań głupich i narwanych „w imię czegośtama”) – nie ma mojej zgody na naruszanie konkretnych, realnych dóbr człowieka w imię -izmów i -acji. Oczywiście, przyjmuję twojego „abotaka”, bo jest to wyjątkowo jasno wyrażone stanowisko i nie ma się co z nim spierać ani cię nawracać na uogólnienia, po prostu doprecyzowuję swoje.

  28. @naima

    Ale ja sie zgadzam ze obiektywnie dziewczynki sa martwe. Natomiast przejscie od tej – powiedzmy – „obiektywnej obserwacji” do wniosku „władza – państwowa lub religijna – odbiera kobietom wolność i prawo do decyzji o własnym losie” a nastepnie jeszcze do wniosku „nie ma wyższej racji niż prawa człowieka” tak jak Ty zrobilas w notce… oj, to juz wymaga kilku filtrow idelogicznych i spolecznych po drodze. Zwlaszcza ze w tych zdaniach praktycznie kazdy wyraz jest mocno obcioazony ideologicznie.

    Opis rzeczywistosci zawsze domaga sie jakich ram interpretacyjnych, jakiejs teorii za tym. Dlatego dyskurs opisowy zawsze bedzie sie ze swojej natury mieszal z normatywnym.

    ***
    To moja opinia, mozescie sie nie zgadzac, nie mam ochoty na kolejny shitstorm.

  29. @Gronkowcu:
    Fakty są takie: płonęła szkoła. Dzieci próbowały uciec z ognia. Policja religijna (sami się tak nazywają) wpychała je z powrotem do budynku, w płomienie.
    Jeśli to nie jest przykład tego, że władza (tu: policja religijno-obyczajowa) odbiera prawo do decydowania o własnym losie (tu: siłą wpycha człowieka uciekającego z pożaru z powrotem w ogień) konkretnym ludziom, to ja mówię pas, bo żyjemy w zupełnie alternatywnych rzeczywistościach i słowa znaczą dla nas inne rzeczy.
    Mogę sobie spekulować, że jako pan stworzenia – biały, heteroseksualny mężczyzna w Europie – czerpiesz ze swojej pozycji tyle, ze nie dostrzegasz dyskryminacji i przemocy wobec mniej uprzywilejowanych istot, i skłonny jesteś do tez o odmiennych narracjach i równouprawnieniu dyskursów tam, gdzie ja empatyzuję z ofiarami i widzę systemową represję. Na to niestety nie umiem zaradzić, ale jeśli tak jest, jak zaspekulowałam, to prawdopodobnie będziesz mieć problemy z odbiorem chyba wszystkich notek tutaj.

  30. @Robert Pyzel
    Jaki filtr społeczno-ideologiczny trzeba nałożyć, żeby poparzenie 40% powierzchni ciała było “zdrowiem” ? Pożyczasz od konia klapki na oczy i mówisz, że przecież pozostałe 60% jest ok?

    Gronkowiec prawdopodobnie właśnie zwraca uwagę na pewną #ttdkn.owską abstrakcyjną myśl, że zdrowie/choroba nie są abstrakcyjnymi pojęcjami

    @Gronkowiec
    filtrow idelogicznych i spolecznych
    Tak, istnieją takie filtry, potwierdzam.

    kazdy wyraz jest mocno obcioazony ideologicznie
    Każdy wyraz nie istnieje, bo po polsku „szukać” jest po czesku (oj, oj, oj). Ale dokąd zmierzasz?

  31. @Gronkowiec
    „Rozumiem, że twoim zdaniem oczywiste jest też co to znaczy być kobietą: trzeba mieć pochwę i macicę. Proste.”

    Dla posłanki Pawłowicz, Sobeckiej, padre Rydzyka i innych nieuków zapewne tak.
    A do tego kiepski chwyt, żeby skierować dyskusję w inne rewiry.
    Z uporem maniaka upierasz się, że skoro odróżnianie płci, komórek itd. nie jest trywialne to również nietrywialne jest odróżnienie spalonej dziewczynki od niespalonej i poparzonej od niepoparzonej.

  32. @Robert Pyzel, Naima

    „Honorowość-niehonorowość jest tylko w oku patrzącego/plemienia/współwyznawców/sąsiadów itd”

    „panowie, przykład powołany w linku i w notce słabo nadaje się do takich akademickich rozważań, jak społeczno-ideologiczne filtry w ocenie zdrowia.”

    Jasne, że słabo się nadaje. Ja nic nie pisałem o tym, w jakim stopniu zdrowie jest też konstruktem społecznym. Tzn. pisałem tylko, że pewnie w mniejszym stopniu niż honor. To jest jednak różnica między subiektywnością a obiektywnością, a raczej nie między abstrakcją a konkretem. Tak jak konkretne poparzenie może być przykładem braku abstrakcyjnego zdrowia, tak konkretny kapitan zmykający z konkretnego tonącego statku może być przykładem braku abstrakcyjnego honoru.

    „nie mające desygnatu materialnego,”

    Ja bym powiedział, że mające (patrz kapitan). Różnica polega chyba bardziej na tym, że jest więcej sporów co, do tego, co jest honorem, że honor jest słabiej uchwytny, że słowo może się odnosić też do jakichś stanów mentalnych (choć generalnie ludzie mówiący o honorze mają do niego dość realistyczne podejście).

    „platońska idea honoru”

    Nie bardziej platońska niż idea zdrowia czy życia, jeśli się jest wyznawcą platonizmu. Jeśli się nie jest, to tak samo nieplatońska jak idea życia lub zdrowia.

  33. @utilitymonsta: Różnica polega chyba bardziej na tym, że jest więcej sporów co, do tego, co jest honorem, że honor jest słabiej uchwytny, że słowo może się odnosić też do jakichś stanów mentalnych (choć generalnie ludzie mówiący o honorze mają do niego dość realistyczne podejście).

    O honorze dyskutowaliśmy trochę u Ciebie na blogu w kwietniu/maju i, prawdę mówiąc, trochę się dziwię, że formułujesz ukrytą sugestię (ukrytą w: „jest więcej sporów co, do tego, co jest honorem”, „honor jest słabiej uchwytny”), że „honor” miałby okazać się pojęciem o uniwersalnej treści. Tymczasem tyle jest „honorów”, ile (różnych) kodeksów honorowych, część z nich jest ewidentnie sprzeczna z etyką (np. honorowy kodeks złodziejski), a wiele z nich ustanawia normy sprzeczne z fundamentalnymi mechanizmami biologicznymi, typu instynkt samozachowawczy (np. bushido, nakazujące samurajowi samobójstwo, gdy zawiedzie swego szoguna).

    We wspomnianej dyskusji sformułowałem (hipo)tezę, że „honor” to symboliczny lukier kładziony na gołe relacje władzy.

    Imprint „honoru” jako urządzenia przekształcającego gołe relacje władzy i posłuszeństwa wewnątrz grupy [kasty, warstwy] w „cnotę” budującą osobiste motywacje podporządkowanych to stara sztuczka feudalnych czy [para]militarnych struktur społecznych. A rekompensatą za posłuszeństwo [aka przestrzeganie reguł „honoru”] jest perspektywa władzy nad nieprzynależnymi/obcymi/niższymi. (Pozycja kobiet w przeciętnej „kulturze honoru” to typowa realizacja tego niezbędnego „niższego”, tj. „niższej”.)

    Masz oczywiście rację, że realizacje „honoru” przynależą do sfery rzeczywistości społecznej i że obfitują w (nierzadko b. ponure) konkrety. Być może jednak jeszcze jacyś uczestnicy tej dyskusji podzielą moją intuicję, że zakwalifikowanie uzasadnień broniących „honoru” do kategorii „abstrakcji oderwanych od [konkretu] rzeczywistości” jest o tyle na miejscu, o ile uda się obnażyć stojące za frazesem patriotycznym, religijnym czy kulturo-honorowym, typu „honor tak nakazuje”, „Bóg tak chce”, „ojczyzna wymaga”, gołe relacje władzy. A przy okazji hipokryzję tych środków perswazyjnych (ale nie tylko, bo i nagiego przymusu, jak w omawianym przypadku pożaru), jako że strażnicy takich czy innych „czystości” na cudzy użytek sami dziwnie łatwo zwalniają się z głoszonych przez siebie powinności; historia jest pełna przykładów.

    Dochrapaliśmy się jednak cywilizacyjnego urządzenia „praw człowieka” (w budowie) i możemy je stosować w obronie przed nadużyciami władzy, niechby i strojącej się we frazes „honoru”. Myślę, że to lepsze uzasadnienie niż Janka R. „bo tak”.

  34. @utilitymonsta:
    Małe sprostowanie: kapitan z twojego przykładu to desygnat idei „człowiek honorowy” a honoru samego w sobie. W najlepszym razie alegoria honoru, ale sam rozumiesz, że dyskusja o ontologii językiem literatury może być tylko ładna, ale niekonkluzywna.
    Co do reszty, @nameste pozamiatał temat.

  35. @nameste

    Po tym jak tak ładnie zdekonstruowałeś honor, myślałem że o „prawach człowieka” też coś więcej napiszesz. Przecież „prawa człowieka” są równie „abstrakcyjne” co „honor”. Nie zdziwiłbym się, gdyby też służyły maskowaniu jakiejś relacji władzy (czy tak nie powiedziałby np. Nietzsche?). Do tego brak zgody co do tego jakie niby mają być te prawa człowieka, komu przynalezą, czy w ogóle jest coś tak takiego jak przyrodzone prawa itd… Poziom „nierealności” podobny jak w przypadku honoru!

  36. „Dochrapaliśmy się jednak cywilizacyjnego urządzenia “praw człowieka” (w budowie) i możemy je stosować w obronie przed nadużyciami władzy, niechby i strojącej się we frazes “honoru”. Myślę, że to lepsze uzasadnienie niż Janka R. “bo tak”.”

    Przypuśćmy, że zwolennik honoru zada pytanie: „Dlaczego nie zaliczasz honoru (w tym honoru rodziny) do praw człowieka?” albo „Dlaczego stawiasz wyżej wydumane przez białego prawa człowieka nad naszym honorem?”

    Na dowolne z tych pytań możesz jedynie odpowiedzieć „Botak”.
    Ja też popieram prawa człowieka i stawiam je wyżej od abstrakcyjnego honoru, ale nie mam złudzeń, że mój pogląd jest obiektywny – wolę od razu botakować.

  37. @J.R.: Można odpowiedzieć inaczej (np. na „“Dlaczego nie zaliczasz honoru (w tym honoru rodziny) do praw człowieka?” da się odpowiedzieć krótko „Bo nie mylę praw z zobowiązaniami nakładanymi wbrew woli, ograniczającymi prawa” czy jakoś tak, można też dłużej). Ale chyba ukryte założenie Twojego komentarza brzmi: „nie da się odpowiedzieć tak, aby mieć gwarancję przekonania kogokolwiek”. Istotnie, nie ma gwarancji, jest praktyczna pewność, że sporej klasy ludzi się nie przekona. NIe użyłem też (i nie użyłbym) terminu „obiektywny” w odniesieniu do poglądu o prymacie praw człowieka, to ryzykowny termin.

    Niemniej, instytucja praw człowieka (w budowie) działa nie tylko w świadomości czy też w perswazyjnym zmienianiu kultur albo ich elementów. To również sfera prawa (por. zawartość linka z mojego poprzedniego komentarza), konwencji międzynarodowych, wpływu (również presji!) na prawodawstwa i praktykę państw itd. Niektórych nie da się przekonać, tych trzeba zmusić – niech tu przykładem będzie traktowanie przez prawo krajów UE tzw. honor killings: są ścigane i karane.

  38. @nameste
    Śmieszne, że nie spieramy się o meritum, tylko o rzeczy marginesowe…

    Ty, Autorka i ja mamy w meritum bardzo zbliżone poglądy. Tym poglądom można bez trudu przypiąć łatkę ‚islamofobii’ czy ‚arogancji białego człowieka’.
    Jak chcesz się przed tym bronić? (Ja nie muszą, mnie takie latki nie bolą – wystarczy mi, że w swoim sumieniu nie jestem taki).

    I druga kwestia – rozważmy takie stwierdzenie, które mógłby wygłosić obrońca islamu:

    „Zabraniając nam tego, co TY uważasz za odrażające (wpychania dziewczynek do ognia, obrzezania dziewczynek, zmuszania do skromnego stroju) naruszasz *podstawy* naszej wiary, a zarazem kultury. Bez tego zniknie ona, a my rozpuścimy się w bezkulturowej masie”.

    Ja na to odpowiem tak: „jeśli wasza kultura naprawdę nie może istnieć bez takich ‚podstaw’, to ja [censored] taką kulturę, niech się rozpuszcza”, ale Ty chyba tak nie powiesz?

  39. Ja na to odpowiem tak: “jeśli wasza kultura naprawdę nie może istnieć bez takich ‘podstaw’, to ja [censored] taką kulturę, niech się rozpuszcza”, ale Ty chyba tak nie powiesz?

    Czemu nie, spoko.

  40. @dyskusja

    Fizyczny ból u istot innych niż ja i tak jak ja posiadających układ nerwowy jest chyba dość logicznym wnioskiem dopóki nie zamykamy się w psychiatryku na potrzeby bieżącej retoryki. Stąd prawa człowieka/innych zwierząt itp. są OBIEKTYWNYM środkiem minimalizacji OBIEKTYWNEGO (obserwowalnego na poziomie behawioralnym/fizjologicznym/neuronalnym) cierpienia/bólu/chujowego samopoczucia innych czujących agentów. Ludzkość/społeczeństwo/naród/klasa/plemię/klan/mafia/rodzina nie posiadają mózgów więc jest im wszystko jedno. Zatem honory/czystości/godności itp. są SUBIEKTYWNYMI abstrakcjami z dupy, które OBIEKTYWNIE służą pewnym agentom osobowym ciągnącym za sznurki kontrolować innych agentów osobowych w celu osiągnięcia JASNYCH OBIEKTYWNYCH KORZYŚCI.

  41. @dupa666

    Sorry, ciężko mi sobie wyobrazić bardziej SUBEIKTYWNE odczucie niż ból, żal czy strach. Takie emocjo są zwykle wręcz skrajnie subiektywne….

  42. Sorry, ciężko mi sobie wyobrazić…

    -To znaczy że nie masz neuronów lustrzanych, czyli jesteś psychopatą.

    bardziej SUBEIKTYWNE odczucie niż ból, żal czy strach.

    -Utnij sobie rękę (tą którą bardziej lubisz) a przyznam Ci rację.

    Takie emocjo są zwykle wręcz skrajnie subiektywne….

    – Przykładem dużo bardziej subiektywnego odczucia jest pohańbienie honoru drużyny piłkarskiej.

  43. http://vod.pl/banaz-honorowe-zabojstwo,128479,w.html

    Co do honoru. Dobrze, że się to pokazuje. Włos się na głowie jeży, kiedy się słyszy co się działo w tej rodzinie. Poza tym dziewczyna szukała pomocy państwa, a mimo to została zabita. Nie było odwagi, nie było wiedzy, nie było chęci żeby się wtrącić. Policja może uznała, że dziewczyna to nie jedna z nich, tylko należy do innej kultury to i pomoc nie jest potrzebna. Nawet zarzucono jej kłamstwo, kiedy się bała o swoje życie. Zniechęcano ją do szukania pomocy. Mogła sobie opowiadać, a i tak nic. Dobrze, że później są tam takie słowa, że w końcu ktoś się o nią zatroszczył, bo jej rodzina tego by nie zrobiła. Całe szczęście (w nieszczęściu), że nad jej zwłokami pochylili się ludzie zaangażowani w sprawę. Nie żeby mnie specjalnie zdziwiło, że jedni policjanci zawiedli, a inni byli świetni, bo można się spodziewać, że kiedy jest podejrzenie morderstwa to będzie pracować określony typ ludzi. Pierwszy lepszy nieudacznik nawet nie pcha się do pracy, gdzie trzeba się wysilić żeby znaleźć winnego, udowodnić winę, a w dodatku można się natknąć na bardzo nieprzyjemne widoki, zapachy, a i w której można się też narazić pewnym ludziom. Smutna prawda jest taka, że jakby nie miał kto zgłosić jej zaginięcia to śledztwa by wcale nie było. Ciekawe ilu ludzi udało się dzięki temu bezkarnie zamordować. 50 osób wiedziało co się stało, a specjalnie kłamali żeby prawda nie wyszła na jaw. Masa ludzi ukrywa i popiera morderców, a chłopak dziewczyny do dzisiaj się ukrywa ze strachu o swoje życie. Pocieszające jest to, że są przypadki w których potrafią wsadzić zabójców honorowych do więzienia. I to pomimo wsparcia dla takich morderstw w ich kręgu kulturowym. Ci ludzie nie chcą mówić, bo myślą, że to jest dobre i to jest problemem.

  44. @utilitymonsta
    „Mężczyzna z gołą dupą nie jest w islamie takim problemem, jak kobieta z gołą dupą. O ile mi wiadomo.”

    Teoretycznie rzecz biorąc, jest dokładnie takim samym problemem, bo w przypadku mężczyzn część ciała, której nie należy pokazywać, sięga od pępka do kolan. Dlatego tortury w Abu Ghraib obejmowały m.in. rozbieranie więźniów do naga w obecności amerykańskich żołnierek.
    Przy czym też podejrzewam, że strażnicy sami uciekaliby z tego pożaru choćby nago; wystarczy spojrzeć, jak wyglądają w krajach Bliskiego Wschodu statystyki przestępstw (np. kradzieży), które też są zakazane przez Koran.

  45. @krystyna.ch
    „Teoretycznie rzecz biorąc, jest dokładnie takim samym problemem, bo w przypadku mężczyzn część ciała, której nie należy pokazywać, sięga od pępka do kolan.”

    A to nie wiedziałem, dzięki za sprostowanie.

    @Naima

    „kapitan z twojego przykładu to desygnat idei “człowiek honorowy” a honoru samego w sobie.”

    Sam kapitan pewnie tak, ale ja miałem na myśli całą konkretną ucieczkę. Nie wydaje mi się, żeby w tym akurat sensie można było mówić o większej abstrakcyjności honoru, ale, jak już przyznałem wyżej, w innym sensie chyba można.

    @nameste

    „prawdę mówiąc, trochę się dziwię, że formułujesz ukrytą sugestię (ukrytą w: “jest więcej sporów co, do tego, co jest honorem”, “honor jest słabiej uchwytny”), że “honor” miałby okazać się pojęciem o uniwersalnej treści.”

    Nie chciałem formułować żadnej sugestii. Być może spory wynikają z tego, że nie da się ustalić uniwersalnej treści. Zgadzam się też jednak z Gronkowcem, że podobnie może się okazać z prawami człowieka, które są niewiele mniej problematyczne.

    „Tymczasem tyle jest “honorów”, ile (różnych) kodeksów honorowych, część z nich jest ewidentnie sprzeczna z etyką (np. honorowy kodeks złodziejski),”

    Masz tu na myśli jakąś konkretną, obiektywną etykę? Może złodzieje mają po prostu swoją etykę, a nie-złodzieje swoją?

    „a wiele z nich ustanawia normy sprzeczne z fundamentalnymi mechanizmami biologicznymi, typu instynkt samozachowawczy (np. bushido, nakazujące samurajowi samobójstwo, gdy zawiedzie swego szoguna).”

    To akurat nie jest problem honoru. Jest wiele systemów etycznych, które w pewnych sytuacjach wymagają poświęcenia własnego życia lub zdrowia i nie ma to związku z żadnym honorem. Taki standardowy utylitaryzm, na przykład.

    „We wspomnianej dyskusji sformułowałem (hipo)tezę, że “honor” to symboliczny lukier kładziony na gołe relacje władzy.”

    Ale ja się z tym generalnie zgadzam, może tylko z zastrzeżeniem, że nie cały honor daje się wyjaśnić w ten sposób. Jest teoria, według której honor pojawia się tam, gdzie właśnie b r a k u j e władzy zdolnej do rozstrzygania sporów. Wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę w bardziej anarchistycznych społeczeństwach wiąże się często z bardzo mocnym przejmowaniem się honorem i tam honor bywa rodzajem narzędzia do utrzymywania równości.

    „Dochrapaliśmy się jednak cywilizacyjnego urządzenia “praw człowieka” (w budowie) i możemy je stosować w obronie przed nadużyciami władzy, niechby i strojącej się we frazes “honoru”. Myślę, że to lepsze uzasadnienie niż Janka R. “bo tak”.”

    Też mi się wydaje, że „bo tak” jakoś tak jakby nie wystarcza. Jeśli różnica między preferowaniem życia a preferowaniem honoru jest ostatecznie taka jak między preferowaniem krówek, które się ciągną a preferowaniem krówek, które się kruszą, to po co się tak unosić?

  46. @utilitymonsta
    @nameste

    „Jeśli różnica między preferowaniem życia a preferowaniem honoru jest ostatecznie taka jak między preferowaniem krówek, które się ciągną a preferowaniem krówek, które się kruszą, to po co się tak unosić?”

    -> No i to wlasnie jest wazne pytanie, na ktore jakos nie widac wyraznej odpowiedzi. Nameste odmawia dekonstrukcji „praw czlowieka”, odsylajac do strony z informacjami o roznych miedzynarodowych ratyfikowanych umowach tyczacych sie praw czlowieka. Jak rozumiem, sugeruje w ten sposob ze prawa czlowieka sa wazne i powinny byc przestrzegane, bowiem tak stanowi prawo miedzynarodowe. Podejscie to ma jednak spora wade: przeciez prawo stanowione zawsze mozna zmienic. Picie alkoholu w miejscach publicznych tez przeciez jest zakazane prawnie, a wiele osob popiera zmiane tego prawa. A co z prawnym zakazem zaborcji? Chyba niewielu sposrod komentujacych uwaza ze nalezy tego zakazu restryckyjnie przestrzegac? Jak wiec widac, to ze prawa czlowieka sa jakos regulowane przez prawo stanowione, nie swiadczy wcale o tym ze sa one szczeglnie wazne lub sluszne (BTW – „honor” tez bywal nieraz regulowany przez prawo, wiec nic specjalnie z tego nie wynika).

    Mozna argumentowac, ze prawa czlowieka to prawa przyrodzone (idea „prawa naturalnego” sie klania?), przynalezne kazdemu z samego faktu bycia czlowiekiem. Ale to podejscie jest tak obociazone ideologicznie, ze pod tym ciezarem malo kto sie nie ugnie. Pomijajac kwestie „kto to jest ten czlowiek, komu przynaleza te prawa” (plod? niewolnik? dorosly bialy mezczyzna? kazdy zywy organizm z >99,9% ludzkiego DNA?), to przeciez pozostaje pytanie „dlaczego niby maja istniec jakiekolwiek przyrodzone lub naturalne prawa?”. Zwlaszcza ze idea praw czlowieka jest szalenie przeciw-intuicyjna: przez wiekszosc ludzkiej historii i w wiekszosci kultur cos takiego jak „prawa czlowieka” w naszej zachodnio-kulturowej wersji nigdy nie istnialy i prawdopdobnie bylyby wysmiane. Czyli bez bagazu ideologicznego nie da rady.

    Jesli wiec zarowno argument ” z prawa stanowionego” jak i „z prawa przyrodzonego” sa o kant dupy rozbic, to chyba faktycznie zostaje tylko dyskusja o tym jaki smak krowek kto lubi…

  47. @utilitymonsta: Masz tu na myśli jakąś konkretną, obiektywną etykę? Może złodzieje mają po prostu swoją etykę, a nie-złodzieje swoją?

    Nie nadążam. Obiektywnych etyk może być więcej niż jedna (skoro dodajesz „jakąś konkretną”)?
    Ale miałem na myśli normę uśrednioną, tę realną (w sensie: deklarowną, wyznawaną, a nawet, o dziwo, często przesrrzeganą): kradzież dość powszechnie uważana jest za uczynek zły etycznie.

    @Gronkowiec: Jak rozumiem, sugeruje w ten sposob ze prawa czlowieka sa wazne i powinny byc przestrzegane, bowiem tak stanowi prawo miedzynarodowe.

    Raczej odsyłam do pewnego trendu o wymiarze cywilizacyjnym. Oczywiście, trend ten może się załamać, ale też dyskutujemy tu w pewnym określonym miejscu i momencie historycznym. Co do reszty twoich wywodów: mnie szkoda czasu, ale może znajdziesz innych chętnych do polemiki.

  48. Czy istnieją jakieś naukowe dowody świadczące na korzyść systemów dyskryminujących płcie, rasy itd? Nie? To jakim prawem ktoś stwierdza, że ich honor jest tak samo abstrakcyjny jak nasza wolność osobista? Ich honor jest zbiorowym urojeniem wynikającym z chorej, fałszywej jak każda inna, religii. Nie ma nic racjonalnego w ich zachowaniach, skoro opierają się one na fałszywych dogmatach o niższości kobiet i jakimś „źle” tkwiącym w ich ciałach, że trzeba je zakrywać (u nas w łagodniejszej formie też taka dyskryminacja występuje, choćby w nakazie zakrywania piersi przez kobiety, to wina chrześcijaństwa toczącego naszą cywilizację jak rak, podobnie jak islam na Bliskim Wschodzie). Wolność i prawo do stanowienia o sobie każdego człowieka wynika z prostego faktu, że generalnie wszyscy jesteśmy równi – posiadamy samych siebie, a więc nie może posiadać nas nikt inny. Racjonalne ograniczanie tego prawa (ale nie zupełne jego wyłączenie) stosuje się w odniesieniu do małych dzieci, lub osób upośledzonych niezdolnych do samodzielnego życia i podejmowania decyzji. Nic nie wskazuje na to, by kobiety były jak dzieci lub osoby upośledzone, dlaczego więc ktoś uzurpuje sobie prawo do kierowania ich losem, szczególnie gdy robi to w sposób absolutnie nieracjonalny, kierując się religijnymi bajdurzeniami wciskanymi do głów od kołyski?

    Dziwi mnie też rozważanie człowieczeństwa płodu i dyskusje o prawie do aborcji oparte o te głupie dywagacje. Kobieta ma prawo usunąć ciążę zawsze, gdyż jest to działanie w zakresie obrony koniecznej. Płód jest pasożytem na jej ciele, powoduje masę dolegliwości, okrada organizm kobiety ze składników odżywczych i na koniec powoduje horror porodu. Nic z człowieczeństwa płodu w tym miejscu nie wynika, tak jak nic nie wynika z człowieczeństwa gwałciciela – kobieta ma prawo się przed nim bronić i tyle. Twierdzenie, że kobieta wydała zgodę na ciążę w momencie współżycia to demagogia na poziomie wmawiania winy ofierze gwałtu. Cóż, w krajach arabskich dziewczynki wpycha się w płomienie, u nas w naszym europejskim Pakistanie – zmusza się je do donoszenia znienawidzonej ciąży w imię urojeń bandy oszołomów i fanatyków pod sztandarem katolickiego szariatu. Ten syf nie skończy się dopóki istnieć będą ludzie zdolni do głoszenia takich „mondrości”, jak równoważność ich dzikich zwyczajów z naszymi prawami człowieka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s