Prześladowanie pustą ścianą

To jest najlepszy lead do artykułu na wyborcza.pl od niepamiętnych czasów i zasługuje na Złotego Monty Pythona. Albo na nagrodę imienia Mrożka, trudno mi się zdecydować:

 

Obrazę uczuć religijnych oraz dyskryminowanie policjantów katolików zarzucają komendantowi Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą oraz politycy PiS.
To zdanie, w którym sprawą komendanta policji zajmuje się Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami i Przemocą sprawia wrażenie, jakby uciekło z jednoaktówki Jarry’ego. Przecież to piękne, komitet –  i to nie byle jaki, ogólnopolski! – od spraw sekt, zajmuje się niebywałym wykroczeniem komendanta, który w swoim gabinecie i w sekretariacie komendy zdjął ze ściany krzyże. Wyczuwacie potencjał grozy? Straszne rzeczy się stały, i tylko szyderca nie dostrzega powagi sytuacji. Na szczęście poseł na Sejm ocenia rzecz przenikliwie:

Jeszcze dalej w krucjacie przeciwko komendantowi idzie agent Tomek – poseł PiS Tomasz Kaczmarek. Portal Niezalezna.pl informuje, że o zachowaniu komendanta wobec podwładnych poinformował m.in. Sienkiewicza, prokuratora Seremeta, rzeczniczkę praw obywatelskich Irenę Lipowicz, pełnomocniczkę rządu ds. równego traktowania Agnieszkę Kozłowską-Rajewicz oraz Państwową Inspekcję Pracy. W liście do Seremeta zarzuca komendantowi obrazę uczuć religijnych podległych mu policjantów. Oczekuje ścigania i ukarania Szwalbego. W piśmie do Lipowicz mówi o dyskryminowaniu policjantów ze względu na wiarę.

Bardziej gorliwi i wszechstronni w składaniu skarg byli tylko podwładni komendanta, bo sprytnie poskarżyli się bezpośrednio do biskupa.
Co samo w sobie zasługuje co najmniej na wyróżnienie. Ponieważ, proszę państwa, jeśli w Polsce służba mundurowa ma problemy, to odwołuje się od razu do władzy najwyższej, trafnie rozpoznając, że jedyną grupą zawodową, której nikt nie podskoczy jest tu episkopat.

 

Nie zazdroszczę teraz przełożonym komendanta Szwalbego. Szwalbego dałoby się wybronić, gdyby sypiał ze swoją podwładną i rozplotkowywał sekrety służbowe na prawo i lewo – wystarczyłoby przenieść go na emeryturę z wysoką odprawą i usunąć ze świecznika. Niestety, komendant wygłupił się, traktując poważnie koncepcję świeckiego państwa i uznając, że w urzędzie powinno być widać od progu neutralność światopoglądową – a zawodowi katolicy natychmiast rozpoznali w tym zamach na ich uczucia religijne. W sytuacji, gdy wywołano upiory dyskryminacji i prześladowania katolików i obrazy uczuć religijnych nikt przy zdrowych zmysłach nie stanie w roli adwokata faceta, który już został obwołany Kaligulą i Neronem w jednym. Nie wydaje się, by ktokolwiek w Komendzie Wojewódzkiej czy Głównej, czy też w ministerstwie odważył się zasugerować, by Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami (proszę wybaczyć, ale ta nazwa mnie odrobinę upaja) spadł z byka i pomieszał proporcje, myląc usunięcie z państwowej placówki znaku towarowego jednej religii z represjami wobec jej wyznawców.

Gdyby to miała być notka bardzo serio, ale za to krótka, składałaby się tak naprawdę z dwu linków – jednego do artykułu z Wyborczej i tego drugiego. Dla tych, którzy w szkole unikali języka angielskiego, pozwolę sobie spolszczyć czwarte pytanie –

4. Moja wolność religijna jest zagrożona, ponieważ:

A) Nie mam prawa prywatnie się modlić.

B) Nie wolno mi zmuszać innych, by publicznie modlili się modlitwami mojego wyznania.

I krótkie rozwiązanie do testu:

Jeśli odpowiedziałeś B na któreś z pytań, nie tylko nie doszło do zamachu na twoją wolność religijną, lecz wręcz jest poważna obawa, że to ty represjonujesz religijne wolności innych.

 

Oczywiście, nie ma co się łudzić, że coś, co wymyśliło sobie tak doskonale pompatyczną nazwę, jak (no naprawdę, nie mogę się powstrzymać) Ogólnopolski Komitet Obrony przed Sektami zrozumie subtelną granicę pomiędzy utrzymaniem wizerunku świeckiego państwa w placówkach takich, jak urzędy czy posterunki a prześladowaniem i represjami na tle religijnym. W kraju, gdzie każda miejscowość powyżej sześciu chałup ma aleję, uliczkę lub placyk imienia Właściwego Papieża, gdzie krzyże, kaplice i trzydziestometrowe betonowe Jezusy wyrastają szybciej niż szpitale i przedszkola koncepcja, że jakieś miejsce nie zostanie oznakowane krzyżem na stałe na znak zawłaszczenia przez jedynie słuszną frakcję religijną – ta koncepcja po prostu nie ma szans się przyjąć. Przywykliśmy, że każdą nową szkołę, targowisko czy szpital otwiera zgrabny tandem: biskup i jego kropidło, że wszelkie uroczystości związane ze świętami państwowymi zaczynają się mszą w pełnej obsadzie rządu i prezydenta, a mszę tę transmituje sumiennie telewizja państwowa, przywykliśmy, że przestrzeń publiczna ma co krok znaki handlowe kościoła, przybijane czy przykręcane ukradkiem, ale nieusuwalne i przytwierdzone na stałe. Przywykliśmy, że na obraz masztów telefonii MOC SYMBOLICZNĄ nad Polską utrzymują setki tysięcy kościołów, bazylik, kapliczek, figur, obrazów, krzyży i krzyżyków, wszechobecnych oznak tego, że to jest państwo wyznaniowe. Próba uwolnienia posterunku od tego powszechnego obrandowania katolickim logo spotkała się z taką reakcją, jakby przynajmniej pluton chrześcijan trafił do Koloseum na imprezę z lwami. Co wiele mówi zarówno o mocy tej siatki symbolicznej jak i o sile uczuć religijnych, które drżą, kurczą się i upadają, gdy nie widzą swojego znaczka przez osiem godzin naprzeciw własnego biurka w pracy. Prześladowanie religijne policjantów, którzy idąc na pielgrzymkę muszą wziąć urlop (ale mają zapewnione przez swoją firmę autokary na powrót do domu) łamie mi doprawdy serce.

 

Rozważałam dziś, co mi przypomina to niemal histeryczne oznakowywanie krzyżami obiektów o różnym, choć zawsze świeckim, przeznaczeniu. Niestety, skojarzenie nie jest przyjemne – dwudziestolecie międzywojenne i nagonka antysemicka, która ewoluowała od haseł o popieraniu polskiego handlu do dewastowania żydowskich sklepików. Wówczas masowo wieszano krzyże w piekarniach i sklepikach z kapustą w wielce pobożnej intencji zaznaczenia, że to sklep chrześcijański, co najpierw miało przynieść wygraną na wojnie propagandowej ONR i Falangi, a później – chroniło przed aktywistami pogromów. Miało to wówczas równie wiele wspólnego z praktykami religijnymi co obecne instalowanie krzyża gdzie tylko się da, per fas et nefas, byle zaznaczyć katolickość terenu i przynależność do prawidłowej frakcji. Zważywszy intensywność i kierunek reakcji na zdjęcie jednego z setek tysięcy krzyży, w tej kampanii nie chodzi wcale o jakieś uczucia chrześcijańskie, na pewno nie w tym kontekście, w jakim chrześcijanie lubią o nich opowiadać. Chodziło o podkreślenie bycie naszymi, odpowiednimi, po właściwej stronie. Komendant wyłamał się z niepisanej umowy i zadeklarował, że urzędy państwowe nie stoją po żadnej stronie, co jest oczywistym naruszeniem reguł rozgrywania wpływów.

 

Oczywiście, sama historia Szwalbego zapewne jest dużo prostsza. Komendant prawdopodobnie już wcześniej wykonał jakieś posunięcia niepasujące do zastanego na posterunku porządku. Zgaduję, że były one na tyle niepodważalne formalnie, że podwładni po prostu wzięli na przeczekanie, czekając na coś, co będą mogli oprotestować bez ryzyka dyscyplinarnych konsekwencji. No i przy pierwszej decyzji nielimitowanej kodeksem czy regulaminem ruszyli szeroko, od posłów, ministrów po biskupa, krzycząc rozpaczliwie, że ich dręczą za wiarę. Groteskowość tej reakcji wydaje się wskazywać na pretensje głębsze niż zdjęcie jednej dekoracji znad futryny, a eskalowanie tego do prześladowania religijnego można by zbyć wzruszeniem ramion. Można by, gdyby nie lawinowa a błyskawiczna odpowiedź środowisk, które zawodowo zajmują się pielęgnacją urazów uczuć religijnych. Te grupy nie mają pojęcia o komendancie Szwalbem ani o wewnętrznych rozgrywkach wśród mundurowych, one reagują na naruszanie monopolu w zakresie symbolicznego zawłaszczenia przestrzeni publicznej przez kościół, co werbalizują jako prześladowanie katolików. Szwalbe jest tylko pretekstem do podsycenia intensywności roszczeń i oskarżeń w imieniu represjonowanej większości, jak sami się przedstawiają. Co oczywiście nie oznacza, że Szwalbemu odpuszczą. Krzyż wróci, choćby w teczce nowego komendanta, ponieważ w Polsce wolność religijna oznacza, że nie wolno zostawić ani jednej ściany, która nie jest ich. Spokojnie, odzyskają ten przyczółek, żebyśmy nawet na chwilę nie zapomnieli, że mieszkamy w ich państwie i mamy pełną wolność być katolikami, czy nimi chcemy być, czy nie, i bez względu na to, czy jesteśmy w swoim domu, w kościele czy w państwowym urzędzie. A zwłaszcza w państwowym urzędzie.

 

Reklamy

50 thoughts on “Prześladowanie pustą ścianą

  1. Strasznie idiotyczna sprawa. Ale chyba wiadomo, skąd ta panika. Komendant nie „zadeklarował, że urzędy państwowe nie stoją po żadnej stronie”. On zadeklarował, że urzędy państwowe nie stoją po stronie katolickiej. A kto nie jest „z nami”, jest przeciwko nam.

    No i nie kumam tej histerii z krzyżem. A jeśli pójdę teraz i powieszę krzyżyk w toalecie w biurowcu, to czy oznaczenie tej ściany będzie obrazą majestatu, czy też zdjęcie znaczka będzie tą obrazą?

  2. Autor pisze dosyć rozsądnie poza momentem z „antysemicką nagonką” i ONRami. Wtedy moim zdaniem sam popada w absurdalną paranoję. Nie przesadzajmy. Pozdrawiam.

  3. @peri
    Po pierwsze autorka, a po drugie czemu ustawiasz się w „prawdopośrodkizmie”, myślisz, że to nie jest pozycja ideologiczna?

  4. @Ciotka_z_kanapy:

    Facepalm krzesłem, Gazeta Wyborcza, uchodząca za gazetę lewicową, zaczyna wywiad z policjantem od: „czy jest pan wierzący”. Wzruszające, bo to oczywiście jest najistotniejsze dla sprawy, można by potem komendanta postraszyć proboszczem i problemami przy spowiedzi.
    Miło, że pan komendant lekko usadził panią dziennikarkę, informując, że zadaje pytania, których nie powinna, i na które on nie ma obowiązku odpowiadać.

    @peri:
    Ale paranoją jest twierdzenie, że istniały przedwojenne pogromy z inspiracji ONR, czy twierdzenie, że istniały prześladowania antysemickie, które zaczęły się od haseł o popieraniu polskiego handlu w opozycji do żydowskiego?
    Czy może uważasz za paranoiczne dostrzeganie jakichś podobieństw w obecnym kompulsywnym oznakowywaniu krzyżem każdej wolnej ściany w urzędach i placówkach państwowych do ówczesnej histerii zaznaczania, że to katolicki polski dom, sklep, magazyn, stragan z kapustą? Oczywiście, że przesłanki są różne, obecnie szczęśliwie antysemityzm nie ma aż tak szerokiej trybuny co dziewięćdziesiąt lat temu, ale przymus zaznaczenia, że się należy do właściwej i słusznej części narodu jest taki sam.
    Przy okazji, będę zobowiązana za niezmienianie mi płci, nawet na użytek dyskusji.

  5. Notka jak zwykle świetna, mam tylko uwagę. Piszesz w notce o tym, że anonim wysłali podwładni komendanta, a przecież nie wiadomo czy tak było rzeczywiście, bo był to, cóż, anonim. Na forach policyjnych które sobie przeglądałem zwracają forumowicze uwagę na „niepolicyjny” język tego listu, snuje się teorie że autor mógł być jeden i to niekoniecznie podwładny, a na przykład konkurent do zajmowanego przez Karola Szwalbe stanowiska. Choć wszyscy są raczej pesymistyczni i radzą komendantowi zadbanie o dobrą grupę emerytalną.

  6. @fronesis:
    Przepraszam z autorką, ale nie znam tego bloga. Wszedłem na „o mnie” i nie wywnioskowałem płci. Forma „autor” wydała mi się bezosobowa, tak to już jest w naszym języku. Nie sądzę, żebym ustawiał się w „prawdopośrodkizmie” i nie wiem o co chodzi z ideologią. Ustawiam się na stanowisku, że przywoływanie w kontekście tej sprawy ONR i antysemickiej nagonki do gruba przesada. Bardzo gruba.

    @naima
    Bardzo przepraszam za pomylenie płci. Jak pisałem powyżej, nie znam bloga, a wszystkie formy czasowników w „o mnie” nie wskazywały na to, że jesteś kobietą. Chodzi mi jeno o to, że porównywanie tej sprawy do pogromów jest olbrzymią przesadą. Rozumiem o co Ci chodzi z oznaczaniem terenu (mi się to kojarzy z kotem, który obsikuje wszystko co „jego”), ale od zaznaczania własnej tożsamości religijno-narodowej, choćby w tak głupi sposób jak w Polsce, do stosowania przemocy fizycznej w stosunku do innych grup wyznaniowych/ras/czegokolwiek jeszcze daleko. I moim zdaniem przeskakiwanie takich odległości zalatuje mi lekką paranoją i jest dla mnie absurdalne. Co zresztą widać w Twoim stwierdzeniu o „krzyżu na każdej wolnej ścianie”. Jest to oczywista przesada, tak samo absurdalna.
    Też bym nie chciał, żeby patrol składał się z policjanta i egzorcysty, ale na prawdę się na to nie zanosi.
    Tak sobie jeszcze myślę, że ludzie dostają paniki, jak gdzieś widzą symbole religijne. W sensie one nie powinny wisieć w pomieszczeniach publicznych, tak samo jak nie powinny np. znajdować się na radiowozie. Ale na prawdę przeszkadza Ci, że gdzieś (w klasie, w urzędzie) wisi krzyż? A niech sobie wisi.
    Jeszcze raz przepraszam, za pomylenie płci. Pozdrawiam.

  7. @peri
    „od zaznaczania własnej tożsamości religijno-narodowej, choćby w tak głupi sposób jak w Polsce, do stosowania przemocy fizycznej w stosunku do innych grup wyznaniowych/ras/czegokolwiek jeszcze daleko”
    Nie, niestety, mylisz się. Nie jest daleko, jest tu i teraz: http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/0,114123.html?tag=rasizm i Białystok to tylko jeden z przykładów.
    Mylisz się również jeśli chodzi kwestię „nie przeszkadza, niech sobie wisi”. Przeszkadza. Właśnie jak obsikana ściana. Ktoś mówi w ten sposób, że jak ci się nie podoba, to odejdź stąd albo się podporządkuj. Nie, to jest również mój kraj, tu się urodziłem i będąc ateistą wciąż mam równe prawa. A przynajmniej powinienem.

  8. @peri:
    Ach, więc przechodzisz do tezy, że te krzyże to takie dekoracje jak każda inna, i są zupełnie neutralne, i nie przeszkadzają nikomu? No to sobie wyobraź, że wchodzisz do urzędu, a tam wisi półksiężyc. Albo Gwiazda Dawida. I co, neutralna ozdoba czy też spodziewasz się, że światopogląd urzędników odzwierciedla to, co głosi dana religia?
    Otóż tak, przeszkadza mi narzucanie w przestrzeni wspólnej ujednolicenia światopoglądowego. Może byłabym nieco mniej nieufna, gdyby np. w Sejmie krzyż nie zawisł ukradkiem, nocą i bez uzgodnienia z kimkolwiek, a obecnie nie stanowił argumentu: w tej sali obrad, pod krzyżem, TAKA ustawa nie przejdzie. Ponieważ jednak tak wygląda praktyka – najpierw okrzyżować, a potem z obecności krzyża wyciągać daleko idące wnioski odnośnie stanowienia i egzekwowania prawa – owszem, obecność znaku handlowego katolików w miejscach urzędowych budzi mój niepokój.
    Odwracając pytanie – naprawdę przeszkadza Ci pusta ściana? Musi na niej wisieć obok godła krzyż?

  9. Przy okazji link do listu otwartego pana komendanta. Poniekąd widać, że tryby instytucji już wskazały komendantowi, że krzyże w placówkach świeckich mają mu nie przeszkadzać.
    Dodatkowej rozkoszy dostarcza lektura komentarzy. Witamy w Polsce, gdzie naród uważa, że zdjęcie krzyża ze ściany posterunku podpada pod kodeks karny.

  10. zaznaczania własnej tożsamości religijno-narodowej, choćby w tak głupi sposób jak w Polsce, do stosowania przemocy fizycznej w stosunku do innych grup wyznaniowych/ras/czegokolwiek jeszcze daleko.

    W latach 20. też tak myśleliśmy.

    Co do krzyża: bede se chciała na niego popatrzeć, to pójdę do kościola.

  11. @vauban
    Otóż nie jest tu i teraz. W Białymstoku napierdalatorami są nazi-kibole a nie katolicy. Stanąłbym na stanowisku, że krzyżowi nic tu do tego. W Białym naziole są siłą od czasów mojej podstawówki, a to nie było wczoraj. To, że kogoś tam nawalają, to nic nowego, nie są to katolicy, tylko długo istniejąca subkultura gloryfikująca przemoc i wyznająca jakieś dziwne plemienne przekonania.
    Kurde, nie lubię takiego uderzania w wysokie tony. Krzyż na ścianie w urzędzie (znów, to tylko moje zdanie), wcale nie mówi, „jak ci się nie podoba, to odejdź stąd albo się podporządkuj”. Taka reakcja jest paranoidalna. Ten krzyż tam wisi, bo a) wcześniej wisiał, b) polak-katolik, c) wspaniała historia, d) Papież Polak Wielki i inne, a najpewniej wisi, bo ktoś powiesił i nikomu się nie chce zdjąć, bo ktoś się wkurzy, a w sumie to właśnie ten krzyż nikomu nie przeszkadza, nikt nie zwraca na niego uwagi. Powtórzę, że moim zdaniem, go tam nie powinno być, ale jak już jest to mi na ten przykład kość w dupie nie pęka i nie uważam, że zagraża czy też piętnuje on moje przekonania ideologiczne. Myślę, że to jest właśnie tolerancyjna postawa. Dopóki tego krzyża ze ściany w Urzędzie Miejskim nikt nie zdejmie i nie zacznie mnie nim okładać albo co gorsza gwałcić, krzyż ten jest mi obojętny, nie narusza w żaden sposób moich wolności.

    @naima
    W urzędzie nic nie powinno wisieć, pewnie poza godłem i flagą, co moim zdaniem jest równie plemienne i totemiczne jak krzyż. No ale skoro już mamy to państwo to niech będzie. Jeżeli na tej ścianie znalazłbym np. Śiwę Nataradżę to też bym się nie przejął, dopóki ktoś nie stwierdziłby, że nie może mi dać pozwolenia na działalność gospodarczą, bo Pan Nasz Śiwa zabrania. Dopóki to nie występuje, może se tam wisieć cokolwiek. Jeżeli w tym urzędzie pracuje człowiek wierzący, to nie uważam, że mam prawo mu zabraniać się modlić, czy powiesić se krzyż. Znów, dopóki ten wierzący nie zacznie mnie nawracać w godzinach pracy.
    Nie wydaje mi się, że krzyże są neutralne i nie przeszkadzają nikomu. Mi nie przeszkadzają, Tobie przeszkadzają. Uważam, że nie powinny przeszkadzać, bo tak rozumiem tolerancję.
    Sposób zawieszenia krzyża w sejmie jest oczywiście beznadziejny, ale czego się po tej bandzie spodziewać? No czego? Powtórzę, żebyśmy się źle nie zrozumieli. Nie powinno go tam być. Państwo powinno (powinno to złe słowo, ja bym chciał, żeby było) świeckie. Ale skoro już zawisł i nie da się go bezboleśnie zdjąć, to niech zostanie. Nie atakuje mnie to w żaden sposób.
    Pusta ściana nie przeszkadza mi tak samo jak wiszący krzyż. Może nie wisieć. Ale jeżeli jakiś wierny w urzędzie go sobie powiesił i się do niego modli w przerwach, to nie mam z tym problemu (o ile, znów, mnie nim nie okłada).
    Tak to widzę. Pozdrawiam.

  12. @szprota
    Przejawiasz smutny brak tolerancji dla przekonań innych ludzi. Że niby każdy ma być wolny tylko w swoim domu/na swoim terenie. A w przestrzeni publicznej wszyscy mamy być bezbarwni? To może jeszcze powinniśmy się tak samo ubierać? Jak zobaczysz gdzieś na ulicy symbol religijny to nie umierasz od tego ani nie ślepniesz. Nic Ci się nie dzieje. Tak samo, jak gdy patrzysz na flagę innego kraju.
    Popatrz obecnie: mamy hymn, flagę, państwo i urzędy, mamy też tradycję i kulturę (no niestety trzeba powiedzieć) polską. Do pogromów jakoś nie dochodzi. Ergo: zaznaczamy swą tożsamość religijno-kulturową w sposób na prawdę w większości pokojowy. Pozdrawiam.

  13. @peri
    „W Białymstoku napierdalatorami są nazi-kibole a nie katolicy”
    Ja bym się nie odważył powiedzieć im tego w twarz, wiesz. Bo myślę, że oberwałbym jak jeszcze nigdy w życiu.
    „długo istniejąca subkultura gloryfikująca przemoc i wyznająca jakieś dziwne plemienne przekonania”
    Zabawne, to brzmi jak opis jakiejś wspólnoty religijnej.
    „wisi, bo ktoś powiesił i nikomu się nie chce zdjąć, bo ktoś się wkurzy”
    Raczej boi się, że może stracić z tego powodu pracę? To jest prześladowanie.
    Nie, nie, ty twierdzisz że prawda leży pośrodku i wilk syty i nikomu nie przeszkadza zjedzona owca. Nie. Nowoczesne społeczeństwo chce być tolerancyjne, więc nie może tolerować wrogów tolerancji. Ten paradoks dostrzeżono już dość dawno temu. Ktoś, kto zawłaszcza publiczną przestrzeń i zabrania czynić ją z powrotem neutralną, działa przeciwko tolerancji. Na długą metę, szkodzi wszystkim, także sobie.

  14. @peri
    Dopóki to nie występuje, może se tam wisieć cokolwiek.

    No właśnie nie może tam wisieć cokolwiek, to bzdura. Może tam wisieć tylko krzyż, bo już nawet pusta ściana to „olaboga, prześladowania” a co dopiero, gdybyś tam powiesił Gwiazdę Dawida czy sitko od makaronu.

  15. Oczywiście miałobyś rację, gdyby powszechna obecność symboli religijnych nie ograniczała się do jednego wyznania; nie widzę w urzędach symboli islamu czy buddyzmu.

    No i podziwiam optymizm względem pogromów, mimo wiedzy o Białymstoku.

  16. @peri:
    Bardzo bym chciała mieszkać w kraju, o którym piszesz, że obecność krzyża w urzędach nie rzutuje na sposób funkcjonowania osób tam zatrudnionych, stężenie biskupów na uroczystościach państwowych nie wpływa na jakość stanowionego prawa etc. Tymczasem mniejszości wyznaniowe i religijne w Polsce spotykają się nie tylko z nietolerancją, ale i przemocą, a agresorzy zupełnie nie zdając sobie sprawy, że Twoim zdaniem nie powinni, drą się przy biciu, że to jest katolicka Polska i dla żydów/muzułmanów/ewangelików nie ma tu miejsca.
    Wolność religijna nie oznacza, że wolno cały kraj pokryć znakami religijnymi, naprawdę. Jeśli ktoś musi na co dzień i z bliska obcować z jakimiś religijnymi totemami, żaden człowiek i żaden przepis nie zabroni mu nosić na łańcuszku czy bransolecie dowolnie pięknych totemów, ani oddawać się medytacjom religijnym w ustawowej przerwie w pracy (jest coś takiego w kodeksie, pracownik może wówczas robić co chce, równie dobrze rozkładać dywanik i bić pokłony na wschód co odmawiać różańce czy mantry). Ale nie oznacza, że jest obowiązek obcowania z symbolami wiary dla wszystkich, w tym i niezainteresowanych. Widzisz różnicę?

  17. Dobrze mi się z Wami gada, ludzie. Jakbym spamował lub się zagalopował, to mi powiedzcie.

    @vauban
    „Ja bym się nie odważył powiedzieć im tego w twarz, wiesz. Bo myślę, że oberwałbym jak jeszcze nigdy w życiu” – No tak, ale nie wiesz tego. Oni równie dobrze mogą być poganami. Moim zdaniem mają to wszystko w dupie, ale też mogę się mylić. Ma się to nijak do krzyża.
    „Zabawne, to brzmi jak opis jakiejś wspólnoty religijnej”. Raczej nie brzmi. Sprowadzanie religii do wspólnych przekonań jest tak wielkim uproszczeniem, że aż błędem. Wydaje mi się, że konieczna byłaby tu lektura czegoś religoznawczego, a że to moja branża, to chętnie coś polecę.
    „Raczej boi się, że może stracić z tego powodu pracę? To jest prześladowanie” – Znów, nie wiesz tego, tak Ci się tylko wydaje. Trzeba by przeprowadzić badania i wyciągnąć wnioski o jakiej takiej sile statystycznej. Więc nie wiemy, czy raczej się boi, czy raczej wszystkim wisi. No niestety, nie znamy faktów, więc faktycznie spór o to byłby jałowy.
    Nie zgadzam się z tymi wilkami, tak samo jak uważam, że właśnie trzeba kurwa koniecznie tolerować wrogów tolerancji, bo bez tego, wszyscy jesteśmy tak samo zagrożeni. Tej tolerancji musi być jak najwięcej. Ona się oczywiście gdzieś kończy i wątpię żebyśmy znaleźli te granice lub zrobili to dobrze, ale ja obstaje przy przesuwaniu ich jak najdalej. Moje hasło: Tolerancja dla wrogów tolerancji! Tak na marginesie mogę dodać, że problemem tutaj wydaje się być publiczny charakter przestrzeni, bo wtedy wszystkim wydaje się, że mają (i mają!) do niego prawo. Gdyby ta przestrzeń była prywatna, nie byłoby problemów z krzyżami, bo to byłaby wola właściciela. Wtedy co prawda mielibyśmy inne problemy i to już w ogóle nie jest związane z tym postem.

    @Robert Pyzel
    Wiesz, ja przedstawiłem swoje zdanie, a Twój wpis jest nie o mnie. Tylko o nich. A ja z nimi nie mam nic wspólnego.

    @szprota
    Żeby tam wisiały inne symbole, pewnie potrzebowalibyśmy bardziej licznych mniejszości narodowych/wyznaniowych. Dla mnie spoko, ale wtedy pewnie to dopiero by się zaczęło i wyjechałaby „ta pierdolona husaria”, jak rzekł poeta. Jak dla mnie, mogą wisieć i inne symbole. Wierzę po prostu, że to się da zrobić w jakiś cywilizowany sposób, choć faktycznie powodów do mego optymizmu nie ma zbyt wiele.

    @naima
    Chyba widzę różnicę, ale może nie dostrzegam jej wagi. Po prostu nie wierzę i dopóki ktoś nie przedstawi mi przekonywujących dowodów, nie uwierzę, że szczerze komuś (no tak, komuś, kto nie jest fanatykiem tej czy innej barykady) przeszkadza znajdujący się gdzieś na widoku symbol religijny. To tylko kształt. Niech sobie tam jest. W niczym on mnie ani Ciebie nie musi dotyczyć, dotykać, wiązać się. To kwestia podejścia. Nie musi, choć oczywiście może. Ale dla mnie rozwiązaniem nie jest zakazywanie noszenia, pokazywania czegokolwiek, tylko raczej zmiana podejścia do tych symboli.
    Z tymi agresorami. Do ilu aktów przemocy dochodzi na tle religijnym/rasowym w Polsce w porównaniu do wszystkich aktów przemocy? Nie wiem, hehe, wydaje mi się, że jest to promil. Że większym problemem jest kradzież własności przez jednych katolików drugim, pobicia katolików przez innych katolików, napaści katolików na katolików, a do tego ZUS, fotoradary i dług publiczny. Nie zrozum mnie źle, nawet jeden kopniak w dupę w imię wyższości naszej rasy to o jeden kopniak za dużo, ale porównywanie naszej sytuacji z latami 20., to przesada. Do pięt nie sięgamy latom dzwudziestym. Takie porównania są dla mnie na wyrost i zamiast rozjaśniać sytuację, zaciemniają ją. Pozdrawiam.

  18. @peri
    ” nie uwierzę, że szczerze komuś (no tak, komuś, kto nie jest fanatykiem tej czy innej barykady) przeszkadza znajdujący się gdzieś na widoku symbol religijny. To tylko kształt. Niech sobie tam jest. W niczym on mnie ani Ciebie nie musi dotyczyć, dotykać, wiązać się. To kwestia podejścia. ”

    Nie uwierzę, że szczerze komuś (no tak, komuś, kto nie jest fanatykiem tej czy innej barykady) przeszkadza znajdujący się gdzieś na widoku symbol Legii/ŁKSu/sierp i młot/swastyka. To tylko kształt.
    Zastanów się, czemu psy obsikują teren, kibole znakują ściany dzielnicy, a katolicy wieszają krzyże.

  19. @Robert Pyzel
    Napisy na ścianach przeszkadzają mi o tyle, że zwykle to nie ich właściciele na nich piszą. Są to więc przykłady wandalizmu. Jeżeli ktoś sobie kupił ścianę i namalował na niej godło Wisełki albo Adolfa, to moim zdaniem, nam nic do tego. Możemy przestać właścicielowi podawać rękę na przykład.
    „Zastanów się, czemu psy obsikują teren, kibole znakują ściany dzielnicy, a katolicy wieszają krzyże” – ej, jesteśmy ludźmi, zwierzętami społecznymi i terytorialnymi. Ty też oznaczasz swój teren. Jak ktoś siądzie na Twoim fotelu, będzie jadł z Twojego talerza itd., to też poczujesz dyskomfort. Też masz „swoje” rzeczy. Może nie piszesz na nich flamastrem „to moje”, ale robisz to w swojej głowie. To tylko przykłady, chodzi o zasadę. To prawda, czasem ludzie, którzy wierzą, że to ich teren wyganiają z niego ludzi, których uważają za „obcych”, „nietutejszych”. To niedobrze. Ale jakaś forma świadomości plemiennej nie jest tego jedynym, ani tym bardziej wystarczającym powodem. Dowodem na to są takie same zachowania przejawiane względem współplemieńców.
    Ale w sumie powiedz mi, dlaczego psi obsikują teren, kibole znakują ściany dzielnicy a katolicy wieszają krzyże? I jeszcze dlaczego są granice na mapach, dlaczego niektórzy czują się związani z miejscem z którego pochodzą, czemu niektórych podnieca, jak grają hymn?

  20. @Peri
    Ty też oznaczasz *swój* teren.

    No bingo, a katolicy zawłaszczają oznakowaniem *przestrzeń publiczną*, żeby potem wmawiać wszystkim, że jest ich.

  21. @Robert Pyzel
    No ale jeżeli mówimy o przestrzeni publicznej, to ona JEST ICH. Dokładniej mówiąc jest m.in. ich. I powinni mieć prawo sobie coś na tej przestrzeni robić, jeżeli te czynności nie ograniczają wolności do robienia swojego innym ludziom. W tę stronę powinniśmy zmierzać. Więc teraz opisz mi w jaki sposób krzyż wiszący w przestrzeni publicznej narusza twoją wolność. Nie chodzi mi o katolików, którzy wskakują na Ciebie, bo żyjesz bez ślubu, tylko o ten symbol religijny znajdujący się na widoku.

  22. @peri
    No ale jeżeli mówimy o przestrzeni publicznej, to ona JEST ICH.

    No widzisz jak sprytnie to działa, powiesili, a Ty uwierzyłeś, że ich.

  23. @Robert Pyzel
    Ej, jaja se robisz czy nie rozumiesz? Przestrzeń publiczna jest nasza a więc Twoja, moja i ich. Wspólna. Zastanów się. I odpowiedz proszę na moje pytanie z poprzedniego posta, bo bardzom ciekaw.

  24. Nie jest to kwestia, czy symbol religijny na ścianie urzędu komuś przeszkadza – jego po prostu tam nie powinno być.
    Póki jeszcze jesteśmy państwem neutralnym wyznaniowo, miejsce symboli religijnych jest wyłącznie w miejscach kultu i w prywatnych pomieszczeniach.
    I głównym, budzącym niepokój problemem jest to, że komendant Schwalbe zamiast dostać pochwałę za działanie zgodnie z prawem, został upokorzony wszczętymi procedurami. I że takie procedury w ogóle zostały wszczęte, że w tej sprawie odezwały się instytucje religijne a ich funkcjonariusze usiłują nam wmówić, że doszło do prześladowań wyznawców.
    Komendant niczego ani nikogo nie znieważył. Śmiał tylko zachować się zgodnie z prawem.

  25. @peri:

    Jak już celnie powiedział Robert Pyzel, przestrzeń publiczna jest publiczna, a nie ich czy onych. Jest wspólna. Nie oznacza, że każdy może zawiesić w niej coś swojego, zwłaszcza, gdy zakłada, że to coś ma jakąś magiczną moc promieniowania na przebywających jej pobliżu (a taki jest background wieszania symboli wiary). Tak, jak na korytarzu w bloku nie trzymasz portretu pradziadka, mimo że dzięki wspólnocie w jakimś ułamku jesteś właścicielem tego korytarza, tak w urzędzie, w którym pracujesz, i to nie dożywotnio, nie wieszasz krzyża, ponieważ: nie ty sam z tego pomieszczenia korzystasz, komuś to może przeszkadzać, a teren państwowy jest – przynajmniej na razie – terenem neutralnym światopoglądowo. Zawłaszczenie terytorium wspólnego przez katolików jest działaniem agresywnym, bo teren raz okrzyżowany nie jest już neutralny, tylko katolicki. Ja nie jestem katoliczką, czyli teren urzędu i policji już nie jest dla mnie – czy teraz rozumiesz, że budzi mój protest zagarnianie instytucji świeckich przez totemy religijne?

  26. Po prostu jeśli religia ze sprawy prywatnej staje się publiczną, dzieją się rzeczy straszne. Dlatego: nie, krzyże nie. Nie w urzędach.

  27. @naima
    Ej, to ja napisałem, że przestrzeń publiczna jest wspólna a nie on. Domagam się sprostowania. To raz, a dwa, że właśnie publiczny charakter przestrzeni dokładnie to oznacza, że możemy wspólnie na nią wpływać i ją kształtować. Do tych działań należy też wieszanie krzyży. Jeżeli z publicznej przestrzeni korzystają katolicy to mają prawo sobie w niej umieścić swój symbol. To czy on promieniuje czy świeci na niebiesko (czy ktokolwiek wierzy, że promieniuje, mówiąc dokładniej) ma się w ogóle nijak do tego o czym tu rozmawiamy. Myślę, że główna różnica leży w tym, że Ty uważasz, że jak gdzieś wisi symbol religijny to on automatycznie służy zawłaszczeniu tej przestrzeni, a ja uważam, że nic takiego nie zachodzi, przynajmniej nie z automatu. Pewnie nie dojdziemy do porozumienia. Nie rozumiem skąd bierzesz przekonanie, że jak w urzędzie wisi krzyż, to on wyklucza z tej przestrzeni ateistycznych petentów. Skąd to wiesz? Jak wyklucza? W jaki sposób? Zabraniają Ci tam wchodzić? Pytają na wejściu o poglądy? Nic takiego się nie dzieje i dlatego moim zdaniem postawa, którą prezentujesz, jest przesadzona.
    A w korytarzu nie trzymam portretu pradziadka, ale np. paprotki, które podlewam. Jeżeli jesteś na bieżąco z polskim komiksem to powinnaś wiedzieć, że paprotka też promieniuje. Jeżeli nie, to taki inside joke. Ale nieważne, mam na korytarzu, wspólnym blokowym korytarzu, paprotkę. Podlewam ją. Czy powinienem ją zabrać? Czy może zostać, bo nie jest krzyżem? Czym się krzyż różni od paprotki? Dla mnie niczym, ale wiem, że są ludzie, którzy widzą różnicę i szanuję ich zdanie.

    @szprota
    „Po prostu jeśli religia ze sprawy prywatnej staje się publiczną, dzieją się rzeczy straszne”. No nie obraź się, ale to durne zdanie. Popatrz na różne ustroje mniej lub bardziej totalitarne, które na sztandarze miały wypisaną walkę z religią. Co czyniły? Czyniły z religii, sprawy publicznej, sprawę prywatną. I co się działo? Działy się rzeczy straszne. Religia se może być jaka chce, zasadniczo nie ma to znaczenia, czy dzieją się rzeczy straszne czy nie, bo mogą one występować zarówno w kraju całkowicie ześwieczczonym (tak to się pisze?) jak i teokracji.

  28. @peri:
    Nadal uporczywie nie rozumiesz, co się do ciebie pisze.
    Jeśli ktoś wiesza krzyż w sali obrad parlamentu, a potem się na ten krzyż powołuje w dyskusji nad prawem stanowionym, że pod tym znakiem nie będzie się takich rzeczy uchwalać to znaczy, że ten krzyż jakoś wpływa na przestrzeń.
    Przestrzeń wspólna jest owszem, dobrem wspólnoty, co między innymi oznacza, że nie należy jej ozdabiać i modyfikować z partyzanta. Nie wyjdę z piłą wycinać drzew osiedlowych, bo są wspólne, czyli moje, czyli mogę sobie je ściąć, ani też nie wyjdę z wiaderkiem sadzonek i nie zasadzę rzędu baobabów na placu zabaw. Paprotka na korytarzu jak sądzę nieco upiększa mury, ale jeśli ktoś poprosi, byś ją zabrał, to nie będziesz wołał o prześladowaniu paprotkofilów? Ani o krzywdzie i represjach dla wyznawców chlorofilu?

    A odnośnie twierdzeń, że nikomu nie przeszkadza krzyż w urzędzie. Otóż wychodzi na to, że traktuję ten kawałek metalu/drewna/tworzywa poważniej niż wierzący katolicy, ponieważ dla mnie jest to symbol religijny. A symbol religijny od zawsze w kulturze był zasadzany, by zaznaczyć sferę sacrum. Czyli sferę świętą, lub choćby – uświęconą, w której wykonuje się czynności szczególne, a od innych – powstrzymuje. Wchodząc do miejsca oznaczonego jako święte dla jakiegoś wyznania, staram się dostosować uprzejmie do zasad, żeby nie urazić wierzących – albo w ogóle tam nie wchodzę, by ich nie razić swoją postawą. Taka jestem grzeczna. Ale do cholery, jeżeli robią sanktuarium z miejsc, w których muszę bywać służbowo lub jako obywatelka, to czuję się podwójnie niezręcznie, bo mam poczucie, że takie miejsce jak urząd czy policja nie powinno mieć oznakowań sakralnych, bo jest jak najbardziej sferą profanum, sferą pracy i załatwiania różnych spraw, a krzyż jest tam albo dekoracją, albo totemem, albo kpiną. Żadne z tych nie pomaga mi w tym, co załatwiam urzędowo.

    Ponieważ nie zapowiada się, byś zrozumiał, mimo że kilka osób tłumaczy ci, dlaczego krzyże w miejscach urzędowych są złym pomysłem, dalszy spór zapowiada się jałowo. Pozwolę sobie natomiast dać ci radę: jeśli pięć osób mówi, że im krzyż przeszkadza, zastanów się, jak odbierają twoje uporczywe powtarzanie, że nikomu nie szkodzi i że przeszkadzają, histeryzują czy panikują.

  29. Jeśli w jakiejś firmie obowiązuje dress code niezezwalający na przychodzenie do pracy w bermudach, pracownicy go muszą przestrzegać, albo zmienić miejsce pracy. W świeckim państwie urzędnik tego państwa (nie mówię o prywatnych przedsiębiorstwach) nie przyjmuje petentów w hidżabie ani w jarmułce. Nie manifestuje swojej religijności w żaden sposób. Tak wygląda dress code świeckiego państwa.
    Jeśli w świeckim państwie obowiązuje przepis o niefaworyzowaniu żadnego wyznania, nie wolno w miejscach nieprzeznaczonych do uprawiania kultu zawieszać symboli jednej religii.
    Koniec, kropka.

  30. @naima
    No dobra, dobra. Nie wiem, czemu piszesz, że nie rozumiem i że w ogóle zakładasz, że tu trzeba coś zrozumieć i wszystko będzie dobrze. Rozumiem Twój pogląd na tę sprawę, ale się z nim nie zgadzam. Uważam, że w najlepszym razie stanowi bardzo dobrą podstawę do postaw nietolerancyjnych, a w najgorszym razie – sam jest taką postawą. Dlaczego Ty tego nie rozumiesz?
    „Nie wyjdę z piłą wycinać drzew osiedlowych, bo są wspólne, czyli moje”. Jeżeli rozumiesz wspólne jako moje, to się nie dziwię, że nie możemy się dogadać.
    „Żadne z tych nie pomaga mi w tym, co załatwiam urzędowo”. Nie wierzę też, że Ci przeszkadza. Skoro mówisz, że tak jest, to pewnie wiesz, co mówisz. Ale to po prostu jest silniejsze ode mnie. To chyba sedno. Tolerancja nie polega na tym, że każdy w swoim pokoju robi po swojemu, a jak wychodzimy na ulicę to musimy się maksymalnie ujednolicić, żeby kogoś nie obrazić. Życie w zróżnicowanym społeczeństwie będzie wymagać od nas pewnego uniewrażliwienia się na bodźce wysyłane przez bliźnich. Także od noszonych przez nich symboli religijnych.
    A argument z większości, to sorry, ale nic innego, jak odbicie argumentu, że krzyż tu musi wisieć, bo my katolicy i nas jest więcej. Jeżeli krzyż wam przeszkadza, to owszem panikujecie, owszem histeryzujecie i do tego jesteście nietolerancyjni. Pora to zrozumieć.
    Zastanawia mnie też wyrażony przez Ciebie pogląd, że spór musi prowadzić do tego, że jedna ze stron zgodzi się z drugą. To jakieś nienajlepsze założenie. Przecież rozumiem, co mówicie ale się nie zgadzam. Dlaczego to Ci przeszkadza?
    No i na koniec, weź się nie wkurzaj, jak ktoś myśli inaczej od Ciebie. Jak dla mnie to była/jest interesująca dyskusja, bo interesuję się co myślą inni. Pozdrawiam.

  31. @peri:
    Ustalmy jedną rzecz: spotkałeś się kiedyś z przemocą wymierzoną w ciebie bezpośrednio z tego powodu, że nie jesteś/nie byłeś katolikiem? Nie? A ja owszem. Więc od tej pory przyjmij, że nazywanie mojej reakcji histeryczną traktuję jako grubiaństwo i zaprzeczanie moim doświadczeniom. Z moich doświadczeń wynika to, co piszę, i jak widzisz, nie jestem jedyna.
    Co do noszenia na sobie symboli religijnych – ależ proszę bardzo, w opór. Każdy może nosić krzyż, totem, durszlak, turban czy co tam uważa: ciało jest przestrzenią osobistą i podlega dowolnej ekspresji, i jak najszerzej popieram wolność ozdabiania ciała zgodnie z przekonaniami i uznaniem człowieka. Ściana posterunku nie jest przestrzenią osobistą. Zgadzamy się co do różnicy?
    “Nie wyjdę z piłą wycinać drzew osiedlowych, bo są wspólne, czyli moje”. Jeżeli rozumiesz wspólne jako moje, to się nie dziwię, że nie możemy się dogadać.
    Oczywiście, bo ja wieszam różne rzeczy tylko na moich ścianach, nie na czyichś. Ktoś, kto wiesza bez pytania na ścianie w pracy jakieś rzeczy niesłużbowe, rości sobie prywatne prawa do tej ściany. Z ludźmi, którzy uważają że ściany posterunków, szkół, sądów i innych placówek państwowych są ich nie możemy się dogadać.

    A nazywanie nietolerancją i histerią żądania przestrzegania prawa to wyjątkowo gruba erystyczna sztuczka i tu nie przejdzie.
    Oraz: nie wkurza mnie to, że myślisz inaczej. Wkurza mnie, że nazywasz myślenie odmienne od twojego własnego histerią i panikowaniem, to zarazem nieuprzejme i nieuczciwe w dyskusji.

  32. Hmm.. Bardzo mi przykro, że byłaś ofiarą przemocy. To nic dobrego. Ale ustalmy jedno. Czy to była przemoc państwowa i zastosowano ją w stosunku do Ciebie z powodu Twych przekonań religijnych?
    Nie chcę być grubiański. Jeżeli tak to brzmi, to przepraszam. Nie silę się na żadne sztuczki, na prawdę moim zdaniem przesadzasz, czego przykładem było porównywanie z latami 20. Nie nazywam każdego myślenia innego niż moje panikowaniem. Ale Twoje i w tej dyskusji – akurat tak. Też próbowałaś tu zastosować pewną sztuczkę erystyczną, zwracam uwagę.

  33. Owszem, z powodu przekonań i zastosowali ją tacy właśnie ludzie, którzy czują się uprawnieni do wieszania krzyży w miejscach publicznych, żeby czuć się u siebie i powiedzieć innym, że u siebie nie są. To nie państwo bije i nie państwo wiesza totemy.

    Edycja:
    Zapraszam do tej notki, ta lektura wyjaśni ci dużo lepiej niż wypytywanie mnie o jednostkowe doświadczenia. Oraz – popatrz, jak z punktu widzenia mniejszości wygląda hegemonia jednego wyznania w instytucji nominalnie neutralnej światopoglądowo i zastanów się, czy w odniesieniu do ofiar tej hegemonii histeria to dobre słowo.

  34. @Ausir:
    Doskonałe. Żałuję, że nie mogę dać plus jeden.

    Tylko pod talerzem pełnym pszennych klusek
    Polski nie zagarnie Niemiec ani Rusek

    Jeszcze ze trzy dwuwiersze i można będzie ogłosić, że mamy hymn.

  35. Tylko pod tą michą z makaronem
    Uciekamy się wszyscy pod twoją obronę

    Tylko pod porcyjką pysznej carbonary
    nie zarządzą nami cesarze ni cary

    Tylko pod gorącą górką włoskiej pasty
    wioski rosną w siłę i pięknieją miasta

    Jeszcze chciałam się odnieść do tego:
    „@szprota
    “Po prostu jeśli religia ze sprawy prywatnej staje się publiczną, dzieją się rzeczy straszne”. No nie obraź się, ale to durne zdanie. Popatrz na różne ustroje mniej lub bardziej totalitarne, które na sztandarze miały wypisaną walkę z religią. Co czyniły? Czyniły z religii, sprawy publicznej, sprawę prywatną. I co się działo? Działy się rzeczy straszne. Religia se może być jaka chce, zasadniczo nie ma to znaczenia, czy dzieją się rzeczy straszne czy nie, bo mogą one występować zarówno w kraju całkowicie ześwieczczonym (tak to się pisze?) jak i teokracji”

    Po pierwsze: konstrukcja „nie obraź się, ale to bzdura” dyskwalifikuje cię w dyskusji.
    Po drugie: w historii znamy dużo więcej ustrojów, które w konstrukcję miały wpisaną nie walkę, lecz ścisłą i nierozerwalną współpracę z dominującym kościołem. Pod sztandarem religii ginęło i ginie (Tybet, anyone?) mnóstwo ludzi. Wojny na Bałkanach są religijne. Przykłady możemy mnożyć. Z drugiej strony, kraje, w których religia jest tam, gdzie jej miejsce: w kościołach, a struktura obywateli stanowi miks etniczny tak, że żadne z wyznań nie jest przesadnie dominujące, współpraca układa się dość gładko i handel ustawami za poparcie polityczne właściwie nie zachodzi.

    Prześledź sobie, dla przykładu, związek wprowadzenia konkordatu z ustawą antyaborcyjną.

    Kościół w Polsce ma o wiele za dużo do powiedzenia.

  36. @peri
    ” I powinni mieć prawo sobie coś na tej przestrzeni robić, jeżeli te czynności nie ograniczają wolności do robienia swojego innym ludziom. W tę stronę powinniśmy zmierzać.”

    Aha, oni krzyż, ja Cthulhu. Oni powieszą krzyż wyżej, wtedy ja większego Cthulhu, sąsiad walnie Gwiazdę Dawida, żeby nas przelicytować neonową. Pięknie to będzie wyglądać.
    Biura będą wyglądać jak taksówki w Mombaju http://www.travelblog.org/Photos/588571

    „Więc teraz opisz mi w jaki sposób krzyż wiszący w przestrzeni publicznej narusza twoją wolność. ”

    W jaki sposób flaga wbita w jakąś wyspę naruszała wolność tubylców tam mieszkających? Przecież mogli obok flagi postawić swój totem? Bo ta flaga to przyczółek, noga w drzwiach.
    Powieszą krzyż w świeckiej szkole publicznej, a potem nagle okazuje się, że nie można zrobić dyskoteki w piątek, potem masz modlitwę w szkolnej stołówce przed jedzeniem http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14217368,Modlitwy_przed_obiadem_na_szkolnej_stolowce__MEN_.html a potem na szkolnym korytarzu leci droga krzyżowa http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103454,13590792,Rekolekcje_w_podstawowce__Msza_w_kosciele__droga_krzyzowa.html

  37. O, a teraz robi się coraz lepiej. Biskupi wyrażają nadzieję, że „krzyż wróci na swoje miejsce” – czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że hierarchia katolicka uważa, że placówki państwowe są tak naprawdę katolickimi ekspozyturami?

  38. Dobra notka. Nie rozumiem jednak tej części z ONR i żydami. Tym razem to akurat nie rabin Schudrich oberwał. Święta wojna z komunizmem-ateizmem to nie antysemityzm, choć z drugiej strony faktycznie mamy stereotyp żyda-ateisty. Nie jest to jednak eksponowane.

    Nie mamy swojego Dawkinsa ani Russella, ateizm został historycznie przypisany do lewicy i nie ma znaczenia ile rąk biskupów eseldowcy ucałują , ile bruderszaftów wypiją, jak bardzo zbratają się z postępowymi xiędzami, czy chrześcijańską lewicą. Zamiast zdrapywać z siebie stygmat niewiary i anty-klerykalizmu, warto aby podnieśli sztandar słusznych idei zamiast powiewać białą flagą.

    Obsikiwanie terenu przez katolików czy ich kibolskie bazgroły to nie jakaś akcja polityczna, ale właśnie obsikiwanie i bazgroły. Moim zdaniem dopiero później pod katolickie grassroots podpinają się politycy i to nadaje rozpęd kołu zamachowemu dyskryminacji niewierzących i innowierców.

    Laicka trawa, gdzieś tam mignęła. Palikot skosił, zmonetyzował i przepuścił na finansowanie prywatnych ambicji. Miejmy nadzieję, że episkopat będzie ją wytrwale podlewał, bo inaczej nie będzie punktu zaczepienia.

  39. Było takie zdarzenie w latach 30. gdy nowy dyrektor jakiegoś instytutu państwowego zdjął krzyż z ściany swojego gabinetu. Nagonka w prasie trwała kilka miesięcy. Argumenty o „atakowaniu chrześcijaństwa” i „próbie zniszczenia tradycji” przeplatały się z posądzeniami o bolszewizm i żydostwo. Ostatecznie krzyż powieszono na powrót drogą głosowania pozostałych pracowników.

  40. Ciekawy wpis, a występowanie religijnych emocji wyraźnie przebija przez wszystkie komentarze (niezależnie od postaw: za, przeciw, obojętnych, trochę za, może przeciw itd.). Z tego powodu boję się porównywać Polski do innych krajów (może mi się nieźle oberwać), ale zaryzykuję. Czasami nagła, nietypowe paralela rzuca nowe światło na sprawę.

    Mieszkam w kraju (RPA), gdzie jest 11 oficjalnych języków, wiele ras, wiele wyznań. Nawet w małym miasteczku zobaczymy tyle religijnych obiektów, ile stacji benzynowych różnych firm. Takie otoczenie, naturalnie, nie sprzyja manifestowaniu wiary w miejscach urzędowych, czy demonstracji jakichkolwiek poglądów (rasowych, seksualnych, politycznych, stosunku do kotków i piesków, postrzegania pożyteczności wojny itd.) za pomocą fetyszów w obiektach zamkniętych uważanych za świeckie (szkoły, szpitale, budynki administracji państwa, policja itd.). Gdyby ktoś coś tam powiesił, to albo by go wyśmiano, albo wszyscy (bez względu na przekonania duchowe) poczuliby się zniesmaczeni. Osobnicy z predyspozycjami do szerzenia własnych ideologii bądź hobby, mają wolność to robić gdziekolwiek indziej – w lokum specjalnie do tego przeznaczonym lub na sobie (wisiorki, odzienie, koszulki z nadrukami, turbany, pióropusze, patyczki w nosach).

    Jesteśmy przyzwyczajeni do jednolitości rasowej, językowej i wyznaniowej, stąd gorąca dyskusja pod wpisem. Wielu rodakom krzyże nie przeszkadzają, ponieważ wiszą lub stoją wszędzie od lat. Magiczna zmiana środowiska na połudiowoafrykańskie spowodowałaby kompletnie inną reakcję, mianowice: „Po kiego diabła jakiś idiota powiesił krzyż w komisariacie?! Zwariował dokumentnie, czy co?! A wogóle dlaczego Naima Online napisała aż taką długachną rozprawę na ten temat? Też mają problemy!”.

    Zgadzam się z autorką artykułu, że wystawianie na pokaz rytualnych talizmanów w miejscach pracy jest niedopuszczalne. Likwidacja takich zachowań byłaby najlepszym rozwiązaniem dla rozjuszonych religijnie mas, tzn. nie byłoby nad czym debatować. Przedmioty liturgiczne w niestosownych lokalizacjach irytują, stwarzając wrażenie taniego, kultowego marketingu.

    Aha: kocham i wolę Polskę, bardzo tęsknię, wrócę na pewno. Nie oznacza to, że RPA jest we wszystkim gorsze :)

    Pozdrawiam z Kapsztadu!

  41. Pingback: Ateiści są boscy | szprotest

  42. He, he, ten „test” mnie rozbawił. Można go z łatwością odwrócić:

    4. Moja wolność jest zagrożona, ponieważ:

    A) Nie mam prawa żyć zgodnie z moim laicystycznym światopoglądem i obnosić się z faktem bycia ateistą i zwolennikiem laicyzmu.

    B) Nie wolno mi zmuszać innych, żeby żyli zgodnie z moim laicystycznym światopoglądem i nie obnosili się publicznie z faktem bycia katolikiem.

    Cały współczesny wrzaskliwy antyklerykalizm z jego postulatami eliminacji elementów religijnych z życia publicznego opiera się przecież na odpowiedzi B…

  43. Pingback: Katolicki Kościół Nienawiści vs. Polska | Pierwiastek Zła

  44. Można go z łatwością odwrócić:

    Podobno można też z łatwością założyć majtki przez głowę, życzę owocnych prób.

    Fałszywe symetrie, hmm, bywał już tu niedawno taki jeden, co był mistrzem w ich odnajdywaniu. „acrisv” mu było, czy jakoś podobnie.

    i zmuszać innych, żeby żyli zgodnie z moim laicystycznym światopoglądem

    Lekcje laicystycznego światopogladądu w szkołach, Laicystyczni kapelani w wojsku i straży pożarnej, to straszliwa tragedia.

    A brak krzyżyka na ścianie jest propagandą laicyzmu, błehehehe.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s