Pornopaniki część druga i ostatnia

Wydaje się, że referral blogaska jest już nie do odratowania, więc równie dobrze mogę kolejną notkę o pornografii (pozdrawiam ludzi, którzy trafili tu po wyszukiwaniu „siusiu w kościele” i „porność stosunku pracy”; nie wiem, czego szukaliście, mam nadzieję, że blog was nie rozczarował).

Wracając do argumentu, że porno jest złym źródłem informacji o seksualności człowieka, chciałam zalinkować pewną stronę. Bardzo, bardzo zachęcam do lektury – angielski jest prosty i są obrazki. To wyczerpujący zestaw wiadomości, które pozwalają niedoświadczonym widzom przejść pierwszy kontakt z porno ze świadomością, że nie przekłada się ono 1:1 na życie seksualne w prawdziwym świecie. Moim marzeniem jest, żeby ta strona została przetłumaczona na polski i dołączone do podręczników do edukacji seksualnej (zaraz po zaoraniu przedmiotu „wychowanie do życia w rodzinie”, którego nazwa ma już taki ładunek jedynie słusznego ideolo, że ojej).

 

Teraz zaś do trzeciej strony dyskusji o pornografii: przemysł porno.

Szara, choć różowa strefa sprzyja nadużyciom. Biznes produkcji erotycznych potrafi wykorzystywać swoich pracowników, narażać ich zdrowie (w ilu filmach widzieliście, by aktorzy używali prezerwatyw?), wymuszać na nich udział w scenach, na które aktorzy nie mają ochoty lub są dla nich problematyczne. (O argumentacji o degradującym wizerunku człowieka w filmach pornograficznych napisał dużo lepiej niż ja The Guardian, i cytaty wraz z linkiem pod koniec notki) Kariera w filmach porno jest krótka, krótsza nawet niż w zwykłym przemyśle rozrywkowym, i raczej nie zostawia człowieka z pakietem emerytalnym – co dotyczy wszystkich nieformalnych relacji zatrudnienia, nie tylko tej branży! – i jest pozbawiona jakichkolwiek zabezpieczeń socjalnych. To oczywiście dotyczy rynku polskich produkcji, na świecie istnieją związki zawodowe pracowników seksualnych, umowy o pracę/dzieło i regularne badania pracownicze, zwłaszcza w kierunku STD.

Nie jest obojętne, czy produkcje z których jako widzowie mamy korzystać powstały w sposób etyczny i zgodny, i optymalne wydaje się, by przemysł porno również dorobił się oznaczeń fair-trade (mówię zupełnie serio), by publiczność włączając sobie filmy zgodne ze swoimi upodobaniami nie brała jednocześnie udziału w wyzysku aktorów bądź przemocy (systemowej, gospodarczej lub dosłownej). To bardzo dalekosiężny i trudny do zrealizowania postulat, ale chciałam zaznaczyć moje stanowisko w tej sprawie, i uniknąć zarzutu, że gdy głosuję przeciw zakazom to nie obchodzi mnie los osób pracujących w tej branży.

Alternatywą dla produkcji przemysłowej jest amateur porn – filmy kręcone przez ludzi, którzy sami mają ochotę upubliczniać własną nagość i/lub aktywność seksualną. To porno pozbawione większości wad (lub zalet, w zależności od punktu widzenia odbiorcy) obciążających branżę profesjonalną: ciała są prawdziwe, ze skazami, oznakami wieku, nie korygowane operacyjnie, fabuła jest mniej bajkowa i reakcje nie wyreżyserowane, a całość jest dużo bardziej realistyczna. W dodatku porno amatorskie nieskażone jest grzechem wyzysku i sutenerstwa, a widz ma pewność, że patrzy na materiały umieszczone za zgodą aktorów i dla ich satysfakcji bycia oglądanymi. Porno amatorskie jest najbliżej znaku fair-trade z obecnie dostępnych.
Zalegalizowanie branży porno w pełni i poddanie jej ogólnym regułom dotyczącym stosunków pracy nie byłoby takie złe, ale znów – nie widzę polityka, kto odważyłby się mówić o pracownikach pornobiznesu z takim samym szacunkiem jak o górnikach.
Ale to wybiega stanowczo za daleko od projektu Camerona i Biernackiego.

O feministycznym podejściu, a raczej – feministycznych podejściach –  do pornografii nie czuję się na siłach pisać, bo to temat potwornie obszerny. Najbliżej mi do podejścia sex-positive, choć rozumiem wagę argumentów przeciwnej strony.

 

Zamiast pointy pozwolę sobie zalinkować doskonały, długi ale bardzo trafny artykuł o pornopanice (znów po angielsku). Na zachętę cytacik:

As a customer I can think of at least five major problems with the scheme: I’d like to be able to view porn without having to sign up to a register of porn users; I don’t really believe that it’s the state’s job to decide which sexual practices are moral or immoral; internet filters inevitably block other sites too; and I don’t want to pay the higher charges that would be needed to pay for any decent filtering. I’m not willing to sacrifice this for a system that would take the average teen about ten seconds to circumvent, especially when simple solutions for parents – FamilyShield for example – already exist.

 

Jeden akapit, a tyle trafnych pytań do pana Camerona.

Oraz, skoro mowa o pogromcach moralnych pornografii mówiących o poniżającym wizerunku kobiet w produkcjach erotycznych, do nich też są pytania:

Are all degrading depictions of women a problem, or just the ones where they’re naked? Are kids more damaged by women who appear as little more than sex objects in porn films, or by the obsession newspapers and magazines have with bullying celebrities over minute changes in their weight? Is sex the only problem, or should we be equally concerned about violence, or newspapers gratuitously publishing pictures of dead bodies?

 

Bardzo polecam cały artykuł, zwłaszcza osobom skłonnym rozwiązywać własne dylematy etyczno-erotyczne za pomocą aplikowania całemu społeczeństwu klapek na oczy filtrów na cały internet.

 

Advertisements

12 thoughts on “Pornopaniki część druga i ostatnia

  1. Jak zwykle dobry i ciekawy wpis. Swoją drogą to ciekawe jak można zamulić i zaciemnić dyskusję używając słów wytrychów typu: „ratujmy nasze niewinne dzieci przed tym okropnym i ZBOCZONYM PORNO!!!”

  2. Przecież jazda zawsze zaczyna się od tych, których nie zupełnie wypada bronić. Potem przyjdzie kolej na tych, których po prostu nie wypada bronić, potem tych, których trochę nie wypada bronić a potem już będzie z górki.
    To jest jak argument, że „porządnym obywatelom” nie przeszkadza inwigilacja, bo przecież nie mają nic do ukrycia. Próba przeciwstawienia się ustawia cię w pozycji kogoś, kto ma coś do ukrycia.

  3. Faktem jest, że każdy ma coś, co wolałby zachować tylko dla siebie i najbliższych znajomych/rodziny. Chyba większość chce w jakiś sposób kontrolować do kogo trafiają jakieś osobiste informacje o nich samych, a nie że domyślnie trafiają one zawsze do kogoś, gdzieś w jakiejś instytucji rządowej.

    W ogóle argument z porządnym obywatelem nie mającym nic do ukrycia jest „de best”. I wszędzie można go wcisnąć.

  4. Mam wrażenie, że głównymi problemami pracowników seksualnych jest 1) brak chroniących ich regulacji prawnych… właściwie brak jakichkolwiek regulacji prawnych i 2) to, że społeczeństwo zamiast szanować ich ciężką pracę i profesjonalizm, stygmatyzuje i poniża. Ciekawe w jaki sposób te poważne problemy planuje rozwiązać Cameron, który tak się nagle przejął przemysłem pornograficznym…

    I uwaga odnośnie „porno to złe źródło informacji o seksualności człowieka”. Filmy hollywoodzkie to też złe źródło informacji o tym jak wyglądają relacje międzyludzkie (nie wspomnę już o tym jak te relacje wyglądają w literaturze pięknej”, więc to chyba nie jest nic złego i nie jest to powód żeby wytykać porno palcem. Zresztą, czy naprawdę seks w porno jest tak bardzo nierealistyczny? W porównaniu do tego, co o seksualności można dowiedzieć się na lekcjach „przystosowania do życia w rodzinie”, to porno jest super-realistyczne ;)

  5. A mozna czytac ksiazke ktorej pisanie dziewczyna sfinansowala uprawiajac seks za pieniadze ( tu miejsce na znak zapytania, bo mam dziwna klawiature ).

  6. Hm, a czy mogłabyś dostarczyć jakąś definicję amatorskiego porno? Bo nie wiem, czy polemizować. Google w każdym razie nie sądzi, żeby był to „gatunek” nieskażony grzechem wyzysku i sutenerstwa. Co do pewności, że materiał został umieszczony za zgodą wszystkich uczestników, każe się zastanowić czy czasem nie jest właśnie odwrotnie niż piszesz.

  7. @Noname:

    Amatorskie: kręcone przez niezawodowców, niewydawane przez żadne wytwórnie, umieszczane w sieci nieodpłatnie przez samych autorów/.aktorów, na przykład na portalach służących wymianie erotycznych zdjęć i filmów.

    Nie znam zdania google’a na temat porno, podzielisz się swoją wiedzą?

  8. @Naima online
    Często te amatorskie filmy i zdjęcia nie są umieszczane w necie za obopólną zgodą wszystkich aktorów/uczestników. Najczęściej po prostu facet umieszcza zdjęcia/filmiki swojej ex.

  9. Występy w parach i grupowe też? Bo o takich mówię, i AFAIK podkładanie świń za pomocą umieszczania prywatnych zdjęć osób, którym się chce robić przykrość/krzywdę, to jest zjawisko szersze niż tylko porno sieciowe, oraz są na to osobne paragrafy.

  10. No więc masz bardzo wyidealizowane pojęcie o porno-tjubach (nie wiem jakie inne portale mogłaś mieć na myśli). Treści na tychże serwisach w kategorii „amateur” są często reklamowane (tytułowane) jako wykradzione, albo opublikowane w celu zniszczenia występujących w nich kobiet („podłożenie świni” to naprawdę delikatny eufemizm, a paragrafy są np. na Redwatcha). To jest normalka. Załóżmy, że to tylko taki marketing – czy to jest na pewno ta upodmiotowiająca nisza fair-trade o której piszesz?

    Ale założenie jest na wyrost: tam gdzie każdy może wrzucić wszystko i konsument nie zna źródła treści, tam nie ma żadnej pewności, że nie przedstawiają one przymusu, upokorzenia i że są udostępniane za zgodą „bohaterów”. Myślałem, że to dość oczywiste.

    Istnieją komercyjne przedsięwzięcia prowadzone przez same aktorki, które spełniałyby resztę Twojej definicji „fair trade”, dlatego prosiłem o doprecyzowanie.

  11. Lurke mode off. Czytam sobie tego blogaska od czasu do czasu, ale w tej kwestii trochę missujesz pointa. Pomysł Camerona, wbrew całej masie komentarzy o cenzurze, wcale nie jest rewolucyjny. Pornografia nie będzie zakazana. Będzie na żądanie. Obecnie konsumpcja treści pornograficznych jest pasywna i łatwa. Jeśli pomysł premiera wejdzie w życie dostęp do porno będzie wymagał aktywności. Tylko tyle. Zresztą Deborah Orr napisała to znacznie lepiej: „The most shrill complaint against Cameron’s wheeze is that it’s „censorship”. This seems to me like saying that not placing a copy of Anna Karenina in every home, pre-web, was censorship against Russian novels. No one is telling people that they aren’t allowed to access porn on the web. They’re saying that in order to do so, you have to tick the box pretending that you’ve read the terms and conditions. And why not? Even in the highly sexualised public spaces of contemporary Britain, there’s still broad agreement that footage of people humping shouldn’t be up on a screen at Piccadilly Circus. There’s absolutely no reason why the internet should be any different.” Całość tutaj: http://www.theguardian.com/commentisfree/2013/jul/26/why-such-outrage-porn-filters Lurke mode on.

  12. Zgodziłabym się, gdyby nie to, że Cameron oczekuje, że wystąpisz o dostęp do treści imiennie. Załączając zgodę współmałżonka/osoby, z którą współdzielisz dom i łącze. Co oznacza, że jakaś agencja rządowa nie tyle zbiera aktywnie tzw. wrażliwe dane, co wręcz oczekuje aż sama te wrażliwe dane przyniesiesz.
    Pragnę też zauważyć, że Cameron rozszerza projekt wyłączający pewne treści z ogólnego pasma o treści o zaburzeniach jedzenia, przestępstwach, przemocy etc. Tak wygląda internet w Chinach – część treści po prostu jest niewidzialna. Nie sądzę, że missuję point twierdząc, że internet na rządowe kartki jest pomysłem złym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s