Porno bardzo złe, czyli co czyha w sieci na Camerona

Droga czytelniczko, drogi czytelniku, czy wiesz, co jest straszne? Okropnie straszne, takie, że należy wszelkimi siłami chronić przed tym naszą młodzież?
 

– Niszczy niewinność i dzieciństwo naszych dzieci. Jako polityk i ojciec czuję, że nadszedł czas, by działać – mówił brytyjski premier.

(…) 
– Pomyślimy o przeniesieniu podobnych regulacji na grunt polski. Ochrona młodych ludzi powinna być naszym priorytetem – mówi Marek Biernacki.
 
 
Ochrona dzieci przed niszczącym wpływem współczesności to szalenie nośny temat i w ogóle, tylko degenrat zaprotestuje, żeby dzieci nie chronić. Wywołanie moralnej paniki – Omójbożedzieciwidząporno! Zaraz wszyscy umrzemy! – doskonale przygotowuje atmosferę pod zamierzone restrykcje i blokady.
No więc niech będzie, że jestem zdegenerowana i mam zamiar oprotestować te koncepcje.
 
Od razu zastrzegam, że nie będę argumentować tu z równi pochyłej, że dziś zabiorą nam gołe dupy w internecie, a jutro nie pozwolą oglądać nieodpowiednich materiałów przeciwko rządowi, bo zabranie porno to pierwszy krok do przymusowej indoktrynacji jedynie słuszną treścią. Argument z równi pochyłej jest głupi, bo zwalcza to, co jest teraz tym, co być może się zdarzy, jeżeli to co teraz oraz szesnaście zmiennych o których nie wiadomo, czy nastąpią; więc nie ma co w ogóle go wyciągać: ani teraz, ani w innych okolicznościach.
 
Ja mam zamiar protestować i uściślać w konkretnych punktach, bo jak przystało na heroldów poważnej moralnej paniki, Cameron i Biernacki są bardzo ogólnikowi.
Po pierwsze, o jakich dzieciach mówimy? Jakie dzieci są narażone na niszczący widok gołego biustu, pośladków i penetracji? Jak młode istoty straciły swą niewinność dziecięcą? Sześciolatki? Ośmiolatki?
Szanowni panowie, jeśli sześcioletnie-ośmioletnie dzieci mają nieograniczony i nienadzorowany dostęp do sieci w wieku lat sześciu, to znaczy, że tak naprawdę mają dużo poważniejszy problem niż to, że z pop-upu dostaną w twarz gołym człowiekiem. To bowiem znaczy, że ich rodzice/opiekunowie są kompletnie bez wyobraźni oraz mają w nosie, co ich dziecko robi. Świadomy rodzic limituje dostęp do internetu, nadzoruje ruchy dziecka w sieci i udostępnia tylko narzędzia i/lub strony, w których filtr odsieje treści wykraczające poza układanki, planszówki czy naukę literek albo filmiki o zwierzątkach. Po prostu.
Aaaa, mówicie o nastolatkach może? Bo ten Cameron plótł o niewinności i dzieciństwie, to mnie nieco zmyliło. No więc, szanowni puryści, nastolatki dojrzewają. Co więcej, dojrzewają coraz prędzej, to się nazywa akceleracja. Nastolatkom nie trzeba ostrożnie dawkować informacji o tym, że istnieją płcie, seks, pożądanie i fizjologia, ponieważ, o zgrozo, nastolatki mają płeć, seksualność i fizjologię (średni wiek menarche Polek to niecałe 13 lat, panowie politycy). Nastolatki aktywnie poszukują wiedzy o swoim ciele, o ciele płci przeciwnej, o tym co się z nimi dzieje i co można więcej zrobić, poza tym, co już sami i same odkryli na własną rękę (jeśli mogę się tak dosłownie wyrazić). Opowiadanie o tym, że dzieci i nastolatki są istotami z natury niewinnymi erotycznie, pozbawionymi ciał poniżej pępka i nieznającymi uczucia pożądania jest nonsensem i dowodem przerażającej u polityka ignorancji.
Zgoda, że pornografia, zwłaszcza w wersji hard/BDSM/fetysz, nie powinna być pierwszym źródłem informacji o realizacji potrzeb seksualnych przez nasz gatunek. Ekspozycja na takie materiały może z pewnością skonfundować niedoświadczonego (niedoświadczonego, nie aseksualnego!) i nieprzygotowanego widza. Na szczęście we współczesnej Europie dzieci zdobywają najpierw rzetelne, sprawdzone i wiarygodne informacje na temat fizjologii, budowy ciała i seksualności od kompetentnych wykładowców w ramach szkolnych lekcji wychowania seksualnego, i tak przygotowane są w stanie zrozumieć różnice między realnością a bajką jaką jest pornografia.
Tak, to było bardzo zabawne, a teraz możemy się naprawdę wkurzyć. Ponieważ pomysł na zakaz pornografii ma to samo źródło co wstręt i niechęć do wprowadzenia rzetelnej edukacji seksualnej, tj – pruderię, hipokryzję, dewocję i uległość wobec episkopatu wśród naszych polityków. Nie chodzi w tej wypowiedzi Biernackiego o troskę o dzieci (gdyby rzeczywiście tak drżał o ochronę przed deprawacją niewinnych duszyczek, w te pędy gnałby wyprzedzająco wspierać edukatorów seksualnych, wydawanie rzetelnych podręczników i organizowanie lekcji w szkołach zgodnie z zapisami ustawy zresztą), chodzi o pokazanie swojego zdania zgodnego z kursem biskupów, którzy uważają się za jedynie właściwych do prowadzenia szkoleń z seksualności – w ramach katechez.
Nie chciałabym, żeby czytelniczka i czytelnik odebrali to w ten sposób, że traktuję wymiennie edukację seksualną i porno w sieci. Nie. Mówię, że panika wokół obu bierze się ze wspólnego mianownika: wstydu, skrępowania i przeświadczenia, że seks jest rzeczą wstrętną i brudną.
(Ponownie zastrzegam – tak, w sieci mnóstwo jest obrazów dokumentujących brudną i odrażającą stronę seksu, materiałów poświęconych skrajnym parafiliom i przemocy. Chciałabym jednak, by nie stanowiły one jedynego reprezentanta gatunku w tej rozmowie i byśmy nie udawali, że dyskusja dotyczy alternatywy extreme gonzo lub zero pornografii w ogóle. Owszem, przychylam się do koncepcji ograniczania i utrudnienia dostępu do hardporn, w takim zakresie, by wyeliminować ryzyko natrafienia przypadkowo i wbrew woli widza na treści brutalne i dalece wykraczające poza tzw. mainstream, ale bez żadnego sekowania softpornu i erotyki. Co więcej, jak trafnie zwróciła uwagę Szprota, w sieci  można znaleźć różne straszności traumatyzujące mimo braku gołej wulwy – filmy z sekcji zwłok, sceny z egzekucji, przepisy na domową produkcję bomby czy narkotyków. To nie są powody, by wysadzać całość sieci, albo wycinać ją po kawałku. W kwestii zaś ochrony małoletnich – tak, strony z pornografią zawierającą treści powstałe z udziałem dzieci należy w rzeczy samej ścigać, ze szczególnym naciskiem na wyszukiwanie autorów tej produkcji ORAZ udzielania pomocy ich ofiarom.) Stąd mój sprzeciw, bo wysyłanie komunikatu do młodzieży, że seks jest rzeczą okropną, nikt nie chce o nim mówić, nie należy go oglądać, nie wolno uprawiać – taki komunikat jest głupi, potencjalnie szkodliwy i ośmieszający. Mój postulat jest taki, byśmy – my dorośli, my szkoły, my społeczeństwo, umieli przekonać młode osoby o budzącej się seksualności, że jest ona źródłem radości i satysfakcji, ale nierozumnie traktowana i bezrefleksyjnie wykorzystywana może stać się źródłem poważnych kłopotów. W tym mieści się nie tylko przestroga przed niechcianą ciążą czy chorobami, lecz również ostrzeżenie przed ekspozycją na treści brutalne i przekraczające wrażliwość odbiorcy. Ale w tym również mieści się informacja o tym, że nie wszyscy ludzie mają taką samą wrażliwość, i że granicą akceptacji zachowań jest krzywda drugiej osoby, a seks (w tym również ekspozycja na bodźce seksualne, np. wizualne) powinien odbywać się wyłącznie za świadomą zgodą drugiej osoby i w zakresie, który jest przez tę drugą osobę dopuszczany. W tym również mieści się trudny do przełknięcia komunikat, że dziwne i egzotyczne dla wielu osób parafilie bądź fetysze nie są złe same z siebie, a odmienna od naszej własnej wrażliwość seksualna nie jest zła/grzeszna/potępiona tylko z powodu swojej inności; że złe one się stają dopiero wtedy, gdy krzywdzą kogoś, gdy ich realizacja opiera się na przemocy, wykorzystaniu przewagi, krzywdzie i cierpieniu.
To jest bardzo trudny temat, dużo trudniejszy do przepracowania i do objaśnienia niż proste ‚zakażmy porno w internecie’. Zakaz, realny czy tylko postulowany na potrzeby zyskania biskupiej aprobaty, jest działaniem pozornym i zamiast. Polityk, który ośmieliłby się przyznać, że dzieci i nastolatki mają swoją seksualność, której nie należy negować i znikać w dyskursie, lecz którą należy uszanować i wspierać rozsądną, dostosowaną do wieku odbiorcy edukacją, zostałby natychmiast rozniesiony na kropidłach i krucyfiksach. Więc zapewne poprzestaniemy na deklaracjach o ohydzie pornografii oraz o niewinności dziecięcej.
 
Tu również prosi się o dodatkowe zastrzeżenie w związku z zamarkowanym przeze mnie istotnym wątkiem bajkowości pornografii. W przypadku kompletnego braku rzetelnej informacji na temat anatomii i fizjologii seksu adepci i adeptki akademii redtube dowiadują się zdumiewających rzeczy na przykład na temat rozmiarów piersi i penisów, które stoją w gigantycznej sprzeczności z ich osobistym doświadczeniem. Dowiadują się również, że penetracja może nastąpić w minutę po zakończeniu drinka a kobieca fizjologia pozwala na satysfakcjonujący seks bez żadnej gry wstępnej. Kolejne lekcje dostarczają wiedzy o akrobatycznych zdolnościach wszystkich seksualnie aktywnych osób oraz o domyślnej gotowości do współżycia u każdego mężczyzny i każdej kobiety. Jest to oczywiście nonsens i dorośli mają tego świadomość, zakładając umowność konwencji i jej bajkowy charakter. (Nie kwestionują tego, bo to trochę tak, jakby kwestionować Star Trek z powodu nierealistycznej prędkości osiąganej przez Enterprise) Ale jeśli przyjmiemy, że są ludzie, dla których internetowe i filmowe porno z braku innych źródeł – rozumnych i odpowiedzialnych rodziców, sensownego programu szkolnego, z braku nauczycieli przedmiotu i mądrych podręczników – staje się pierwszym i podstawowym źródłem informacji o ludzkiej erotyce, to wówczas możemy mówić o poważnym problemie społecznym. Tyle tylko, że jeśli przeraża nas horror edukowania seksualnie młodzieży kinem pornograficznym, zróbmy wreszcie rzetelną edukację w szkołach, by młodzież mogła oddawać się fantazjom przy oglądaniu, ale wiedziała też, że są to fantazje, a rzeczywistość odbiega od produkcji wygrzebanych w sieci. Wnioskowanie idące za zakazywaniem porno, by źle nas nie wychowywało ma ten sam sens, co zakazywanie Star Treka i Gwiezdnych Wojen, żeby dzieci nie uczyły się głupot o fizyce i poruszaniu się ciał w próżni. Bo panie, fizyki w szkole mieli mało i słabo, to przez te filmy myślą, że w próżni laser świszcze i świeci, skąd oni tych głupot nabrali.
 
Druga rzecz, o jaką chciałam zapytać, to jak technicznie sobie to wyobrażają nasi prawodawcy, i czy postulowany przez Camerona tryb: domyślne odcięcie od porno wszystkich, dostęp tylko za imienną pisemną prośbą nie narusza aby zasady, że państwo nie wtrąca się zainteresowania erotyczne obywateli oraz nie zbiera o nich informacji tzw. wrażliwych? Agregowanie przez dostawców internetu baz danych klientów, którzy pod nazwiskiem występują o dostęp do treści określanych przez polityków jako plugawe, niszczące niewinność i wymagających reglamentacji (nie, serio, panie Cameron, co pan oglądał? Jakie filmy pana tak przestraszyły?) wydaje mi się dość śmiałym ruchem przeciw wolnościom obywatelskim, prywatności i poufności upodobań. Znów, by nikt mi nie zarzucił nadmiaru naiwności – w świetle draki wokół PRISM, NSA i Snowdena tylko najgłupsi i najbardziej prostoduszni (oraz użytkownicy TOR) mogą ufać, że stosowne agencje rządowe nie dowiedzą się wszystkiego o ich poczynaniach w sieci, z dokładnością do milisekund i pojedynczych bajtów transferu. Nie chodzi o to, że rządy i agencje rządów nas śledzą, chodzi o to, że w projekcie Camerona to my mamy przynieść kwity na własne działania i pod nazwiskiem złożyć oświadczenie, że robimy rzeczy, które politycy uważają za wstydliwe i brzydkie. A to nie ma nic wspólnego z niewinnością i dziećmi.
 
Jest też trzecia strona tego medalu: przemysł pornograficzny i jego specyfika. I to będzie temat następnej notki. 
Reklamy

15 thoughts on “Porno bardzo złe, czyli co czyha w sieci na Camerona

  1. Na marginesie sprawy: w kontekście zachwytów nad Cameronem w rodzaju „ach jaki porządny konserwatysta, że wspiera małżeństwa gejowskie” umknęło ludziom, że wspiera, bo musi, bo tak się tamto społeczeństwo rozwinęło. Patologia konserwatyzmu to jednak zawsze patologia i widać jakie tego owoce.

  2. Najbardziej przerażąjace dla mnie jest to, że tam gdzie jest prohibicja tam pojawia się czarny rynek, a tam gdzie jest czarny rynek tam pojawia się najczęściej najgroszy rodzaj przestępczości. Czyli – dziś rząd UK może sobie monitorować strony z porongrafią bo sobie tak ładnie wiszą, jeśli dostęp będzie utrudniony, ludzie będą korzystać chyłkiem, zakrywać ip korzystać z jakich skomplikowanych urządzeń i dopiero będzie trudno kontrolować czy mamy na stronach zwykłą starą jak świat pornografię czy treści które już są niebezpieczne. Bo ludzie ponografię oglądać będą, bo lezy to zdecydowanie w naszje naturze.

  3. Na razie, o ile mi wiadomo, projekt brytyjski dotyczy głównie pornografii dziecięcej – i w tym chyba jesteśmy zgodni, że ta akurat nie jest moralnie obojętna. Nie z uwagi na odbiorcę, lecz produkcję.

  4. Trudny temat, że tak żenująco banalnie zacznę. Masz trochę racji, ale:

    Moim zdaniem problemem nie jest to, że młodzież traktuje porno jako „materiały edukacyjne”. Zagrożenie polega raczej na tym, że coraz częściej porno zastępuje ludziom prawdziwe życie erotyczne i staje się uzależnieniem. Był taki film „Wstyd” – nieco a propos.

    Prof. Zimbardo mówi, że porno jest niefajne – http://www.ted.com/talks/zimchallenge.html

    Pozdrawiam
    -Igor

  5. Still, problem z uzależnieniem od pornografii to kwestia dla terapeuty, nie jest zaś powodem, by blokować ją całkowicie.

  6. Pingback: Dorosłe dzieci | szprotest

  7. @Igor:
    OK, zgoda, że są ludzie podatni na przeniesienie się w świat baśniowych relacji seksualnych. Ale są też ludzie, którzy nie potrafią rozmawiać wprost, twarzą w twarz, są nieśmiali i wycofani, a w internetach mają setki przyjaciół i kumpli, przewodzą społecznościom i nawiązują istotne relacje. Czy to oznacza zagrożenie i należałoby racjonować internet, bo niektórzy przenoszą do niego swoje życie społeczne?
    Jak każda używka/modyfikator nastroju porno powinno podlegać racjonalnym ograniczeniom i być używane z rozumem. Jak alkohol, jak papierosy czy skoki spadochronowe albo nurkowanie: z limitem wiekowym, z przewodnikiem merytorycznym (co to robi, jak to robi, jak używać, żeby nie zaszkodzić sobie i komuś) i z wyczuciem. Jak nie widzę sensu w robieniu spisu oficjalnie i imiennie dopuszczonych do przywileju kupienia wódki, tak nie widzę sensu pisania podań do premiera/providera netu o zgodę na porno w strumieniu.

  8. Cóż, pornografia jest naprawdę niefajna (pomijając fakt że bywa fajna). Jednak ta niefajność nie wynika z samej pornografii tylko z tła kulturowego w którym ona powstaje. Porno jest produktem będącym odpowiedzią na zapotrzebowanie rynkowe, dlatego istotne jest pytanie skąd się ono bierze. Na Poloniach1 i tym podobnych mogą lecieć w nocy brutalne kawałki pod warunkiem że genitalia są wypikselowane. Przemoc i poniżanie jest OK byleby nie było widać jajek i łechtaczki. W kulturze w której seks jest brudem i grzechem będzie on przedstawiany jako coś brudnego i grzesznego i głęboko wdrukowane perwersyjne poczucie moralności domaga się napiętnowania i ukarania winnych (nieczystych plugawych kusicielek, które sprowadziły grzech na konsumentów). Dlatego brutalne hard-porno jest kwintesencją konserwatywno-patriarchalnej judeo-chrześjanskiej mentalności. Za grzechy oglądających wszetecznice muszą być ukamienowane.

  9. A ja mimo wszystko powiem swoje, że nie w pr)n jest tu problem, tylko w filtrowaniu. Problem techniczny (spadek wydajności neta), problem jakości softu, sensowności filtrów itepe. Natenpszykład, część blogów moich znajomych ma kategorię „tylko dla dorosłych”, bo raz tam gołą d. pokazali (albo grubego gołego papieża w ogniu) i się gugiel obraził. Czy cameronwall zablokuje ich i żeby poczytać o ich stosunku (bynajmniej nie seksualnym) do życia będę musiało błagać o dostęp do treści niecenzuralnych? To oczywiście przy założeniu, że TYLKO te świńskie rzeczy zablokują i nie popłyniemy w teorie spiskowe (w GB jeszcze warunkowo mogę dać wiarę, pod warunkiem że blacklisty byłyby publiczne, w Polsze, sorry, no bonus, znam już naszą „klasę” polityczną zbyt dobrze)

    @Szpro
    No właśnie nie dziecięcą, bo co za idiota by wtedy prosił o dostęp? Dziecięcą mają wyciąć bezwarunkowo co też troche gupie jest, bo po pierwsze primo ci co się nią wymieniają nie są tacy gupi żeby robić to otwartym tekstem, a TOR-a raczej nie zablokują, a po drugie primo akcja rodzi reakcję a prohibicja nakręca sprzedaż. Zwykłe pr)n definiowane pewnie tak samo jak w applowskim appstore (baba z silikonowym biustem w bikini) czy w polskim sejmie (kategoria przestępstwa „bierne namawianie do seksu” autorstwa osła A. Górskiego) będzie na zasadzie opt-in.

    @Dupa666
    Świnte słowa. Gdyby można było pokazać seks w normalnym filmie, to pr)n by istniał jedynie w wymiarze takim jak obecnie istnieją „Piły” czy filmy Tarantino w temacie przemocy. Gdyby ludzie założyli, że generalnie seks uprawiają ludzie między okresem dojrzewania a ciężką demencją starczą, niekoniecznie w konfiguracji jedna samica i jeden samiec, w podobnym wieku, z certyfikatem szamana plemiennego na rozród i celem rzeczonego rozrodu, to może przestaliby się tym tak niezdrowo podniecać, czego istotom ludzkim generalnie życzę bez powodzenia od jakiejś dekady.

  10. Problem w tym, że w przypadku porno nie ma nawet głupich ostrzeżeń w stylu „Może uzależniać”. Jasne, że rozwiązanie Camerona jest kiepskie. Chyba w ogóle trudno tu o jakieś sensowne wyjście. Generalnie czytam Houellebecqa i jestem skrajnym pesymistą. Obawiam się, że nic nie da się zrobić.

  11. @Jiima Arunsone:
    Filtrowanie to wielki problem… Nie bardzo wiem, jak to sobie wyobrażają. Chyba, że rząd Jej Królewskiej Wysokości zatrudni ludzi do oglądania całego pr)n w sieci… :)

    @wymiar jak „Piła”:
    A ja nie wiem. Tzn. owszem, sam stosuję czasem podobny argument na stwierdzenia, że pr)n to zuoo, że to tylko pewne przejaskrawienie i odreagowanie dużej części kultury, która fałszuje rzeczywistość w drugą stronę, gasząc każdorazowo światło, gdy ‚są momenty’.
    Ale… nie mam wrażenia, że przemoc sama w sobie jest atrakcyjna, w taki ‚biologiczny’ sposób (a wymieniany Tarantino podoba się, bo u niego przemoc staje się parodią samej siebie), jak jest to w przypadku materiałów ‚erotycznych’. Jest więc pewien czynnik, który wspiera pr)n samo w sobie.

  12. @igorimorswin
    Zagrożenie polega raczej na tym, że coraz częściej porno zastępuje ludziom prawdziwe życie erotyczne i staje się uzależnieniem. Był taki film “Wstyd”
    I dlatego zaczynają molestować kobiety? No to racja, zabrońmy tego porno.

    Prof. Zimbardo mówi, że porno jest niefajne
    Nie no, jak znany profesor ogłasza, że koniec mężczyzn, bo kobiety są lepiej wykształcone, nastoletni chłopcy nieśmiali, a to wszystko jest winą pornografii, to rzeczywiście pozamiatane.

    @dupa666
    100% racji

    @Jiima Arunsone
    Dodałbym jeszcze, że jawne blacklisty to doskonały drogowskaz dla zainteresowanych nielegalnymi treściami.
    Kradnę „certyfikat szamana plemienengo”.

    @Naima
    Świetna notka, lecz what Jiima said.

  13. @pak4

    Widzisz, ja nie mówię, że pr)n to „Piła” czy „Kill Bill”, tylko, że w zasadzie czemu nie miałoby okupować podobnej niszy. A byłoby to możliwe, gdyby ludzie się tak niezdrowo nie podniecali faktem, że inni ludzie się (mniej lub bardziej zdrowo) podniecają. Niestety póki co to smętne wzdychania za lepszym światem

  14. Wszystkim, którzy sądzą, że filtrowanie netu, blokowanie i śledzenie wszystkich w necie jest niewykonalne – pomyślcie raz jeszcze. To całkiem wykonalne, ba! to się nawet dzieje, a Anglia jest jednym z pionierów tej zabawy ze swoimi obywatelami.

    @porno – nie mam nic więcej do dodania, bo w 100% zgadzam się z Autorką.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s