Jak może wyglądać bieda?

Co wolno biednym? Czy dzieci korzystające z dofinansowanych przez szkołę lub gminę darmowych obiadów mogą pójść na pizzę? Czy student otrzymujący stypendium socjalne może chodzić w oryginalnych, niebazarowych Adidasach lub Nike’ach? Czy rodzina korzystająca z zasiłków i pomocy społecznej może mieć telewizor HD?

 

To nie są pytania o stan prawny ani praktykę stosowaną przy rozpatrywaniu wniosków w MOPSach i sekretariatach urzędów. To są pytania o można w znaczeniu: wypada czy też jest w porządku. To nie są pytania tak naprawdę o samych biednych czy ich możliwości wyboru, ale o to, co mamy w głowach my, czyli ci, którzy jeszcze(?) o sobie w kategorii biedni nie myślimy. To są pytania o to, jakie mamy oczekiwania i czego się spodziewamy po biednych.

Tu pojawia się pierwsza uwaga na marginesie, a raczej prośba, by czytelnik sobie w głowie poobracał przez moment tę koncepcję, że my bogaci (mam nadzieję, że nie potrzebuję wikłać wywodu w dodatkowe wyjaśnienia, że my bogaci nie oznacza tu jakiejś cezury majątkowej ani nie muszę wyjasniać, że wiem, że większość czytelników raczej dojeżdża do wypłaty na oparach; i że my bogaci to retoryczna, najzwięźlejsza opozycja do biednych, czyli klientów systemu pomocy społecznej, zasiłków etc) czegoś oczekujemy od biednych. Chociaż zasadniczo kierunek oczekiwań jest taki, że to biedni oczekują wsparcia, pomocy czy środków do życia od reszty społeczeństwa, to owo społeczeństwo w mniej czy bardziej uświadomiony i sformalizowany (np. zapisami kwot dochodów w ustawach o pomocy społecznej) sposób od owych biednych czegoś oczekuje. Tu rozstrząsaniu podlega ten niepisany zestaw oczekiwań, jakie społeczeństwo, czy też my bogaci ma wobec potencjalnych biorców świadczeń.

Tu kolejne zastrzeżenie: nie będzie linków ani kwitów. Nie mam żadnych twardych danych, bazuję na czystej anegdocie, na setkach rozmów słyszanych lub czytanych na forach internetowych, na tzw. powszechnych przekonaniach, na które chyba jeszcze polska socjologia nie zrobiła badań.

 

Ad rem wreszcie – oczekiwania wobec biednych są zasadniczo takie, że mają być biedni. To nie jest aż taka straszna tautologia – biedni mają nie tylko mieć wykazywalny na kwitach marny stan dochodów, oni mają wyglądać na biednych, żeby nie wywoływać dyskomfortu w otoczeniu, żeby nie powodować dysonansów poznawczych. Stąd te pytania w pierwszym akapicie, pytania o dopuszczalną (nieformalnie, rzecz jasna) granicę luksusu, na jaką mogą sobie pozwolić ludzie biedni. Obraz jaki społeczeństwo nosi w głowie jest, niestety, ukształtowany przez epokę balów charytatywnych i dobroczynności składającej się z parafialnych kiermaszów na rzecz ubogich; jest literackim, malowniczym archetypem godnego litości biedaka w podartych, acz schludnych ubraniach, w pokorze stającego na progu jasnego dworku jasnych państwa. Wystarczająca ilość pokory i dostatecznie malownicza nędza jego odzieży porusza zbiorowe serduszko jaśniepaństwa i sprawia, że jaśniepaństwo moralnie uzasadnia wydatki na cele społeczne i zapomogi. Ten mechanizm aprobaty stosownego kostiumu żebraka z epoki jasnych dworków, went i kwest na ubogich niestety przeniósł się (o, dzięki ci, literaturo, jaką nas nakarmiono w szkołach, za te archetypy) we współczesność, i obecnie społeczeństwo rzekomo bezklasowe czujnie lustruje ubrania, obuwie, akcesoria i wygląd osób ustawiających się do kas MOPSów, gmin, urzędów i dziekanatów. Społeczeństwo gromko oburza się, gdy po pomoc wyciąga się ręka z pomalowanymi pięknie paznokciami, albo proszą usta ozdobione czerwoną szminką. Od ubogich oczekujemy, by dostosowali się do roli petenta w sposób, w jaki o byciu petentem fantazjujemy, i skłonni jesteśmy oburzać się i karać (na przykład – odcięciem od środków pomocy społecznej) za wszelkie przejawy życia nie w nędzy. W ten oto szczególny sposób społeczeństwo uważa, że w zamian za świadczenia i zasiłki kupiło sobie na własność ludzi biednych, i ma prawo przejąć kontrolę (w wymiarze moralnym) nad ich wydatkami. W jakiejś pokracznej formie jest to zarówno odwzorowanie niewolniczego piętna jak i średniowiecznej kastowości, wyznaczanej m.in. zastrzeżeniem niektórych kolorów wyłącznie dla arystokracji. Koncepcja wizualnego indentyfikowania biedy, oznakowywania i piętnowania nie jest nowa i niestety, trzyma się świetnie. Biednemu dziś wolno kupić tani chleb i pasztetówkę, ale nie bilety do kina, nie pizzę i nie piwo. Biednemu nie wolno obnosić się (to pyszne słowo w tym kontekście) z jakimikolwiek oznakami dobrobytu, nie wolno mu poza to bycie biednym wyjść nawet w tej sferze symbolicznej, w której zawiera się kupienie sobie jakiejś nierozsądnie drogiej szminki czy butów.

Tu się bardzo brutalnie ujawnia też jeszcze jedna nieprzyjemna cecha połączonych sił formalnego systemu kwalifikacji biedy ze społecznym obrazem biedy-dającej-się-zaakceptować. Mianowicie, z tej biedy nie da się wyjść. Tzw. system oferuje głodowe zasiłki i wsparcie pod warunkiem absurdalnie zaniżonych dochodów – i grozi odcięciem tej pomocy za każdorazowe przekroczenie limitu, nawet, gdy przekroczenie wynika jedynie z otrzymania nawet jednorazowych świadczeń czy zapomóg z innego źródła. Opinia społeczna odmawia swojej akceptacji, gdy biedny przestaje być nędzarzem i zamiast pasujących do wierszyka o sierotce Marysi łachmanów zaczyna nosić dobrze wyglądającą odzież. Biedni złapani są w pułapkę – bo jeśli walczą o utrzymanie się na powierzchni i niepopadnięcie w łachmany, grzyb na ścianach i ostentacyjne niedobory w uzębieniu, to z punktu widzenia systemu jak i tego systemu mocodawców, czyli społeczeństwa – przestają na wsparcie zasługiwać.

A człowiek jest tak skonstruowany, że nie lubi myśleć i czuć się biedny. (Pomijam tu konstrukty będące pochodną „Kazania na Górze”, czyli nawoływanie do ubóstwa w zamian za szeroki wachlarz nagród w alternatywnej rzeczwistości, bo w dyskusji o pomocy społecznej są one po prostu nieuczciwe.) Obserwacje wszystkich kultur pokazują, że Maslow nie do końca ma rację – po zaspokojeniu potrzeb czysto biologicznych, przetrwaniowych, ludzie będą skłonni wydać pozostałe środki na będące w ich zasięgu (lub minimalnie powyżej tego zasięgu) znamiona luksusu. Stąd biedni wydają pieniądze na telewizory, smartfony czy odtwarzacze, bo są to rzeczy, na które łatwo uzyskają kredyt i które pozwalają jednocześnie utwierdzić się w poczuciu, że nie jest aż tak źle. Tu swoisty paradoks – dużo łatwiej uzyskać od ręki kredyt na dobra luksusowe w rodzaju płaskiego telewizora czy playstation niż na kurs księgowości czy obsługi maszyn. Łatwiej jest o kredyt konsumpcyjny niż pożyczkę na inwestycję zmierzającą do rzeczywistej poprawy statusu materialnego. łatwiej, nie tylko w sensie fizycznej dostępności, uzyskać drobne sumy na drobne przyjemności, niż potężne kwoty, jakich wymagałaby radykalna zmiana swojej pozycji, np – wypłacenie się z długów, zakup narzędzi pracy czy zrobienie profesjonalnych kursów zawodowych (przy okazji sporów o jakość kształcenia w Polsce i odsetku bezrobotnych wśród absolwentów potrzeba wykosztowywania się na czesne staje się podwójnie kwestionowalna). Kiedy mówię zaś o narzędziach nie fantazjuję o zakupie młotka czy szewskiego kopyta, ale o cenach legalnego oprogramowania – absolwent dofinansowanego przez gminę czy urząd pracy kursu grafiki komputerowej z pewnością nie kupi sobie legalnej kopii Quarka czy Photoshopa, żeby zaryzykować prowadzenie działalności gospodarczej lub szukać zleceń i umów na wykonanie ulotek. Poza paradoksem zaś jest, że bieda współistnieje z bezrobociem, a bezrobocie utrwalone, zakonserwowane pomocą społeczną otrzymywaną tylko za udokumentowaną nędzę tak naprawdę dysponuje tylko jednym dobrem: wolnym czasem. I ten czas bieda usiłuje sobie zająć czymś, a najtańszym sposobem zajęcia się jest bierne oglądanie czy to telewizji, czy zdjęć kotków w internecie. Od wczesnych lat dziewięćdziesiątych, gdy znamieniem biedy były niepopłacone rachunki wszędzie poza wypożyczalnią kaset wideo, do dzisiaj, gdy rzetelne płatności dotyczą przede wszystkim faktur za prąd i internet, postęp dokonał się wyłącznie w kategorii technicznej.

Wracając do obrazu biednych i granic naszej, tj. społeczeństwa akceptacji dla fanaberii biedoty. Ten okropny obrazek pokornego łachmaniarza, jaki utrwalił się w opinii publicznej, ta koncepcja, że „prawdziwa bieda to jest wtedy, gdy nie ma co jeść” uderza nie tylko w samych klientów opieki społecznej, uderza ze straszną siłą w prekariat, który norm przepisanych dla usankcjonowanej biedy nie spełnia, a żyć próbuje wiążąc końce na okrętkę. Prekariat zostaje zniknięty z dyskursu, jako niewystarczająco biedny, by zasługiwał na pomoc, a zarazem zbyt dobrze sobie radzący, by zasługiwał na współczucie. Osunięcie się w nędzę zostaje potraktowane (poza jakimiś bajkowo medialnymi bankructwami możnych i pięknych) z niejaką satysfakcją, bo osąd opinii publicznej głosi, że upadek w biedę jest efektem nieporadności nędzarza i/lub jego rozrzutności. Mit oszczędnego biedaka, który z determinacją i pracowitością sam, własnymi rękami zdobywa szczyty i odnosi sukcesy nie aplikuje się do rzeczywistości, w której obecnie funkcjonujemy, rzeczywistości, w której żądamy od biednych, by dla naszego poznawczego i estetycznego komfortu byli wizerunkowo spójni i przychodząc po obiady/bony/wyprawki szkolne nie nosili markowych butów ani smartfona. Co szczególnie osobliwe, sami jesteśmy skłonni natychmiast sobie wybaczyć lub zracjonalizować wzięcie na raty niepotrzebnego w istocie elektronicznego gadżetu, którego nie moglibyśmy kupić od ręki, i który w zasadzie służy nam wyłącznie do przyjemności. Ale przyjemność jest przywilejem Większości Społeczeństwa, a nie – biednych. Oni czerpać mają z limitowanej puli drobnych przyjemnostek, widocznie rozłącznych z naszymi oznakami statusu.

 

To niepisane oczekiwanie, to oburzenie, gdy ktoś zidentyfikowany jako biedny wyłamuje się z archetypicznego wizerunku, jaki chcielibyśmy hołubić dość brzydko świadczy o zarówno naszym przywiązaniu do kastowości przejawiającej się we wszystkich sferach życia – jak i o leżącej głęboko u podstaw tego żądania koncepcji, że biedni są ludźmi gatunkowo innymi niż my, pozostający nad kreską, i że ich potrzeby i chęci nie zasługują na realizację bez uprzedniego nihil obstat wyrażonego przez Większość Społeczeństwa. (Nie zamierzam tu popadać w psychoanalizę i zgadywać, czy takie stygmatyzowanie ma dystansować biedę i spychać ją poza realność osobistych i własnych doznań stygmatyzującego, czy jest zwykłą bucerią bez głębszych korzeni.) Protekcjonalizm łączy się lepko z systemem kwalifikowania do uzyskania świadczeń pomocowych i generuje chętkę wielkopańskiego pokaż, że zasługujesz, bym dał ci zasiłek. Wychowani na nowelkach o dziewiętnastowiecznej nędzy skłonni jesteśmy wciąż traktować świadczenia pomocowe jak jałmużnę, wypłacaną z naszej łaski nieudacznikom. Stąd tylko krok do neoliberalnego nawoływania do zamknięcia kasy i pozostawienia pomocy społecznej chętnym, bo – nie każdy ma chęć dawać pieniądz żebrakom (choć to takie przyjemne, poczuć się dobroczyńcą za swoje).

Obawiam się, że w Polsce postbalcerowiczowskiej, przeoranej Lewiatanem i Mordasewiczem trudno będzie przepchnąć wspólnotowy sposób rozumienia pomocy społecznej i odczepić się od wizerunku pokornego nędzarza. Odejście od protekcjonalizmu jałmużny na rzecz podmiotowości wychodzącej z empatii wobec ludzi takich samych jak my jest tym trudniejsze, im mocniej zakorzeniły się w nas wyobrażenia i fantazje na temat bycia dobrą panią.

Nie będzie morału ani daleko idących wniosków. Pozostaje wciąż otwarte pytanie z pierwszego akapitu.

Advertisements

61 thoughts on “Jak może wyglądać bieda?

  1. Fajna notka. To tabu jest zbyt rzadko atakowane. Jedna tylko uwaga: czy rzeczywiście te pożyczki gotówkowe muszą mieć określony cel? Tzn. rozumiem, że przekaz reklamowy jest pchany pod plazmy, wakacje i inne takie, ale formalnie chyba można na cokolwiek?

  2. @Wojciech Kuśmierek:
    Chwilówki, czyli lichwę można na co chcesz. Mówię o sprzedaży ratalnej, w której większość sklepów agd i elektro żeni klientów z jakąś pożyczkownią typu Żagiel czy SKOK.

  3. ok, ale to byłaby np. decyzja takiego twórcy kursu księgowego, czy podłączy pod to pożyczkę? heh, może by nawet zrobić obligo, że niektóre* kursy muszą mieć możliwość finansowania z kredytu (o ile jego oprocentowanie nie przekracza ileśtam).
    * – i to jest pytanie, czy zachowałem się teraz jak „my” z Twojej notki.

  4. Cóż, „kwiaty, oklaski i wódeczka”…

    Progi dochodów, tak. Nie stać cię na dach nad głową albo wyżywienie i oczekujesz pomocy? Jesteś po prostu roszczeniowy. Przecież możesz wynająć pokój na spółkę z obcą osobą, mieszkanie – cóż za fanaberia!

    Ja do tego dodam poziom płacy minimalnej, on też wyraża żądanie skierowane do najbiedniejszych.
    Jeśli przedsiębiorca uzna, że nie stać go na zakup lub utrzymanie środków produkcji i nie pokryje nawet kosztu wytworzenia zakupionego (przywłaszczonego) towaru, lub wykonania usługi, będzie to wyłudzenie. Jeśli natomiast uzna, że nie stać go na zapewnienie pracownikom biologicznej regeneracji, to ich psim obowiązkiem jest samodzielne zdobycie środków umożliwiających dalszą pracę.

    Co do charytatywności, to wrzucę kilka cytatów z mojej „ulubionej” inicjatywy, Szlachetnej Paczki:
    „Nie włączamy do projektu rodzin, które są roszczeniowe i utrzymują się ze swojej biedy.”
    „Rodziny te twierdzą że nasza pomoc im się należy. (…)
    Jeżeli rodzina, zamiast proponowanego przez nas typu dżemu, żąda produkt konkretnej marki i to z górnej półki, to znaczy, że nie potrzebuje wsparcia, tylko drogich rzeczy. (…)
    Zdarzali się darczyńcy, którzy przekazali szczególne upominki. Były to np. bilety do kina i teatru, tomiki poezji, typowe kobiece szale.”

    Ostatnie fragment ilustruje podstawowy warunek akceptacji: zgodę na uprzedmiotowienie. Biedni mają prawo dostać coś poza rzeczami niezbędnymi do biologicznego przetrwanie, ale wyłącznie kiedy o to nie proszą. Jeśli mimo biedy masz czelność chcieć mieć wpływ na swój los – nie zasługujesz na nic.

    Bardzo ważny i straszny temat. Teraz już mam dosyć, ale później dostarczę bibliografię, która mi się ułożyła podczas lektury, za co z góry przepraszam.

  5. Będę bardzo wdzięczna za bibliografię, czekam.
    Pozwolę sobie potem dopisać uwagę do tej ślicznej listy życzeń i zastrzeżeń ze szlachetnej paczki, tu zaznaczam, żeby mi nie umknęło.

  6. Dobrze, że poruszyłaś ten temat. Oby tylko Twoje spojrzenie udzieliło się większej liczbie urzędników od wspierania i zwykłych ludzi od stawiania ocen.
    Z moich obserwacji wynika, że otoczenie nie wierzy w ubóstwo, gdy tylko biedna osoba jest UMYTA, uczesana i ubrana w czyste ciuchy.

  7. Ad. pożyczka/kredyt na samorozwój: Ja tam wziąłem konsumencki kredyt na szkolenie i nikt mnie nie pytał na co to wydam. Wydałem na szkolenie, egzamin zdałem/zdam a kredyt spłacał będę tyle ile trzeba. Więc tego tematu nie zrozumiałem za bardzo akurat. Szczególnie, że jest chyba tak jak piszesz, że dostęp di tej formy finansowania jest dość powszechny i łatwy.

    Co do samego problemu – zgadzam się w całej rozciągłości. Ludzie boją się biedy. Boją się, że może być zaraźliwa, że jak ktoś ich „złapie” na pomaganiu to usłyszą, że dali się oszukać, bo ten żebrak dziennie uzbiera niezłą pensję itp. I to też wydaje się być powód zmniejszonej wrażliwości a zwiększonych oczekiwań po biednych.

  8. @waltharius:
    Nie neguję, że da sie wziąć pożyczkę i wydać na kursy. Obserwuję, że gadżety są sprzedawane aby sprzedać, w preferowanej opcji ratalnej (bo wtedy da się ożenić droższe graty).
    Co do zaś pożyczek na mniej złodziejski procent, czyli normalnych, bankowych, to dostęp jest limitowany wypłacalnością, łatwiej je dostać na PS3, bo w razie zawalenia rat bank zabierze zabawki, a jak ci zajmie za raty kurs spawania czy księgowości?

  9. W nowym Sennecie (Szacunek w świecie nierówności) jest właśnie o dystrybucji szacunku w kontekście porażek polityki społecznej. Percepcję i autopercepcję biedy bada łódzka socjologia – Wojtek i Magda Wożniak. Czasami wpadają do łódzkiej KP sflekować np. serial „Głęboka woda”.

  10. Tutaj masz rację. Nie kupowałem nigdy nic na raty w sklepie. Oczywiście jak potrzebowałem to brałem kredyt, ale do sklepu szedłem już z całą kwotą nie bawiąc się w jakieś żagle czy inne skoki, tak więc faktycznie nie pomyślałem, że tak jak ja wziąłem szkolenie na kredyt to jednak trochę co innego.
    Pokazuje to tylko jak wiele jest jeszcze stereotypów do przełamania i ile klapek na oczach do zdjęcia :)

  11. Bardzo dobry i ciekawy tekst, to jeden z tych tematów, który mnie interesuje i który też niesłychanie drazni.
    Ta dziwna postawa b”bogatych” czy tzw. klasy średniej, wg których biedni mają byc biedni i nie mają do niczego prawa, co poza ich biedę wykracza. (jednocześnie zaś ta sama klasa średnia opowiada liberalne pierdoły, że biedni nie mają aspiracji, że nie chcą się wyrwać, że nie chcą się rozwijać).

    Ogrom pogardy wobec biednych i to przekonanie, że np. biedny nie może mieć ładnego płaszcza czy nawet nie jest biedny, bo sięga po napój gazowany, nie jedzenie, można było obaczyć tu:

    http://natemat.pl/43949,film-z-wigilii-w-radomiu-robi-furore-i-dzieli-internautow-chytra-baba-czy-nasmiewanie-sie-z-biedy-waszym-zdaniem

    Polecam poszukać i poklikać, widać pieknie mentalność smutną bkś-ów i lemingów (na tym samym portalu zresztą nieraz podobne kwiatki sie ukazywały np. obrazki z Podkarpackiego sugerujące, że tam nie dość, że tylko biedaki, to i wieśniaki żyją)

    Nie zapomnę też jednego oburzonego tekstu Ziemkiewicza lub Warzechy, w którym miał pretensje gostek do biednych ludzi, że w SYlwestra wyszli strzelać fajerwerkami, zamiast oszczędzać kase, bo przecież tych biedaków nie stać, nie to co jego panisko.
    Obrzydliwe to było.

    Wrócę do tego tekstu, bo piekny i dobry jest, niestety inaczej niż nasza rzeczywistość.

  12. P.S.
    Zacytuję dwa komentarze (Było tego więcej i pod innymi tekstami i bardziej prymitywne, ale te dwa też ładnie pokazują, jak odmawiamy biednym prawa do posiadania czegos, co wg nas się im nie należy)

    „ani to bieda, ani chytrość tylko zwykłe cebulactwo kurwa ! przecież tam są ładne płaszcze!”

    „. Wg mojej opinii Ci ludzie nie wyglądali na szczególnie biednych ;). Przykładowo ta babka z aparatem. Jeśli ktoś jest biedny, to raczej nie wydaje pieniędzy na cyfrówkę, lecz na najważniejsze potrzeby.(…)Myślę, że ta żenująca sytuacja zasługuje na obsmianie, bo są ubodzy ludzie, którzy potrafią zachować jakąś kulturę. tu pojawia się typowo polskie zachowanie: jestem biedniejszy, to biorę „bo mi się należy’. Jeśli jest sie człowiekiem ubogim, trzeba wziąć się w garść, starać się wyjść z nędzy przykładowo robiąć dodatkowe darmowe kursy, wyjeżdżając za granicę, czy też w inny sposób, a ciągle narzekać i użalać się nad sobą. jest to możliwe, ale zależne od nas samych”

    P>S. Swoiste kuriozum:

    „wydaje mi się, że jej po prostu chodziło o to, że kolorowy napój jest prawdopodobnie ludziom potrzebny do przeżycia w takim stopniu jak wódeczka. czyli każdy absolutnie sobie da bez niego rade. i, co pewnie wiesz, podzielam jej pogląd w tej sprawie. uważam, że gdyby CI ludzie naprawdę byli pod ścianą i w potrzebie, to prędzej „zabraliby” się za ten chleb,a nie za jakieś kolorowe napoje..”

    Biedak nawet się nie może więc oranżady za 2 czy 3 zeta napić kolorowej, bo to nie artykuł pierwszej pomocy…

  13. Dobry artykuł. Powiem nawet, że NIESTETY dobry. Bieda ma wiele różnych odcieni, i czasem, ba, nawet często, biedny jest w stanie odjąć sobie jeszcze od ust (innymi słowy ZREZYGNOWAĆ z części tak zwanych potrzeb podstawowych), żeby zapewnić sobie coś, co może być „synonimem” luksusu. Bo wbrew wszystkiemu ma aspiracje, chce żyć i co gorsza – rozwijać się. Również chce mieć jeszcze (a to roszczeniowe bestie, prawda?) jakieś rozrywki w życiu, a nie tylko skupiać się i zapętlać na własnej tragicznej sytuacji. Sądzę, że coś o tym wiem, bo już jakiś czas temu spadliśmy z niższej klasy średniej do zwykłej biednej, choć bez prawa do zasiłków (dziękuję mojemu kochanemu państwu za trwanie zębami i pazurami przy obowiązku meldunkowym! Czemu nie mam jechać na drugi koniec państwa po zasiłek i wyrobienie sobie dowodu? No przecież musi być mnie na to stać, prawda?). Jestem biedna, a mam komputer? Masakra. I jeszcze internet. Bosh, zresztą o czym mowa, źle się patrzy nawet na telefon u osoby biednej, jakże szasta pieniędzmi, skoro posiada komórkę (i w tym miejscu proszę wyobrazić sobie szukanie pracy bez telefonu i maila)! Nawet, jeżeli to najprostszy możliwy telefon, a nie smartfon. Co do wyglądu, tu już się nie wypowiem. Nie stać mnie na żadne kosmetyki, poza mydłem i proszkiem do prania. Co, swoją drogą, też mocno uderza w wizerunek przyszłego pracownika, który ma być nie tylko czysty, ale i elegancki, z porządnym makijażem w wypadku kobiety, i w każdym wypadku z porządnym ubraniem i butami. Ostatnio na buty było mnie stać dwa lata temu, więc obawiam się, że nie są w idealnym stanie, nie wspominając o kilkuletnich ubraniach, kupowanych przecież „z drugiej ręki” (a czasem z dziesiątej, bo klasy niższej średniej nie stać jeszcze na nową odzież). Pocerowanych i wytartych, i proszę, na wstępie spada punktacja osoby szukającej pracę, bo jakże ona wygląda! A masz jeszcze pracę? Też źle, bo obecny pracodawca myśli sobie o tobie źle. Jakże ty wyglądasz! Nie traktujesz pracy poważnie, no widać przecież! Chore to wszystko :/.

  14. W rzyci byłam, g*wno widziałam. Ale się wypowiem.

    Pierwsze primo: Autorko, piękny tekst. I sporo racji. Obraz biedy jaki przedstawiłaś niewiele odbiega od rzeczywistości.

    Drugi primo: Osoba naprawdę biedna (sic!) NIGDY (wyj. bardzooo skrajne przypadki) nie wyciągnie dłoni po pomoc. Dlaczego? Bo ona ma honor.
    Wiadomo, że lepiej sprzeda się obraz menela-naciągacza w podartych łachmanach niż schludnego dziadka, który zbiera puszki na złom. Zabawne jest to, że państwo i tak woli finansować tych pierwszych. Najlepsze są wg mnie te ‚kursy zawodowe’. Wyślą takiego pijaczka na kurs spawacza. Gość się niczego nie nauczy, nadal będzie bezrobotny i nadal będzie pasożytem. Równie absurdalne są minimalne dochody, poniżej których ktoś może się starać o „dotacje”. Ponieważ samotny człowieczek bez ambicji, oh, pardon, dla którego szczytem ambicji jest nachlanie się do oporu, a który jakimś cudem zarabia te kilkaset zł. jest ważniejszy niż samotna matka z trójką dzieci, która na utrzymanie ma zaledwie 1200 zł.
    (Ah, tu też działa często powielany stereotyp; osoba „biedna” – przepija wszystkie pieniądze. Jak w Małym Księciu. Błędne koło.)

    Trzecie primo: W ogóle, to już przestałam ufać większości fundacji. W zeszłą zimę byłam jako wolontariusz na zbiórce żywności. Stałam 4h. I to w cale nie dlatego, że chciałam pomóc, niee… Byłam egoistyczną świnką, która chciała tylko punkty za wolontariat. Ale to nie znaczy, że jestem zła i nieludzka. Lubię pomagać – jeśli widzę efekt mojej pomocy. Co z tego, że stanę z puszką/kartonem na żywność. Myślicie, że ta kasa/żywność naprawdę trafia do biednych?
    Na tej zbiórce to się wiele nasłuchałam – 3/4 klientów żyje za mnie niż 800zł miesięcznie; jak my tak, młode dziewczyny, możemy – ŻEBRAĆ!?; tylko brać potrafimy; czy ktoś kiedyś pomógł temu/j panu/i? No oczywiście, że nie!

    Absurd na absurdzie!
    Jak pisałam na początku – w rzyci byłam… Mogę nie mieć racji, jak coś, to mnie poprawcie. Dobranoc.

  15. koncepcja, że “prawdziwa bieda to jest wtedy, gdy nie ma co jeść”
    – Prawdziwa bieda, prawdziwy Szkot. Poza tym warto czasem przypominać ludziom, że minimum socjalne nie zostało nazwanym minimum socjalnym (nie biologicznym) przez pomyłkę.

    Co do zaś pożyczek na mniej złodziejski procent, czyli normalnych, bankowych, to dostęp jest limitowany wypłacalnością, łatwiej je dostać na PS3, bo w razie zawalenia rat bank zabierze zabawki, a jak ci zajmie za raty kurs spawania czy księgowości?
    – Te na PS3 też są złodziejskie.

    @Lars:
    Drugi primo: Osoba naprawdę biedna (sic!) NIGDY (wyj. bardzooo skrajne przypadki) nie wyciągnie dłoni po pomoc. Dlaczego? Bo ona ma honor.
    – Znowu romantyczny obrazek. W dodatku przemyca coś paskudnego między wierszami: jeśli prosisz o pomoc, to nie masz honoru. Ergo: najpewniej nie zasługujesz na pomoc (bardzo wygodne, nie?).
    Poza tym chyba tekst mniej był o zbiórkach przez NGOsy, bardziej o pomocy systemowej.

    Wiadomo, że lepiej sprzeda się obraz menela-naciągacza w podartych łachmanach niż schludnego dziadka, który zbiera puszki na złom.
    – Nie.

    Kursy spawacza są znacznie bardziej skuteczne, niż te np. dla kosmetyczek. A plusem obecności obiboków na kursie jest to, że jeśli przychodzisz się czegoś nauczyć, to prowadzący będzie miał więcej czasu dla ciebie (a i materiały tamtych zużyjesz). Zresztą, teraz jakoś siłą na kursy nie ślą. Trzeba sporo papierów przerzucić.

  16. biedni mają kasę na te dodatkowe wydatki (kino, plazma, wódka, aparat, szminka, niepotrzebne kolejne buty czy co to tam), a nie mają jej na książki dla dzieci i dlatego biorą od państwa. to jest fair? mamy się nie oburzać, że nasze pieniądze nie idą na rozwój tych ludzi i na pomoc w przeżyciu tylko na rozrywki i wygody? jak dla mnie dziwne podejście…

  17. @Elfik: no bo jak to! Dobra pani / łaskawy pan nie na to swoje ciężko zarobione pieniądze daje, żeby ktoś miał samodzielnie podejmować decyzję jak je wydawać!

  18. jak chce je wydawać na rzeczy dodatkowe to niech je sam/a zarabia. dostawanie przyjemności gratisem od państwa brzmi super, jeśli każdy by tak mógł dostawać, a tu się nagle okazuje, że kasy dla biednych brakuje, ale na coś ekstra i tak im starczy. gdzie tu logika?

  19. Elfik, a czy oburzasz się tak samo, kiedy jakiś burżuj przepuszcza pieniądze ciężko zarobione de facto przez legion ludzi pracujących na niego za 1000zł/m-c?

    Znamienne: „niepotrzebne kolejne buty”. Rościsz sobie prawo do decydowania za kogoś, co jest mu potrzebne. Chcesz, żeby ich dzieci miały książki – daj ich dzieciom książki* zamiast udawać, że dajesz im wybór.
    /* – znacznie lepsza jest lokalna biblioteka, moim zdaniem.

  20. chodziło mi akurat o podręczniki, których w bibliotekach nie ma. a te buty, to wspomniane ” kupienie sobie jakiejś nierozsądnie drogiej szminki czy butów”. wątpię, by nierozsądnie drogie buty były komuś koniecznie do życia potrzebne.

    i czy to się wyklucza? mój negatywny stosunek do osób, które nie mają kasy a ją wydają i osób, które opływają w luksusy, zarabiając kosztem innych? bo wg mnie nie.

  21. @Elfik:
    dziękuję, bardzo pięknie pokazujesz to, o czym pisałam – że opinia publiczna nie daruje osobom kwalifikującym się do otrzymania pomocy lub występującym o pomoc jakichkolwiek przejawów życia powyżej zupełnej nędzy.
    Proponuję jednak małe ćwiczenie z rozciągania empatii: ludzie ubodzy mają czasami urodziny, to dość demokratyczne święto. Czy dopuszczasz możliwość, że ktoś kto urodził się biedny, może wszelako marzyć o luksusowym (relatywnie) prezencie? I czy – choćby kosztem wyrzeczeń w innych dziedzinach – wolno mu dostać lub sobie samemu kupić szminkę, buty lub telefon komórkowy? Czy też poniżej pewnego progu wolno na urodziny tylko szary papier toaletowy i przeterminowaną chińską zupkę z wyprzedaży nadwyżek w markecie?

  22. z własnej kasy może kupować co chce tak długo, jak długo nie narzeka na to, że nie stać go na resztę najpotrzebniejszych rzeczy. w końcu jego pieniądze, chce to niech oszczędza całe życie i sobie postawi piękny dom- ale niech nie wymaga od państwa pokrycia wszystkich pozostałych wydatków niezbędnych do życia, bo mu się należy. Przecież ma prawo mieć marzenia i jednocześnie godnie żyć, a że go nie stać- to już nagle problem państwa…

  23. Nie, nie problem państwa (państwo latami nie waloryzując progów oświadczyło, że ma w nosie pomaganie) i nie wymaga, bo ta notka nie jest o wymaganiach i roszczeniach, tylko o tym, jak opinia publiczna mówi to co ty: że ktokolwiek wyjdzie poza skrajną nędzę traci prawo do współczucia i wsparcia.
    W swojej polemice walczysz z chochołem, dyskutuj z notką czy z innymi komentatorami.
    Oraz spróbuj widzieć sprawę świadczeń i wsparcia dla niezamożnych ludzi bardziej z perspektywy empatii wewnątrzgatunkowej, a mniej – łaskawego mecenasa czy innego dysponenta ochłapów.

  24. nie dyskutuję z komentatorami? więc odpieranie twoich zarzutów to już nie jest dyskusja, bo wykracza poza temat notki? który przy okazji zahacza właśnie o kupowanie sobie luksusowych dóbr, do czego się odnoszę.
    z perspektywy empatii wewnątrzgatunkowej wysnułam takie wnioski jakie wysnułam i nie widzę powodu, by zmieniać zdanie, bo jak na razie nie dostałam żadnego argumentu poza tym, że ci ludzie też mają marzenia i pragnienia. super, nie wiedziałam.

  25. @Elfik: ale nie dyskutujesz, tylko powtarzasz swoje, przy tym dość agresywnie i bucowato – jest to rzeczywiście idealna ilustracja tego, o czym jest notka.

    A teraz uwaga, ćwiczenie z empatii: wyobraź sobie, że twój pracodawca zabrania ci noszenia zegarka/butów takiej marki, jakiej sam używa – bo niedopuszczalne jest, żeby ktoś stojący niżej w hierarchii mógł demonstrować atrybuty przynależności do klasy wyższej niż przynależna.

    Albo wyobraź sobie, że parlamentarzyści uchwalają ustawę, która zabrania nosić pospólstwu garnitury i garsonki z takiego specjalnego gatunku wełny, który od dzisiaj przysługuje jedynie wysoce wybranym posłom. Absurdalne, prawda?

  26. @Elfik:
    tak jak pisze Jubal – powtarzasz swoje.
    Zwróć uwagę, że kiedy widzisz kogoś, kto ma jakieś dobra, luksusowe czy nie, wiesz tylko tyle, że je ma. Nie wiesz, czy dostał od kogoś, czy wygrał na loterii, czy kupił za ćwierć ceny z wadą fabryczną albo odziedziczył po starszym bracie/koledze z klasy, albo nabył za pełną cenę kosztem niejedzenia obiadów przez pół roku – wiesz, że ma i to wszystko. Oburzanie się, że mimo tego, że ma to coś, nadal nie ma pieniędzy na przykład na książki czy buty zimowe dla dzieci, albo na opał, jest niefajne, bo zakłada, że to TY decydujesz, co wolno mieć osobom ubogim. Jeśli zaś Twoja zgoda na ich stan posiadania jest warunkowa, tj: akceptujesz np. smartfony o ile są z darów a nie kupione w Media Markt, to przyznajesz sobie władzę nad portfelem i decyzjami życiowymi osób mniej zamożnych od siebie. To też jest niefajne.
    Wiem, że nie uda się w Tobie zmienić przekonań, bo sądząc z konsekwencji, z jaką odmawiasz zgody na wydawanie przez klientów opieki społecznej ICH pieniędzy na cokolwiek poza przetrwaniem, jesteś idealną ilustracją postawy, o której napisałam. Co jest w pewnym szczególnym sensie fajne, bo daje mi poczucie, że nie piszę rzeczy oderwanych od rzeczywistości, ale smutne, bo wiem, że reprezentujesz całe mrowie ludzi, którzy sekują biednych za to, że próbują chociaż przez chwilę nie wyglądać i nie czuć się biednymi.
    Rzutem na taśmę spróbuję Cię jeszcze jednym argumentem przekonać – z biedy nie wychodzi się skokowo, jakimś cudownym zrządzeniem losu, szóstką w totka albo spadkiem po cioci milionerce. Wychodzi się małymi kroczkami, do których prowadzą np. zakup sensownej odzieży w której się idzie na rozmowy kwalifikacyjne, porządnych butów do tej odzieży, zakup telefonu, pod którym czeka się na odpowiedź od pracodawcy albo z którego dzwoni się pod numery z ofert pracy. To są inwestycje, które się robi MIMO, że nie ma się środków na podstawowe przetrwanie, bo gdyby zuzywać wszystko na chleb i papier toaletowy, to byłoby się klientem MOPS dożywotnio. Wydając zaś na niedozwolone Twoim zdaniem luksusy, osoba biedna podejmuje wysiłek wydobycia się z nędzy i usamodzielnienia – o ile jej nie zeżresz za to, że wracając z rozmowy o pracę po darmową zupę przyjdzie w porządnej odzieży/płaszczu, na który wydała środki Twoim zdaniem przeznaczone wyłącznie na najtańsze jedzenie i szampon.

  27. A tu dodatkowy smaczek na temat wydatków ludzi biednych i instytucji/firm/ludzi, które chcą im zorganizować budżety i wydatki:
    http://www.deathandtaxesmag.com/202172/mcdonalds-suggested-budget-for-employees-shows-just-how-impossible-it-is-to-get-by-on-minimum-wage/

    Perwersja w tym, że pracodawca pokazuje, że za jego stawki nie da się przeżyć pracując na pełny etat, zaś pracując na dwa etaty (DWA ETATY! Prawie osiemdziesiąt godzin tygodniowo!) z trudem ogarnie się absolutnie podstawowe potrzeby, nie uwzględniające np. wychowywania dziecka/kształcenia się/kursów czy opieki medycznej etc.
    Ale pracodawca demonstruje, że płacąc za ośmiogodzinny dzień pracy stawkę niepozwalającą przeżyć, czuje się uprawniony pouczać, jak tę jałmużnę należy rozdysponować na przetrwanie. Rings a bell?

  28. @naima
    „Ale pracodawca demonstruje, że płacąc za ośmiogodzinny dzień pracy stawkę niepozwalającą przeżyć, czuje się uprawniony pouczać, jak tę jałmużnę należy rozdysponować na przetrwanie”

    To jest straszne. Nie widziałam czegoś takiego po polsku (w naszym klimacie pewnie ciężko byłoby z całą powagą sprzedać to zero dolarów na ogrzewanie), ale u nas McDonald’s promuje się jako firma gastronomiczna oferująca umowy o pracę, oczywiście na minimalną.

    Przy okazji przepraszam, ale muszę się podzielić traumą pt. list od czytelnika na gazecie.pl:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,14230359,Roszczeniowe_pokolenie__kazdy_jest_gwiazda_jak_z_Pudelka_.html

    „Gdy ja i moi znajomi startowaliśmy do pracy, sami staraliśmy się udowodnić swoją wartość i zdobywać cenne doświadczenia. I godziliśmy się na śmieszne pieniądze – ale przecież od czegoś trzeba zacząć (moja pierwsza wypłata na minimalnym krajowym to ok. 900 zł). A skoro pieniądze były śmieszne – trzeba było za….ć na kilku etatach. Teraz to nie do pomyślenia – bo każdy jest gwiazdą jak z Pudelka czy z ESKA TV.”

    Co za lenie z tej dzisiejszej młodzieży – jak można oczekiwać, że zdoła się wyżyć z jednej ośmiogodzinnej pracy? W biodrach się poprzewracało, chcą od razu ludzką pensję, jak jakieś gwiazdy.

  29. ja mówię to samo, bo i wy wciąż to samo. jedyne co to zmieniacie przykłady, ale sens jest ciągle ten sam. opłaca się wgl. rozmawiać, skoro nawet nie próbujecie zrozumieć tego, co czytacie?

    mogą mieć iPhone z loterii, z własnej kasy, z czegokolwiek. i serio, nie oceniam (chociaż akurat dla mnie iPhone to tylko szpan, a nie telefon, ale nie o to tu przecież chodzi). tylko nie chcę potem słyszeć od takiej osoby, że moim obowiązkiem jest jej pomóc, że się powinnam czuć winna, że jej dzieci nie mają iluś tam ciepłych posiłków dziennie i że to jest wina państwa. skoro to jej decyzje to chyba ona powinna ponosić konsekwencje?

    i ja tu nie widzę agresji, ale może się mylę- w końcu inni wiedzą lepiej jak interpretować moje odp.

  30. @Elfik:
    serio, ktoś osobiście zarzucił ci, że to twoja wina, że jest biedny? Ktoś cię naprawdę napastował żądaniami świadczeń? Ktoś bezpośrednio od ciebie żądał kilku ciepłych posiłków dziennie? Argumentujesz teraz z faktów czy wyobrażeń?
    Oraz: jeśli popatrzysz, to ani w notce, ani w komentarzach nie ma słowa o żądaniach, roszczeniach ani nawet zasadności którychkolwiek kryteriów przyznawania świadczeń – mowa jest wyłącznie o tym, jak odbierane są osoby ubogie.
    Wygląda na to, że ustawiłaś sobie chochoła (fikcyjną postać z Iphonem żądającą od ciebie ciepłych posiłków) i z zapałem w niego tłuczesz, co jest troszkę poza tym, o czym usiłujemy z tobą się spierać.
    Ale, oczywiście, masz też prawo walnąć focha i trzasnąć drzwiami, skoro jak twierdzisz:
    opłaca się wgl. rozmawiać, skoro nawet nie próbujecie zrozumieć tego, co czytacie? – otóż, obawiam się, że rozumiemy co czytamy. Nawet napisaliśmy (my, naima) notkę o tym, co usiłujesz tu wykrzyczeć, o tej właśnie postawie.

  31. Skoro sama przytoczyłaś przykład z „land of opportunity”, to ośmielę się zacytować amerykańskiego korwinistę, który mówi to samo co elfik, tylko ładniej:

    „Anyone who accepts government aid would have to submit to a monthly tobacco and drug test. Food stamp recipients are, after all, wards of the state. They are slaves to the government and should be reminded of that fact.

    Before accepting food stamps, people would have to carefully consider whether they want to face the loss of voting privileges, the humiliation of shopping at government stores and using government food, the inability to smoke or do drugs and the added inconvenience of having to make two or three stops for their groceries should they choose to buy snacks with their own money. Plus, tax producers would no longer have to knowingly be face to face with people at the check-out who are on government assistance but have nicer cell phones and accessories than they do.

    There should be humiliation and pain in government assistance. Every time someone accepts food stamps, they are spitting on the principles of independence, and they, not the taxpayers who fund the program, should be reminded of that fact.”

    I zaraz ktoś powie co ja tu wrzucam, przecież ekstremiści są wszędzie i gość jest oderwany od rzeczywistości. Tylko, że nie. Ten ktoś zapomniał, że o mały włos prezydentem USA nie został człowiek tak mówiący o połowie własnego narodu: [they] believe that they are entitled to health care, to food, to housing, to you-name-it. That’s an entitlement.

    Narkotesty dla biednych: http://www.ncsl.org/issues-research/human-services/drug-testing-and-public-assistance.aspx
    To: http://unprison.com/2011/12/26/judge-imprisons-mom-for-not-checking-the-felony-box/

    Reedukacja dla biednych: http://www.huffingtonpost.com/2010/08/22/carl-paladino-backs-welfa_n_690284.html

    Panika, że za food stamps można kupic coś poza ryżem i makaronem: http://dailycaller.com/2010/12/07/thedc-investigation-what-i-was-able-to-buy-with-my-food-stamps/ I pepsi: http://www.nytimes.com/2010/10/07/nyregion/07stamps.html?_r=2&partner=rss&emc=rss&

    Podatek od otyłości (dla biednych): http://online.wsj.com/article/SB10001424052748704530204576235151262336300.html

    Cenzusu majątkowego jeszcze nie ma, ale do pewnego stopnia rolę wykluczania najbiedniejszych pełnią Voter ID Laws.

    Wracając do kraju – skupiliśmy się na telefonach, a tu proszę, roszczeniowa matka ma lepszą kuchnię niż uczciwi podatnicy, a dalej wyciąga łapska po pieniądze: http://www.interwencja.polsat.pl/Interwencja__Oficjalna_Strona_Internetowa_Programu_INTERWENCJA,5781/Archiwum,5794/News,6271/index.html#1311594

    PS Taka ciekawostka: http://www.huffingtonpost.com/2011/12/22/rich-people-lack-empathy_n_1165425.html

  32. @noname(R):
    tak, przepraszam, już wyjęte.
    Najwyraźniej spamołap kocha anglojęzyczne linki i próbuje się nimi nażreć przy każdej okazji.

  33. Szanowna autorko tegoz wpisu.
    Jakze latwym jest skupic sie na biedzie, czy tez bogactwie. Z poczatku samego chcialem nabazgrac dlugi post, lecz doszedlem do wniosku, ze szkoda mych palcow na wypociny, ktore na jprawdopodobniej nie zostaly by przez ciebie zrozumiane. Totez sens streszcze w zdaniach paru. Wpis twoj jest tak bardzo szkodliwy, lecz sprawy z tego sobie nie zdajesz. Przepraszam, ale musze to napisac. Myslenie twoje pochodzi z okresu lat 50-tych. Daj, daj, daj i daj. Rozumiem twe uzalowanie nad biednym spoleczenstwem, lecz bieda, o czym nie raczylas wspomniec nawet, bierze sie nie z braku pieniedzy, lecz braku rozumu. Dzis ludzie biedni nie otrzymuja pomocy. Oni ja najczesciej wydzieraja sila. Roszczeniowe postepowanie, gdzie myslenie konczy sie tam, gdzie sie zaczyna, czyli na czubku nosa. „Darmowa pomoc”. A co to jest za twór?! Kazda pomoc kosztuje. Ludzie ci nie otrzymuja darmowej pomocy! Czasy te sie koncza. Bogactwo odchodzi w niepamiec i bieda zostanie dla wiekszosci. W wywodach swoich zapomniales drogi autorze o kwestii najwazniejszej. O sprawiedliwosci. Sprawiedliwosc to taka bestia, bez ktorej jestesmy niczym i nikim. Bez tego cale cywilizacje gina, pojawia sie chaos i ubostwo. Gdzie twa sprawiedliwosc pytam? Gdzie tym, ktorzy ciezko oraja swymi plugami na swoim zyciu, kradnie sie ich dobra dla zla innych. Czy jest moralnym zadac pomocy?
    Czy moralnym jest miec wiecej od tych, ktorym sie zabiera, badz jak ty to okreslasz „dostaje pomoc”. Dzis cale spoleczenstwa sa biedne. Ludziom, ktorzy sa biedni, powiedziec moge jedno. Nie patrzcie na kogokolwiek. Nie oczekujcie pomocy. Nie wydzierajcie jej. Swego zywiciela nie opluwa sie, nie zlorzeczy. Szacunek, to to, czego ludziom biednym brakuje najbardziej. Jesli zachowacie godnosc, to znajda sié tacy, którzy wam pomoga, bo widziec beda w was godnych ludzi. Przede wszyystkim jednak, pracujcie na swa przyszlosc. Kazdy ma ciezko dzis w tych czasach. I biedni i bogaci. Jedynie klasa srednia ma najlepiej, bo jej wcale nie ma…

  34. @Ramzes II:

    Szanowna autorko tegoz wpisu.

    Jakze latwym jest skupic sie na biedzie, czy tez bogactwie. Z poczatku samego chcialem nabazgrac dlugi post, lecz doszedlem do wniosku, ze szkoda mych palcow na wypociny, ktore na jprawdopodobniej nie zostaly by przez ciebie zrozumiane.

    Mocny wstęp – uprzejmości w nagłówku i pogardliwe machnięcie ręką, że do takich to nie warto pisać.

    Totez sens streszcze w zdaniach paru.

    Lecz, niestety, nie oszczędzisz nam swoich myśli.

    Wpis twoj jest tak bardzo szkodliwy, lecz sprawy z tego sobie nie zdajesz.

    Przepraszam, jeśli ci zaszkodziłam. Musiało być dotkliwe, bo popsuło ci składnię.

    Przepraszam, ale musze to napisac.

    Jeśli szczerze żałujesz, to nie przepraszaj, po prostu nie pisz.

    Myslenie twoje pochodzi z okresu lat 50-tych.

    Obawiam się, że jest dużo, dużo starsze. Wiesz, współczucie, szacunek i empatia to zjawiska znane ludzkości od zarania, a nie wynalazek powojenny.

    Daj, daj, daj i daj. Rozumiem twe uzalowanie nad biednym spoleczenstwem, lecz bieda, o czym nie raczylas wspomniec nawet, bierze sie nie z braku pieniedzy, lecz braku rozumu. Dzis ludzie biedni nie otrzymuja pomocy. Oni ja najczesciej wydzieraja sila.

    Och, tak. „Biedny bo głupi, głupi bo biedny” – cudowna metoda zwalenia wszelkiej odpowiedzialności na ofiarę. Bo, oczywiście, jak ktoś się urodził siódmym dzieckiem bezrobotnego, to sam sobie zasłużył.

    Roszczeniowe postepowanie, gdzie myslenie konczy sie tam, gdzie sie zaczyna, czyli na czubku nosa. “Darmowa pomoc”. A co to jest za twór?!

    Ty mi powiedz, gdzie znalazłeś w notce frazę o darmowej pomocy, bo ja pisałam o tym, co społeczeństwo daje i czego oczekuje. A ty co przeczytałeś?

    Kazda pomoc kosztuje. Ludzie ci nie otrzymuja darmowej pomocy! Czasy te sie koncza. Bogactwo odchodzi w niepamiec i bieda zostanie dla wiekszosci. W wywodach swoich zapomniales drogi autorze o kwestii najwazniejszej. O sprawiedliwosci. Sprawiedliwosc to taka bestia, bez ktorej jestesmy niczym i nikim. Bez tego cale cywilizacje gina, pojawia sie chaos i ubostwo. Gdzie twa sprawiedliwosc pytam? Gdzie tym, ktorzy ciezko oraja swymi plugami na swoim zyciu, kradnie sie ich dobra dla zla innych. Czy jest moralnym zadac pomocy?

    Ach, a miarę sprawiedliwości nosisz w kieszeni dżinsów i każdorazowo z dokładnością do jednego Gowina wymierzasz, co jest sprawiedliwe. Mój miernik bucerki po frazie „kradnie się dobra dla zła innych” oraz braku polskich czcionek wietrzy już miłośnika fistingu niewidzialną ręką rynku.
    Again – o żądaniach piszesz tylko ty. Ja piszę o dawaniu.

    Czy moralnym jest miec wiecej od tych, ktorym sie zabiera, badz jak ty to okreslasz “dostaje pomoc”. Dzis cale spoleczenstwa sa biedne. Ludziom, ktorzy sa biedni, powiedziec moge jedno. Nie patrzcie na kogokolwiek. Nie oczekujcie pomocy. Nie wydzierajcie jej. Swego zywiciela nie opluwa sie, nie zlorzeczy. Szacunek, to to, czego ludziom biednym brakuje najbardziej. Jesli zachowacie godnosc, to znajda sié tacy, którzy wam pomoga, bo widziec beda w was godnych ludzi. Przede wszyystkim jednak, pracujcie na swa przyszlosc.

    Czyli, pozwól że streszczę: morda w kubeł i patrz z pokorą, czcij dobroczyńców merdając ogonem na wszelkie ochłapy, jakie ewentualnie spadną pod stół. Tak, oczywiście. Objaśnisz nam źródło swojego systemu etycznego, który produkuje takie rzeczy?
    Po namyśle jednak proszę, nie objaśniaj.

    Kazdy ma ciezko dzis w tych czasach. I biedni i bogaci. Jedynie klasa srednia ma najlepiej, bo jej wcale nie ma…

    Jako faraon rozumiem, że piszesz w imieniu arystokracji, co poniekąd tłumaczyłoby zarówno oderwanie od rzeczywistości, bucerskie żądania hołdów dla zamożniejszych jak i pogardę wobec biednych.
    A na temat ciężkiej doli bogatych chętnie się rozpłaczę szeroką strugą przy innej okazji, wybacz.

  35. Jadu ci nie brakuje. Tak jak w pierwszym zdaniu napisalem. Nic nie zrozumialas. Nie raczylas nawet zastanowic glebiej sie nad tym, co me palce naskrobaly.
    „Czy dzieci korzystające z dofinansowanych przez szkołę lub gminę darmowych obiadów mogą pójść na pizzę?” To tytulem drobnego zwrocenia ci uwagi, ze nawet nie probowalas zrozumiec tego co napisalem. To co napisalem potraktowalas sztampowo. Jak w zwyczaju ludzi roszczeniowo nastawionych do zycia, potraktowalas mnie, ktorego nie znasz, zrazu za wroga, choc jest dokladnie odwrotnie. Jedno zdanie zapamietaj na koniec i choc chwile nad nim pomysl. Kto od bogactwa stroni, wysmiewa i drwi, ten nigdy bogactwa nie zazna.
    Duzo zdrowia i wytrwalosci zycze.

  36. @Ramzes II:

    Nie chcesz być traktowany wrogo, nie wjeżdżaj z protekcjonalnymi uwagami i tekstami o tym, że wiesz, jak inni powinni żyć.

    Czy dzieci korzystające z dofinansowanych przez szkołę lub gminę darmowych obiadów mogą pójść na pizzę? – dobrze, specjalnie dla ciebie doprecyzuję, że obiady darmowe są dla osób korzystających z dofinansowania, a dofinansowanie przez szkołę czy gminę nie jest znikąd, tylko z budżetu miasta/kraju, czyli z podatków, akcyzy i składek. Czy teraz rozumiesz już tyle, co reszta komentujących?

    Jak w zwyczaju ludzi roszczeniowo nastawionych do zycia, potraktowalas mnie, ktorego nie znasz, zrazu za wroga, choc jest dokladnie odwrotnie.

    Skoro się nie znamy, to primo: skąd wyssałeś fantazję o moim stosunku do życia i co o nim wiesz? And, again, wyjaśnij, co jest antonimem wroga w tej twojej tezie, bo chwilowo żadne ze znanych mi słów nie pasuje do tego kontekstu. Na razie zauważ, że nie robisz nic, by być interpretowany jako życzliwy gość.

    Kto od bogactwa stroni, wysmiewa i drwi, ten nigdy bogactwa nie zazna.

    Idź i powiedz to komuś, kto stroni od bogactwa i je zdalnie wyśmiewa.
    A jak wrócisz, to napisz coś na temat.
    Bo tu mówimy o stosunku zamożnej bądź jakoś-tam-radzącej-sobie części społeczeństwa do osób biednych, i niestety, prezentujesz chwilowo postawę człowieka, który koło biedy nie przechodził, ale doskonale wie, jak biedni żyć powinni i jak się do ciebie uniżenie zwracać. Nie zdobędziesz sobie tym popularności tutaj.

  37. Borze, jak ja nie znoszę wykopowiczów, pociskają tę swoją słowną papkę z przeświadczeniem, że to jakaś refleksja czy pogląd i jeszcze domagają się poważnego traktowania.

  38. Niecodzienny poziom patosu. Składnia zdań rodem z Biblii. Lekko już archaiczne zaimki. Trzeba przyznać dodatkowe punkty za styl trollowania.

  39. Pierwsze co mi się nasuwa: to czy autorka jest pracująca? Na etacie (może w budżetówce)? Pytam nie tyle z ciekawości, co z potrzeby zrozumienia źródła poglądów.
    Ze swoich obserwacji wyłania się jeden wniosek: Najwięcej krzyczą Ci, którym się najmniej należy. Widziałem nieraz „towarzystwo” w kolejce do kasy w MOPSie. I wiem ile taka „biedna rodzina potrafi z tego MOPSu wyciągnąć. Niestety biednym w Polsce się nie pomaga (w zachodniej europie niestety również – tylko tam kto inny ciągnie socjal). „Pomaga się” tym, dla których ta pomoc jest tylko utwierdzaniem w poczuciu że „się należy”. Taka ta polska bieda…

  40. @Andrzej:
    Blogasek nie jest biograficzny i nie dotyczy prywatnego życia autorki, więc informacji o zatrudnieniu, wieku, stanie cywilnym, rozmiarze butów i preferencjach smakowych nie zamierzam umieszczać.
    Źródłem poglądów jest obserwacja społeczeństwa oraz pewne doświadczenia z pracy społecznej i wolontariatu.
    Zanim zaś wypowiesz różne mocne tezy o tym, kto twierdzi że mu się należy i jak bardzo mu się nie należy, wyjmij kwity, na podstawie których coś opowiadasz i pokaż. Bo wiesz, ustawa limituje wysokość świadczeń przyznawanych przez MOPS i tego, jak twierdzisz coś innego, to udowodnij.

  41. “Pomaga się” tym, dla których ta pomoc jest tylko utwierdzaniem w poczuciu że “się należy”.
    – Czy można prosić o jakikolwiek kwantyfikator pomiędzy „Pomaga się” a tym? Innymi słowy: ilu, jak twierdzisz, jest tych „tych”?

  42. Wg moich obserwacji 90% (dotyczy to oczywiście Instytucji państwowych: MOPS, GOPS, itp). Niestety oficjalnie takich statystyk nikt nie prowadzi bo to takie niepoprawne politycznie (pojawiły by się też niewygodne pytania).

  43. Aha, czyli żadnych twardych danych, tylko twoje obserwacje. Jak rozumiem, nie masz daru multilokacji i obserwujesz jeden, może dwa ośrodki pomocy, ale bez kozery mówisz o 90% populacji uprawnionych do zasiłków/pomocy/wsparcia z budżetu.
    OK, nie mam więcej pytań.

  44. Późno trafiłem tutaj, ale i tak dziękuję Ci za ten artykuł. Jest interesujący i porusza sprawy – z mojego punktu widzenia – ważne.
    Wytknę tutaj tylko pewien brak precyzji.
    Należy najpierw zdefiniować, czym w dzisiejszych czasach jest bieda? Zgadzam się z Tobą Autorko, że współczesny biedak nie musi koniecznie koncentrować się na podstawowym przeżyciu, a zatem trudno wśród biedaków szukać pokornych obszarpańców: mieszkańcy podmościów i noclegowni w większości znaleźli się tam na własne życzenie i wydobyci stamtąd za uszy szybko tam wracają. Nie wyjaśniłaś jednak, czemu biedni nieraz chodzą w lepszych butach niż bogaci (zaznaczyłaś, ale moim zdaniem zbyt oględnie)? Otóż dlatego, że to, co określasz jako znamiona bogactwa, w dzisiejszym świecie jest łatwiej dostępne niż podstawowe środki przeżycia. Stąd dysonans poznawczy bogatych, gdy w spodniach za 100PLN, butach za 70PLN widzą biedaków w spodniach za 300PLN i butach za 500PLN. Różnica polega na tym, że bogaty ma własne mieszkanie lub dom (często na kredyt, który mozolnie musi spłacać i stąd tanie spodnie i buty), a biedny żyje w lokum komunalnym – paradoksalnie czasem o lepszej lokalizacji i większym metrażu niż klitka onego bogatego, ale nie zawsze. To jednak nie jest jego lokum, a czy dzieci będą mogły je odziedziczyć, nie jest pewne.

    Czyli czym jest bieda? Bieda dziś jest stanem umysłu w dużej mierze. Niezdolnością do podnoszenia swojego statusu majątkowego i społecznego. I nie mam tu na myśli ludzi młodych, którzy zdobyli wykształcenie, wyrwali się z domu w świat i mieszkają po czterech w pokoju w wielkim mieście – to są ludzie na dorobku. Trudno wypoczywać we czterech w pokoju, to tracą pieniądze w knajpach, kupują sobie markowe, jak ich stać i w ogóle. Rozrywka utrzymuje ich przy zdrowych zmysłach. Patrzmy jednak na nich w perspektywie pokolenia, tj. 25 lat – ilu z nich pozostanie w takich warunkach, a ilu przeniesie się do swoich (patrz wyżej) mieszkań, czy domów? Myślę, że znaczna większość. Niektórym przyjdzie to łatwo. Większość będzie mozolnie spłacać kredyty. Niektórzy, nieliczni z tego strumienia wypadną. I tylko ci nieliczni należą do grupy, którą ludzie postrzegają jako biednych. A składać się na nich będą dwie grupy: prawdziwe nieroby i prawdziwi nieudacznicy. Tylko tych drugich ludzie skłonni są wspomagać. Z tymi pierwszymi nikt nie chce mieć do czynienia.

    Ale to największa grupa – mozolni spłacacze kredytów, żyjący na minimum, wakacje spędzający u rodziców lub w domu, stale w stresie o źródło zarobków na spłacenie kolejnej raty – żyje biednie. Ale bynajmniej biedna nie jest. Po prostu w tym kraju, który stracił całą swoją elitę, w ostatnim stuleciu utracił też prawdziwą klasę średnią – klasa średnia powstać musi od nowa. Dzieci tej grupy będą miały już lepszy start.

    Prawdę rzekłaś, że status majątkowy (bynajmniej nie wydobywanie się z biedy) buduje się krok po kroczku. Inaczej się nie da, jeżeli nie odziedziczysz po przodkach tego, co oni mozolnie, sprytnie (lub brutalnie i nieuczciwie – ale nie mówimy tu o moralności) wypracowali. A takich młodych ludzi jest dziś mnóstwo i stąd ów tajemniczy prekariat. Nie mając perspektywy (rodzice są daleko, poza tym, co oni wiedzą, a jak masz 20 lat, to własną perspektywę masz króciutką) do obserwacji, może się wydawać, że ten stan będzie permanentny. Ale wkrótce ulegnie zmianie. Lub później.

    Podsumowując: stąd moim zdaniem dysonans poznawczy w rozpoznaniu biedy przez społeczeństwo mozolnych spłacaczy. Mozolny spłacacz zgodzi się z tezą, że biedny powinien wydać na komórkę, jeżeli potrzebna mu jest do zdobycia pracy. Że Internet. Ale plazma? Najki? Gabany? Skoro sam kupuje buty w Auchanie, plazmę widuje na wystawach a do kina nie poszedł od 5 lat, dlaczego ma uważać, że ów biedny (no, znaczy, biedniejszy, skoro wyciąga łapę po społeczną jałmużnę, logiczne?) ma lepsze buty, plazmę w domu, a czasem i lepszy samochód – zasługuje na jego pomoc? W krótkiej perspektywie tak to wygląda. Ale dzieci i wnuki tego biednego dalej będą żerować na MOPSach, a dzieci (może wnuki) tego biednie ubranego bogatego będą chodzić w najkach i gabanach (czy jak to zwą) jak w drugiej skórze, chodzić do lepszych szkół i na starcie mieć już kilka punktów ekstra.

    Po prostu: bogaci to ci, którzy robią się coraz bogatsi (choćby teraz ledwo wiązali końce i mieli za krótką kołdrę), a biedni to ci, co robią się coraz biedniejsi – lub stoją w miejscu (choćby mieli plazmę i old spajsa).

    W powyższym wywodzie pominąłem ogólny brak sprawiedliwości na tym świecie, bo on niczego do dyskusji o systemie nie wnosi.

    Dziękuję.

  45. @naima online
    Widzę pewną sprzeczność w twoich wypowiedziach. Najpierw sama twierdzisz, ze swoje poglądy opierasz na własnych obserwacjach, a potem mnie każesz okazać się papierami (których niestety nie sposób zdobyć, ponieważ jak już napisałem nikt akurat TAKICH statystyk nie prowadzi). Czyli cytując klasyka (chyba): Moja prawda jest najmojsza:)

  46. @flamenco108
    Bardzo precyzyjnie, choć zauważyłem że autorka ma inny pogląd na tę kwestię…

  47. @Andrzej:
    notka składa się z pytań i wątpliwości, oraz opisuje reakcje społeczeństwa – właśnie takie jak twoja: protekcjonalne i wielkopańskie. Ja nie twierdzę, tylko postuluję, zatem nie mnie wyciągać dowody twierdzeń, tylko tym, którzy przychodzą i szarżują wyobserwowanymi ponoć 90 procentami w imię swojego widzimisia. Dowód spoczywa na twierdzącym.
    Notka zaś celowo daleka jest od twierdzeń i pewników, bo jej założeniem było zadanie pytań i próba nazwania postaw społecznych. Widzisz różnicę?

  48. @naima online
    Ha, nie tak prędko..
    Postulować i pytać możesz w notce. Natomiast w komentarzach odnosisz się bezpośrednio do poglądów komentujących więc również na Tobie spoczywa dowód. Tym bardziej, jeżeli nazywasz moje (lub innych) poglądy. Ja wyraźnie napisałem, że nie jestem w stanie podeprzeć swoich poglądów fizycznymi dowodami bo takowe najpewniej nie istnieją. Więc kto tu reaguje wielkopańsko i protekcjonalnie…

  49. @Andrzej:
    Więc kto tu reaguje wielkopańsko i protekcjonalnie

    wobec klientów opieki społecznej? Hm… Może ktoś, kto im wyznacza limity spożycia i konsumpcji albo wyzywa od roszczeniowców i bezczelnych, czy mniej lub bardziej otwarcie zarzuca pasożytowanie?

    W komentarzach zaś odnoszę się do postaw, o których mówię wyżej, z dezaprobatą i niechęcią i domagam się dowodów na tezę, że osoby korzystające ze wsparcia MOPS są takie rozwydrzone i niewydarzone – jakoś od kilkunastu komci nic nie mogę otrzymać poza waszymi deklaracjami, że tak właśnie jest, jak fantazjujecie.
    Zatem wydaje mi się, że ta dyskusja stała się totalnie jałowa, i jeśli nie masz do wniesienia nic świeżego ponad dotychczasowe „widzicisie” – to proponuję ją w tym punkcie zakończyć.

  50. Progi dochodów są jawne, wydatki na pomoc społeczną są jawne itd.

    Kontrargumentem z niedopieczonych anegdot można „udowodnić” że np. nie ma gwałtów, to tylko te dziwki kłamią, bo rozmyśliły się post factum, chcą pieniędzy, albo władzy rodzicielskiej, bo „na własne oczy widziałem”, czyt. kolega szwagra szwagrowi powiedział, że na własne oczy słyszał. Każdy mizogin, rasista czy antysemita ma niewyczerpywalny zapas tego typu opowiastek.

    Żadna polska dyskusja o klasizmie nie może się objeść bez „wszystko dlatego, że wymordowali nam arystokrację”, aczkolwiek jestem zawiedziony, że fellow komcionauta napomknąwszy ledwie, że „bieda to stan umysłu” zatrzymał się w pół drogi i nie zareklamował biblii wannabe self-made manów „Bogaty ojciec, biedny ojciec”, lub przynajmniej jakiegoś gniota o magicznej mocy pozytywnego myślenia.

    „biedny żyje w lokum komunalnym”
    Haha, tak, ale niektórym pasożytom to nie wystarcza, więc zamiast oferowanego im przez gminę apartamentu żądają zakwaterowania w luksusowym kurorcie dla bezdomnych. I jeszcze nie chcą płacić!

  51. A składać się na nich będą dwie grupy: prawdziwe nieroby i prawdziwi nieudacznicy.
    – Oraz trzecia, jeszcze bardziej popularna. Prawdziwi Szkoci.

    Nie wyjaśniłaś jednak, czemu biedni nieraz chodzą w lepszych butach niż bogaci (zaznaczyłaś, ale moim zdaniem zbyt oględnie)?
    – Podam przykład. Chodzę w butach kosztujących 3x tyle, co posiadane przez lepiej zarabiającą część załogi. Otóż. Do pracy niemal zawsze chodzę piechotą. To była inwestycja. Zwróciła się już. Teraz, proszę, ekstrapoluj sobie na ludzi biednych-biednych.

    Bieda dziś jest stanem umysłu w dużej mierze.
    – Och, jaki ładny slogan. Spróbuj stanem umysłu napełnić żołądek, ogrzać mieszkanie i ubrać się. (Okej, to ostatnie jest jakimś rozwiązaniem, w ten sposób można trafić do szpitala psychiatrycznego a tam dadzą jakieś ubranie. Zakładam jednak, że nie o to chodziło).

    Zaciekawiło mnie:
    Stąd dysonans poznawczy bogatych, gdy w spodniach za 100PLN, butach za 70PLN widzą biedaków w spodniach za 300PLN i butach za 500PLN.
    – Po czym w takim razie poznają tych biednych? Nie wiem, stoją przed MOPSem z notesem, katalogami odzieży i przyjmują założenie, że każdy wchodzący to klient pomocy społecznej?
    Poważnie pytam. Co ci bogaci z twojego przykładu muszą robić, żeby mieć tak dobry wgląd w dochody innych ludzi, żeby pomimo zewnętrznych znamion bogactwa móc poznać, że delikwent jest w rzeczywistości biedny (oraz że zarazem ma to z pomocy społecznej)?

    Dzieci tej grupy będą miały już lepszy start.
    – Co jest niesamowicie niesprawiedliwe i czemu trzeba zapobiegać, bo jak nie, to w końcu społeczeństwo pójdzie w diabły.

    Po prostu: bogaci to ci, którzy robią się coraz bogatsi (choćby teraz ledwo wiązali końce i mieli za krótką kołdrę), a biedni to ci, co robią się coraz biedniejsi – lub stoją w miejscu (choćby mieli plazmę i old spajsa).
    – Ty tak poważnie? ONZ definiowało to jakoś inaczej.
    Ze strony UNESCO:
    Relative poverty defines poverty in relation to the economic status of other members of the society: people are poor if they fall below prevailing standards of living in a given societal context.

  52. @Meeijn, @noname®, @naima online
    Czemu z uporem maniaka nie przyjmujecie do wiadomości, że trzeba rozróżnić biednych (chorych, niepełnosprawnych a przez to biednych, faktycznie niezaradnych a przez to biednych) od takich co chcą być biedni (większość długotrwale bezrobotnych lecz młodych lub w średnim wieku, uporczywie odmawiających wręcz zatrudnienia, którzy znaleźli w utrzymywaniu się z socjalu sposób na życie). Nie można postawić między nimi znaku równości. I o ile tym pierwszym pomoc się należy, a nawet powinna być jak najpełniejsza (teraz jest to jakaś namiastka pomocy ze strony państwa), to tym drugim należy patrzeć na ręce i odcinać zasiłki w razie wpady. Tylko z tego co obserwuję to wsparcie socjalne szczególnie w Polsce idzie na ilość a nie na jakość, jak gdyby urzędnicy bali się, że jak zmniejszy się ilość beneficjentów, to przestaną być potrzebni…

  53. @Andrzej
    Tylko z tego co obserwuję to wsparcie socjalne szczególnie w Polsce idzie na ilość a nie na jakość

    Statystyki, a nie wyciągasz z dupy jakieś „obserwacje”. I powiedz jeszcze ile procent bezrobotnych dostaje te zasiłki, które chcesz im odcinać. I jak niski procent (promil?) by satysfakcjonował pana hrabiego?

  54. Poza tym bądź uprzejmy wyjaśnić, jak zajrzałeś do głów wszystkich tych ludzi i dowiedziałeś się, że chcą być biedni.

    Skoro sugerujesz, żeby patrzeć na ręce i odcinać zasiłki w razie wpady, może zaproponuj też, jak ma wyglądać kryterium tej „wpady”, w jaki sposób ma być to sprawdzane. Wskazanie palcem nie jest punktowaną odpowiedzią.

  55. Ja bym wolała patrzeć na ręce korposom przekazującym datki na cele charytatywne: jaki to procent i według jakiego uznania przekazują kasę tej, a nie innej fundacji. To może być dużo ciekawsze niż posysanie z palca na temat ludzi, co chcą być biedni.

    Poza tym:
    a) socjal w Polsce to nie jest taka kasa, by z niej wyżyć i się utrzymać, zwłaszcza w wielodzietnej rodzinie
    b) nawet jeśli pojawiłyby się nadużycia (no serio, nie wierzę w nie, ale nawet jeśli), mam serdecznie to w dupie. Daję moją kasę w podatkach, państwo decyduje, co z tym robić, wolę, by poszło na młodego „obiboka”, który chce sobie malować na jedwabiu zamiast „wziąć się do uczciwej pracy” niż na katechetów czy armię.

  56. Pingback: Co powinna ofiara | szprotest

  57. Notka świetna, acz niepokojąca. Niepokojąca, bo uderzająca w czułą strunę „bogatych” z kredytem, pracujących na 2 etaty by mogli pozostać „bogatymi”.

    Nie polemizuję z faktem, że dzisiejszy biedny może pozwolić sobie na lepsze dobra materialne niż kiedyś i że nie przystaje to do naszego społecznego odbioru biedy. Tylko burzy się we mnie, gdy słyszę, że wciąga się cała grupę prekariuszy do worka ludzi biednych. I gdy to przykładowy absolwent socjologii, który nie potrafi nic zrobić ze swoim życiem po studiach przebalowanych z góry na dół krzyczy, że został oszukany przez rodziców, państwo, uczelnię i przez życie, więc on teraz żąda zadośćuczynienia społecznego.

    Empatia jest dobra, ale jej brak to nie tylko efekt jakichś zakorzenionych archetypów, ale także (a może przede wszystkim?) niejednoznacznej sytuacji materialnej i społecznej całej niższej klasy średniej. Mam wrażenie że obecnie gorzej w ramach tej klasy społecznej jest być posądzonym o bogactwo, niż o bycie biednym. Bo często różnic w ilości posiadanych dóbr i zasobów nie ma, poza jednym – czasem. Ci bogaci go nie mają, a biedni – owszem. Mają czas na zabawę z dziećmi, odpoczynek nocny i oglądanie kotków na necie. A bogaci mają po 2 etaty, wrzody żołądka i tęsknią za dziećmi, które widują tylko gdy te już śpią.

    Nie zrozumcie mnie źle: postrzeganie ludzi biednych przez pryzmat zegarków, ajfonów i laptopów należy piętnować, a co najmniej poruszać wrażliwość społeczną tak, jak to zrobiła autorka postu. Ale to tylko jedna strona medalu – spora grupa biednych, lub uważających się za biednych, wymachuje swoją biedą jak tarczą i orężem i faktycznie rości sobie prawo do oceniania całej reszty w sferze nie tyle materialnej, co społecznej. Że głupi bo harują, że szczury, lemingi, że bogaty tatuś, że przecież uczciwie by się nie dorobił. Wbrew pozorom takich głosów jest dużo – szczególnie od ludzi młodych i wykształconych…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s