O nieposłuszeństwie obywatelskim

Kilka notek temu, przy okazji rozmawiania o partyzanckim biznesie adopcyjnym Krzysztofa Orszagha, wypłynęła w komentarzach kwestia nieposłuszeństwa obywatelskiego. Nie bez powodu wypłynęła, bo Orszagh w jednej z rozlicznych wypowiedzi prasowych tak właśnie nazywał swoje matactwa.

(Smutek portalozy, jaka ogarnęła wszystkie media: mimo, że burza wokół adopcji na lewo organizowanych przez bardzo znanego prawnika przewaliła się przez wszystkie newsiarnie, trudno teraz powiedzieć, byśmy czegokolwiek rzetelnego dowiedzieli się o tym, co dalej. Zwłaszcza, co dalej z dziećmi, których sytuację prawną trzeba odmotać i wyplątać je z panakrzysiowego kombinowania. No, ale nie tym razem będę rwać szaty nad dziennikarstwem gazetowym i sieciowym.)

Przyznam, że zaczęło mnie mocno męczyć, dlaczego uważam Orszaghowe zaszeregowanie swoich kombinacji do nieposłuszeństwa obywatelskiego za wyjątkowo paskudne hucpiarstwo i bezczelność. Pewne rzeczy wie się podskórnie, ale żeby je nazwać, trzeba czasu – czasu niezbędnego, by z pamięci wypłynęły rzeczy przeczytane wcześniej i kształtujące pojęcia i oceny obecnie tak oczywiste i fundamentalne.

I właśnie kilka dni temu wypłynęło z pamięci przemówienie, które wypaliło mi w neuronach nieodwracalnie rozumienie „obywatelskiego nieposłuszeństwa”. Przemówienie Nelsona Mandeli przed sądem, który mógł go skazać na śmierć za działania w ANC i udział w akcjach sabotażowych Włóczni Narodu (zbrojnego ramienia Afrykańskiego Kongresu Narodowego)

I have already mentioned that I was one of the persons who helped to form Umkhonto. I, and the others who started the organisation, did so for two reasons. Firstly, we believed that as a result of Government policy, violence by the African people had become inevitable, and that unless responsible leadership was given to canalise and control the feelings of our people, there would be outbreaks of terrorism which would produce an intensity of bitterness and hostility between the various races of the country which is not produced even by war.

Secondly, we felt that without sabotage there would be no way open to the African people to succeed in their struggle against the principle of white supremacy. All lawful modes of expressing opposition to this principle had been closed by legislation, and we were placed in a position in which we had either to accept a permanent state of inferiority, or to defy the Government. We chose to defy the Government. We first broke the law in a way which avoided any recourse to violence; when this form was legislated against, and when the Government resorted to a show of force to crush opposition to its policies, only then did we decide to answer violence with violence.

But the violence which we chose to adopt was not terrorism. We who formed Umkhonto were all members of the African National Congress, and had behind us the ANC tradition of non-violence and negotiation as a means of solving political disputes.

I dalej, cytując Chiefa Luthuli, gdy mówi o początkach ANC i swojego w nim uczestnictwa:

Who will deny that thirty years of my life have been spent knocking in vain, patiently, moderately, and modestly at a closed and barred door? What have been the fruits of moderation? The past thirty years have seen the greatest number of laws restricting our rights and progress, until today we have reached a stage where we have almost no rights at all.

O nieprzestrzeganiu przepisów stanu wojennego:

In 1960 there was the shooting at Sharpeville, which resulted in the proclamation of a State of Emergency and the declaration of the ANC as an unlawful organisation. My colleagues and I, after careful consideration, decided that we would not obey this decree. The African people were not part of the Government and did not make the laws by which they were governed. We believed in the words of the Universal Declaration of Human Rights, that “the will of the people shall be the basis of authority of the Government”, and for us to accept the banning was equivalent to accepting the silencing of the African people for all time. The ANC refused to dissolve, but instead went underground. We believed it was our duty to preserve this organisation which had been built up with almost fifty years of unremitting toil. I have no doubt that no self-respecting white political organisation would disband itself if declared illegal by a government in which it had no say.

Gdy mówi o stworzeniu Włóczni Narodu i jej działaniu radykalnym:

At the beginning of June 1961, after a long and anxious assessment of the South African situation, I, and some colleagues, came to the conclusion that as violence in this country was inevitable, it would be unrealistic and wrong for African leaders to continue preaching peace and non-violence at a time when the Government met our peaceful demands with force.

This conclusion, My Lord, was not easily arrived at. It was when all, only when all else had failed, when all channels of peaceful protest had been barred to us, that the decision was made to embark on violent forms of struggle, and to form Umkhonto we Sizwe. We did so not because we desired such a course, but solely because the Government had left us with no other choice. In the Manifesto of Umkhonto published on the 16th of December 61, which is Exhibit AD, we said’, I quote:

„The time comes in the life of any nation when there remain only two choices – submit or fight. That time has now come to South Africa. We shall not submit and we have no choice but to hit back by all means in our power in defence of our people, our future, and our freedom”

Warto pamiętać, że akcje Umkhonto we Sizwe polegały na aktach sabotażu przemysłowego i gospodarczego a nie przemocy skierowanej wobec ludzi.

Gdy Mandela podsumowywał przed sądem swój udział w Kongresie i w Umkhonto we Sizwe, nie omijał ani nie pomniejszał swojej działalności, ale wytoczył też potężne działa – opisał, jak apartheid konserwował nędzę, choroby, brak edukacji, bezrobocie i bezradność 70% mieszkańców RPA. Przyznawał się do przemów, do autorstwa pamfletów i do szkoleń militarnych. Nie podawał innych nazwisk poza tymi, które już były od dawna jawne. Zeznawał na własny temat – a gdy kończył przemowę, wiedząc, jaki może być wyrok, otwarcie powiedział:

During my lifetime I have dedicated my life to this struggle of the African people. I have fought against white domination, and I have fought against black domination. I have cherished the ideal of a democratic and free society in which all persons will live together in harmony and with equal opportunities. It is an ideal for which I hope to live for and to see realised. But, My Lord, if it needs be, it is an ideal for which I am prepared to die.

Mandela nie został skazany na śmierć w tym procesie, lecz na pięć lat więzienia, które wkrótce zamieniono mu na dożywocie. Odmówił wyjścia na zwolnienie warunkowe.

Ta pouczająca historia daje bardzo dobry przykład, czym jest nieposłuszeństwo obywatelskie – aktem desperacji w najważniejszych sprawach, otwartym działaniem przeciw niesprawiedliwemu prawu, przeprowadzonym po wyczerpaniu całej dostępnej ścieżki działań legalnych i pokojowych. Nieposłuszeństwo obywatelskie świadomie liczy się z konsekwencjami łamania prawa i z karą; i bez wykrętów i zaprzeczeń poddaje się jej – dowodząc tym samym, że nieposłuszeństwo nie jest wybrykiem ani występkiem, a świadomą demonstracją obnażającą słabość lub niesprawiedliwość prawa.

Orszagh stawiający się w tym samym szeregu co Mandela wydaje się mi w tym kontekście podwójnie wstrętny, zarówno przez swoje krętactwa, przez miałkość własnych uzasadnień i przez finansowy dział w przedsięwzięciu, i nie zamierzam dużo więcej jego sylwetki tu wywlekać.

Chcę podsumować zjawisko nieposłuszeństwa obywatelskiego, w wymiarze, jaki nadał mu Mandela i inni wojownicy wielkich spraw. Niepokoi mnie bowiem, gdy tej frazy używa się w przypadkach drobnych niedogodności i traktuje jako wykręt lub nobilitację dla własnego lenistwa bądź krętactw. Nazywanie nieposłuszeństwem obywatelskim aktów wandalizmu, warcholstwa, pieniactwa lub arogancji, klasyfikowanie tak odmowy płacenia podatków (i nie mówimy tu o podatku wojennym, ale o akcyzie na paliwo lub alkohol) – z jednej strony świadczy sromotnie o bucerii i prymitywiźmie takich aktywistów, a z drugiej – jest rodzajem policzka wymierzonego zarówno Gandhiemu, Nelsonowi Mandeli jak i samej idei. Zostawmy właściwą miarę dla tego aktu, a niesprzątanie po psie w ramach wyrażania opinii o burmistrzu swojego miasta nazwijmy jakoś spokojniej, na przykład – prostactwem i brakiem higieny.

A jeśli mowa o wykorzystywaniu wielkich słów dla rzeczy zupełnie z nimi niezwiązanych, to dla odważnych i ciekawych z niepewnością wklejam link do bardzo osobliwego zjawiska, którego nie podejmuję się zrozumieć.

Reklamy

13 thoughts on “O nieposłuszeństwie obywatelskim

  1. Zrozumienie czym jest nieposłuszeństwo obywatelskie jest trudne ponieważ dzisiaj wszyscy chcieliby być ikonami jak Mandela, ale nikt nie chciałby przesiedzieć 27 lat w pudle, nabawić się gruźlicy itp. A nieposłuszeństwo obywatelskie to proces długi i kosztowny. Dobrze, że poruszyłaś ten temat.

    Pozdrawiam

  2. Nie wiem, czy jest to zjawisko od zawsze powszechne, ale im bardziej obrzydliwa działalność, tym piękniej brzmiące etykietki działacze przyklejają. Do tego dotyczy powszechne nierozumienie znaczenia słów, którymi się żongluje. Nawet nie warto podawać przykładów, każdy zna ich tuziny.

  3. w sprawie dzieci: sytuacja bez zmian, dziecko jest nadal u rodziców adopcyjnych na Węgrzech, matka biologiczna nadal o nie walczy. Na wypadek, gdyby to kogoś interesowało, wiadomości sprzed czterech dni.

  4. Czyli klasyczne NO łączy ‚cnotliwą metodę’ z ‚cnotliwym celem’. Czy działanie pozbawione tego pierwszego (w rozsądnych oczywiście granicach – czyli a. monetyzowane b. niedemonstracyjne), a zachowujące drugi – jest aż tak bardzo niekoszerne?

  5. W mojej ocenie NO nie może być ukradkowe, pokryjome i z partyzanta. Elementem sine qua non NO jest jego jawność, ba – demonstracyjność. NO ma obnażać słabość lub zło prawa, a nie wykorzystywać dziury dla korzyści.

  6. O ile dobrze pamiętam, to takie coś jak napisałem (monetyzacja + pokryjomość) w ogóle nie podpada pod NO (mogę się mylić) – bardziej chodziło mi o to, że – czymkolwiek jest – z definicji wcale nie musi być powodem do wstydu, wręcz może do dumy.

  7. Pytanie tylko, czy ta duma jest faktycznie uzasadniona, czy tylko „wydumana” jak w wyżej opisanym przez Autorkę przypadku.

  8. No więc jeśli ktoś działa ukradkiem i z chęci zysku łamiąc prawo, to powodu do dumy nie widzę (chyba, że zyskuje tym samym sławę zbójecką w środowisku przestępczym, ale umówmy się, że nie o takich obszarach tu rozmawialiśmy). Jestem zwolenniczką trzymania się tematu: jeśli ktoś łamie prawo w celach osobistych i próbuje się wyślizgnąć od kary, to niech nie nazywa rzeczy nazwą zastrzeżoną dla zupełnie odrębnej działalności społecznej, bo to paskudne podszywanie się i zaciemnianie obrazu.
    Czy przestępstwo może być powodem do dumy? Pewnie u niektórych może, ludzie umieją być dumni z najdziwniejszych rzeczy, mogą być dumni z psa, mebli albo karykaturalnie zmodyfikowanego ciała, czemu nie z własnego krętactwa lub innych przestępstw? Ale nie wiem, jak to się ma do NO.

  9. Żeby ustalić czy jest wydumana, mimo wszystko trzeba by ujawnić i ocenić całokształt działalności KO w tym zakresie, co zapewne nigdy się nie stanie.
    A co do samego pytania – może być wte i wewte, grunt żeby nie wylać Batmana z kąpielą.

  10. @Czy przestępstwo może być powodem do dumy?
    To akurat jest tylko pochodna stopnia niesprawiedliwości prawa. Cofnijmy się o 60 lat… albo nie, zajrzyjmy do Irvinga. Doktor od aborcji Wilbur Larch – przecież przestępca całą gębą – a jednak imo miał powody do dumy. Nie nazywałbym tego ‚dumą z przestępstwa’, to ostatnie jest tu niefajną koniecznością.

  11. Równie dobrze na NO mógłby się powołać dowolny polski ginekolog żyjący z podziemnego haraczu od autonomii cielesnej kobiet. Z drugiej strony, żeby choć jeden z takich przedsiębiorców choćby przyłapany miał odwagę iść w zaparte na czołówę z mizoginicznym prawem, to byłby jakiś postęp. Polskiego Morgentalera (haha, sorry) nie ma co wypatrywać.

    @lemingarnia:
    masz „literówkę” w linku

  12. ‚Dowolny’ to erystyka. A konkretny może mógłby, może nie mógłby. Kto to wie?
    ‚Czołówa w zaparte’ to nie była, ale Wacława Deca kojarzę jeszcze z lat 90-tych.

  13. prof. Deca warto przypomnieć jeszcze z innego powodu. Dwóch różnych pogrzebów: sławnego ginekologa prof. Deca, któremu życie zawdzięczało wiele kobiet, i gangstera Skotarczaka. Możecie zgadywać do jednego razu, który z pogrzebów odprawił lokalny biskup.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s