Roszczenia, oczekiwania, spirale długów

W mediach nowa rozrywka, polowanie na ciężarne.

No dobrze, to nic nowego – na ciężarne poluje się w Polsce nie od wczoraj – pilnuje się by nie usuwały ciąż, sprawdza, czy nie podrzucają dzieci, czy rodzą dzieci z certyfikatem małżeńskim, a potem – czy nie roszczą sobie zbyt wiele w związku z byciem matką. Obecna nagonka odbywa się pod hasłem użalania się nad ciężkim i rozpaczliwym losem polskiego przedsiębiorcy, którego biznes drży w posadach z powodu kobiet w wieku rozrodczym.

Szloch pierwszy, od którego się zaczęło, i odpowiedź równie rzewna.

Oczywiście, Gazeta Wyborcza tylko drukuje listy wzburzonych czytelniczek, które oskarżają pracownice swoich mężów o rujnowanie firmy, gigantyczne koszty i stresy zawodowe. Nie ma to wszak najmniejszego związku z nagonką i szczuciem, jakie od niedawna były minister sprawiedliwości uprawiał na tych samych łamach, antagonizując kobiety w wieku rozrodczym i środowiska LGBT (fun fact: oba te rzekomo wrogie obozy mają dużą część wspólną).

Opracujmy zatem schemat tych listów (i komentarzy, komentarze w Wyborczej są tylko jeden krąg piekielny wyżej niż onetowskie): dobrze sytuowana żona właściciela firmy, również matka dziecku/dzieciom pomstuje, że kobiety zatrudnione w przedsiębiorstwie jej męża ośmielają się korzystać z praw pracowniczych i przebywać na zwolnieniach lekarskich, urlopach macierzyńskich i wychowawczych, a potem – o, recydywo! – ponownie zachodzić w ciążę. Prowadzi to do srogiej pointy, że kobiet przed pięćdziesiątym rokiem życia zatrudniać nie należy, ponieważ biologia kobiet jest podstępna, ich pracownicze morale żadne a lojalność wobec szefa znikoma. Enter Gowin, Giertych i prawica, która wysyłając autorkom tych listów bukiecik i czekoladki może wstąpić na barykadę i ogłosić, że przecież same kobiety widzą, że ich miejsce nie jest w biurach, sklepach czy firmach, ale w domu, przy dzieciątku, a pan mąż niech pracuje i zarabia.

Oczywiście nie mam zamiaru kontrować listów własnymi obserwacjami, to byłby jałowy pojedynek na anegdoty. Mam zamiar porozmawiać o tym, co się stało, że kobiety z tych listów (o ile są prawdziwe, a nie są to wypreparowane na potrzeby wierszówki prace domowe redakcji z wyborcza.pl) występują krótkowzrocznie same przeciw sobie. Dlaczego zwalczają inne kobiety, zamiast wskazać prawdziwego winnego: system dyskryminujący kobiety na rynku pracy – system prawny, system obyczajowy, system tradycji – które do spółki tworzą państwo nie tyle wrogie kobietom, co eksploatujące je bez żadnych zahamowań.

System bowiem mówi, że dziecko ma matkę. Matka jest bardziej matką niż fryzjerką, księgową, sklepową, farmaceutką czy kierowniczką, od zajścia w ciążę jest definiowana społecznie przez swoje funkcje rozrodczo-wychowawcze. W odróżnieniu od mężczyzny, który dzieci miewa w czasie wolnym od pracy (a dbaniem o to, by spłodzone przezeń dzieci nie utrudniały mu pracy ani wypoczynku, zająć się powinna kobieta – wstając w nocy do dzieci, pilnując ich szczepień, wizyt lekarskich, dentysty, urodzin, zmiany obuwia i wycierania nosów); natomiast niemal całą swoją energię może przeznaczać na rozwój zawodowy i pasje życiowe. Oczywiście, istnieją wyłamujące się z systemu wyjątki, ojcowie pełnoetatowi i zajęci dziećmi nie tylko w chwili przerwy między ważniejszymi zajęciami – ale funkcjonują oni wciąż bardziej na prawach kuriozum niż reguły, niestety.

Wracając do matek: kiedy dokonają szalonych wysiłków, obliczą finanse, siły i zasoby, rozpoznają możliwości zdobycia miejsca w żłobku, upewnią się, że stać je na to (to znaczy, że mają etat, a nie umowę śmieciową, która w razie ciąży zostawia je zupełnie bez środków na cokolwiek, łącznie z refundacją leków na przykład), zachodzą w ciążę, rodzą, odchowują dziecko przez pierwsze miesiące korzystając z macierzyńskiego, i chcą wracać do pracy. Zderzają się tutaj z dwoma komunikatami: że są bezczelnymi pasożytami, które wypasły się na krwawicy przedsiębiorcy przez okres ciąży, połogu i laktacji; oraz że są wyrodnymi, zimnymi matkami, które porzucają niemowlę w jakiejś szemranej instytucji (o ile wygrały na loterii miejsce w żłobku) w imię swojej kariery. Tu możemy sobie poszydzić na temat kariery jaką z wizgiem i świstem robią w Polsce pielęgniarki, pracownice infolinii, manikiurzystki z osiedlowego gabinetu piękności, sprzedawczynie w sklepikach czy kasjerki w hipermarkecie – bo na te kobiety na stanowiskach podległych skarży się społeczeństwo jako na wykorzystujące nadmiernie (serio?) swoje pracownicze prawa.

Stacja pierwsza – sprzeczne oczekiwania i pretensje – za nami, czas na stację drugą: propozycje rozwiązań. System ma w ofercie dla kobiet w wieku rozrodczym dwa warianty, zależne od ich sytuacji materialnej – babcia lub niania. Fun fact: oba oparte są na wyzysku pracy innej kobiety. Kobieta, która była w wieku rozrodczym i miała pecha urodzić inną, płodną kobietę, dostaje od systemu nakaz pracy na etacie babci, ponieważ system widzi, że niewolnicza i darmowa praca babci jest tańsza i wydolniejsza niż zorganizowanie placówek zajmujących się niemowlętami profesjonalnie. Kobieta, która została bez pracy, ponieważ mądrość systemu zaleca nie zatrudniać na etacie pracowników mogących zajść w ciążę, może ratować się przed głodem i komornikiem podejmując się w szarej strefie niańczenia cudzych dzieci. System się kręci, ponieważ matka zaciągająca dług pracy u swojej matki lub teściowej ma obowiązek go spłacić za lat kilkanaście, gdy natknie się na barierę dostępu do domów opieki dla osób starych i przewlekle chorych. Domy opieki istnieją – państwowe zatłoczone i z wieloletnią kolejką oczekujących na miejsce, oraz prywatne, horrendalnie drogie. Wszystkie zaś równo obciążone są odium umieralni, zesłania, miejsca dla ludzi niekochanych przez bliskich i zaniedbanych. System oskarża niewdzięczne dzieci, które wysyłają niedołężnych bądź schorowanych rodziców do instytucji zamiast poświęcić własne zdrowie i życie osobiste pielęgnacji przodków. Znów, system predestynuje do gotowania, sprzątania, mycia i karmienia kobiety, słusznie napominając je, że wykorzystały wcześniej siły witalne swoich matek do opieki nad potomstwem. Ba, nie tylko matek, opieka nad teściami również należy systemowo do kobiety.

Mamy tu do czynienia z systemem w swojej istocie lichwiarskim. By utrzymać się na powierzchni, kobieta zmuszona jest zaciągać kolejne długi. Długi emocjonalne wobec swoich dzieci, które podrzuca do żłobków lub niań, jeśli wraca do pracy – lub dosłowne długi świadczeń socjalnych (co jej bezwzględnie wypomną w prasie pracodawca ze współpracownikiem) gdy pozostaje jak najdłużej z dzieckiem w domu. Następnie zaciąga dług czasu i pracy u swojej matki lub teściowej, powierzając im dziecko pod opiekę w godzinach, w których nie pracują przedszkola czy szkoły, ale ona sama owszem, musi. Spirala długów narasta, czas pożyczony zostaje zwindykowany po odchowaniu dzieci, gdy trzeba wypłacić zapożyczone godziny pracy opiekując się rodzicami lub teściami. To sprawia, że kobiety uciekają na wcześniejsze emerytury – nie by odpoczywać, lecz by pracować darmo wychowując swoje wnuki i pielęgnując swoich rodziców. Dostają wtedy w twarz ponownie od niewidzialnej ręki rynku, która je policzkuje głodową emeryturą („bo nie wypracowały sobie świadczeń”), z drugiej strony słyszą, jak są leniwe i pasożytują na społeczeństwie pracujących. System znalazł winnych, system jest z siebie dumny: te bezczelne kobiety, które w ciąży uciekały na L4, siedziały na wychowawczych, odeszły na wczesną emeryturę i żądają jeszcze, by tę emeryturę dostać w wysokości pozwalającej przeżyć – one rujnują gospodarkę i obciążają budżet. System sankcjonuje zatem niższe pensje kobiet, utrwalając ich beznadziejną sytuację. System nie płaci, system za to wymaga, wiedząc, że zdesperowane kobiety znajdą poza nim środki – pożyczając po rodzinie lub lombardach. System zaoszczędzi na żłobkach, przedszkolach i świetlicach, na domach opieki, hospicjach i systemie opieki środowiskowej dla osób starych i niepełnosprawnych. System już dawno odkrył, że ten sektor można sprywatyzować, wypychając go w szarą strefę darmowej pracy milionów kobiet, którym przywali później oskarżycielsko, że nie rodzą wystarczająco dzieci, że pracują za mało wydajnie, że porzucają ognisko domowe i kupują gotowe ciasto w hipermarkecie, a w domu nie mają posprzątane za szafami.

System przekonań, wierzeń religijnych i społecznych stereotypów z chęcią eksploatuje kobiety i ich pracę na rzecz społeczeństwa pod szyldem poświęcenia, opiekuńczej natury czy charyzmatu kobiecości. Kiedy w oparciu o te ozdobne terminy wyzysku podejmuje się państwo, zrzucając swoje obowiązki nieodpłatnie na obywateli – mamy do czynienia z lichwą i niewolnictwem.  Lichwą sankcjonowaną prawem i obyczajem, tradycyjną rolą kobiety, ale też pseudonaukowym bełkotem biedasocjologów gazetowych, ekonomistów i polityków. Nie wiem, czy jest z czego być dumnym, droga polska klaso rządząca. Rządząca najemnikami, niewolnicami i dłużnikami lombardów.

Reklamy

56 thoughts on “Roszczenia, oczekiwania, spirale długów

  1. Jeszcze rok- dwa, a zostanę socjalistą. No bo w sumie nadal jestem drobnomieszczańskim radykalnym demokratą.

  2. Dziecko po urodzeniu powinno być zostawiane w szpitalu i powinno się nim zająć państwo. Howgh!

  3. @poziomka:
    tak, jest taka procedura i nazywa się „zrzeczenie praw do dziecka” i skutkuje adopcją.
    A teraz wezmę na chwilę twój trolling za dobrą monetę i wyjaśnię myśl główną swojej notki, skoro wydała ci się nieprzystępna: nieuczciwe jest z jednej strony żądać od Polek jednocześnie wydajności roboczej i prokreacyjnej (nieustające jeremiady o zastępowalności pokoleń) przy obarczaniu ich całkowicie opieką nad dziećmi i zniedołężniałymi członkami rodzin. W przyzwoitym towarzystwie za wymaganiami idą pewne zobowiązania, państwo natomiast z jednej strony likwiduje bądź nie tworzy instytucji opieki, a z drugiej wrzeszczy, że osoby na które opieka spadła, są niewydajne i powinny zostać ukarane.

  4. Nieuczciwie jest, zgoda. Ale: normalny człowiek, jeśli przepisy są dla niego niekorzystne, stara się minimalizować straty. Nie będzie zaciskać zębów i utrzymywać stadka ciężarnych pracownic, bo i w imię czego?

    Swoją drogą, takie przepisy istnieją, odkąd pamiętam – w tej samej sytuacji była w połowie lat 90. moja znajoma, prowadząca jednoosobowo biuro tłumaczeń: gdy zatrudniła pomoc biurową, to ta pomoc zaszła w ciążę w ciągu dwóch miesięcy od otrzymania stałej umowy i znajoma utrzymywała ją jeszcze półtora roku później, sama będąc w ciąży – bo nie mogła jej przestać płacić, jako firma, co z tego, ze jednoosobowa…

    Dlatego zirytował mnie moralizatorski ton zdania „kobiety z tych listów występują same przeciw sobie” – bo i niby czemu przeciw sobie? Jeśli kobieta prowadzi firmę, zatrudniającą pracowników, względnie jest żoną właściciela tejże, to prawdopodobieństwo, ze sama będzie szukać pracy, żeby móc zajść w ciążę i iść na zwolnienie lekarskie, jest bardzo małe.

    Poza tym jednak zgadzam się całkowicie, ze winne jest państwo, a raczej politycy, dbający głównie o własne stołki, a nie o wyborców. Z tym że te przepisy obowiązują od początku lat 90 (właściwie dłużej, ale wcześniej prawie nie było prywatnych firm) – przez ten czas przez Sejm i rząd zdążyły się przewinąć wszystkie istniejące opcje polityczne, i KAŻDA miała do wyborców dokładnie ten sam stosunek. I prawica, i lewica. Teoretycznie prawica powinna bardziej olewać proletariat, a lewica przedsiębiorców, ale obie olewają demokratycznie wszystkich.

    Więc zwykłemu człowiekowi pozostaje albo założyć własną partię polityczną, albo emigrować. :->

  5. @Godryk
    I tutaj właśnie redukujesz człowieka do maszyny optymalizacyjnej kosztów – stosujesz tutaj logikę eugeniki neolibstwa. Spójrz obie relacje z gazety to nie jakieś wielkie korpo, w których rządzi kapitał, lecz ludzie racjonalizujący swoje indywidualistyczne podejście do świata.

    A co do rozwiązań systemowych – urlopy rodzicielskie z zachętami do podziału po równo między obojga rodziców.

  6. Wszystko pięknie, ale czemu niania to wyzysk pracy innej kobiety? Primo można się zatrudnić legalnie jako niania, nawet powstały prawne udogodnienia (nie są idealne, ale coś się jednak ruszyło w tej sferze), secundo to niekoniecznie „ucieczka przed komornikiem”, a świadomy wybór, bo to praca z całkiem niezłymi zarobkami (tak, mówię z perspektywy dużego miasta, więc mówię o sytuacji w nim)

  7. @Królowanocy:
    Niania to w 9 przypadkach na 10 (o ile nie 95 na 100) osoba pracująca nieformalnie, bez umowy, zabezpieczenia czy świadczeń. Owszem, istnieją ewenementy – nianie legalne, ale znów: spora część legalnych niań to kobiety nagonione przez agencje pośrednictwa, zatrudniające je nie na etacie, tylko na śmieciówce. Dlatego uogólniam mówiąc o wyzysku.
    A całkiem niezłe zarobki w dużym mieście o których mówisz, to, jak ostatnio sprawdzałam, 1600-2000 na rękę za pracę po dziesięć godzin dziennie bez ubezpieczenia zdrowotnego, świadczeń emerytalnych czy prawa do płatnego urlopu. Nie jestem pewna.

  8. A jakie powinno być rozwiązanie systemowe dla ludzi decydujących się na dziecko, żeby uniemożliwiało prześladowanie kobiety? Tak poważnie pytam.

  9. @pawos
    urlop macierzyński, nawet rozciągnięty na rok i skonstruowany tak, że muszą go wykorzystać rodzice po połowie, jakby nie rozwiązuje palącego problemu opieki nad dzieckiem po upływie tego roku; natomiast żłobek jako rozwiązanie problemu opieki nad małym dzieckiem, to też jest odchył tylko komunistyczny; dążenie do kolektywizacji jednostek niezdolnych do werbalnej ekspresji jest taki sobie

  10. @Naima
    No przy 2000 to wychodzi około 12 złotych za godzinę, to mało? A są też takie nianie, co biorą 15 za godzinę, łatwo policzyć, że wtedy zarobki skaczą powyżej tych 2000. To więcej niż płaca minimalna, sporo więcej

  11. @Królowanocy:
    Przy 2000 zł na rękę i 10 godzinach pracy dziennie masz stawkę 10zł/h. Przypominam, że z tej stawki niania musi sobie sama zapewnić ubezpieczenie zdrowotne, rentowe, wypadkowe i emerytalne, bo pracodawca jej tego nie zapewnia. Plus – jeśli zachoruje/będzie chciała wziąć wolne, nie przysługuje jej literalnie nic, łącznie z refundacją leków. Więc nie, to nie jest wielka kasa.
    Poza tym, oczywiście jeśli uważasz, że jest to robota marzeń ze świetną stawką, to luz, ja uważam, że jest to bardzo ciężka i potwornie odpowiedzialna praca bez żadnych zabezpieczeń socjalnych.
    15zł/h brzmi świetnie, kiedy dostanie to córka/syn znajomych w zamian za posiedzenie z dzieckiem, kiedy rodzic(e) ma plany na wieczór poza domem. Ale takie stawki nie istnieją w Warszawie przy opiece całodniowej, tylko interwencyjnej, z doskoku na parę godzin. Zaś spora część niań to cudzoziemki, które oprócz opieki nad dzieckiem/dziećmi wykonują jeszcze całą czarną pracę w domu.

  12. No nie, no, trochę realizmu poproszę.

    Owszem, idealnie kulista niania poruszająca się bez tarcia ruchem jednostajnym zapewne będzie płacić wszystkie prawem przepisane składki i podatki, podobnie jak idealnie sferyczny zatrudniający ją pracodawca o stałej dielektrycznej równej jeden zapewne zgłosi ją do ubezpieczenia itepe.

    Natomiast w świecie realnym niania wykupi sobie co najwyżej najtańszy pakiet w dowolnej sieci prywatnych przychodni, bo tam może liczyć na szybką pomoc (maksimum do trzech dni roboczych w kolejce do internisty, do pięciu dni – do specjalisty). O emeryturze czy rencie myśleć nie będzie, a za ubezpieczenie wypadkowe będzie mieć w najlepszym razie śmieciowe NW zaproponowane przez tlelemarketera z banku jako „ofertę dla naszych wyjątkowych klientów”.

  13. Polaczki-cwaniaczki-cebulaczki. Każdy kombinuje, jak drugiego wyjebać na kasę. I nie wiadomo, jak to wszystko wyprostować, bo patologia wyłazi zewsząd: normalnej opieki nad dzieckiem w tym kraju nie uświadczysz, nad ludźmi starszymi również, a przez grzeczność nie wspomnę rynku pracy, bo brak mi na niego kulturalnych słów. A nad wszystkim oczywiście panują idiotyczne przepisy z zamierzchłej epoki głębokiego PRLu, których zmienić nie ma komu, a jak się już ktoś znajdzie, to i tak okazuje się złodziejem albo idiotą.

  14. @Pawos
    I jak ten podział na pół załatwia problem dwuosobowej firmy w której jedyna pracownica idzie na rodzicielski, a właścicielka ma przejebane?

  15. @tram
    Żłobki są fajne. W czym to komunistyczny wynalazek, bo nie rozumiem.
    Oczywiście jest jeszcze kilka innych form opieki.

    Na urlop rodzicielski (nie macierzyński) tak samo może pójść mężczyzna i kobieta, więc jakby argument, że ja zatrudniam tylko facetów, bo ona zajdzie w ciąże traci na aktualności.

    Kolejne rozwiązanie równe płace dla kobiet. etc.
    Naprawdę rozwiązań jest dużo wystarczy poczytać.

    I na koniec (a może przede wszystkim) trzeba zerwać z paradygmatem bycia egoistycznym idiotą.

  16. @Godryk & idealny kulista niania
    Nie trzeba idealizmów – kontrola.

    @Z.
    Tak załatwia, że jak zatrudni faceta to tak samo może pójść na urlop, a właścicielka też ma przejebane tak samo.

    A swoją drogą zatrudnienie zastępstwa?

  17. @Godryk realista
    Ppowiadasz o tym, jak rzeczona niania nie odkłada żadnych składek jak o najnaturalniejszej pod słońcem sprawie. Warto przypomnieć, że nie rozmawiamy o nastoletniej babysitterce, tylko, statystycznie, o dojrzałej kobiecie z rodziną na utrzymaniu.

  18. Takie firmy często funkcjonują na styk. Taka rada, to jak powiedzieć, że „jak to kobiety nie mogą być konkurencyjne na rynku pracy? Niech sobie zatrudnią nianie na etat”.
    Między człowiekiem prowadzącym małą działalność, a kimś kto robi na zleceniach często jest cienka granica i ja tylko zwracam na to uwagę.

    Zgadzam się z postulatami obowiązkowych urlopów na pół i żłobków, ale to wszystkie nie załatwia – moim zdaniem na firmy trzeba patrzeć w podobny sposób jak na ludzi – obciążenia powinny być progresywne. Bo inaczej premiujemy duże firmy.

  19. Trafnie i dokładnie opisana sytuacja kobiet w naszym kraju. Wyzysk kobiet obowiązuje wszędzie. Od kobiet się żąda i oczekuje na każdym etapie ich dorosłego życia. Kobiecie żądać i oczekiwać nie wypada. Zjawisko to występuje niezależnie od władzy, wiem o czym piszę. Czy listy od żon przedsiębiorców są prawdziwe , mogą takie być . Łatwo wykorzystywać kobiety m. in. dlatego, że w sporej części nie są solidarne. Bywa, że jeżeli którejś powodzi się lepiej, z upodobaniem występuje przeciw innym w gorszym położeniu i to psuje jakiekolwiek działania na rzecz poprawy sytuacji kobiet w ogóle. Dzięki kobietom każda władza ma łatwo, bo z czymkolwiek rządzący sobie nie poradzą, to kobiety muszą. Jeszcze o solidarności kobiet, są dziennikarki ( ostatnio w tv), które straszą feminizmem i zwyczajnie szkodzą interesom większości kobiet.

  20. A może by wyłączyć czas zwolnienia ciążowego, porodu i połogu z odpowiedzialności finansowej pracodawcy. Urlop macierzyńsko-tacierzyński dzielony po równo to dobry pomysł.

  21. @pawos: przede wszystkim należy zejść z idealistycznych wyżyn równouprawnienia społecznego i powszechnej szczęśliwości na ziemię. Tę ziemię.

    Kontroli w tym kraju mamy aż nadto, jedne depczą drugim po piętach. To jest typowa pułapka biurokracji (pojęcie z teorii zarządzania, wbrew pozorom) – im bardziej szczegółowe przepisy, tym więcej w nich luk i możliwości obejścia. Więc chroń nas $dowolnie_wybrana_istota_wyzsza przed kolejnymi przepisami i kontrolami do nich.

    Zatrudnienie zastępstwa – zastępstwu też trzeba zapłacić, więc w efekcie trzeba płacić dwóm pracownikom, z których jeden pracuje (ryzykując, że też pójdzie na wychowawczy…)

    @rachwald – dokładnie tak, stąd w ogóle ubezpieczenie zdrowotne – nie tam, gdzie opieka jest „bezpłatna” (po zapłaceniu kilku stów składki ZUS), a kolejki kilkutygodniowe, tylko tam, gdzie opieka jest płatna (parę dych składki miesięcznej), a kolejki akceptowalne. Natomiast czterdziestoletnia kobieta z dziećmi TYM BARDZIEJ nie będzie myśleć o składce emerytalnej – ona dobrze wie, ze prędzej urobi sobie ręce do łokci, niż w tym bajzlu dostanie godziwą emeryturę, i woli dbać o dzieci, mając nadzieję, że później dzieci zadbają o nią.

    Ogólnie – dwie uwagi.

    Primo: przepisy oraz ich powszechna wśród urzędników interpretacja są takie, że każdy przedsiębiorca to złodziej, który w każdej chwili próbuje oszukać państwo, oraz wyzyskiwacz, który każe pracownikom pracować ponad siły i nie daje tego, co im się należy według prawa. To, że prawo było w większości stanowione w dobie przedsiębiorstw państwowych, dotowanych z budżetu, a przedsiębiorcy to w 95% drobne jednoosobowe lub rodzinne firmy, które działają na granicy opłacalności, jakoś urzędnikom i prawodawcom umyka. Wszystkich traktuje się tak, jakby byli Gatesami czy innymi Rockefellerami.

    Secundo: jeśli już mówimy o tym, jak powinno być, to pamiętajmy, że takie zmiany, choćby były najlepsze, wymagają albo poparcia partii w danym momencie rządzących – albo silnego oddolnego ruchu społecznego, który byłby w stanie wyłonić z siebie nową partię, która z kolei wygrałaby wybory, uzyskała większość i mogła stanowić prawo. Więc najpierw trzeba przekonać społeczeństwo do jakiegoś rozwiązania – albo przynajmniej zdobyć jego zaufanie. Politycy robią to obietnicami łatwego i przyjemnego życia, wyrównania szans, powszechnej sprawiedliwości – i potem wprawdzie ich nie realizują, ale ciężko te obietnice przebić. Dlatego należałoby najpierw wychować rozumnych, rozsądnych i świadomych wyborców, żeby cokolwiek się zmieniło. Robota na pokolenie albo i dwa pokolenia, niestety…

  22. @Godryk
    „Kontroli w tym kraju mamy aż nadto”
    Jeśli nagminnie jest łamane prawo dotyczące zawierania umów śmieciowych zamiast o pracę, to widać nie mamy za dużo kontroli. Nie rozwodzę się bo to nie jest topic posta.

    „Zatrudnienie zastępstwa”
    A czytałeś ten link co podesłałem? Uwzględniłeś case dwu osobowej firmy.
    Z drugiej strony to nie jest notka o tytule :”problemy małych firemek”, a problemy i dyskryminacja młodych matek. Zauważ, że dzieci mają ojców, a nikt nie deklaruje nie zatrudnię ojca, bo to koszt.

    Urlopy rodzicielskie zmniejszają dyskryminacje młodych matek. Bo może nie?

    Pozwolę jeszcze udostępnić na temat L4 w ciąży świetny tekst.
    http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114356,12353605,Kobiety_masowo_chodza_na_zwolnienia__Orlinski_o_mezczyznach.html

  23. @Godryk
    „Primo: przepisy oraz ich powszechna wśród urzędników interpretacja są takie, że każdy przedsiębiorca to złodziej, który w każdej chwili próbuje oszukać państwo, oraz wyzyskiwacz, który każe pracownikom pracować ponad siły i nie daje tego, co im się należy według prawa.”

    A kiedy ty ostatnio w urzędzie byłeś?

    „To, że prawo było w większości stanowione w dobie przedsiębiorstw państwowych, dotowanych z budżetu, a przedsiębiorcy to w 95% drobne jednoosobowe lub rodzinne firmy, które działają na granicy opłacalności, jakoś urzędnikom i prawodawcom umyka.”

    Jakie „prawo”? Ale tak konkretnie. Ciekawy jestem bardzo, zajmuję się tym zawodowo – chyba, bo dość mgliście się wypowiadasz o prawie – i chętnie się dowiem, jakież to przepisy z PRLu, opisujące przedsiębiorstwa państwowe pozostały w ustawodawstwie RP.

  24. @Godryk i Z:
    Wypłacanie przez państwo świadczeń macierzyńskich (ciążowe i laktacyjne, nazwijmy to tak) oraz rodzicielskich (urlop wychowawczy gender-free) brzmi niegłupio, tak jak napisał Grzegorz Wiśniewski.
    Pomysł z ubezpieczaniem ciężarnych w prywatnej służbie zdrowia pozwolę sobie wyśmiać: wszelkie Medicovery/Luxmedy etc wyłączają prowadzenie ciąży z normalnych pakietów pracowniczych, i liczą je sobie cholernie drogo (bo ilość badań po drodze, bo specjaliści, bo obsługa wszelkich potencjalnych komplikacji). Więc państwowa opieka zdrowotna okazuje się w przypadku spraw reprodukcyjnych tańsza i wielekroć wydajniejsza (fun fact: tylko jedno korpo medyczne ma własny oddział neonatologii!).
    A przy okazji mówienia o tej polskiej przedsiębiorczości, która składa się z mnóstwa maleńkich firemek – zauważmy, jak wiele z nich to pracownicy wypchnięci z etatów na tzw. samozatrudnienie przez pracodawcę (np. pielęgniarki i położne, wykopane celnie na własną działalność w celu ominięcia prawa pracy mówiącego o maksimum godzin przepracowanych w tygodniu). Taka maleńka przedsiębiorczość raczej nie zatrudnia. Dla małych firm owszem, nagła strata pracownika może być poważnym problemem, ale przy ucywilizowaniu form zatrudnienia, oskładkowaniu i proporcjonalnym obciążaniu kosztami pracy budżetu i małego pracodawcy wydaje mi się, że również zmalałby odsetek ciąż z zaskoczenia oraz ucieczek na L4.

  25. Obawiam się, że pominięto w sprawie tekstu na GW jego kontekst. Nie chodzi przecież o to, aby się użalać nad przedsiębiorcami i przedsiębiorczyniami, którzy zresztą specjalnie nie są na takie karesy czuli. Chodzi o to, aby regulacje prawne były przyjazne dla matek i nie dyskryminowały ich na rynku pracy. Bardzo prosta zmiana ekonomiczna (kto finansuje urlop rodzicielski – pracodawca, czy państwo) oraz nieco trudniejsza społeczna (urlop dla obojga rodziców z istotną częścią przepadającą, jeżeli oboje nie skorzystają z długiej jego wersji) spowodowałyby, że kobiety stałyby się bardziej zatrudnialne. Przedsiębiorstwa rzadko zrezygnują z kalkulacji ekonomicznej w imię wyższych racji, zwłaszcza, gdy o te racje nie dba samo państwo. Natomiast co do systemu emocjonalnego lichwiarstwa – pisała o tym już jakiś czas temu Arlie Hochschield, to także ukryte koszty społeczne macierzyństwa, które są ignorowane w dyskursie.

  26. @naima, gwoli ścisłości – w pracowniczym pakiecie zdrowotnym Enel-med ciąża jak najbardziej podlega ubezpieczeniu (ginekolog-położnik, badania morfo* i inne, ktg).

  27. Tu się gdzieś chyba czai mit, że przedsiębiorca z jednoosobowym geszeftem to jest nie wiadomo jaki kapitalista. No nie jest; niewiele się różni od swojego pracownika.

  28. Bardzo dobry tekst, Naimo.
    Mam wrażenie, że dzisiaj rozmawiamy o problemach matek, a w perspektywie jakichś 10 lat przejdziemy na drugą stronę: ku opiece nad osobami starszymi. Zwłaszcza gdy wśród nich znajdą się takie, które nie wypracowały sobie choćby minimalnej emerytury. Dzisiaj jest jeszcze tak, że babcia bierze ten tysiąc czy coś miesięcznie, ale ze względów zdrowotnych i podobnych nie może już mieszkać sama, więc przeprowadza się do córki/synowej, której rodzina ma tysiąc złotych (czy coś) dochodu więcej. w zamian za opiekę. a mieszkanie babci można wynająć albo zamieszka w nim wnuk/wnuczka. oczywiście wówczas ta córka/synowa ma więcej obowiązków, ale nie jest to do końca taka bezpłatna praca.
    tylko że, jak wspomniałam, niedługo seniorami będą osoby, które świadczeń sobie nie wypracowały, w dodatku których dzieci ledwo wiążą koniec z końcem lub wyjechały za pracą z miasta, a nawet z kraju. wtedy czeka nas nowa odsłona starego lamentu, który dziś praktykujemy przy tych wrednych matkach, które śmią rodzić dzieci i czegoś za to wymagać (na przykład miejsca w publicznym przedszkolu).

    @ małe firmy, które zatrudniają kobiety i te zachodzą w ciążę, idą na l4, macierzyński, wychowawczy – systemowo fajnie by było wspierać takie firmy finansowo na utrzymanie miejsca pracy dla matki po jej powrocie. do zwolnienia ze składek za matkę na wychowawczym niech dojdzie refundacja połowy, czy nawet jednej trzeciej kosztów zatrudnienia zastępstwa. problem rozwiąże się sam. tylko że to wymaga sporego wysiłku ustawodawczego i finansowego ze strony państwa. i to nie jest tak, że tych pieniędzy nie ma, trzeba tylko ich poszukać choćby w programach budowy korwet, zakupu samolotów bojowych, budowania lotnisk, które nie działają i stadionów na jedną imprezę. Być może jest to kwestia rozsądnego wykorzystania funduszy z „Kapitału Ludzkiego”, znanego na prowincji głównie z tego, że pomógł otworzyć po kilkanaście salonów piękności na jedno niewielkie miasteczko, które po roku w większości się zamknęły.

  29. W’ohle podoba mi się też „kobiety by się stały bardziej zatrudnialne”: nie chce mi się grzebać w statystykach bezrobocia, ale aktualnie chyba wygląda tak, że mnóstwo młodych, zdrowych i chętnych do pracy mężczyzn jest bezrobotnych i tak już zostanie. Problem rynku pracy leży głębiej niż „pochylmy się nad tym, by kobiety stały się bardziej zatrudnialne” – problem leży w tym, żeby w ogóle ludzie byli zatrudniani; a żeby byli zatrudniani, to potrzebujemy dużo małej i średniej przedsiębiorczości. Więc nie możemy szukać systemowego rozwiązania problemów kobiet, mówiąc „zapłaćmy im wszystkim za urlop macierzyński z podatków”, bo tak naprawdę na tym do przodu będą tylko duże przedsiębiorstwa. Mali będą mieli przejebane jak mieli przejebane.

    Trochę jestem przekonany o tym, że rozwiązaniem problemu kobiet na rynku pracy jest to, żeby po prostu był rynek pracy; żeby geszeftów rozmaitych było dookoła na tyle, żeby kobiety nie musiały się przejmować takimi duperelami jak to, czy będą miały gdzie wrócić po pracy. Bo ta praca po prostu będzie, dookoła nich (a wtedy się okaże, że jest pieniądz na żłobki, że jest pieniądz na urlopy macierzyńskie).

  30. Tu się gdzieś chyba czai mit, że przedsiębiorca z jednoosobowym geszeftem to jest nie wiadomo jaki kapitalista.

    Oj czai się. Ale umysłowy dualizm dzielący for the sake of argument świat na nas i onych lubi robić sobie łatwiej, żeby mocniej wyszło. Wychodzi śmiesznie, bo mały geszefciarz postrzega się też tak jako członek mas uciskanych przez wielkie korpo. Z drugiej strony precyzyjne wytyczanie granic może być postrzegane jako obstrukcja słusznej sprawy, więc sama nie wiem.

  31. [quote]Ale umysłowy dualizm dzielący for the sake of argument świat na nas i onych lubi robić sobie łatwiej, żeby mocniej wyszło.[/quote]

    Znaczy przedsiębiorcy na dźwięk słów „podnieśmy podatki” jak najbardziej czują się kulczykami; dopiero w okolicach, kiedy mają przejebane jak reszta ludzi ujawnia się w nich „ej, nam też jest ciężko”.

  32. @eli.wurman
    Staty gusu mówią, że jest znacząca przewaga zatrudnionych mężczyzn w stosunku do kobiet z dziećmi do 8 lat. Tak czy siak nierównowaga w dostępie do zatrudnienia jest.
    http://www.stat.gov.pl/gus/5840_7802_PLK_HTML.htm

    @finansowanie rodzicielskiego etc.
    Powiem nie tyle państwo powinno finansować, co firmy z większego ZUS i będzie z czego wypłacać.

  33. @eli

    dopiero w okolicach, kiedy mają przejebane jak reszta ludzi ujawnia się w nich “ej, nam też jest ciężko”

    Dokładnie tak.

  34. @ichabod
    Skoro kobiety są stworzone do wychowywania, i to przed facetami, to jak to się dzieje, że w ludzie Aka ojcowie na równi zajmują się dziećmi? Czyżby żyli niezgodnie z naturą i biologią, nie to co ludzie z betonowych dżungli, a może to wszystko przez, tfu, poprawność polityczną, która terroryzuje biednych pigmejów już od setek lat?

  35. @ichabod
    No i jeszcze jedno – dlaczego nie możesz się pogodzić z faktem, że przez zrzucanie na kobiety całej odpowiedzialności, kobiety dają po prostu faka i nie rodzą? Możesz się oburzać, że to „niezgodne z naturą”, próbować straszyć, ale to nic nie zmieni. Statystyki dzietności w Polsce pozostają wśród najgorszych na świecie. Ciekawe czemu.

  36. @pawos
    „Staty gusu mówią, że jest znacząca przewaga zatrudnionych mężczyzn w stosunku do kobiet z dziećmi do 8 lat.”

    Tak, ale mnie chodzi o coś jakby głębiej: mamy na rynku (haha, rynku, haha, pracy) tyle niewykorzystanej siły roboczej, że żale przedsiębiorców pt. zatrudniłem kobietę, jest w ciąży, jezus-przejebane są śmieszne.

    Po prostu trochę poddaję pod wątpliwość efektywność (ale nie jestem efektywności gorącym orędownikiem) rozwiązań sprzyjających zatrudnianiu kobiet pomimo „ryzyka” zajścia w ciążę w sytuacji, gdy na rynku pracy czai się jakaś masa ludzi gotowa pracować za najniższą krajową.

    Tu jest też uwaga do dzietności: na co komu dzietność, jeśli ci ludzie w przyszłości mają być poza rynkiem pracy?

  37. O, o tym mówię cały czas: nie tylko bezrobocie, ale odsetek zatrudnionych ludzi w wieku produkcyjnym – http://blogi.ifin24.pl/trystero/2011/02/17/upadek-skandynawskiego-modelu-gospodarczego-–-wizualizacja/

    To oznacza ni mniej ni więcej, że jest za mało pracy (a jest jej za mało, bo jest za mało małych i średnich geszeftów, które mogą sobie pozwolić na zatrudnianie, bo konkurują czymś więcej niż ceną i mogą sobie pozwolić na inny model biznesowy niż przyzerowe marże).

  38. @eli:

    Masz mnóstwo racji, że jak wszystkim będzie lepiej, to i nam będzie lepiej (upraszczając uproszczone). Wszelako fajnie byłoby dożyć tych czasów, piszę ze swojej perspektywy.

    To że biedniejszy i bardziej zdesperowany bezrobotny jest wrogiem pracownika mającego pewne oczekiwania cywilizacyjne i socjalne nie jest niestety odkryciem ostatnich dwu lat. Niepięknie, że państwo usiłuje z tego odkrycia teraz samo korzystać, żerując na zwłokach bezrobotnych, którzy mają się zagryzać w walce o ochłapy.

    Ad dzietność jako fetysz: tak, jest tendencja do chwalenia się liczebnością narodu jako taką, pewnie jakiś atawizm po czasach, gdy wielu obywateli = silna armia = potęga w regionie. Plus tęsknota mocarstwowa w wersji na miarę naszych możliwości.

  39. @eli
    „Po prostu trochę poddaję pod wątpliwość efektywność (ale nie jestem efektywności gorącym orędownikiem) rozwiązań sprzyjających zatrudnianiu kobiet pomimo “ryzyka” zajścia w ciążę”

    Jeśli koszty ryzyka są rozłożone są na wszystkich pracodawców (w postaci ZUS) to czemu nie?

  40. @pawos
    „Jeśli koszty ryzyka są rozłożone są na wszystkich pracodawców (w postaci ZUS) to czemu nie?”

    A dlaczego mają być rozłożone na wszystkich? Powinny być na tych, dla których to jest większe ryzyko.

  41. znaczy, koszty powinny być tak rozłożone, żeby większe obciążenia ponosili ci, którzy mają mniejsze ryzyko

  42. @eli
    Choćby po to, żeby neutralne było czy zatrudniam kobietę czy mężczyznę.
    Z drugiej strony jak to sobie wyobrażasz zakład Pana X jest bardzo sfeminizowany kobietami w wieku 20-35, więc płaci dwa razy więcej? To jawa polityka dyskryminacyjna.
    W przypadku niepowszechnej składki system nie będzie działał.

  43. @eli
    Skomentowałem zanim zobaczyłem Twoją poprawkę.

    Ciekawa propozycja, ale jak to z liczeniem ryzyka bywa jest dyskryminacyjne. Dlatego choćby po równo.

  44. @pawos
    „Dlatego choćby po równo.”

    No kiedy po równo jest dyskryminacyjne. Jeśli prowadzenie geszeftu uprościmy do kalkulowania ryzyk różnych działań to szybko się okaże, że sprawiedliwe jest to, co wyrównuje ryzyko (to jest prawdopodobnie najbardziej lewicowa rzecz jaką jestem w stanie zaoferować kapitalizmowi).

  45. @eli
    „Jeśli prowadzenie geszeftu uprościmy do kalkulowania ryzyk różnych działań to szybko się okaże, że sprawiedliwe jest to, co wyrównuje ryzyko”

    I właśnie wyrównuje ryzyko to, że płaci też ten, który go nie ponosi, bo ma np pracowników 50+, a z drugiej nie dyskryminuje, bo nie jest podane wzorkiem zawierającym wiek, wykształcenie, płeć, miejsce zamieszkania etc. Można dodać wyjątki lub trochę inaczej skonstruować przepis np: mały geszefciarz zatrudniający do 20 osób (jak to teraz jest z macierzyńskim) dajmy na to nie płaci lub mniej płaci i to się da uzasadnić.

    Byłbym tez ostrożny od przydawania biznesowi jakiś idei sprawiedliwości. Pojęcia sprawiedliwości wolę używać tam, gdzie człowiek. To wyrównywanie ryzyka nie po to jest by ulżyć w prowadzeniu geszeftu, lecz po to by była mniejsza dyskryminacja kobiet.

  46. @pawos
    „Można dodać wyjątki lub trochę inaczej skonstruować przepis np: mały geszefciarz zatrudniający do 20 osób (jak to teraz jest z macierzyńskim) dajmy na to nie płaci lub mniej płaci i to się da uzasadnić.”

    O, widzisz, i tu już mamy coś, co wyrównuje ryzyko.

    „Pojęcia sprawiedliwości wolę używać tam, gdzie człowiek.”

    W biznesie są ludzie, nie jakieś dziwne byty.

  47. @eli
    „O, widzisz, i tu już mamy coś, co wyrównuje ryzyko.”

    Jeśli mówimy o takim konkrecie to nie ma sporu.

    „W biznesie są ludzie, nie jakieś dziwne byty.”

    Zależy czy big korpo czy mały geszefciarz. Drugi przypadek można obsłużyć jakimś „ale” jak napisałem komentarz wyżej.

  48. @pawos
    „Jeśli mówimy o takim konkrecie to nie ma sporu.”

    Oczywiście, że o takich.

    „Zależy czy big korpo czy mały geszefciarz.”

    Duże korpa to też są ludzie, tylko się chowają za rozmytym akcjonariatem i skalą działania. Ale tam też siedzą ludzie, którzy podejmują decyzje i za te decyzje muszą być odpowiedzialni. Jak nie chcą być (a nie chcą), to trzeba przynajmniej z nich zedrzeć.

  49. W parlamencie zasiadają kobiety echa. Echa swojego partyjnego guru , często bez własnego zdania. Taka sytuacja dotyczy też mężczyzn. Partie są wodzowskie i właściwie wszyscy liżą tyłki swoim szefom.

  50. Pingback: Ups! Pokolenie do wymiany

  51. Pingback: Rodzina idealna na przykładach krajowych | Naima w sieci

  52. Pingback: O takich, co ukradną przyszłość | Naima w sieci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s