Ofiaro, nie histeryzuj, pan prawnik mówi

 Kiedy prawnik, i to nie byle jaki, bo profesor prawa karnego, mówi o przemocy wobec kobiet, spodziewamy się usłyszeć ważne rzeczy. Tymczasem, o danych z raportu Feminoteki pan profesor Wojciech Cieślak z Unwersytetu Gdańskiego mówi:

Uważam, że brakuje nam rzetelnych badań tego zjawiska. Nie ma żadnych racjonalnych wskazań, danych, pozwalających uznać, że liczba zgwałceń w Polsce w ogóle wzrosła, tym bardziej że wzrosła gwałtownie. Powszechnie wiadomo, że oprócz ok. 2 tysięcy osób, które oficjalnie zgłosiły tego typu przestępstwo, pozostaje tzw. szacunkowa, ciemna liczba przypadków przemocy seksualnej. Nie ma jednak jakichkolwiek dowodów, aby twierdzić, że jest ona większa, niż było dawniej. Nie można również rozciągać kwestii „przemocy fizycznej seksualnej” (wymagającej zdaniem autorów poprawek surowszych kar) na wulgarne, chamskie zachowanie lub klepnięcie kobiety w pośladek. Jest to oczywiście naganne zachowanie, ale proponowane kary są – moim zdaniem – nieadekwatne do przewinienia.

Mamy tu dość oryginalne postawienie sprawy – pan prawnik arbitralnie mówi, że raport oparty na wieloletnich badaniach i porównaniach z sytuacją w innych krajach Europy nie jest zbyt wiele wart, ponieważ czego nie zarejestrowała prokuratura i policja, tak naprawdę jest wątpliwe. Owszem, przyznaje że tzw. ciemna liczba przestępstw istnieje, ale gotów jest z pełnym poświęceniem ją zmarginalizować. Byłby również za tym, żeby wszelkie niepożądane zachowania seksualne, w tym molestowanie, nie były przesadnie karane, bo są to tylko zachowania naganne. Czy to nie za surowa wypowiedź, panie profesorze? Facetowi, który klepnie w pośladki kobietę, może być od takich słów przecież przykro!

Pan profesor idzie dalej, omawiając statystyki gwałtów w polskich szkołach. Wyraża zdawkowe współczucie, ale na propozycję zmiany przepisów:

Nie podoba mi się tylko manipulowanie prawem i zmienianie go pod wpływem histerycznych wezwań kilku feministek. Zmiana prawa musi mieć powód i cel. Nie widzę ani jednego, ani drugiego w zaostrzeniu kar.

Mamy tu przykład interesującej opozycji: zdanie profesora prawa jest wyważone i oparte na spokojnej medytacji, zdystansowane odpowiednio (bądź co bądź według wszelkich statystyk, gwałt ani przemoc seksualna prawie na pewno nie dotyczy pana profesora ze względu na jego płeć) do zagadnienia, natomiast postulaty feministek są histeryczne. Oraz bezcelowe. I bezpodstawne. Oczywiście, to że większość sprawców przemocy seksualnej (zarówno gwałtów, jak i molestowania) jest w praktyce bezkarna, nie ma tu nic do rzeczy. Albowiem:

Nie można potakiwać lub milczeć, jeśli wyraźnie widać, że grozi nam akcyjność w stanowieniu prawa. Sfera wolności seksualnej człowieka powinna podlegać szczególnej ochronie i trudno lekceważyć trudną sytuację ofiary tego typu przestępstw. Należy się jej bezwzględnie ochrona prawna. Ale czy mamy przekonujące powody, by zmieniać obecne przepisy? Czy jest jakiś rzetelny dowód, oprócz niepotwierdzonych naukowo stwierdzeń, że problem jest poważniejszy niż kiedyś? Warto stawiać także i takie pytania, nawet jeśli powodować mają one kontrowersje.

Przypomnijmy – jakiejś formy przemocy seksualnej (napastowania, molestowania, wymuszonego dotyku lub współżycia, gwałtu) doświadcza w życiu niemal jedna trzecia kobiet. Jednocześnie 90% sprawców tego czynu pozostaje bezkarnych. Statystyki policji i Ministerstwa Sprawiedliwości nie wydają się miarodajne? Wojciech Cieślak uważa, że zmiana widełek wyroku niesłusznie ograniczałaby sędziowską swobodę interpretacji, ale dowody i statystyki (badanie Eurobarometru z 2010, cytuję za raportem Feminoteki – 90% sprawców przemocy seksualnej pozostaje bezkanymi, ponad 30% postępowań jest umarzane, a średni wyrok za gwałt ze szczególnym okrucieństwem to trzy lata)  nie przekonują profesora prawa karnego, że coś jest nie tak.  Skoro nie ma potrzeby zaostrzać ani przepisów, ani praktyki, to cóż takiego ma podlegać szczególnej ochronie? Jeśli dobrze rozumiem wywód profesora Cieślaka, szczególnej ochronie ma zatem podlegać sfera wolności seksualnej sprawców. Dla kobiet, czyli ofiar tej wolności seksualnej sprawców profesor ma oczywiście oceany współczucia i deklaracje, że chroniłby je bardzo. Szokująca myśl, by szczególna ochrona przysługiwała wolności seksualnej kobiet, w tym zwłaszcza – wolności od niechcianego kontaktu, na razie do tego wywodu się nie przebiła. Zbyt kontrowersyjna zapewne.

To niestety nic nowego, to już było, nawet w tym samym protekcjonalnym tonie:

W agresywnych i kierowanych ad personam wypowiedziach zwolenników podpisania i ratyfikacji CAHVIO, takich jak prof. Moniki Płatek z WPiA UW, możemy usłyszeć, że „kobiety w Polsce są kulturowo wycinane; społecznie skonstruowana wizja decyduje o ich pozycji”, a prezentowane przeze mnie poglądy „oznaczają traktowanie kobiet jak bezpłatnej kucharki, kobiety do prania, kopania, gotowania i gwałcenia”. Przytoczone wyżej wypowiedzi nie wnoszą nic na rzecz walki z przemocą wobec kobiet. Raczej przeszkadzają w dyskusji i osiągnięciu satysfakcjonującego rozwiązania, stawiając na agresję zamiast merytorycznej dyskusji.

Tu również głos feministek jest histeryczny i dezawuowany, ponieważ, jak widać wyraźnie, o sytuacji kobiet w Polsce mają prawo rzeczowo wypowiadać się wyłącznie mężczyźni. Tacy jak Cieślak, Gowin czy Królikowski, którzy obiektywnie i arbitralnie rozstrzygają, że przemoc wobec kobiet nie istnieje, a gwałt należy do delikatnej sfery seksualnej człowieka i nie należy szczególnie dotkliwie go penalizować.

To osobliwe bohaterstwo w znoszeniu przemocy wobec kobiet łączy polskich polityków z polskimi biskupami. Oni również widzą sytuację chłodno i obiektywnie i nie dostrzegają w niej nic niepokojącego poza oczywiście, patologią związków niesakramentalnych. Strukturalnie nasze społeczeństwo jest bez zarzutu i przemoc wobec kobiet godna jest współczucia, ale nie wymaga gwałtownych reakcji, mówią mężczyźni w togach, mężczyźni w garniturach i mężczyźni w sutannach. Kobiety mówiące o swojej sytuacji zostają postawione do kąta, żeby się uspokoiły i nie histeryzowały.

Obawiam się, że w sprawie zmian prawa i ratyfikacji konwencji w sprawie przemocy –  tak jak w 1993 – stoimy w obliczu nowego kompromisu (wówczas był to tzw. kompromis aborcyjny, czyli maksymalne zaostrzenie przepisów i ostra penalizacja zabiegu)  pomiędzy tymi dwiema siłami: politykami prawicy i kościołem. Nie wątpię, że dramatycznie będą negocjować, ile jeszcze z kobiecej wolności i bezpieczeństwa mogą ustąpić, by druga strona poczuła się niezagrożona w swojej pozycji. Ludzie, których ta sprawa dotyczy bezpośrednio, jak zwykle nie są brani pod uwagę. Statystyki skazań, zeznania, zestawienia sytuacji sprawców i ofiar, te wszystkie konkrety przedstawiane przed twarze polityków i księży nic nie znaczą i są zbywane. Głos pokrzywdzonych staje się głosem histerycznym. Głos uprzywilejowanych jest głosem rozsądku. Dyskurs publiczny prowadzony jest w Polsce wciąż między panem a plebanem, jednogłośnie. Nie wątpię, że się dogadają i w tej sprawie.

 

 

 

Advertisements

9 thoughts on “Ofiaro, nie histeryzuj, pan prawnik mówi

  1. „Ludzie, których ta sprawa dotyczy bezpośrednio, jak zwykle nie są brani pod uwagę.”
    Oj tam, od razu – ludzie. Kobiety przecież. Nie żadni ludzie.

  2. Może mam nieco romantyczne wyobrażenie profesury, ale pragnę zwrócić uwagę, że to jedynie profesor uczelniany, w dodatku przyspawany do zawodu z ojca na syna.

  3. Bardzo dobry wpis. Trwałość niesprawiedliwych (albo po prostu bezsensownych) rozwiązań w polskim prawie jest koszmarna, tu tylko bezczelniej wyłazi.

  4. „Czy jest jakiś rzetelny dowód, oprócz niepotwierdzonych naukowo stwierdzeń, że problem jest poważniejszy niż kiedyś?…”

    a kiedyś nie był poważny?

    oczywiście pan psor nie musi pokazywać danych NAUKOWO FALSYFIKUJĄCYCH wyssane z palca histerie nawiedzonych feministek. jest przecież panem psorem, jak coś powie to znaczy że tak jest…

  5. Dziękuję, że Ci się chce. Bo mnie się już czasem nie chce. Taki poziom frustracji. A to wszystko, o czym piszesz, jest bardzo ważne.
    Przepraszam, że może nie na temat, ale tak mi się jakoś z młodej piersi wyrwało.

  6. Zaskakująca jest ostatnimi czasy u tego typu osób tendencja do dokonywania słusznych spostrzeżeń, ale mieszania ich ze spostrzeżeniami wyssanymi z brudnego palucha i wyciągania z nich #zdupywniosków.
    Co do słusznych spostrzeżeń pana prawnika, to jest ich wbrew pozorom kilka:
    – zwiększanie wysokości kar nie pomaga na zwalczenie problemu
    – sfera seksualna w Polsze jest demonizowana
    – nie istnieje temat edukacji seksualnej, związków partnerskich i innych rzeczy wobec tego brzydkiego słowa na „s”.
    – niektóre osoby walczące z przemocą seksualną lub jej konkretnymi formami (np. atakami seksualnymi na nieletnich, niepoprawnie nazywanymi „pedofilią”) dokonują idiotycznej wolty umysłowej i za zwalczane zjawisko zaczynają obwiniać sam fakt istnienia brzydkiego słowa na „s”, faktu, że ludzie chcą to robić (chcoć nie wszyscy, nie zawsze i nie z każdym, co samo w sobie jest trudne do pojęcia dla wielu, zwłaszcza przedstawicieli pci męskiej) czy fakt, że normy obyczajowe regulujące zachowania seksualne ostatnimi czasy zmieniają się. Żeby daleko nie szukać, wystarczy wspomnieć naszego gwiazdora walki z przemocą seksualną wobec dzieci, który nie tylko nie potrafił załapać, że karta kredytowa fundacji nie jest jego kartą, ale również nie potrafił pojąć, że ataki seksualne na nieletnich nie biorą się z tego, że nieletni czasem między sobą uprawiają seks.
    Pomijam tu taki drobiazg, że większość ataków seksualnych nie jest motywowana potrzebą uprawiania seksu, tudzież nie tylko faktem, że napastnik musi sobie pociupciać, jakby tak było, problem by zasadniczo nie istniał…

    Zgadzam się też z panem profesorem, że zaostrzenie kar, z resztą o jakieś kosmetyczne przesunięcia, nic nie zmieni.

    Nie potrafię jednak wygiąć umysłu na tyle, by uznać w związku z tym, że ogólnie temat gwałtu i molestowania seksualniego nie istnieje (to tak, jakby uznać, że z faktu, że wprowadzenie kary śmierci za morderstwo jest debilizmem i jest niemożliwe w obecnych warunkach geopolitycznych wynika fakt, że morderstwa nie zdarzają się, albo są marginesem i w ogóle nie ma o czym gadać). Nie rozumiem też, dlaczego równie bezsensowne miałoby wprowadzenie innych regulacji, które nie tyle zaostrzą kary, co zwiększą ich nieuchronność (ściganie gwałtu z urzędu, ograniczenia w procedurach przesłuchania ofiar, które mogłyby zwiększyć szansę na to, że ofiary będą chciały zeznawać, ograniczenia dla sędziów nie pozwalające na łagodne traktowanie sprawców). Wreszcie, nie rozumiem dlaczego rzetelne badanie wykonane przez organizację do tego powołaną miałoby być nierzetelne tylko dlatego, że jakiemuś tam dochtorowi prawa wydaje się że tak właśnie jest. Nie rozumiem, dlaczego statystyka wskazująca, że co trzecia kobieta pada ofiarą molestowania w takiej czy innej formie jest nierealistyczna, pan dochtor zapomina, że statystyka uśrednia. Statystycznie co czwarty z nas jest Chińczykiem, a przecież wystarczy rozejrzeć się w okolicy, by zauważyć, że to bzdura, prawda panie dochtorze?

  7. @moje-waterloo:
    Dziękuję za uznanie, miło przeczytać, że inni też podobnie oceniają to co wokół się wyprawia.
    @Jiima:
    No więc masz mnóstwo racji, i nawet ten pan prawnik też ma rację, zwłaszcza gdy mówi o tym, że prawo nie powinno być robione na łapu-capu pod wpływem emocji i medialnej dramy.
    Ale: ten wywiad, którego on udzielał, pod pozorami wypowiedzi czysto teoretyzującej, takiej obiektywnej, jest przesycony protekcjonalizmem i pogardą wobec ofiar przestępstw oraz wobec stających po stronie ofiar organizacji. Do tego stopnia, że dezawuuje dane i zbywa statystyki.
    Masz mnóstwo racji, że pedopanika służy różnym idiotycznym działaniom obecnie (nie mieszajmy chwilowo do tego kradzieży popełnionej przez Śpiewaka, rzecz nie w jednym złodzieju, co w nakręcaniu powszechnej histerii wokół dzieci), a same wysokie sankcje nic nie uleczą, póki będą na papierze. Rzecz w tym, że postawa taka, jaką prezentuje Cieślak, betonuje status quo: jest dobrze, nie słuchajmy histeryków i histeryczek, nie ma sensu poprawiać sytuacji ofiar, bo
    moim męskim zdaniem wcale nie ma ich tak dużo i nie cierpią wcale przesadnie.

  8. @Naima
    To też mówię, spostrzeżenia słuszne, wnioski z d… Zwłaszcza, że raczej tok myślenia owego pana jawi mi się następująco: 1. Z d… wniosek. 2. Szukamy tez na uzasadnienie, niektóre mogą nawet być z sensem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s