Okna życia niechcianego – revisited

W Polsce działa 50 okien życia, m.in. w Gdańsku, Krakowie, Toruniu, Poznaniu i Zielonej Górze. Prowadzą je najczęściej siostry zakonne. Pozostawiono w nich w sumie 44 dzieci. Większość znalazła nowe rodziny.

To stąd. I dalej:

– Jestem zwolennikiem okien życia. Można tu zastosować prawniczy termin stanu wyższej konieczności: uratowane życie dziecka jest w tym wypadku ważniejsze niż wiedza o rodzicach biologicznych – mówi „Gazecie” sędzia Waldemar Żurek, rzecznik krakowskiego sądu okręgowego. I dodaje: – Krytycy okien życia wypowiadają się zazwyczaj z perspektywy wielkomiejskiej. A z okien życia korzystają często kobiety z małych miasteczek, wsi (wytłuszczenie moje – Naima). W tych środowiskach zostawienie dziecka w szpitalu spotyka się z ostracyzmem.

Za to Magdalena Środa pisze :

Nie jestem przeciw oknom życia, tak jak nie jestem przeciw jakiejkolwiek, choćby najbardziej nieskutecznej, akcji filantropijnej czy charytatywnej. Nawet jeśli tylko jedno dziecko zostałoby uratowane dzięki tej instytucji, to warto było ją założyć. Ale nie może ona być wieczna. To relikt epoki Dickensa. Trzeba szukać innych, bardziej systemowych, bardziej skutecznych, zgodnych z prawem rozwiązań. Należy przede wszystkim zracjonalizować i odczarować adopcję, nie może się ona wiązać – tak jak dzisiaj – z potępieniem i wykluczeniem kobiet, bo w potocznej opinii kobieta, która nie chce własnego dziecka, jest potworem, wybrykiem natury, uosobieniem zła. Nic dziwnego, że niektóre kobiety wolą zabić niechciane dziecko, niż narazić się na ten rodzaj odrzucenia.

Cieszę się, że ten temat nadal krąży. Cieszę się, że budzą się – wreszcie! – pytania o zasadność i sens instytucji o pompatycznej nazwie i nieuregulowanej podstawie prawnej. Zastanawia statystyka: sześć lat. 50 okienek. 44 dzieci. Co oznacza, że jedna dziesiąta z tych okienek od wymurowania do dziś była martwa. Co oznacza, że każde okienko przydało się średnio najwyżej raz.

Skąd zatem sędzia Żurek wziął swoją opinię, że z tego wynalazku „korzystają często kobiety z małych miasteczek, wsi”, skoro podobno zapewnia on taką anonimowość (tak długo, jak policja nie wytropi kobiety podrzucającej dziecko do okienka, że przypomnę)?

Pisze Środa, że postrzeganie dziecka jako pojawiającego się znikąd ocaleńca podtrzymuje mit szlachetności idei okien życia. To prawda. Dziecko w okienku staje się zjawiskiem samoistnym, przychodzącym ex nihilo, biedną sierotką, nad którą majestat instytucji (szpitala, zakonu) pochyla się z troską i czułym uśmiechem, czystą i niewinną duszyczką, nijak nie powiązaną z dramatem kobiety, która je urodziła. Cudowny początek powieści o sukcesie społecznym człowieka znikąd.

Ale ten człowiek nie jest znikąd: jest z niechcianej ciąży, z dramatycznych warunków, być może z biedy, być może ze środowiska przemocy, być może z nastoletniej wpadki, z niewiedzy, z przestępstwa, być może z nędzy i chorób. Ale ponieważ matka podrzuca je malowniczo w poświęconym przez biskupa okienku, nie wiemy, skąd jest to dziecko i czym jest obarczone. Czy dotknięte jest chorobami genetycznymi? Czy cierpi na jakieś problemy/alergie/dysfunkcje? Nie dowiemy się tego, bo ciągłość została zerwana, nie znamy matki, która z pewnością jest mniej wzruszająca i rozkoszna niż niemowlę i w przeciwieństwie do niego, ma jakąś historię, której nie chcemy – my, społeczeństwo czczące mit macierzyństwa, ale już niekoniecznie szanujące żywe i prawdziwe matki – wysłuchać. Bo matka poświęci życie i wszystko odda swojemu dziecku, a taka, która tego nie robi, jest wyrodna. Podła. Upośledzona. Nie istnieje. Dlatego lepiej się ma promocja okien życia niż adopcji pourodzeniowej w szpitalach. Dlatego kobiety porzucają lub podrzucają swoje dzieci, by uniknąć stygmatu społecznego. Lub holują za sobą dzieci jak balast: niechciane, odpychane, zaniedbane. Bo wciąż lepiej być złą matką niż pozbyć się dziecka.

Bez przeorania świadomości ten stan będzie trwać i trwać. Dopóki będziemy się ekscytować ideami bardziej niż ludźmi, a symbole i alegorie uważać za ważniejsze od konkretnych problemów, tak długo będziemy wmurowywać poświęcane okienka na podrzutki zamiast organizować rzetelną i powszechną edukację seksualną w szkołach, wprowadzać refundację antykoncepcji i uproszczone, niestygmatyzujace procedury adopcji w szpitalach.

Reklamy

27 thoughts on “Okna życia niechcianego – revisited

  1. otóż tak: po trzykroć tak. Dziękuję po pierwsze za notkę, po drugie za zwolnienie mnie z obowiązku poświęcenia temu tematowi własnej notki. Że Gość Niedzielny desperuje to mnie nie dziwi, ale że część środowisk feministycznych się z nim zgadza to kuriozalne horrendum. Nazwałam je powrotem do neolitu i nadal tak uważam, ponieważ pokazuje, że można doskonale rozumieć mechanizmy wykluczeń i lobbować przeciwko temu zjawisku (zupełnie słusznie), a wywalać się na takim fundamencie, jak interesy i prawa kobiet oddających dzieci do adopcji.

  2. A ja tam uważam, że jeśli biskupi chcą poświęcać dziury w ścianie, to niech święcą. Bez podstaw prawnych, bez czegokolwiek, gdyż taka dziura w ścianie to bardziej cywilizowana forma zostawienia noworodka na schodach kościoła – i jak wykazują statystyki, stanowiąca obecnie margines. Warto zestawić to z liczbą dzieci porzuconych w szpitalach, czy porządnie, z podpisaniem wszystkich papierów oddanych do adopcji (nie chce mi się, jestem zarobione, anyone?)
    Jednocześnie jednak obowiązkiem PAŃSTWA czy też SAMORZĄDU jest od takich okienek się odciąć. Nie otwierać własnych, zakonnic i zakonników ci u nas dostatek, niech będzie z nich jakiś pożytek. Obowiązkiem P/S jest powiedzieć, że zostawienie niemowlaka w „oknie życia” jest równoznaczne z jego porzuceniem, że to tylko o oczko wyżej cywilizowane zachowanie od zostawienia dziecka na progu plebanii i mające dokładnie takie same konsekwencje. Że jeśli naprawdę nie chcesz dziecka, ale jednocześnie nie życzysz mu źle, załatw to tak, jak prawo nakazuje, dzięki czemu dziecko szybciej znajdzie rodziców zastępczych, a jak niedajborze okaże się, że może mieć jakąś dziwną chorobę genetyczną, to dostęp do twoich danych może pomóc w diagnozie.
    Kościół sobie może otwierać okienka (dopóki nie zdecydujemy, że to jednak nielegalne, ale tego też wolałobym uniknąć, ilość nielegalnych zachowań zaczyna rosnąć w niepokojącym tempie), namawiać do adopcji zamiast IVF i watykańskiej ruletki lub grzebania termometrem w wiadomo-czym zamiast antykoncepcji, czy nawet apelować na rzecz odejścia od komputerów na rzecz poczty tradycyjnej, w miarę możliwości pisanej odręcznie. Taki ich przywilej instytucji zawracającej Wisłę kijem.

  3. @Jiima – do pewnego stopnia masz rację, niech kościoły bawią się w dowolny sposób zaleceniami, utrudnieniami życia i kropidłem, jasne, tylko że w tych zabawnych akwariach w murze mają lądować dzieci, i ja wolałabym, żeby one miały jakiś niesporny status prawny, nie wyjątku ani przymknięcia oka, ale konkretny. Żeby to nie było zabawą w podrzutka na progu plebanii wersja AD 2012, z poszukiwaniem matki policją i korowodami sądowymi nad nadaniem tożsamości.
    Auch, na marginesie: wiedząc to, co wie generał publiczny z literatury i prasy o jakości opieki w sierocińcach prowadzonych przez instytucje kościelne w Polsce i na świecie, to ja bym jednak wolała, żeby te dzieci trafiały gdzie indziej.

  4. Nie mam dokładnych statystyk, ale szybki google pokazuje
    2010 w szpitalach pozostawiono 798 dzieci
    2007 w szpitalach zostawiono 713 dzieci

    Statystycznie wychodzą circa about dwa dziennie, a jak się zestawi „sześć lat. 50 okienek. 44 dzieci” z tym, że w jednej tylko Łodzi:
    „Osiemdziesiąt noworodków porzuciły w ubiegłym roku (2006) matki na oddziałach położniczych łódzkich szpitali. Połowę, bo 40 maluchów, zostawiły kobiety w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki. W tym roku(2007) ta liczba znacznie zmalała – lekarze twierdzą, że matki wolą zabrać noworodki ze szpitala, bo boją się, że jeśli porzucą dziecko, to MOPS nie przyzna im becikowego. ” to o czym dywagować.

  5. Uważam, że powinni wprowadzić aborcję na życzenie. Więcej dzieci rodziłoby się szczęśliwych, a kobiety by tak nie cierpiały i nie byłyby tak sfrustrowane życiem.

  6. Tak, to prawda, trzeba przeorać świadomość tych i owych, ale zanim to nie nastąpi, można by założyć, że takie okienko z dwojga złego lepszym rozwiązaniem niż wspomniane ciągnięcie niechcianego balastu. Wszystko jednak rozbija się, jak zwykle, o kretyńskie wykonanie. Widział ktoś okienko przy szpitali na Madalińskiego w Warszawie? Cholerne centrum miasta, przy ruchliwej ulicy, którą jako taki ruch odbywa się całą dobę. Naprzeciwko akademików. I teraz co, kobieta która tak bardzo boi się oddać dziecko, że podejmuje decyzję żeby zrobić to po kryjomu, ma przeparadować z tobołkiem pod oknami ciekawskich? Toż to koszmarna ścieżka wstydu i nikt się na to nie zdecyduje. Nic dziwnego więc, że okna są nieużywane.

  7. No, to jest mniej więcej to, o czym pisze Naima: gdyby edukacja seksualna, antykoncepcja i aborcja były powszechnie dostępne, temat niechcianych dzieci byłby marginalny. Skoro jednak jest jak jest, to w pierwszej kolejności – uproszczenie procedur zrzeczenia się praw/ pozbycia praw do dziecka. W drugiej zaś rozwój rodzinnych domów dziecka na rzecz stopniowego zanikania takich biduli jak teraz.

  8. albo zupełnie inaczej: w pierwszym rzucie pomoc doradcza dla matek rozważających oddanie dziecka do adopcji, ponieważ wg danych stołecznych OAO 51% matek po kontakcie z psychologiem, prawnikiem i pracownikiem społecznym decyduje się zatrzymać dziecko w rodzinie biologicznej, po pokazaniu im systemowych wyjść pomocowych. Rok temu mówiłam w sytuacji powiedzmy publicznej o zjawisku zanikania adopcji, które ma miejsce w Europie Zachodniej. Adopcja zanika na rzecz form opieki zastępczej i jest to bardzo dobry trend, po prostu wydolny system opieki społecznej (taki polski żart) doprowadza do tego, że dzieci zostają w rodzinach biologicznych, bo rodzinom biologicznym stwarza się taką możliwość. Ewentualnie umieszcza się dzieci u RZ właśnie dlatego, aby RZ oraz pracownicy społeczni mogli współpracować z RB na rzecz doprowadzenia do sytuacji trwałego przekazania dziecka RB. Zostałam wyśmiana, audytorium nie załapało, że adopcja nie jest największym osiągnięciem cywilizacji europejskiej, ponieważ tym osiągnięciem (oczywiście na polu form opieki) jest doprowadzenie do takiej sytuacji, w której dziecko może pozostać w rodzinie i będzie to bezpieczne zarówno dla dziecka, jak i realne dla jego rodziców. I nad tym oraz tylko nad tym warto pracować (włączając wspieranie rozwiązań pośrednich tj jak rodzinne domy dziecka), jednak to oczywiście bardzo kijowe wyjście, bo wymaga również inwestycji w edukację seksualną, antykoncepcję i aborcję, a więc trzy największe grzechy, których zwerbalizowanie powoduje odcięcie wsparcia proboszcza dla miejscowych radnych i posłów. Natomiast okna życia brzmią dobrze i wszyscy je lubią. Drugi powód kijowości pracy u podstaw jest zaś taki, że polską specjalnością jest wynajdywanie koła od nowa i potrzeba ratowania biednych sierotek poprzez stworzenie im życia od podstaw. Niesympatyczna prawda polega jednak na tym, że dzieci w DD czekają na swoich rodziców biologicznych, a nie na dobre ciocie i wujków, ponieważ rodzina biologiczna pozostaje optymalnym środowiskiem dla dziecka, za wyłączeniem sytuacji, w których jest to absolutnie niemożliwe i godzi w bezpieczeństwo dziecka. I tylko dla takich sytuacji powinna być zarezerwowana adopcja, a nie dla sytuacji, w których dziecko zostaje przekazane do adopcji z powodu ubóstwa, braku możliwości wychowawczych, lokalowych i ekonomicznych, w których rodzic poddaje się nie dlatego, bo nie chce zatrzymać dziecka, a dlatego, że nie może sam z tej sytuacji wyjść. Niewydolność wychowawcza to nie jest kwestia genetycznego piętna, a kwestia braku edukacji i doinwestowania asystentów rodzin, których zadaniem jest wspierać rodziny biologiczne. Temat długi, szeroki i złożony, więc nie ma co go ciągnąć. Z tym, że okna życia w ogóle ucinają całą tę dyskusję dając wspaniałe poczucie „zrobiliśmy coś dla problemu, uratowaliśmy dzieci, do widzenia”. I właśnie dlatego są takim popularnym tematem.

  9. Trzysta procent racji. Nadal u nas pokutuje jednak wizja matki totalnej: zachodzisz w ciążę i odpala ci się w mózgu skrypt z wiedzą i umiejętnościami wychowawczymi. Jeśli czujesz, że nie podołasz, coś jest z tobą bardzo nie tak.
    Adopcja przez instytucje pozwala się tymże instytucjom poczuć dobrze i szlachetnie, i zainstalować sobie „uratowaniomierz” odliczający sukcesy (patrz sądy, orzekające zabranie dzieci z powodu braku wyposażonej łazienki/dużej ilości dzieci/widzimisia i jednocześnie olewające często domy z przemocą). No ale okienko życia kosztuje dwie płyty pleksi i miskę zaprawy, a rodzina wymaga asystentów, opiekunów, koordynatorów, czasu, realnego zaangażowania i rzetelnej pracy.

  10. Jeżeli chodzi o stosunek do kwestii adopcyjnych i w ogóle wspierania rodziny, to w najbliższym otoczeniu widzę takie korwinoidalne „Nie dawać, nie pomagać, każdy na własną rękę i nie przeszkadzać mi zarabiać”, narracja okien życia w to się dobrze wpisuje, pozwala mówić, że nie ma potrzeby ładować pieniędzy na (obowiązkowo rozbuchany) „socjal”. Wydawałoby się, że jest to postawa typowa dla tych wszystkich „katolickich chłopców” i ich dziewczyn, ślepo wierzacych w reakcyjne brednie o dawnym złotym wieku, jednakże najczęściej takie myślenie widzę u tych wszystkich młodych, wykształconych, antyklerykalnych i zsekularyzowanych. Wiem, ze to tylko anecdata, ale takie obserwacje niepokoją mnie.

  11. @Ursus_Americanus
    Bycie wykształconym, antyklerykalnym i z wielkiego miasta nie wyklucza bycia bucem, co z przykrością obserwuję w coraz to nowszych środowiskach. Jak na to nałożysz ogólne poczucie Bycia Okradanym (przez państwo, roszczeniowe grupy, kościół, telewizję polską, unię europejską, kosmitów z Alfa Centauri, niepotrzebne skreślić) będące częścią Narodowego Etosu chyba bardziej niż bóg (dowolny), honor (dowolnie pojmowany) i ojczyzna (ta przynajmniej jest jednoznaczna), to uzyskasz korwinistę in statu nascendi i przestaniesz się zastanawiać, czemu jest ich tylu w otoczeniu. W końcu skoro Nas Okradają, to Trzeba Coś Z Tym Zrobić, czyli Zabrać Złodziejom. A najłatwiej Zabrać tym Złodziejom, którzy nie przywalą brukowcem w okna samochodu, czy nie wyślą policji celem odzyskania tego co zamierzali Ukraść (np. górnicy, czy Urząd Skarbowy), więc popularne jest wskazywanie samotnych matek, dzieci w domach dziecka, Oszustek Na L4 (czemu nie oszustów???) itp.

    @Naima
    Toteż mówię, że Państwo ani Samorząd nie powinny mieszać się w żadne okna, co najwyżej kontrolować je jak każdą instytucję potencjalnie przetwarzającą dzieci narodzone. Ale doskonale wiem, że w tym kraju to tylko takie pobożne (…) życzenie.
    Co do pomocy społecznej, niestety zaczynam się obawiać, że cokolwiek w Polsze próbuje się zrobić dla dobra ludzi potrzebujących, to obraca się to w nawóz. Ok, ja rozumiem, że zawsze znajdą się czarne owce, osoby wykorzystujące system, ale czemu jest ich tak dużo? Historia z becikowym jest dobrym przykładem. Owszem, był to zasiłek wymyślony z pobudek populistycznych, kompletnie #zdupywzięty i nie mający sensu, ale skutki jakie wywołał można określić tylko #takierzeczytylkowerze, tfu, w Polsze.

  12. „Co oznacza, że jedna dziesiąta z tych okienek od wymurowania do dziś była martwa” – czyli zdecydowana mniejszość.

    „Co oznacza, że każde okienko przydało się średnio najwyżej raz.” – i to ma być argument przeciw oknom? Sądzę że ludzkie życie, a tym bardziej ponad czterdzieści istnień, warte jest kosztu ‚nadprodukowania’ tych sześciu nieużytych dotychczas okienek.

    „Skąd zatem sędzia Żurek wziął swoją opinię, że z tego wynalazku „korzystają często kobiety z małych miasteczek, wsi”, skoro podobno zapewnia on taką anonimowość (tak długo, jak policja nie wytropi kobiety podrzucającej dziecko do okienka, że przypomnę)?”

    Nie rozumiesz chyba niektórych pojęć. Anonimowość oznacza niemożność identyfikacji konkretnej jednostki (od greckiego anonymia – bezimienność). Nie wyklucza prowadzenia statystyk ogólnych. Na przykład trudno sobie przecież wyobrazić, żeby np. kobieta z Wielunia specjalnie jechała z takim dzieckiem 100 kilometrów do okienka w Łodzi, skoro ma takie w Wieluniu. Podobnie odwrotnie.

    Jeśli zatem w Wieluniu – przypuśćmy – zostawiono dwoje dzieci, a w Łodzi jedno, to zważywszy, że Łódź jest miastem 30 razy większym, mielibyśmy zupełnie rozsądny przyczynek do stwierdzenia, że z wynalazku częściej korzystają kobiety z miasteczek (mówię „przyczynek”, bo tezę można by postawić, gdyby prawidłowość potwierdzała się także w innych przypadkach).

    Nie masz więc racji twierdząc, że skoro okienko zapewnia anonimowość, to uzyskanie takich danych jest niemożliwe.

    Co do reszty rozumowania, to okna nie mają być przecież alternatywą dla adopcji pourodzeniowej, ale dla aborcji albo zamordowania noworodka.

    „tak długo będziemy wmurowywać poświęcane okienka na podrzutki zamiast organizować rzetelną i powszechną edukację seksualną w szkołach”

    Wiara w zbawczą moc szkolnej edukacji wydaje się przesadna, a w każdym razie nie znajduje poparcia w faktach … Tak samo jak plakaty „pracuj dobrze, nie bądź bumelantem” nie czyniły z nikogo solidniejszego pracownika, a zbudowanie społeczeństwa obywatelskiego tylko w nikłym stopniu zasadza się na zorganizowaniu lekcji wychowawczych, tak też i edukacja seksualna w szkole nie wyleczy żadnej społecznej plagi.

    W Wielkiej Brytanii jest powszechnie prowadzona, a odsetek ciąży u niepełnoletnich jest w tym kraju rekordowy na tle Europy, o rzekomo ciemnej Polsce nie wspominając. Co więcej prawie dwie trzecie matek poniżej 16 roku życia dokonuje aborcji: i całe to licytowanie się, czy lepiej adoptować z opóźnieniem z okienka, czy też grzecznie na sali szpitalnej, jest w tym kontekście zwyczajnym pitoleniem.

  13. Vibo, po kolei:
    1) o ile wiem, większość okienek znajduje się w raczej większych niż mniejszych ośrodkach, ale to nawet nie w tym rzecz: na próbce 44 sztuk na przestrzeni 6 lat nie ma sensu prowadzić statystyk, bo, hm, jest za mała. Na tak małych próbkach można robić analizy typu case studies, no ale tutaj się ich nie robi, bo w założeniu i praktyce są anonimowe (zaskoczę cię z pewnością, ale znałam to słowo już wcześniej).
    2) Jeśli chcesz argumentować, czego alternatywą są podrzucania do okienek, zapoznaj się najpierw z tym postem: http://lemingarnia.blogspot.com/2012/12/zycie-albo-smietnik-dlaczego-polacy.html – tu nie ma gdybań, za to są liczby i dane.
    3) Masz rację, jeśli ograniczymy edukację seksualną do plakatów, z pewnością nic sensownego z niej nie wyniknie. Ale to samo będzie się odnosiło do matematyki: samo wywieszenie w pracowniach płacht z cyferkami nie sprawi, że wyliczysz sobie VAT albo realne oprocentowanie kredytu, który ci wciskają. To musi być normalny przedmiot, połączony z biologią, wiedzą o fizjologii, anatomii, działaniu leków etc.
    4) adopcje okienkowe i wszelkie inne nie dotyczą wcale wyłącznie matek nieletnich, jak jesteś łaskaw sugerować. Zasadniczo w przypadku ciąży nieletniej zazwyczaj przeprowadza się przysposobienie dziecka przez rodzinę matki i adopcja bywa rozwiązaniem skrajnie rzadkim.
    5) jak napisała Lemingarnia, a ja za nią grzecznie powtórzę: adopcja w ogóle jest rozwiązaniem co najmniej niedoskonałym i powinna być opcją ostateczną, gdy środowisko wyczerpie możliwości wspierania rodziny biologicznej w zajmowaniu się dzieckiem. Ale wówczas adopcja formalna jest zawsze lepsza od anonimowego podrzucenia dziecka: pozwala dziecko lepiej leczyć w przypadku chorób genetycznych, pozwala zachować ciągłość dokumentacji medycznej, gdy dziecko rodzi się z jakimiś wrodzonymi wadami, oraz utrzymać ciągłość leczenia od narodzin do przekazania do nowej rodziny. Komfort człowieka, który ma możliwość poznania swojego pochodzenia nie jest tu jedynym czynnikiem.

  14. „o ile wiem, większość okienek znajduje się w raczej większych niż mniejszych ośrodkach”

    No i co z tego?

    „na próbce 44 sztuk na przestrzeni 6 lat nie ma sensu prowadzić statystyk, bo, hm, jest za mała”

    Z tym argumentem oczywiście się zgodzę. Błąd statystyczny na tak małej próbie może być bardzo duży.

    Ale to nie jest przecież problem anonimowości, tylko wielkości próby. Ja skrytykowałem argument o anonimowości.

    „Jeśli chcesz argumentować, czego alternatywą są podrzucania do okienek, zapoznaj się najpierw z tym postem: http://lemingarnia.blogspot.com/2012/12/zycie-albo-smietnik-dlaczego-polacy.html – tu nie ma gdybań, za to są liczby i dane”

    Gdybania owszem są, co nie dziwi, bo w takiej kwestii nie da się ich uniknąć. Po prostu nie da się uzyskać twardych danych w kwestii tego, „co by ktoś zrobił gdyby”.

    Cytuję artykuł:

    „No ale wciąż mówimy o historii, a może we współczesnej Polsce ten schemat działa inaczej? Wydaje się, że nie: skala dzieciobójstw obniża się sukcesywnie od roku 1999 (źródło), co zdaje się mieć raczej związek ze spadającą liczbą porodów w Polsce (źródło), a nie ze zjawiskiem otwierania bądź zamykania okien życia, zwłaszcza, że ilość przysposobień w Polsce również maleje (źródło) wraz z obniżającą się dzietnością.”

    „Wydaje się”, „zdaje się” – przeciez sam autor nie kryje, że to mniej lub bardziej prawdopodobne przypuszczenia.

    „ilość przestępstw popełnionych z tytułu Art. 149 maleje systematycznie z powodów prawdopodobnie głównie demograficznych, być może z powodu lepszej kontroli/wzrostu świadomości społecznej/wyższej jakości pracy pracowników społecznych/niższej wykrywalności”

    Znowu: „prawdopodobnie” i „być może”.

    Nie winię zresztą za to autora, bo taka jest natura tego tematu. Zmieniających się czynników jest po prostu zbyt wiele i nie da się ich wyizolować ani zrobić eksperymentu kontrolowanego. Nie wiemy też, co by nastąpiło, gdyby okienek było 5000. Czy uratowanych dzieci nadal byłoby tylko 44, czy więcej, a jeśli więcej, to o ile.

    „Masz rację, jeśli ograniczymy edukację seksualną do plakatów, z pewnością nic sensownego z niej nie wyniknie. Ale to samo będzie się odnosiło do matematyki: samo wywieszenie w pracowniach płacht z cyferkami nie sprawi, że wyliczysz sobie VAT albo realne oprocentowanie kredytu, który ci wciskają. To musi być normalny przedmiot, połączony z biologią, wiedzą o fizjologii, anatomii, działaniu leków etc”

    Problem ciąż nieletnich naprawdę nie sprowadza się do niewiedzy, jak się robi dzieci. Czy serio sądzisz, że brytyjskie szesnastolatki wierzą w bociana i nie wiedzą, co to kondom?

    To problem kulturowy. Sama informacja, że powinniśmy za coś wziąć odpowiedzialność – plus techniczne wyjaśnienie, w jaki sposób tę odpowiedzialność wypełniać, choćby nie wiem jak sumienne i wnikliwe – nie jest samo w sobie wystarczającym impulsem, by ktoś faktycznie wziął tę odpowiedzialność (zamiast się upić i bzyknąć w przysłowiowej toalecie z kimś, kogo nawet nie znamy z imienia).

    70% kobiet w Wielkiej Brytanii przyznaje się (wedlug sondażu) do niestosowania żadnego zabezpieczenia przy seksie z nieznajomym. Ile tajników anatomii, fizjologii i biologii trzeba wkuć, żeby mieć świadomość, że jest to skrajna głupota? :)

    Ja nie neguję samej potrzeby edukacji seksualnej, tylko uważam, że to nie jest jakiś „złoty cielec”, który sam w sobie zbawi sytuację.

    „adopcje okienkowe i wszelkie inne nie dotyczą wcale wyłącznie matek nieletnich, jak jesteś łaskaw sugerować.”

    Oczywiście że nie, i niczego takiego nie napisałem

    „adopcja w ogóle jest rozwiązaniem co najmniej niedoskonałym i powinna być opcją ostateczną, gdy środowisko wyczerpie możliwości wspierania rodziny biologicznej w zajmowaniu się dzieckiem”

    Z tym się oczywiście zgadzam, to w zasadzie truizm. Adopcja to wyjście awaryjne, powinna być wyjątkiem, a nie regułą.

    „Ale wówczas adopcja formalna jest zawsze lepsza od anonimowego podrzucenia dziecka: pozwala dziecko lepiej leczyć w przypadku chorób genetycznych, pozwala zachować ciągłość dokumentacji medycznej, gdy dziecko rodzi się z jakimiś wrodzonymi wadami, oraz utrzymać ciągłość leczenia od narodzin do przekazania do nowej rodziny.”

    Oczywiście, podobnie jak wychowanie w rodzinie biologicznej jest lepsze od adopcji formalnej – czy to znaczy, że adopcja jest w jakiś sposób „wrogiem” wychowania przez rodzinę biologiczną?

    Tak, adopcja jest lepsza niż porzucenie dziecka w okienku, porzucenie w okienku lepsze od porzucenia na wycieraczce, a porzucenie na wycieraczce lepsze niż zapeklowanie w beczce.

    Niestety nie żyjemy w idealnym świecie i trzeba pogodzić się z tym, że niektóre matki, choćby urządzić im nie wiem ile prelekcji i wykładów na temat rodzicielstwa, zwyczajnie odmówią wychowania swoich dzieci (co wykluczy optymalny scenariusz nr 1), a są i takie, które odmówią nawet uczestnictwa w procedurze adopcyjnej.

    Nie widzę nic złego w stwarzaniu różnych możliwości pośrednich, tak aby stworzyć jak najwięcej „siatek ochronnych” pomiędzy sytuacją idealną a scenariuszami tragicznymi.

    Gdyby jedno okienko miało oznaczać, że nawet sto noworodków straci ciągłość dokumentacji medycznej, ale jeden dzięki niemu przeżyje, to uważam, że rachunek wychodzi na plus. A ty jak sądzisz?

  15. @Vibo
    „W Wielkiej Brytanii jest powszechnie prowadzona, a odsetek ciąży u niepełnoletnich jest w tym kraju rekordowy na tle Europy, o rzekomo ciemnej Polsce nie wspominając.”
    To, co mówisz jest prawdą (z punktu widzenia statystyk). Jednakże nie tylko w UK edukacja seksualna jest powszecnie prowadzone, zjawisko ciązy wśród nieletnich wygląda zupełnie lepiej we Francji, Holandii lub Szwecji, zatem zmienna „obecność edukacji seksualnej” nie ma chyba az tak wielkiego znaczenia jak chociażby struktura społeczna, lub dominujące wartości. W ramach ciekawostki, w UK na aborcje częściej decydują się kobiety biedniejsze i przynależące do mniejszości etnicznych (obydwie zmienne oczywiście są powiązane), co zadaje trochę kłamu teorii o tych trasznych zalewających cywilizacje „czarnych i Arabach”

    „70% kobiet w Wielkiej Brytanii przyznaje się (wedlug sondażu) do niestosowania żadnego zabezpieczenia przy seksie z nieznajomym. ”
    Coś mi nie gra w tym stwierdzeniu, z perpektywy czysto metodologicznej.;)

  16. zakładając, że metodologicznie wszystko gra w tym zdaniu:
    „70% kobiet w Wielkiej Brytanii przyznaje się (wedlug sondażu) do niestosowania żadnego zabezpieczenia przy seksie z nieznajomym. Ile tajników anatomii, fizjologii i biologii trzeba wkuć, żeby mieć świadomość, że jest to skrajna głupota? :)”

    z góry amsory i tak dalej za niepodanie dokładnego źródła, ale dane pochodzą w każdym razie z referatu dr Leonowicza wygłoszonego w marcu w 2012 w sejmie podczas spotkania u wicemarszałkini Nowickiej, a poświęconemu zagadnieniu aborcji. I tak oto wg danych przywoływanych przez Leonowicza:
    40% kobiet z USA popełnia błąd antykoncepcyjny (przyjęcie tabletki za wcześnie/za póżno)
    Z badań szwedzkich nad grupą kobiet dokonujących aborcji:
    85% zadeklarowało regularne stosowanie antykoncepcji
    36% zadeklarowało niestosowanie regularnej antykoncepcji
    22% popełniło błędy w stosowaniu antykoncepcji

    dane nie zgadzają się arytmetycznie, bo pytanie badawcze dotyczyło okresu trzymiesięcznego przed zaistnieniem ciąży.
    Anyway o co mi chodzi- o to, że dupa jest zawsze z tyłu. Nie wiem dlaczego (wiem bardzo dobrze, ale to ładna figura) w Polsce toczymy dyskusje nad ochroną życia poczętego i narodzonego zawsze w taki sposób, aby nie wypowiedzieć brzydkiego słowa na „a” i aby finalnie skonkludować, że da się żyć bez legalnej aborcji społecznej, bo w dobie antykoncepcji wszystko jest pod kontrolą i tak dalej. Stąd wynalazki w rodzaju „okna życia to alternatywa dla aborcji”, „adopcja to alternatywa dla aborcji”. Tyle wysiłku wkładanego w coś, co jest backgroundowo po prostu bez sensu, ponieważ aborcja jest elementem polityki rozrodczości jak świat światem.
    Ktoś miał świetną notkę i dobrze opracowaną źródłowo (ale nie pamiętam kto, jeśli ktoś kojarzy to niech zlinkuje) na temat związków między dostępnością do aborcji i wyrzutem adopcji/ patologii społecznych, na podstawie zagranicznych badań, chyba skandynawskich. Hipoteza była w każdym razie taka, że zawalanie kwestii aborcji prowadzi do wspierania rozrodczości w tych grupach społecznych, które z wychowywaniem dzieci sobie po prostu nie radzą. To zaś nakręca dalszy ciąg polegający na rodzeniu niechcianych dzieci przez wcześniej niechciane dzieci. Stąd kraje posiadające uregulowane kwestie praw rozrodczych finalnie zostają z obniżającym się odsetkiem patologii, ponieważ zwyczajnie nie dano szansy na zaistnienie tej patologii poprzez realizację prawa do aborcji. Wiem, że to żadne novum i wszyscy mniej więcej wiemy, że taka relacja powinna istnieć, bo się logicznie broni, ale tu ona wyszła właśnie w badaniach.
    No i na koniec- dla mnie okna życia są koncepcją bezsensowną pod każdym mozliwym względem, również tym, że spychają na plan dalszy rzeczywisty problem pod tytułem „nie, na serio nie da się niczego trwale zmienić i osiągnąć bez edukacji, antykoncepcji i aborcji,, a nawet wówczas będziemy mówić o minimalizacji, a nie eliminacji zjawisk”. Od paru dni toczę dyskusje nt. OŻ, najgorszą grupą dyskutantów są ludzie chowani na ideologii wspólnot katolickich (znamy, rozumiemy, doświadczyliśmy), którzy mają tak mocno wkodowane przekonanie, że da się upiec ciasto bez rozbicia jajek, że racjonalne kontrargumenty nie działają: życie powstaje bez odsetka poronień, adopcja eliminuje aborcję, antykoncepcja naturalna działa bez zarzutu, a jednorożce srają tęczą. Z tym się nie da nic zrobić, ja w każdym razie wysiadam.

  17. „zatem zmienna “obecność edukacji seksualnej” nie ma chyba az tak wielkiego znaczenia jak chociażby struktura społeczna, lub dominujące wartości.”

    Właśnie o to mi chodzi.
    W tzw. „Polsce B” ciąże nieletnich to też zjawisko występujące wyraźnie rzadziej niż przeciętna. Czyżby ten rzekomy ciemnogród miał wspaniały program edukacji seksualnej, podczas gdy resztę kraju zamieszkują sami ignoranci?

    Raczej nie: i tu, i tu wiadomo, w jaki sposób powstają dzieci, i że prezerwatyw się nie połyka jak tabletki.
    Po prostu obyczajowość na takim na przykład Podkarpaciu jest taka, że nie dymają się z kim popadnie.

    Zaznaczam, że to nie jest oczywiście argument, aby edukacji seksualnej nie prowadzić, bo to by była bzdura. Sęk w tym, że prościej wprowadzić parę godzin do programu, niż się zastanowić nad popsutą obyczajowością, która jest prawdziwym źródłem problemu.

    Gdyby – święcie wierząc w moc edukacji – spróbować zrekonstruować historię takich patologii społecznych, to można by wywnioskować, że kilkadziesiąt lat temu prowadzono w świecie zachodnim świetną i powszechną edukację seksualną, a potem zaczęto ją stopniowo zwalczać i ograniczać :) Skądinąd wiemy jednak, że tak nie było.

    A zatem w myśleniu, które każe widzieć klucz do problemu w szkolnej edukacji, musi tkwić jakiś defekt.

    „W ramach ciekawostki, w UK na aborcje częściej decydują się kobiety biedniejsze i przynależące do mniejszości etnicznych (obydwie zmienne oczywiście są powiązane), co zadaje trochę kłamu teorii o tych trasznych zalewających cywilizacje “czarnych i Arabach””

    Nie oceniam socjologicznego wymiaru tego faktu, ale przyrost naturalny wśród kolorowych jest w Wielkiej Brytanii i tak kilkanaście razy wyższy, niż u białych. http://news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/1556901.stm (co prawda z 2001, nie chce mi się szukać świeższych danych).

  18. Vibo, zdążyłam się pogubić, jakiej tezy właściwie bronisz?
    Bo na razie wygłaszasz mocne opinie i uwagi oceniające („dymanie się z kim popadnie”,”patologie” etc).
    Czy chcesz powiedzieć, że okna na podrzutki, którymi nie umie się zająć nikt z rodziny noworodka (dziadkowie, ciotki, wujkowie, etc) są lepszym rozwiązaniem niż antykoncepcja i aborcja? Że edukacja seksualna i dostępność środków antykoncepcyjnych nie działają? Co jest twoim punktem głównym wypowiedzi?

    Anna – jeśli o medycynie/statystyce społecznej zaczyna się rozmawiać z punktu widzenia (i wiedzenia apriorycznego) ideolo, to można dojść dowolnie daleko, również do równoległego wszechświata, w którym wszyscy są szczęśliwi, ojczyzna ma dwucyfrowy przyrost naturalny a wszystkie dzieci mają zdrowe rodziny, tylko, że wysp tych nie ma. Rozumiem i współczuję, jeśli w realu masz takich dyskutantów wokół.
    Co mi przypomina, że powinnam uporządkować pewne obserwacje na temat polskich sporów ideolo, bo zbiera mi się.

  19. no dobra, już tak nie będę podtrzymywać tej martyrologii własnej, sama tych dyskutantów w końcu szukam, bo nikt mnie nie zmusza do zajmowania głosu na stronach typu „jestem katolikiem, jestem za życiem, jestem przeciw in vitro”. Religia każe mi to robić, ot co. Koniecznie uporządkuj obserwacje i zwerbalizuj, to może być prawdziwie świąteczna notka, takie lubię najbardziej ;)

  20. „Vibo, zdążyłam się pogubić, jakiej tezy właściwie bronisz?”

    Dyskutowaliśmy wielowątkowo, tym samym odniosłem się do kilku tematów.

    „Czy chcesz powiedzieć, że okna na podrzutki, którymi nie umie się zająć nikt z rodziny noworodka (dziadkowie, ciotki, wujkowie, etc) są lepszym rozwiązaniem niż antykoncepcja i aborcja?”

    Antykoncepcja i aborcja to dwie całkowicie odmienne sprawy, nie powinno się ujmować ich łącznie. Oczywiście, że okno na podrzutki jest lepszym rozwiązaniem niż aborcja, ale gorszym niż antykoncepcja.

    „Że edukacja seksualna i dostępność środków antykoncepcyjnych nie działają?”

    Edukacja seksualna nie gra głównej roli. Jej moc oddziaływania jest poważnie przeceniana. Środki antykoncepcyjne działają :)

    Jeśli mam coś wyjaśnić, to musiałabyś wskazać konkretnie, które stwierdzenia cię zdezorientowały, bo wszystko przepisać prostszym językiem zajęłoby zbyt wiele czasu

  21. @Vibo
    „Nie oceniam socjologicznego wymiaru tego faktu, ale przyrost naturalny wśród kolorowych jest w Wielkiej Brytanii i tak kilkanaście razy wyższy, niż u białych. http://news.bbc.co.uk/2/hi/uk_news/1556901.stm (co prawda z 2001, nie chce mi się szukać świeższych danych).”

    Przyrost naturalny nie jest tutaj najlepszą miarą. Jest oczywistym, że grupy średnio młodsze, a takimi są imigranci świeżej daty, będą wykazywały wyższy przyrost naturalny niże reszta populacji. O wiele lepszy pod tym względem jest współczynnik płodności, który pozwala na lepsze ekstrapolacje. Koniec końców, wzorce płodności imigrantów i rdzennych mieszkańców mają tendencje do zbiegania w czasie. Zresztą, nie neguję różnic we wzorcach płodności, ale podkreślam, że tak popularny wśród korwinoidów i terlikoidów mit „isalmizacji” lub „negroizacji” (co ciekawe większość czarnych imigrantów do Europy zachodniej pochodzi z krajów gdzie chrześcijaństwo jest silne), nie ma oparcia w faktach. Oczywiście, nie mówię, że taką zinterpretowałem twoją wypowiedź, po prostu jestem na ten temat mocno wyczulony.

  22. „Przyrost naturalny nie jest tutaj najlepszą miarą. Jest oczywistym, że grupy średnio młodsze, a takimi są imigranci świeżej daty, będą wykazywały wyższy przyrost naturalny niże reszta populacji.”

    A skoro mają wysoki przyrost naturalny, to jest oczywiste, że będą średnio młodsze :) jedno przecież bezpośrednio przekłada się na drugie. A liczy się konkretny efekt.

    „podkreślam, że tak popularny wśród korwinoidów i terlikoidów mit “isalmizacji” lub “negroizacji” (co ciekawe większość czarnych imigrantów do Europy zachodniej pochodzi z krajów gdzie chrześcijaństwo jest silne), nie ma oparcia w faktach.”

    To temat na osobną dyskusję i nie tego dotyczy notka, więc nie będę śmiecił gospodarzowi bloga.

  23. O rany, nameste, ukradłeś mi pomysł na notkę, i jak ładnie zwięźle to zrobiłeś. No żeby cię, teraz muszę szukać nowego albo strasznie się narobić, żeby nie było, że pożyczam od ciebie…

  24. No weź, po prostu będzie trzeba dłużej się zastanawiać, co mądrego miałabym ewentualnie do powiedzenia. Ty prawdopodobnie ująłeś pewne rzeczy lepiej niż ja bym to zrobiła, więc per saldo wszechświat zyskał.

  25. Vibo
    „W tzw. “Polsce B” ciąże nieletnich to też zjawisko występujące wyraźnie rzadziej niż przeciętna. Czyżby ten rzekomy ciemnogród miał wspaniały program edukacji seksualnej, podczas gdy resztę kraju zamieszkują sami ignoranci?”

    Azali pokażesz statystyki?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s