Ciąże posła Górskiego

Poseł mówi. A Wyborcza pisze:

Aktualnie polskie prawo zezwala na usunięcie ciąży, która jest wynikiem czynu zabronionego, np. gwałtu. Pod warunkiem, że gwałt zostanie zgłoszony do prokuratury i która potwierdzi, że faktycznie miał miejsce. Jednak według posła Górskiego, który powołuje się na raport rządowy, od dwóch lat nikt z tego przepisu nie skorzystał. – Same kobiety nie korzystają z tego zapisu ustawowego – mówi i postuluje jego zlikwidowanie, tłumacząc, że nie mamy prawa „zabijać zdrowych dzieci”. Na stwierdzenie, że nie wszystkie gwałty są do prokuratury zgłaszane, odpowiada, że to „niczym niepotwierdzone spekulacje”. Zaznacza, że dzisiaj, jeśli kobieta zgwałcona chciałaby zabić swoje dziecko zgodnie z prawem, to nic nie stoi na przeszkodzie, ale to obowiązkiem państwa jest zapewnienie jej odpowiedniej ochrony, żeby nie decydowała się na tak „desperacki krok”. – Zadaniem państwa jest stworzyć takie warunki, żeby kobiety były objęte jak największą pomocą i ochroną ze strony państwa, aby mogły urodzić te dzieci – mówi.

W zasadzie przydałby się mikrotom i lupka, żeby pociąć tę wypowiedź wystarczająco drobno, by wyłapać wszystkie straszności: przekręcenia, niedomówienia, stawianie skutku przed przyczyną i zwykłe, bezczelne łgarstwo.

Zacznijmy od statystyk: zgłaszalność gwałtów to jedno, rozumiem, że poseł Górski nie będzie sięgał po raport Feminoteki (http://www.feminoteka.pl/downloads/dosc_milczenia_raport2011.pdf), więc zacytuję mu same dane policyjne: rocznie w Polsce wszczyna się około dwu tysięcy postępowań karnych w sprawie o gwałt (ilość wszczętych postępowań maleje od 2006 roku, nie sądzę, by było to efektem znaczącego spadku przestępstw – ale to moja prywatna opinia). Raport podaje: „W Polsce oficjalnie odnotowuje się jedynie około 8% tego typu przestępstw. Pozostałe 90% to „ciemna liczba”, dane dostępne po przeprowadzeniu badań wiktymizacyjnych. (…) Według kanadyjskich badań liczba gwałtów jest dziesięciokrotnie wyższa niż to co przedstawiają policyjne czy sądowe statystyki”.

Panie Pośle, to że pan o czymś starannie nie chce słyszeć, nie sprawia, że fakty znikają. Nie znikają również zgwałcone kobiety. Chociaż, to prawda: one próbują zniknąć. Udają, że nic się nie stało, ponieważ nie wierzą w wymiar sprawiedliwości. Ponieważ nie wierzą, że jako państwo mamy im cokolwiek do zaproponowania: przyzwoite warunki przyjęcia zgłoszenia, ochronę przed sprawcą, opiekę psychologa, komplet badań pod kątem WZW, chorób wenerycznych, AIDS i ciąży, tak, ciąży. (Nie, nie będę tu szeroko omawiać tezy amerykańskiego prawicowca, Akina, który rąbnął, że organizm kobiety naprawdę zgwałconej odrzuca ciążę, więc problemu nie ma. Ale mam wrażenie, że Akin i Górski trzymają głowy w tym samym ciemnym i wilgotnym miejscu, pozbawionym tlenu.)

To że kobiety nie korzystają oficjalnie z prawa do państwowej aborcji po gwałcie, nie dziwi mnie totalnie. Coraz więcej szpitali w Polsce wzbogaca się o zbiorowe katolickie sumienia (nielogicznie, bo sumienie w istocie swojej jest cechą indywiduów, a nie organizacji), powołując się na klauzulę (nieprawnie, bo klauzula przysługuje jednostkom, a nie firmom) zabraniającą im dokonywać legalnych zabiegów. Kobieta straumatyzowana gwałtem, przeczołgana przez procedury policyjne, przerażona ciążą nie ma w sobie dość heroizmu, by walczyć jeszcze o przysługujące jej prawo. Robi co uważa za stosowne w swoim życiu prywatnie, za własne pieniądze i po cichu, by sąsiedzi się nie dowiedzieli.

A teraz, co mówi poseł Górski? „Normalna kobieta kocha swoje dziecko”. Wstrętny zabieg erystyczny, wrzucający wszystkie domagające się aborcji kobiety w worek z etykietą „nienormalne”. Ale idźmy dalej: „swoje dziecko”. Otóż, panie pośle, dziecko to bardzo na wyrost na trzytygodniową ciążę. Oraz, „swoje”? Zygota, zarodek, który powstał w wyniku gwałtu. W wyniku przestępstwa, zastraszenia, przemocy i bólu. Poważnie, zarodek spłodzony z przypadkowym bądź znanym, lecz znienawidzonym dawcą materiału genetycznego ma się nagle z nadania majestatu prawa stać „swoim dzieckiem” i być hołubiony przez kolejne miesiące?

Bo teraz przejdźmy do tej części, która przebija się przez ogólnoprawicowe narracje o ciąży-stanie-błogosławionym, cudownej rzeczywistości noszenia-dziecka-pod-sercem. Tak naprawdę, to poseł Górski (i jego mentalni przyjaciele) w swojej wypowiedzi gigantycznym skrótem myślowym pomija samą ciążę jako proces. Prawica bowiem, przy całej cukierkowej lukrowanej stylistyce ma idiotyczną wizję ciąży instant: zachodzisz-rodzisz, co to takiego, przecież na drugiej szali jest życie napoczęte. Nie zdaje sobie sprawy, że ciążą oznacza często trwający blisko rok (ciąża, poród i połóg) stan parachorobowy – problemy z kondycją, zmęczenie, senność, mdłości, omdlenia, niekiedy zatrucie ciążowe, śmieszne rzeczy w ramach gospodarki wodnej organizmu, hormonalnie inspirowane skoki nastrojów, a pod koniec bóle kręgosłupa, niekiedy niemal uniemożliwiające poruszanie się, obrzęki, żylaki, czasami hemoroidy, które zostają z kobietą już na zawsze. A potem jeszcze potencjalne zagrożenie życia podczas porodu, ryzyko cesarki – czyli całkiem poważnej operacji, po której blizny zostają dożywotnio, zmiany hormonalne, nie tylko dotyczące samego wyglądu, oraz długie tygodnie rekonwalescencji poporodowej, z atrakcjami związanymi z laktacją – obrzęki piersi, ból z powodu nawału pokarmu, często pokaleczone sutki, doba pokawałkowana karmieniem. To na razie sama biologia. Rok poważnych dyskomfortów, jeśli ciąża i połóg przebiegają podręcznikowo i zdrowo, lub rok horroru, bólu i choroby, jeśli pojawią się problemy. Nie zapominajmy jednak o tym, jak ciężarna dostaje na polskim rynku pracy w twarz od swojego pracodawcy. Rok wstrzymania awansów i wyjazdów służbowych, rok odsunięcia od ważnych projektów, lub rok pracy wyrobniczej czy przymusowego urlopu, jeśli stanowisko wykonywane sprawia, że pracodawca nie może nic z ciężarną zrobić, bo np. pracuje w hipermarkecie przy rozładunku palet czy jest sprzątaczką. To wszystko w tej cudownej sytuacji, gdy ciężarna jakiegoś pracodawcę w ogóle ma, a nie leci na zleceniach, bo wówczas źle przechodzona ciąża oznacza dla niej zero dochodów i jedzenie tynku ze ścian.

I te wszystkie czynniki kobiety biorą pod uwagę jako koszt własny, kiedy decydują się na dziecko, gromadzą środki i akceptują ewentualne problemy jako część tego procesu, który jest dla nich pożądany. Ale decydując się na dziecko mają czas na przygotowania. Na zrobienie badań. Odłożenie pieniędzy. Ustabilizowanie swojej pracy.

Oddajmy jeszcze raz głos panu posłowi:

„- Zadaniem państwa jest stworzyć takie warunki, żeby kobiety były objęte jak największą pomocą i ochroną ze strony państwa, aby mogły urodzić te dzieci”

Jak już przestaniecie się śmiać i obetrzecie łzy pozwólcie, że powiem jedno: ładowanie zgwałconej kobiecie doatkowej traumy w postaci prawie roku choroby, problemów w pracy i destabilizacji zatrudnienia w imię własnego moralnego onanizmu jest szczytem bezczelności, tupetu i obłudy; szczytem, na który tylko pobożna prawica potrafi się wspiąć.

Advertisements

18 thoughts on “Ciąże posła Górskiego

  1. „Jednak według posła Górskiego, który powołuje się na raport rządowy, od dwóch lat nikt z tego przepisu nie skorzystał”

    Bo ten raport jest gówno warty. W 2008 roku katole stalkowali Agatę (l.14) z Lublina, min. zdrowia szukała szpitala w drugim krańcu Polski, teraz Polska przegrała za to w Starsburgu.
    Za coś, czego oficjalnie nie, było raport rządowy z wykonywania ustawy w roku 2008 nie ujął przypadku Agaty w swoich statystykach. Według niniejszego raportu w żadnym z polskich szpitali nie dokonano aborcji w wyniku czynu zabronionego.

  2. „- Zadaniem państwa jest stworzyć takie warunki, żeby kobiety były objęte jak największą pomocą i ochroną ze strony państwa, aby mogły urodzić te dzieci”
    Mimo wszystko „cywilizacja śmierci” radzi sobie z tym jakoś lepiej niż nasza świetlista „cywilizacja siusiaka”. Podsumujmy: zero wsparcia, fatalne szkolnictwo, chory rynek pracy, patologiczna sytuacja mieszkaniowa, skandaliczna opieka medyczna… w kraju największego z Polaków naprawdę warto rodzić dzieci.

  3. Jeżeli już mamy rozkładać wypowiedzi na czynniki pierwsze i drugie, oraz ostatnie, to ostatnia kwestia ma moje 100% poparcia – państwo powinno otoczyć kobiety pomocą i ochroną (w zdaniu nie pada żaden kwalifikator, sugerujący, że tylko te w ciąży w wyniku gwałtu) tak, by mogły urodzić owe dzieci – od siebie dodam, że może jeszcze nie powinno w tym momencie kończyć z wsparciem, bo po urodzeniu różnie bywa, a państwo, utrzymywane z podatków między innymi owych kobiet, nie ma prawa do moralnej wygody olewania każdego życia które przestało być poczęte i zaczęło być zwyczajnie urodzone.
    Dodam, że w zdaniu pada magiczne słowo „mogły”. Też się tu zgadzam z panem posłem – kobiety powinny MÓC urodzić dziecko, nawet z gwałtu, po czym nawet je wychować. Ale powinny też móc zrobić całą masę innych rzeczy, włącznie z aborcją do jakiegoś sensownego terminu, czego różne (p)osły próbują im odmówić.

  4. Jiima, wydaje mi się, że w ramach szydery dajesz zbyt szczodry kredyt zaufania panu posłowi. Obawiam się, że pomoc państwowa postulowana przez Górskiego de facto miałaby się sprowadzać do szeroko pojętego patronatu moralnego, pustego ustawodawstwa (zwróć uwagę, że on nie podaje żadnych, ale to żadnych konkretów: ani na temat ochrony ich zdrowia, ani bo ja wiem, przydzielenia asystentów społecznych dla tych, które znoszą ciążę wyjątkowo źle, a nie mają nikogo bliskiego, kto by się nimi zaopiekował, ani szczególnej ochrony przed sprawcą, jeśli jest kimś z bezpośredniego otoczenia ofiary). Tak jak w Konstytucji: państwo obejmuje szczególną troską rodzinę, kropka, stało się, rodzina jest objęta. Nb wystarczyłoby, żeby ten zapis był jakoś wykonywany, pod szczególną troskę da się różne rzeczy wepchnąć w ramach pomocy ciężarnej kobiecie.
    No a Twoja interpretacja panagórskiego „mogły” idzie już totalnie w poprzek jego postulatowi zakazu aborcji. Górski jest radykalniejszy od papieża, który tylko sugerował Bośniaczkom i Serbkom rodzenie dzieci z wojennych gwałtów, polski poseł nie będzie liczył na sumienia i wielkoduszność kobiet, on to chce wymusić przepisem.

  5. @Naima
    Niezupełnie. Ja tylko, jako uparte, złośliwe bydle, w dodatku zesłane do Krakowa, próbuję dawać ludziom to, o co proszą, a nie to czego naprawdę chcą. Doskonale wiem, że ideałem Górskich jest kobieta w przedpokoju tylko wtedy jak jej się łańcuch poluzuje i ucieknie bydle z kuchni. Tudzież, gdy trzeba podłogę umyć. Dzieci w końcu można w kuchni rodzić, nie? Ale jak mu ktoś wyłuszczy konsekwencje jego *umożliwiania* potraktowanego poważnie (całkiem pozytywne z mojego przyziemnego punktu widzenia blaszanego psa, ale kompletnie nieakceptowalne z punktu widzenia Prawicowego Odnowiciela Ojczyzny, który uważa, że państwo powinno brać za mordę, a nie życie ułatwiać, zwłaszcza babom), to nagle zamknie buźkę i grzecznie opowie się za „kompromisem aborcyjnym”, co zawszeć jest mniejszym złem niż to co wymyśla teraz.

    A tak całkiem serio, mnie mniej bulwersują Górskie i Piłki, ponieważ jako rodzic dziecka niepełnosprawnego mam tolerancyjny stosunek do osób w różny sposób upośledzonych, a bardziej wkurzają media, które ich wypowiedzi nagłaśniają. Rozumiem, że reguły demokracji nie pozwalają osób z kompleksowymi deficytami intelektu, empatii i „inteligencji społecznej” pozbawić biernego prawa wyborczego, ale nie rozumiem, czemu z takimi ludźmi się rozmawia i prezentuje ich poglądy w ogólnopolskim dzienniku. Po cholerę gadają z takim Górskim czy Sobecką, skoro z góry można przewidzieć, co powiedzą i nie będzie to ani mądre, ani odkrywcze? „I to się nadaje do prasy!”, jak mawiał współpacjent inżyniera Karwowskiego.

    Dziś znowu muszą prezentować jednego z tych tuzów intelektu, tym razem speca od koronowania na króla Polski dawno zmarłego Żyda i obywatela rzymskiego, co do którego nawet nie ma pewności, czy istniał. Ponieważ nie załapał się ponownie na koryto (tuz intelektu, nie Żyd), to oprócz obrony biednych cherlawych chłopców po chemioterapii i w butach ortopedycznych przed prowokacjami policji, wziął się za obronę heteroseksualności Marii Konopnickiej. Tego typu teksty moim zdaniem powinny być w „Pudelku”, a nie na Wyborczej…

  6. Ignorowanie tych sympatycznych panów byłoby dużo łatwiejsze, gdyby nie stanowili prawa w Polsce. Sami lub rączkami swoich kolegów. Przypominam, że POSEŁ Górski jest za przeproszeniem członkiem ciała ustawodawczego. Więc jego mętne rojenia mają niestety znaczenie, i lepiej, żeby poza Pudelkiem również dało się je poznać, żeby w chwili istotnej nie oddać źle głosu na niego lub jego funfli.
    Czy jest szansa przestraszenia ultrasów prawicy? Wątpię. Oni się z roku na rok radykalizują, zauważ, że wciąż trwa konkurs piękności na najbardziej prawoskrętnego polityka o nagrodę główną pocałunku biskupa. Spójrz, jak w sezonie pojawiają się coraz kuriozalniejsze przebicia w tej licytacji na Jeszcze Bardziej Katolickie Patriotyczne Prawicowe sposoby przywalenia rodakom.

  7. Ale przecież ja ich nie ignoruję. Problem w tym, że dla polityka znalezienie swoich wypocin wyłącznie w „Pudelku” i „Gazecie Polskiej Codziennie” to niemal jak zesłanie, nie mogą swoich chorych majaczeń wysłać w Polskę. Nie mówię, by nie relacjonować sejmowych modłów o deszcz, bo z samego faktu, że owe modły odbyły się w neutralnym ponoć wyznaniowo sejmie i za nasze pieniądze, wynika, że obywatele mają prawo być poinformowani o fakcie i jego pomysłodawcach. Ale również nie powinno się do pomysłodawców wyciągać mikrofonu i prosić ich o wyjaśnienie, czy Wolacy za mało się modlą i czy powinniśmy przez to odbyć Narodowy Tydzień Pokuty. Tymczasem Terlikowski, jego chudszy klon Cejrowski i cała reszta tego towarzystwa specjalnej troski jest zapraszane do radiów, telewizjów i poświęca im się cenne centymetry kwadratowe powierzchni upadającej prasy papierowej i nikt nawet nie zająknie się, że pieprzą jak Kazio po zsiadłym mleku, zaś jeśli gdzieś ktoś im odwinie się jak ostatnio Kazia Szczuka, to raczej krytykuje się odwijających, a nie bredzących.
    Innymi słowy obawiam się, że pokazywanie *ich* odnosi zupełnie odwrotny skutek niżli ty uważasz. Mi nie trzeba najnowszych wypocin Górskiego bym wiedziało, że na tego pana nie zagłosuję nawet w ostatnim stadium Alzheimera, ale są tacy, co im retoryka „dziecka niewinnego grzechu rodziców” (bo przecież kobieta też zgrzeszyła, że dała się zgwałcić, a co, jak jedziemy Iranem to na całego) zrobi mindfuck, bo przecież taki mundry człowiek z telewizorów to powiedział, a paczpani, ja nigdy nie myślałom, że to dzieciątko przecież jest, nie żaden zarodek i co ono winne. Głosujmy więc na tego mundrego pana i podpiszmy się pod projektem zakazującym in vitro (nie na temat, ale w temacie) by Górski z Godsonem i Gowinem mogli go poprzeć swoimi i naszymi głosami.

  8. „Boga prawdopodobnie nie ma”

    (…) Małe dziecko mówi: „Proszę, nie szufladkuj mnie. Pozwól mi dorosnąć i wybrać samodzielnie”. Czyli: nie dawaj swoim dzieciom żadnego wychowania religijnego; same dokonają wyboru, gdy będą starsze. To sugeruje, że religijne wychowanie, posyłanie dzieci na katechezę, może im odebrać wolność wyboru, co przeczy faktom…

    Ale nie w tym rzecz. Mimo usilnych starań nie znalazłem żadnego plakatu z zaleceniem: „Nie mów do swoich dzieci, niech wybiorą swój ojczysty język, gdy dorosną”.

    Ani takiego: „Nie karm swoich dzieci, niech same zdecydują, co chcą jeść, gdy dorosną”. W końcu poszukałem takiego: „Nie ródź dzieci. Poczekaj, aż same poproszą, by się narodzić”. Spotkał mnie, niestety, zawód. Ciekawe dlaczego, skoro logika jest w zasadzie taka sama (…)
    Całość http://katonnajmlodszy.wordpress.com/2012/11/16/boga-prawdopodobnie-nie-ma/

  9. Kacia prawdopodobnie nie ma, to są tylko samorodne linki prowadzące donikąd. Zwłaszcza w sensie intelektualnym.

  10. Ja tylko spytam Katona, jaki związek z postem i dyskusją ma ta promocja blogaska? Zasadniczo jestem skłonna docenić wpisy ogarnięte merytorycznie i na temat. Mój zapas życzliwości dla piszących od rzeczy i bez związku z tematem głównym jest skromny i łatwo się wyczerpuje.

  11. Pozwolę sobie na przywitanie podrzucić znaleziony przepis na terapię dla p.osła Górskiego. Należy mu zafundować zabawę w kolejarza pod celą, a za 9 miesięcy podrzucić dzieciątko na wychowanie. Najlepiej czarnoskóre i kalekie, for the win!

  12. Naima, mam pytanie. Czy gdyby Twoją matkę zgwałcił jakiś zbir a Ty byłabyś efektem tego czynu, chciałabyś przyjść na świat i komentować na blogu, czy też nie?

  13. Mam dla ciebie bukiet odpowiedzi:
    1) Nie byłaby to moja decyzja ani moje chcenie. Byłaby to decyzja mojej matki (bądź niedoszłej matki) i jedyne, czego chciałabym, to żeby nikt jej podejmowania tej decyzji nie utrudniał.
    2) To ostatni raz, kiedy używasz takich argumentów personalnych na tym blogu, wobec mnie lub jakiegokolwiek komentatora. Rozumiem, że w twoim gimnazjum to jest szczytowe osiągnięcie erystyczne, ale tu oczekuję wyższych standardów.

  14. Pingback: prawo zabijania kobiet | Naima w sieci

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s